Taki jeden, no może dwa małe nałogi, drobne przyzwyczajenia będące codzienną rutyną, mogłyby być czymś bardzo przyjemnym. By nie rzec pożądanym przez przeciętnego Kowalskiego. Musiałyby wszakże spełniać pewien warunek. Byłyby to nałogi korzystne, nad zdrowiem psychicznym i fizycznym trzymające pieczę.
Takie codzienne rutynowe czynności, jak mycie zębów. Choćby nałóg czytania książek. Tak obcy i daleki wielu mieszkańcom tego łez padołu. Statystyki czytelnictwa poszybowałyby w górę i już na jednego obywatela jakiegoś kraju nie przypadałoby pół przyswojonej książki na rok, a dajmy na to kilka albo i może kilkanaście. Takie marzenie ściętej głowy.
Albo nałóg rozważnego korzystania z wody, której zasoby w dramatycznym stopniu kurczą się w atomowym tempie. I już do umycia filiżanki po kawie nikt nie odkręcałby kurka na cały regulator, a wszystkim kapiącym kranom naprawiono by uszczelki. Takie bujanie w obłokach człowieka naiwnego.
Przyzwyczajenie do codziennych ćwiczeń fizycznych, niezbyt wyszukanych, nieskomplikowanych lecz wykonywanych systematycznie z niemałą przyjemnością – zapewne każdemu organizmowi żywemu przyniosłoby same korzyści. Zamiast tego z wielkim zaangażowaniem oddajemy się zgoła innym czynnościom, od których wołami odciągnąć nas nie sposób.
Z ogromnym upodobaniem i regularnością chrakteryzującą każdy nałóg wielu z nas podjada sobie różne smakołyki spoczywając w łóżku. Wprawdzie okruszki włażą później tu i ówdzie i kręcimy nosem na te dolegliwości, ale już następnej nocy pakujemy się pod kołderkę z michą kruchych ciasteczek, orzeszkami albo i chipsami, aby chrupiąc smakołyki oglądać ulubiony film.
Nad nałogiem palenia lepiej się nie rozpisywać, bo to i tak to wołanie na puszczy, a puszczanie z dymem ciężko zarobionych pieniędzy należy do najbardziej rozpowszechnionych przyzwyczajeń. Dzień bez czegoś słodkiego, a nie mamy tu na myśli kanapki z dżemem truskawkowym, jest dla ogromnej rzeszy rasy ludzkiej dniem straconym.
Batoniki, czekoladki, drażetki i cukierasy zalegają w niejednej szufladzie prawie każdego urzędniczego biurka. Dłoń jakoś tak sama, prawie bez naszej świadomości, tam wędruje, by wyciągnąć jakąś łakoć i wpakować ją w otwór gębowy. Kubeczki smakowe szaleją z zachwytu, endorfiny robią swoje. Jesteśmy w siódmym niebie.
Gorzej, jak poziom hormonu radości spada i nasz podstępny rozum dochodzi do głosu czyniąc nam kolejne wyrzuty, że nie dbamy o własne zdrowie zajadając się słodyczami. Aby go uciszyć sięgamy po czekoladkę, poziom endorfin idzie w górę, by po chwili… I tak w kółko.
Jednakże najgorszym chyba nałogiem, a w każdym razie łapiącym się na pudło, jest nałogowe kłamanie. Wprawdzie za wszelką cenę chcę się trzymać daleko od polityki, ale tak mi się jakoś wydaje, że wielu przedstawicieli tego zawodu znajduje się w zgubnych szponach wymienionego przed chwilą nałogu.
Sądzę przy tym, że owo przyzwyczajenie nie jest przez nich traktowane jak coś złego z czym należy walczyć. Niestety.
Przeciętny Kowalski znaczy to samo, co przeciętny Polak, ponieważ Kowalski jest najbardziej rozpowszechnionym polskim nazwiskiem.
Padół łez – frazeologizm biblijny, który oznacza życie na ziemi, postrzegane jako pełne bólu i cierpienia.
Marzenia ściętej głowy, czyli nierealne, niemożliwe do spełnienia.
Coś się dzieje w atomowym tempie, a więc bardzo szybko, dynamicznie.
Bujanie w obłokach, czyli marzenia o czymś trudnym do realizacji, tracenie kontaktu z rzeczywistością.
Nie można wołami odciągnąć kogoś od czegoś – a więc oderwanie kogoś od danej czynności jest bardzo trudne, wręcz niemożliwe.
Bycie w siódmym niebie oznacza najwyższy poziom szczęścia i zadowolenia.
Łapać się na pudło, czyli zajmować jedno z trzech pierwszych miejsc w jakiejś konkurencji. Podium to właśnie owo pudło.
Gabriela Woźniak-Kowalik,
nauczycielka skierowana do Łucka przez ORPEG