«Osiem lat temu moje życie się zmieniło. Zostałem czytelnikiem «Monitora Wołyńskiego», dowiedziałem się o Towarzystwie Kultury Polskiej w Kowlu i działającej przy nim szkole języka polskiego. W wieku sędziwym zostałem uczniem polskiej szkoły, aby wrócić do języka swojego dzieciństwa, kiedy słuchałem rozmów rodziców» – opowiada 82-letni Lew Kraluk z Kowla.
«Jestem kiwerczanką. Kocham Kiwerce z całego serca i nie zamienię tego miejsca na żadne inne miasto. Otrzymywałam atrakcyjne oferty pracy z innych miast, ale od 46 lat pracuję właśnie tutaj. Uczę dzieci. To jest moje powołanie» – rozpoczyna opowieść Iwanna Matiuszyk, prezes Oddziału Stowarzyszenia Kultury Polskiej na Wołyniu im. Ewy Felińskiej w Kiwercach.
«Dziadkowie mieli ośmioro dzieci. Sowieci wywieźli wszystkich na Syberię, następnie los porozrzucał ich po całym świecie» – mówi 73-letnia Ludmyła Błażewicz z Dubna. Jest członkinią miejscowego Towarzystwa Kultury Polskiej oraz parafianką dubieńskiego kościoła Świętego Jana Nepomucena.
«W chutorze w pobliżu Maniewicz mieszkała wróżka. Miejscowe panienki często do niej chodziły. Ta wróżka powiedziała do babci: «Masz dwóch kawalerów – blondyna i bruneta. Jeżeli wybierzesz blondyna, będziecie razem niedługo». Babcia nawet nie mogła sobie wyobrazić, jak niedługo. Po ślubie przeżyli wspólnie tylko trzy dni».
«Faktycznie całe życie mojej rodziny jest związane z Łuckiem» – mówi 62-letni Leonid Pastryk, lekarz w trzecim pokoleniu, członek Stowarzyszenia Kultury Polskiej im. Ewy Felińskiej na Wołyniu.
«Moi przodkowie, jak prawdopodobnie zdecydowana większość ówczesnych polskich rodzin, mieli ciężki los» – rozpoczyna swoją rodzinną historię Aleksander Radica ze Zdołbunowa. Opowiada «Monitorowi Wołyńskiemu» o Wielkim Głodzie w obwodzie chmielnickim, deportacji krewnych w głąb ZSRR, Pierwszej Komunii matki z rąk ojca Serafina Kaszuby i harcerstwie.
Witalij Dmytrenko urodził się i mieszka w Łucku. W latach szkolnych, przed zamknięciem kaplicy na dawnym cmentarzu katolickim, pełnił funkcję ministranta. Dziś opowiada swoją rodzinną historię – o przodkach z obwodu chmielnickiego, których los rozrzucił po świecie, poszukiwaniu krewnych za granicą i dzieciństwie w Łucku.
«Polską kulturę od małego miałem we krwi. Nasza rodzina nigdy nie ukrywała, że jesteśmy Polakami. Nawet nie wyobrażam sobie, by było inaczej» – mówi Władysław Bagiński, prezes Towarzystwa Kultury Polskiej na Rówieńszczyźnie im. Władysława Reymonta.
«Teraz jestem najstarsza w rodzinie. Poczułam się odpowiedzialna, dlatego usiadłam i zaczęłam spisywać, co pamiętam. Potrzebuję tego, żeby uświadomić sobie, kim jestem» – mówi 77-letnia Ludmyła Płotnikowa z Łucka. Dziś opowiada nam historię swojej rodziny.
Leokadia Trusz urodziła się i przez całe życie mieszka na Wołyniu. Podzieliła się z nami historią swojej rodziny, która przeplata się z przeszłością regionu – równie skomplikowaną i czasami tragiczną.