Pamiętam pierwsze kafejki internetowe. To było coś. Wielkie ach i och. Dzisiejsze dzieci i młodzież zielonego pojęcia nie mają, jaką radość sprawiała nam wykupiona godzina w takim miejscu, sam na sam z magicznym internetem.
Jakim wiekopomnym odkryciem były kartki imieninowe, urodzinowe lub z jakiej tam innej okazji wyszukane w sieci i wysłane w mgnieniu oka na drugi koniec świata. Cud techniki i niczym nieograniczony, pozbawiony wad, jak nam się wówczas wydawało, postęp technologiczny. Nic tylko czerpać pełnymi garściami i wykorzystywać w zbożnym celu.
Po odpaleniu komputera, jak grzyby po deszczu, pojawiały się coraz to nowe strony, portale, zakładki, pliki, projekty, tytuły książek i gazet. To, co dotychczas tylko i wyłącznie kojarzyło się z szeleszczącym papierem, zapachem druku i przyjemnością przewracania kartki, stało się rzeczywistością wirtualną.
Z biegiem czasu niektórzy użytkownicy sieci, a wraz z rosnącą powszechnością oraz dostępnością internetu ich liczba rosła w sposób geometryczny, zaczęli uważać, że są w niej niewidzialni. Jakoś dziwnym zbiegiem okoliczności tę pseudo niewidzialność zaczęto uważać za bezkarność.
Stąd to, na co przeciętny zjadacz chleba nie odważyłby się w realu, powstrzymywany przez wpajane długie lata poczucie przyzwoitości, wstydu czy resztek godności błąkających się po zakamarkach mózgu, w sieci robił bez zmrużenia oka.
Nagle okazało się, że dla wielu frustratów, zakompleksiałych, małych, być może gnębionych w rzeczywistości i wyśmiewanych przez innych ludzi, fora internetowe, komentarze pod linkami stały się wentylem bezpieczeństwa zdruzgotanej psychiki jednego czy drugiego człowieka.
Dla tych biednych, zmaltretowanych, bez poczucia własnej wartości i często żyjących w przerażającej bańce strachu ludzi, prawda, czegokolwiek by nie dotyczyła, nie jest istotna. Jeśli tylko różni się od poglądów, interpretacji lub wierzenia tego kogoś – to gorzej dla prawdy. Ważne, aby można się było wyładować, wykrzyczeć na innych, wyzwać od debili, kretynów, idiotów.
To i tak łagodnie, bo najczęściej w komentarzach padają pociski dużo cięższego kalibru. Czasem wystarczy słowo, zdjęcie, polubienie, kolor skóry, obcy język, a już fala totalnego hejtu idzie przez sieć jak tsunami. Bezmyślna, bezkrytyczna, przed którą często kroczy z podniesioną głową manipulacja i żałosna wiedza ogólna.
A ten, który pochyla się ze współczuciem nad niedolą innego żywego stworzenia, zrezygnowany chowa się w kąt internetowego świata z zaciśniętymi z bezsilności i smutku pięściami.
Nie mieć zielonego pojęcia o czymś, czyli nie posiadać żadnej wiedzy na dany temat.
Zbożny cel, odnosi się do celu, który jest słuszny, dobry, pożyteczny, godny pochwały.
Odpalić komputer, a więc go włączyć, uruchomić.
Pojawiać się jak grzyby po deszczu, czyli szybko, w dużej ilości.
Coś rośnie w sposób geometryczny, a więc bardzo szybko.
Bez zmrużenia oka, czyli bez nerwów, paniki, spokojnie.
Gabriela Woźniak-Kowalik,
nauczycielka skierowana do Łucka przez ORPEG