Maria Fedorczuk połączyła swoje życie z dwoma miejscowościami w obwodzie rówieńskim: w Kostopolu urodziła się i spędziła większość życia, a w Topczy w Hromadzie Korzec stworzyła etnograficzny skarbiec.
Nasza rozmówczyni Lubow Doczak urodziła się i mieszka we wsi Sidorów w Hromadzie Husiatyn w rejonie czortkowskim w obwodzie tarnopolskim. Tu spotkali się i pobrali jej rodzice. «Nasze dzieciństwo było wspaniałe. Mieliśmy wielu krewnych, bardzo dobrych, wszyscy zjeżdżali się do nas na święta» – wspomina pani Lubow.
Franka Wołoszczuk jest najstarszą mieszkanką Hromady Husiatyn w rejonie czortkowskim na Tarnopolszczyźnie oraz najstarszą członkinią miejscowego Nadzbruczańskiego Stowarzyszenia Kultury i Języka Polskiego. 5 października będzie obchodziła swoje 101. urodziny.
«W latach II wojny światowej, uciekając przed wojną, moi krewni przenieśli się z Modryńca k. Hrubieszowa do Kostopola. Po krótkim czasie dziadek został zabrany na front. Potem trafił do łagru na Syberii» – mówi Tetiana Fedotowa.
Nasza rozmówczyni Halina Hrypycz urodziła się we wsi Niżnij Burłuk w Kazachstanie, gdzie jej rodzice Marian i Józefa Greniowie zostali wywiezieni wraz z krewnymi w 1936 r. W ojczyste strony w obwodzie chmielnickim powrócili dopiero po 12 latach.
«Nasza rodzina pochodzi z obwodu chmielnickiego. Jesteśmy Polakami. I mama, i tata byli zapisani w dowodach jako Polacy. Od 1946 do 1950 r. rodzice mieszkali w Polsce. Urodziliśmy się z bratem odpowiednio w Koszalinie i Stargardzie» – opowiada Anna Sobolewa (z domu Bolbina).
«Aby poślubić babcię, dziadek z Rudyka został Rudnickim, a z prawosławnego – katolikiem. Poszedł na takie ustępstwa z miłości. Później sowieckie represje rozdzieliły ich na 10 lat» – mówi Ludmyła Łutiuk z Sosnowego w obwodzie rówieńskim.
«Wszystkie miejscowości, w których niegdyś mieszkali moi przodkowie, bądź to w Ukrainie, bądź w Białorusi, bądź w Polsce, uważam za swoje. Tak je nazywam – moje wsie. Jestem z nimi związany poprzez historię swojej rodziny» – mówi Artur Aloszyn z Łucka.
«Moją pamięć rodzinną można podzielić na dwie części: pierwsza jest utkana z wielu barwnych epizodów życiowych, o których opowiadali mi moi najbliżsi, druga – to moje własne wspomnienia» – mówi Walenty Wakoluk z Łucka, założyciel gazety «Monitor Wołyński», prezes Stowarzyszenia Kultury Polskiej na Wołyniu im. Ewy Felińskiej w latach 2006–2023.
«Kim są ci ludzie?» – zapytała na Facebooku pewna pani, której rodzinę po wojnie wysiedlono z Ukrainy do Polski. Zostawiła ten komentarz pod wpisem o wydarzeniu, które odbyło się w polskiej organizacji w Łucku. «Polakami, którzy urodzili się i przez całe życie mieszkają w Ukrainie» – odpowiedzieliśmy.