Już od czterech miesięcy Platforma «Algorytm Działań» przy wsparciu Ukraińskiej Fundacji Kultury prowadzi badania nad postacią rzeźbiarza naiwisty Stanisława Sarcewicza, który mieszkał i tworzył w Łucku.
«We wspólnocie, która pomaga nam opowiadać o tym niezwykłym artyście, są naukowcy, historycy sztuki, muzealnicy oraz jego rodzina» – zauważyła kulturoznawczyni i kuratorka projektu Rusłana Porycka.
W ramach projektu zaplanowano różne wydarzenia, które mają na celu zgromadzenie informacji i przekazanie zainteresowanym głębszej wiedzy o tym rzeźbiarzu. Jest to w szczególności seria publicznych rozmów, z których dwie już odbyły się w Centrum Rozwoju Przemysłów Kreatywnych «Abo Abo» w Łucku.
28 sierpnia miało tu miejsce spotkanie, podczas którego Rusłana Porycka, historyk sztuki i badaczka twórczości artystów naiwnych Zoja Nawrocka, kolekcjoner Witalij Wojtowycz oraz historyk sztuki Oleg Sydor-Hibelinda opowiedzieli o fenomenie sztuki naiwnej. Zaprezentowali twórczość łuckich artystów sztuki naiwnej Petra Majewskiego, Hawryła Ostapenki, Sydora Rozmirskiego, Josypa Petruka oraz Stanisława Sarcewicza.

17 września w przestrzeni «Abo Abo» odbyła się publiczna rozmowa o sztuce naiwnej i fenomenie Sarcewicza z Zoją Nawrocką oraz Pawłem Gudimowem ze Lwowa – kolekcjonerem, kuratorem i założycielem centrum sztuki «Ja Galeria».
Podczas wydarzenia uczestnikom zaprezentowano zdjęcia przedstawiające artystę i jego rzeźby. Wśród nich znalazły się fotografie z rodzinnego archiwum Sarcewiczów udostępnione przez wnuczki oraz zdjęcia zdigitalizowane przez genealoga Artura Aloszyna ze slajdów wykonanych przez brata jego dziadka, fotografa Pawła Pastuszenkę. Zgromadzonym pokazano również slajdy z rzeźbami Sarcewicza, które przekazała mieszkanka Łucka Iryna Artuszewska.

«Jako mała dziewczynka zaglądałam kiedyś do tego ogrodu» – wspominała jedna z uczestniczek wydarzenia, przeglądając zdjęcia z rodzinnego archiwum starannie ułożone w albumie przez zespół projektu.
To rzadkie szczęście, jeśli chodzi o artystów sztuki naiwnej, że takie zdjęcia istnieją i to jeszcze w takiej ilości – zauważyli Zoja Nawrocka i Pawło Gudimow. Niestety większość rzeźb Stanisława Sarcewicza nie przetrwała.
Platforma «Algorytm Działań» wkrótce zaprezentuje serię filmów «7 rozmów o Sarcewiczu», czyli 7 wywiadów Rusłany Poryckiej o rzeźbiarzu z historykami sztuki, kulturoznawcami oraz wnuczkami artysty. Pierwszy film, rozmowa z badaczką jego twórczości Zoją Nawrocką, jest już dostępny na kanale «Algorytmu Działań» na YouTube.
Wśród najbliższych wydarzeń zaplanowanych przez zespół projektu jest spektakl «Niespodziewana bajka w centrum miasta» kijowskiego teatru «Szarż» zainspirowana przez spuściznę rzeźbiarza. Przedstawienie odbędzie się 27 września na skwerze «Ziarno» w Łucku. Początek o godz. 17:00.
«Najmniej wiemy na razie o rodzinie Stanisława Sarcewicza, jego rodzicach oraz rodzeństwie. Według niektórych danych miał siostry, a według innych – braci. Ale są już pewne tropy. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że rodzina została po prostu wywieziona na Syberię, dlatego wszystko się urywa i nie ma żadnych danych o niej» – zauważyła Rusłana Porycka.
Z życiorysem Stanisława Sarcewicza możemy dziś zapoznać się na stronie internetowej Galerii Sztuki Wołyńskiej Organizacji Narodowego Związku Artystów Ukrainy. «Ułożyłem go na podstawie informacji z różnych źródeł» – mówi prezes WONZAU Wołodymyr Marczuk, który zamieścił tu również liczne zdjęcia rzeźb Sarcewicza oraz linki do filmów i publikacji o artyście.
Umieszczony przez niego życiorys artysty został częściowo oparty na tekście Switłany Zozuli opublikowanym na łamach «Kronik Lubarta», w którym przedstawia fakty o Sarcewiczu na postawie wspomnień jednej z jego wnuczek.
Z tych informacji wynika, że Stanisław Sarcewicz urodził się w październiku 1904 r. i pochodził z Żytomierszczyzny. Jego ojciec miał na imię Walerian i podobno posiadał litewskie korzenie, a matka, której imię nie jest znane, miała korzenie niemieckie. Ojciec podobno zmarł wcześnie, a matka została wysłana na Syberię. To właściwie wszystkie informacje na temat tej części jego życia. Nie wiadomo nawet, gdzie przyszedł na świat.
Słowo «podobno» nie bez powodu pojawia się kilka razy w poprzednim akapicie. Problem polega na tym, że nawet to, co wiadomo o rodzinie i życiu Sarcewicza przed II wojną światową, budzi wiele wątpliwości.
Sarcewicz ożenił się z Polką Julią Rozbicką, c. Karola (1911–1997), z którą wychował trzy córki i syna. Żona również pochodziła z Żytomierszczyzny. Po przekazaniu katolikom katedry Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Łucku była jej parafianką. Wiadomo też, że Sarcewicz był księgowym w dziale zabezpieczenia społecznego.
Niestety, żadnego z dzieci Sarcewiczów nie ma już na tym świecie. W poznawaniu życiorysu rzeźbiarza pomagają jego wnuczki oraz synowa. To właśnie one przekazały badaczom jego pamiętnik. «Podpowiedział nam, w jakim kierunku podążać. Rzeźbiarz prowadził go głównie w języku polskim, ale także rosyjskim, chociaż, jak wspominały wnuczki, w domu rozmawiały z nim wyłącznie w języku ukraińskim» – opowiedziała Rusłana Porycka.
Białe karty życiorysu Stanisława Sarcewicza i jego rodowodu mają wypełnić poszukiwania prowadzone w ramach projektu przez genealoga Artura Aloszyna. W rozmowie z Ludmyłą Jaworską z czasopisma «misto.media» zauważa, że w dokumentach dotyczących odznaczeń Sarcewicza za służbę w armii radzieckiej (Sarcewicz został zmobilizowany w 1944 r.) podano, że z pochodzenia był Polakiem. Dzięki kwerendzie archiwalnej Artur Aloszyn zdołał już coś znaleźć, a jakieś fakty sprostować. Poszukiwania wciąż trwają.


Stanisław Sarcewicz gromadził własne rzeźby na swoim podwórku położonym przy ówczesnej ulicy Chakimowa (obecnie Dolna). Można było tam zobaczyć ukończone dzieła oraz te, do których jeszcze wracał, coś w nich zmieniając. Wszystkie malował. «Bo Bóg stworzył wszystko w kolorach» – cytowała Sarcewicza Iryna Lewczaniwska wspominając o nim w filmie w reżyserii Borysa Rewenki.
«Wszystko ciągle się zmieniało, nabierało innego kontekstu. I każdy skrawek ziemi wypełniał się tymi rzeczami. Historyk sztuki Ołeksandr Najden powiedział, że w ten sposób artysta próbował odgrodzić się od społeczeństwa, chronić się przed nim i stworzyć swój własny świat i przestrzeń» – zauważyła Zoja Nawrocka.
Historyk sztuki dodała, że w 1982 r. w najbardziej wpływowym wówczas czasopiśmie «Sztuka Dekoracyjna ZSRR» ukazał się artykuł Ołeksandra Najdena o Stanisławie Sarcewiczu (jest obecnie dostępny na stronie internetowej Galerii Sztuki WONZAU). «Autor nazwał Sarcewicza artystą. Nie rzemieślnikiem, nie dziwakiem, ale artystą. Sarcewicz sam wtedy zrozumiał, kim jest» – podkreśliła Zoja Nawrocka.
«Już w latach 80. jego nazwisko wymieniano obok takich nazwisk, jak Niko Pirosmani czy Maria Prymaczenko» – powiedziała w filmie Iryna Lewczaniwska.
Według Zoji Nawrockiej pierwszą rzeźbą stworzoną przez Sarcewicza był jeleń. To dzieło różniło się od tego, co oferowała wówczas kultura masowa. «Wyrzeźbił tego jelenia bardzo umiejętnie. Była to sensacja. Wszyscy byli nim zachwyceni. Sarcewicz zaczął więc tworzyć kolejne rzeźby» – powiedziała badaczka.

Niestety z co najmniej 50 rzeźb stworzonych przez Stanisława Sarcewicza do dziś zachowało się tylko 15. Obecnie znajdują się w Centrum Kultury Ludowej «Muzeum Iwana Honczara» w Kijowie, które faktycznie uratowało je przed zniszczeniem. Wcześniej pokonały drogę z rodzinnego podwórka do jednej z piwnic Rezerwatu Historycznego w Łucku.
«Tam właśnie leżały. Próbowałam coś z tym zrobić, chodziłam do rady miejskiej, prosiłam o wyznaczenie dla nich miejsca. Spotkałam się z niezrozumieniem z ich strony. Więc po prostu leżały, skazane na śmierć, aż pewnego dnia do Łucka przyjechał Petro Honczar» – powiedziała Zoja Nawrocka. Podczas tej wizyty na Wołyniu Petro Honczar, dyrektor Muzeum Iwana Honczara, zainteresował się losem rzeźb Sarcewicza. Otwarto mu piwnicę i je pokazano. Poprosił o pozwolenie na zabranie do Kijowa przynajmniej jednej z nich. Rezerwat oddał mu wszystkie, gdyż obawiano się, że nie uda się ich uratować.
Jak powiedział prezes WONZAU Wołodymyr Marczuk, w 2019 r. pojawił się pomysł odtworzenia kilku najbardziej znanych rzeźb artysty na skwerze przy Galerii Sztuki, ale niestety projekt nie uzyskał wówczas wsparcia finansowego.
Obecnie w ramach projektu badania twórczości Sarcewicza trwa wizualizacja 3D zachowanych dzieł oraz rzeźb, których już nie ma, na podstawie fotografii. Chociaż zespół projektu nie traci nadziei, że zachowane rzeźby uda się kiedyś wyeksponować w Łucku. Na razie na 2 października zaplanowane jest spotkanie Petra Honczara z łucczanami w Centrum «Abo Abo».
Wyniki wszystkich badań, życiorys, zdjęcia, nagrania rozmów z rodziną i historykami sztuki oraz wszystkich wydarzeń projektu zespół «Algorytmu Działań» wkrótce opublikuje na osobnej stronie internetowej poświęconej Stanisławowi Sarcewiczowi.
W tej chwili informacje o kolejnych wydarzeniach projektu można śledzić na profilach społecznościowych Platformy «Algorytm Działań».


Tekst i zdjęcia: Natalia Denysiuk