«W 1912 r. moi dziadkowie przeprowadzili się z Chicago do Strzelczysk. Wybudowali tu duży, okazały dom. Wszyscy w nim dorastaliśmy» – powiedziała «Monitorowi Wołyńskiemu» Zofia Michalewicz, prezes Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Zdołbunowskiej.
«Moi rodzice pochodzili z polskich katolickich rodzin. Zawsze mieliśmy wiarę. Modliliśmy się tylko po polsku. Do dziś modlę się po polsku» – powiedziała Franciszka Holik ze Zdołbunowa. Jest członkinią miejscowego Towarzystwa Kultury Polskiej. Jej rodzinna historia jest związana z dzisiejszym obwodem żytomierskim.
«Jestem maniewiczaninem od czwartego pokolenia. Moja rodzina mieszka tu prawie od założenia miasteczka» – mówi Serhij Sołobczuk. W rozmowie z «Monitorem Wołyńskim» podzielił się wspomnieniami o swojej polsko-ukraińskiej rodzinie.
«Urodziłam się w Maniewiczach, na tej samej ulicy, gdzie obecnie mieszkam. Za rządów Polski nazywała się Główna, potem przemianowano ją na Czerwonoarmijską, obecnie to Kozacka. Chociaż dużo podróżowałam po świecie, nie opuściłam Maniewicz» – mówi 72-letnia Halina Kozłowa.
«Osiem lat temu moje życie się zmieniło. Zostałem czytelnikiem «Monitora Wołyńskiego», dowiedziałem się o Towarzystwie Kultury Polskiej w Kowlu i działającej przy nim szkole języka polskiego. W wieku sędziwym zostałem uczniem polskiej szkoły, aby wrócić do języka swojego dzieciństwa, kiedy słuchałem rozmów rodziców» – opowiada 82-letni Lew Kraluk z Kowla.
«Jestem kiwerczanką. Kocham Kiwerce z całego serca i nie zamienię tego miejsca na żadne inne miasto. Otrzymywałam atrakcyjne oferty pracy z innych miast, ale od 46 lat pracuję właśnie tutaj. Uczę dzieci. To jest moje powołanie» – rozpoczyna opowieść Iwanna Matiuszyk, prezes Oddziału Stowarzyszenia Kultury Polskiej na Wołyniu im. Ewy Felińskiej w Kiwercach.
«Dziadkowie mieli ośmioro dzieci. Sowieci wywieźli wszystkich na Syberię, następnie los porozrzucał ich po całym świecie» – mówi 73-letnia Ludmyła Błażewicz z Dubna. Jest członkinią miejscowego Towarzystwa Kultury Polskiej oraz parafianką dubieńskiego kościoła Świętego Jana Nepomucena.
«W chutorze w pobliżu Maniewicz mieszkała wróżka. Miejscowe panienki często do niej chodziły. Ta wróżka powiedziała do babci: «Masz dwóch kawalerów – blondyna i bruneta. Jeżeli wybierzesz blondyna, będziecie razem niedługo». Babcia nawet nie mogła sobie wyobrazić, jak niedługo. Po ślubie przeżyli wspólnie tylko trzy dni».
«Faktycznie całe życie mojej rodziny jest związane z Łuckiem» – mówi 62-letni Leonid Pastryk, lekarz w trzecim pokoleniu, członek Stowarzyszenia Kultury Polskiej im. Ewy Felińskiej na Wołyniu.
«Moi przodkowie, jak prawdopodobnie zdecydowana większość ówczesnych polskich rodzin, mieli ciężki los» – rozpoczyna swoją rodzinną historię Aleksander Radica ze Zdołbunowa. Opowiada «Monitorowi Wołyńskiemu» o Wielkim Głodzie w obwodzie chmielnickim, deportacji krewnych w głąb ZSRR, Pierwszej Komunii matki z rąk ojca Serafina Kaszuby i harcerstwie.