W Maniewiczach oficjalnie zatwierdzono rok założenia miasteczka ustalony przez naukowców. Kampania na rzecz ustalenia daty powstania Maniewicz, trwająca ponad rok, dobiegła końca.
Któż z nas choć raz w życiu nie śnił o tym, aby cały świat omijał go szerokim łukiem i nie zawracał serca, duszy i umysłu sprawami ważnymi lub całkiem błahymi? Takie marzenie ściętej głowy, w jakimś dziwnym momencie życia, gdzieś na kolejnym ostrym zakręcie, zagościło pod niejedną czaszką należącą do zabieganego, często zestresowanego do granic możliwości dorosłego człowieka.
Józef Karol Lasocki, polski dyrygent, kompozytor, pedagog i organizator życia muzycznego na Wołyniu, w numerze 3 «Ziemi Wołyńskiej» z 1938 r. opisał ówczesny stan kultury muzycznej na Wołyniu. Dzięki temu artykułowi mamy teraz możliwość nie tylko do zapoznania się z tą sferą życia w okresie międzywojennym, ale też zrozumienia, czym można wzbogacić paletę dzisiejszych wydarzeń kulturalnych.
Wieś Sapożyn, obecnie należąca do Hromady Korzec w obwodzie rówieńskim, w czasach II Rzeczypospolitej należała do województwa wołyńskiego. Położona była na wschodniej granicy Polski, gdzie stacjonowała 3 kompania graniczna 3 baonu Korpusu Ochrony Pogranicza.
Maria Fedorczuk połączyła swoje życie z dwoma miejscowościami w obwodzie rówieńskim: w Kostopolu urodziła się i spędziła większość życia, a w Topczy w Hromadzie Korzec stworzyła etnograficzny skarbiec.
W dzisiejszym numerze «Monitora Wołyńskiego» piszemy o rzeźbiarzu naiwiście z Łucka Stanisławie Sarcewiczu, Marii Fedorczuk i jej muzeum w Topczy k. Korca, łuckim strażaku Zygmuncie Potuszyńskim oraz o kulturze muzycznej na Wołyniu.
Już od czterech miesięcy Platforma «Algorytm Działań» przy wsparciu Ukraińskiej Fundacji Kultury prowadzi badania nad postacią rzeźbiarza naiwisty Stanisława Sarcewicza, który mieszkał i tworzył w Łucku.
Adolf Liliewicz, który uciekł z ZSRR w 1930 r., mimowolnie znalazł się z powrotem na terytorium ZSRR w 1939 r. Wyrok w jego sprawie zapadł 21 czerwca 1941 r., dzień przed wybuchem wojny niemiecko-sowieckiej.
Pamiętam pierwsze kafejki internetowe. To było coś. Wielkie ach i och. Dzisiejsze dzieci i młodzież zielonego pojęcia nie mają, jaką radość sprawiała nam wykupiona godzina w takim miejscu, sam na sam z magicznym internetem.
Nasza rozmówczyni Lubow Doczak urodziła się i mieszka we wsi Sidorów w Hromadzie Husiatyn w rejonie czortkowskim w obwodzie tarnopolskim. Tu spotkali się i pobrali jej rodzice. «Nasze dzieciństwo było wspaniałe. Mieliśmy wielu krewnych, bardzo dobrych, wszyscy zjeżdżali się do nas na święta» – wspomina pani Lubow.