Byłam na kinder party u moich serdecznych znajomych. Latorośl ukończyła wspaniałe kilkanaście lat. Niby dużo, a jeszcze przed pełnoletnością. Nic tylko zazdrościć. Ponieważ rodzice jubilata posiadają znaczne grono przyjaciół, przeto na imprezie zjawiła się dość liczna grupa wujków i cioć.
W życiu każdego człowieka przychodzi taki moment, że z przymusu lub własnej woli wyfruwa z rodzinnego gniazda. Osiągnąwszy pewien wiek, uważając się za człowieka, który zjadł wszystkie rozumy świata, wyrusza taki jeden i drugi w swoją drogę.
Jak grzyby po deszczu mnożą się w mediach społecznościowych ogłoszenia, w których ludzie ze wszystkich stron świata poszukują swoich krewniaków legitymujących się tym samym nazwiskiem. Próbują dokopać się wspólnych korzeni, usiłują odtworzyć własne drzewa genealogiczne wiele pokoleń wstecz.
Niech z ręką na sercu powie ktoś, że nie przejmuje się rzeczami błahymi i tak naprawdę funta kłaków wartymi. W codziennej pracy, w tym bieganiu szalonym za dobrami doczesnymi, w którym wyglądamy trochę jak chomik w kółku, w gruncie rzeczy zapominamy o tym, co jest najważniejsze w naszym życiu.
Nieważne kiedy i nieważne gdzie usłyszałam, wygłoszony przez pewną panią, niezwykle interesujący monolog. Pani była już w wieku zmierzającym pewnym krokiem w stronę jesieni życia, a kształty miała pełne, by nie rzec puszyste. Jednym słowem reprezentowała tak zwany rubensowski typ urody.
Pojęcie wymienione w tytule znane jest ludzkości od czasów starożytnych, a gdyby dobrze się zastanowić nad problemem to zapewne i od epoki kamienia łupanego z taką jedynie różnicą, że żadnego zapisu w tej materii nie mamy. Paradoks to bowiem twierdzenie sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem lub doświadczeniem.
Dramat Stanisława Wyspiańskiego «Wesele» powinien znać każdy, nawet przeciętnie wykształcony, człowiek w Polsce. Czy zna to już inna para kaloszy, ale bezsprzecznie dzieło to należy do kanonu największych narodowych utworów.
Byłam w kinie. No tak, to nie jest wiadomość, po usłyszeniu której świat wstrzyma oddech, a co wrażliwsi dostaną wypieków. Czynność dość powszechna, a oglądanie filmu jej towarzyszące traktowane jako rozrywka także niczyjego zdziwienia raczej nie wzbudzi.
Już we wczesnym wieku pacholęcym słyszałam, powtarzany często ku lepszemu zrozumieniu tudzież utrwaleniu, krótki wierszyk. Recytowali go wszyscy dorośli, a ja i moi rówieśnicy mogliśmy go w nocy o północy z zamkniętymi oczyma wygłosić.
Pewne przysłowie, niektórzy by powiedzieli, że zapewne chińskie, mówi: «Swoich przyjaciół trzymaj blisko siebie, a wrogów jeszcze bliżej». Mając na uwadze własne dobro trudno nie zgodzić się z takim stwierdzeniem.