Ludzie są jak puzzle – każdy z innej beczki, każdy z innymi wypustkami albo wcięciami. Jak się tak jednak dłużej przypatrzymy i oko zawiesimy na tym czy owym, to dojdziemy do wniosku, że tak jak w układance, wbrew pozorom i zdrowemu rozsądkowi, pasują do siebie tworząc spójny obraz.
Któż z nas choć raz w życiu nie śnił o tym, aby cały świat omijał go szerokim łukiem i nie zawracał serca, duszy i umysłu sprawami ważnymi lub całkiem błahymi? Takie marzenie ściętej głowy, w jakimś dziwnym momencie życia, gdzieś na kolejnym ostrym zakręcie, zagościło pod niejedną czaszką należącą do zabieganego, często zestresowanego do granic możliwości dorosłego człowieka.
Pamiętam pierwsze kafejki internetowe. To było coś. Wielkie ach i och. Dzisiejsze dzieci i młodzież zielonego pojęcia nie mają, jaką radość sprawiała nam wykupiona godzina w takim miejscu, sam na sam z magicznym internetem.
Jest taki wiersz Marii Konopnickiej «A jak poszedł król na wojnę…», którego treść, mimo że wiele wody upłynęło od czasu, gdy został napisany, wydaje się być niestety niezwykle aktualna.
Podglądanie innych ludzi jest rzeczą absolutnie naganną, którą karać powinno się z całą stanowczością. Podobnie rzecz się ma ze słuchaniem tego, co do obcych a niepowołanych i nazbyt ciekawych uszu nie powinno dotrzeć.
Taki jeden, no może dwa małe nałogi, drobne przyzwyczajenia będące codzienną rutyną, mogłyby być czymś bardzo przyjemnym. By nie rzec pożądanym przez przeciętnego Kowalskiego. Musiałyby wszakże spełniać pewien warunek. Byłyby to nałogi korzystne, nad zdrowiem psychicznym i fizycznym trzymające pieczę.
Dwudziesty pierwszy wiek w pas nam się kłania. Wiek nowych technologii, sztucznej inteligencji i nieustającego podboju kosmosu, a my nadal radośnie sobie tkwimy w swoich małych, trochę wiedźmowatych czasach przesądów.
Jednego konia z rzędem temu, kto nie zna bajki Andersena «Pewna wiadomość». Drugiego przeznaczmy dla tego, który tej opowiastki i jej morału nie zrozumiał. Cóż z tego, kiedy literatura, choćby i dla dzieci młodszych tudzież starszych była przeznaczona, to życie i tak swoją historię napisze.
Był 30 października 1938 r., kiedy funkcjonariusz pełniący służbę w centralnej komendzie policji w Bronksie odebrał telefon. Spanikowany głos wykrzykiwał do słuchawki bezładne pytania mieszające się z równie chaotycznymi informacjami na temat inwazji Marsjan w stanie New Jersey.
Przez całe nasze życie, w taki czy inny sposób, zmuszani jesteśmy ciągle dokonywać wyborów. Nie jest istotne czy dylematy, przed którymi stajemy każdego dnia, są funta kłaków wartą zagadką, czy też decyzją mogącą zaważyć na funkcjonowaniu naszej osoby na tym łez padole. Za każdym razem łamiemy sobie głowę nad własną decyzją.