«W latach II wojny światowej, uciekając przed wojną, moi krewni przenieśli się z Modryńca k. Hrubieszowa do Kostopola. Po krótkim czasie dziadek został zabrany na front. Potem trafił do łagru na Syberii» – mówi Tetiana Fedotowa.
Nasza rozmówczyni Halina Hrypycz urodziła się we wsi Niżnij Burłuk w Kazachstanie, gdzie jej rodzice Marian i Józefa Greniowie zostali wywiezieni wraz z krewnymi w 1936 r. W ojczyste strony w obwodzie chmielnickim powrócili dopiero po 12 latach.
«Nasza rodzina pochodzi z obwodu chmielnickiego. Jesteśmy Polakami. I mama, i tata byli zapisani w dowodach jako Polacy. Od 1946 do 1950 r. rodzice mieszkali w Polsce. Urodziliśmy się z bratem odpowiednio w Koszalinie i Stargardzie» – opowiada Anna Sobolewa (z domu Bolbina).
«Aby poślubić babcię, dziadek z Rudyka został Rudnickim, a z prawosławnego – katolikiem. Poszedł na takie ustępstwa z miłości. Później sowieckie represje rozdzieliły ich na 10 lat» – mówi Ludmyła Łutiuk z Sosnowego w obwodzie rówieńskim.
«Wszystkie miejscowości, w których niegdyś mieszkali moi przodkowie, bądź to w Ukrainie, bądź w Białorusi, bądź w Polsce, uważam za swoje. Tak je nazywam – moje wsie. Jestem z nimi związany poprzez historię swojej rodziny» – mówi Artur Aloszyn z Łucka.
«Moją pamięć rodzinną można podzielić na dwie części: pierwsza jest utkana z wielu barwnych epizodów życiowych, o których opowiadali mi moi najbliżsi, druga – to moje własne wspomnienia» – mówi Walenty Wakoluk z Łucka, założyciel gazety «Monitor Wołyński», prezes Stowarzyszenia Kultury Polskiej na Wołyniu im. Ewy Felińskiej w latach 2006–2023.
«Kim są ci ludzie?» – zapytała na Facebooku pewna pani, której rodzinę po wojnie wysiedlono z Ukrainy do Polski. Zostawiła ten komentarz pod wpisem o wydarzeniu, które odbyło się w polskiej organizacji w Łucku. «Polakami, którzy urodzili się i przez całe życie mieszkają w Ukrainie» – odpowiedzieliśmy.
«Czy możesz przeżyć życie innego człowieka, nawet jeśli jest twoim ojcem?» – zastanawia się Aleksander Mirecki z Łucka. Jest synem kompozytora, pianisty i nauczyciela Georgija Mireckiego. Po śmierci ojca zabrał się za opracowywanie jego bogatego dziedzictwa muzycznego. Dziś dzieli się historią swojej rodziny z «Monitorem Wołyńskim».
«Urodziłam się na Białorusi, we wsi Samarowicze w rejonie zelwieńskim w obwodzie grodzieńskim. Cała moja rodzina jest stamtąd. Z dziada pradziada jesteśmy katolikami» – zauważa 76-letnia Józefa Parfeniuk.
«Nawet przyjaciele ojca, którzy wyjechali do Polski, zawsze ze szczególną miłością wspominali rzekę Stochód. Jako dzieci biegaliśmy tutaj pływać i łowić ryby na wędkę. Z tatą pływaliśmy na łodzi po rozlewiskach» – opowiada Michał Kurhanowicz z Lubieszowa.