«Czy możesz przeżyć życie innego człowieka, nawet jeśli jest twoim ojcem?» – zastanawia się Aleksander Mirecki z Łucka. Jest synem kompozytora, pianisty i nauczyciela Georgija Mireckiego. Po śmierci ojca zabrał się za opracowywanie jego bogatego dziedzictwa muzycznego. Dziś dzieli się historią swojej rodziny z «Monitorem Wołyńskim».
«Urodziłam się na Białorusi, we wsi Samarowicze w rejonie zelwieńskim w obwodzie grodzieńskim. Cała moja rodzina jest stamtąd. Z dziada pradziada jesteśmy katolikami» – zauważa 76-letnia Józefa Parfeniuk.
«Nawet przyjaciele ojca, którzy wyjechali do Polski, zawsze ze szczególną miłością wspominali rzekę Stochód. Jako dzieci biegaliśmy tutaj pływać i łowić ryby na wędkę. Z tatą pływaliśmy na łodzi po rozlewiskach» – opowiada Michał Kurhanowicz z Lubieszowa.
Nasza rozmówczyni, mieszkanka Łucka Walentyna Olich pochodzi z Podola. Historia jej rodziny odzwierciedla losy mieszkańców tego regionu, którzy jeszcze w 1918 r. znaleźli się pod rządami bolszewików.
«Wszystkie groby moich krewnych zostały tam, na cmentarzu w obwodzie chmielnickim» – mówi 76-letni Michał Bedraty ze Zdołbunowa.
«Kiedy przychodzę do kościoła, to jakby odradzam się na nowo. Pan jest tu w każdym zakątku» – mówi parafianka zdołbunowskiego kościoła Świętych Apostołów Piotra i Pawła, członkini miejscowego Towarzystwa Kultury Polskiej, Henryka Ryszarda Cyron.
Rozstrzelanie teścia jako «wroga ludu», zesłanie do Kazachstanu, walka o kościół i tragedia współczesnej wojny – historię swojej rodziny «Monitorowi Wołyńskiemu» opowiadają dziś Walentyna Łukomska i jej córka Ludmiła Maszłaj, parafianki kościoła Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Równem i członkinie Towarzystwa Kultury Polskiej im. Władysława Reymonta.
«Ktoś przyjechał. Wychodzę, a tam siedzi jakaś kobieta. Pamiętam, jak była ubrana… Mówią mi: to jest twoja matka» – opisuje swoje spotkanie z mamą po długiej rozłące Janina Zaniczkowska z Kutrowa koło Beresteczka.
«W 1957 r. tata chciał wyjechać do Polski. Zaczął załatwiać dokumenty. Tymczasem kagebiści, w tajemnicy przed ojcem, wezwali do siebie mamę i powiedzieli: droga jest długa, możecie nie dojechać. Zastraszyli ją tak bardzo, że kategorycznie odmówiła wyjazdu. Bała się, dlatego nic tacie nie wyjaśniła» – mówi Halina Sokalska.
«W 1912 r. moi dziadkowie przeprowadzili się z Chicago do Strzelczysk. Wybudowali tu duży, okazały dom. Wszyscy w nim dorastaliśmy» – powiedziała «Monitorowi Wołyńskiemu» Zofia Michalewicz, prezes Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Zdołbunowskiej.