Ludzie są jak puzzle – każdy z innej beczki, każdy z innymi wypustkami albo wcięciami. Jak się tak jednak dłużej przypatrzymy i oko zawiesimy na tym czy owym, to dojdziemy do wniosku, że tak jak w układance, wbrew pozorom i zdrowemu rozsądkowi, pasują do siebie tworząc spójny obraz.
Nieważne, że jeden to kawałek z jachtem, drugi z szydełkiem, a jeszcze inny z pasieką pełną pszczół. To dobrze. Bo gdyby wszyscy lubili i robili to samo, świat byłby nudny jak flaki z olejem, a do tego być może niemiłosiernie zatłoczony w jednym konkretnym miejscu.
Na przykład na zlocie fanów origami. Możecie sobie to wyobrazić. Dziesiątki tysięcy ludzi składających papierowe żurawie i kłótnie o to, jaką metodą najlepiej to robić. Czarna rozpacz. Dla ludzi ich hobby to nie tylko sposób na spędzanie wolnego czasu. To styl życia, tożsamość, pretekst do kupowania rzeczy, których, według postronnych, wcale nie potrzebują, a tak naprawdę to one nadają wyrazistości i uroku każdemu życiu.
Hobby to okazja, by z dumą, a czasem nutką wyższości powiedzieć: «nie mogę, mam trening», nawet gdy tym «treningiem» przerażona jest każda hala sportowa lub czynności, jakim się wówczas oddajemy, to lepienie garnków na kole garncarskim w piwnicy cioci Zosi.
Albo tacy wędkarze. W końcu to duża grupa nieco dziwnych ludzi, która o czwartej rano jest już na nogach z własnej i nieprzymuszonej woli, aby częstokroć po przebyciu wielu kilometrów usiąść na składanym krzesełku i przez następnych kilka godzin rozmawiać z robakiem na końcu wrzuconej do wody żyłki. No i te opowieści o taaaaakich rybach, które ciągnęły wędkę z przyczepionym do niej wędkarzem przez pół jeziora, zanim z się z niej nie zerwały.
Odrębną grupę stanowią tzw. kolekcjonerzy, którzy zbierają, co im w ręce wpadnie. Kapsle, etykiety po bananach, opakowania po czekoladach, puszki po piwie, znaczki, ale to już najwyższa półka kolekcjonerska. Wszystkie zbiory są zazwyczaj opisane, skatalogowane. Każdy eksponat ma swoją historię.
Hobby to nie jest coś, co musi mieć kosmiczny sens. Powinno za to mieć duszę. Wśród hobbystów znajdziemy i takich, którzy oddają się ekstremalnym pasjom. Biegają maratony po pustyni, wspinają się na lodowce, zaglądają w paszczę każdemu większemu krokodylowi albo z namiętnością i zaangażowaniem skaczą z mostów na gumowej lince. Mówią wtedy, że żyją pełnią życia. Ktoś inny mógłby powiedzieć, że igrają z losem, chirurgiem i ortopedą.
A czy nie robią na nas wrażenia modelarze budujący repliki wielkich żaglowców z zapałek, albo ludzie składający puzzle z 10000 elementów z obrazem piasku pustyni. Siedzą i gapią się w beżowe prostokąciki i jeszcze mówią, że to relaksujące.
Z hobby można zrobić też niezły sposób na życie. Jeśli ktoś kocha nagrywać samego siebie, jak składa półki, robi makijaż, pije kawę lub gotuje kaszę na mleku, może nieźle ustawić się finansowo do końca życia na współpracy z marką pasty do zębów lub środka na przeczyszczenie, jeśli tylko zostanie osiągnięty przez niego wymarzony pułap miliona wyświetleń.
Są też inni hobbyści, którzy spędzają godziny na oglądaniu tychże czynności, które każdy robił u siebie w domu w kalesonach i koszuli, a nikt postronny nie chciał na to patrzeć.
No cóż, świat się zmienia. Najważniejsze jednak w tym całym szalonym świecie hobbystów i pasjonatów jest zrozumienie, że hobby nie musi być przydatne. Nie musi być sensowne i nie musi być rozumiane przez otoczenie. Ono ma dać radość robienia czegoś tylko dlatego, że chcemy. Albo że to robiła ulubiona ciocia Zenia, lub że zwyczajnie nas coś kręci.
Nie ma nudnych pasji, są tylko te, których jeszcze dla siebie nie odkryliśmy.
***
Powiedzenie, że coś jest nudne jak flaki z olejem, wyraża najwyższy stopień obojętności i znudzenia wobec czegoś lub kogoś.
Zawiesić na kimś oko, czyli przyglądać się komuś lub czemuś uważnie, z zainteresowaniem. Często to powiedzenie dotyczy kontaktów damsko – męskich.
Każdy z innej beczki lub innej parafii, a więc zupełnie inny, zróżnicowany.
Czarna rozpacz to najwyższy stopień smutku.
Gabriela Woźniak-Kowalik,
nauczycielka skierowana do Łucka przez ORPEG