Rodzinne historie: «Kościół jest moim życiem»
Artykuły

«Kiedy przychodzę do kościoła, to jakby odradzam się na nowo. Pan jest tu w każdym zakątku» – mówi parafianka zdołbunowskiego kościoła Świętych Apostołów Piotra i Pawła, członkini miejscowego Towarzystwa Kultury Polskiej, Henryka Ryszarda Cyron.

«Monitorowi Wołyńskiemu» pani Henryka opowiedziała o zachowaniu wiary, mimo dziesiątków lat, kiedy nie mogła swobodnie chodzić na nabożeństwa do świątyni i modliła się tylko w myślach.

Matka była Ukrainką, a ojciec – Polakiem

Rodzice naszej rozmówczyni, Olga (1908–2012) i Jan (1904–2014) Kozakowie, pochodzą z Sądowej Wiszni w obwodzie lwowskim (obecnie rejon jaworowski). Po ślubie przeprowadzili się do Lwowa.

«Dziadek ze strony mamy miał na imię Mychajło, imienia babci nie pamiętam: zmarła, gdy miałam około pięciu lat. Mama miała dwie siostry, Stefanię i Katarzynę, oraz brata Antka. Rodzice ojca nazywali się Tekla i Michał Kozakowie. Pochodzę z wielodzietnej rodziny, w której wychowało się nas siedmioro: Stefania (ur. 1928), Helena (ur. 1930), Tadeusz (ur. 1932), Eugeniusz (ur. 1935), Lidia (ur. 1938), ja, czyli Henryka Ryszarda (ur. 1946) i Aldona (ur. 1950).

Olga Kozak z córką Stefanią

Moja mama była Ukrainką, a ojciec – Polakiem. Mama była grekokatoliczką, ojciec – rzymskim katolikiem. Pobrali się w greckokatolickim kościele w Sądowej Wiszni. Kiedy ksiądz ich pytał, mama odpowiadała po ukraińsku, a ojciec – po polsku. Tak później wspominali. My, dzieci, z ojcem rozmawialiśmy tylko po polsku, a z mamą – po ukraińsku. Mama zwracała się do ojca po ukraińsku, a tata do niej – po polsku. Doskonale się rozumieli. Mama była krawczynią, a ojciec zajmował się dostawami» – zaznacza pani Henryka.

W latach wojennych Jan Kozak nie został powołany do wojska. «Miał chory żołądek i wątrobę. Był operowany i prawdopodobnie dlatego nie otrzymał powołania do służby. Nasza rodzina mieszkała w prywatnym domu. Starsze rodzeństwo opowiadało, że podczas bombardowań wszyscy schodzili do kanału Pełtwi i tam siedzieli… Lidia wspominała, że brakowało im jedzenia» – mówi pani Henryka.

Jej starsze rodzeństwo chodziło do polskiej Szkoły nr 10 w centrum Lwowa. Dziś jest to Liceum nr 10 im. Świętej Marii Magdaleny z polskim językiem nauczania. Ta placówka szkolna działa od 1816 r. Z kolei Henryka i jej młodsza siostra Aldona ukończyły ukraińską Szkołę nr 78. «Mieszkaliśmy na przedmieściu, a dziesiąta szkoła znajduje się w centrum. Siostra Lidia poprosiła rodziców, by nie oddawali nas, młodszych, do tej szkoły, żebyśmy nie musiały jeździć tramwajami w tę i z powrotem. Uczyliśmy się więc po ukraińsku» – wyjaśnia Henryka.

Pierwsza komunia Henryki i Aldony w katedrze łacińskiej we Lwowie. 1960 r.

Krewni ojca wyjechali do Polski, jednak rodzina Kozaków została we Lwowie: «Kiedy cała rodzina taty wyjeżdżała, mama powiedziała, że nigdzie nie pojedzie. Tak więc zostali. Tata utrzymywał kontakt ze swoją rodziną. Jego krewni przyjeżdżali do nas, do Lwowa, w odwiedziny. Moja starsza siostra Stefania również przeniosła się do Polski: wyszła za mąż za Polaka. Wszyscy inni bracia i siostry mieszkali we Lwowie».

Henryka Ryszarda Cyron, Lwów. 1964 r.

«Modliła się w myślach»

Niedługo po ukończeniu szkoły Henryka wyszła za mąż za Konstantego Cyrona (1940–1989). «Nie wzięliśmy ślubu kościelnego. Mąż ukończył szkołę milicyjną we Lwowie i został skierowany do Ostroga jako milicjant dochodzeniowy. Dlatego przenieśliśmy się ze Lwowa. Mieszkaliśmy w Ostrogu przez około 10 lat» – zaznacza pani Henryka.

W rodzinie urodziło się dwóch synów: Edward (ur. 1967) i Rusłan (ur. 1971). «Jako pięciolatka zaczęłam chodzić do Katedry Lwowskiej. Zostałam ochrzczona przez ks. Rafała Kiernickiego, który później udzielił mi pierwszej komunii. Po latach ochrzcił w katedrze także moich synów» – mówi nasza rozmówczyni.

Z Ostroga Konstanty Cyron został skierowany do Zdołbunowa jako zastępca komendanta milicji. «Dostałam się do Rówieńskiej Szkoły Medycznej. Przez 43 lata pracowałam jako pielęgniarka zabiegowa w szpitalu w Zdołbunowie» – dodaje pani Henryka.

Do kościoła wróciła po śmierci męża w 1989 r. «W małżeństwie z Konstantym nie obchodziliśmy świąt i nie chodziliśmy na msze. A ja jestem osobą bardzo wierzącą. Zawsze modliłam się w myślach. W Ostrogu mieszkaliśmy w pobliżu kościoła. Wówczas działała w nim szkoła sportowa. Wtedy w niedzielę mogłam wyjść, pochodzić w pobliżu świątyni, pomodlić się. Tak było… Na święta mąż nigdy nie pracował: mówiłam, że jest święto, i nic nie robił. W Wielką Sobotę spotykaliśmy się u przyjaciółki, która miała piec. Ugniatałyśmy z nią ciasto i piekłyśmy paskę. Kiedy Konstanty zmarł, zaczęłam chodzić do kościoła. Po raz pierwszy przyjechałam do kościoła w Ostrogu już jako wdowa. To było pierwsze nabożeństwo w odzyskanym kościele. Pamiętam, że mszę odprawiał ks. Antoni Andruszczyszyn» – wspomina nasza rozmówczyni.

«Żyliśmy w kościele. Całe moje życie było tutaj»

Wkrótce Henryka poznała innych katolików ze Zdołbunowa, razem z nimi uczęszczała na msze, w szczególności w Równem. «Poznałam Olenę Neczyporuk, Zinaidę Nowosielską. Zaczęliśmy jeździć do Równego. Wtedy kościół nie był jeszcze w całości oddany katolikom, nabożeństwa były odprawiane na pierwszym piętrze kościoła garnizonowego; wciąż działała tam hala sportowa. Pamiętam, jak całą parafią przechodziliśmy przez miasto i nieśliśmy krzyż do kościoła Świętego Antoniego, gdzie urządzono salę organową. Krzyż został umieszczony na terenie w pobliżu świątyni. Modliliśmy się… Parafianie w Równem odzyskali tylko jedną świątynię – kościół garnizonowy pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła. Zaczęliśmy remont. Razem z Nowosielską jeździłyśmy, by pomagać przy pracach. Opiekował się wszystkim ks. Władysław Czajka.

Parafianie z ks. Jurijem Pohnerybką. Pani Henryka stoi po lewej stronie księdza

3. Henryka Ryszarda Cyron w kościele zdołbunowskim z ks. Andrzejem Ścisłowiczem

W kościele w Połonnem w obwodzie chmielnickim

Kiedy katolicy odzyskali kościół w Równem, zaczęliśmy domagać się zwrócenia naszego kościoła w Zdołbunowie. Był tam wówczas sklep meblowy. Jeździłyśmy z Nowosielską do dyrektora tego sklepu. Gdy kościół został nam w końcu zwrócony, my, parafianie, zaczęliśmy wszystko remontować, ponieważ budynek był zaniedbany. Pamiętam, jak wspinałam się po rusztowaniach, by pobielić ściany. Nowosielska, która, nawiasem mówiąc, była szefową rady parafialnej, mówiła mi: czego się boisz, hop do góry» – mówi Henryka Ryszarda.

Wspomina, że krzyż na kościół zrobił i zainstalował pan Besar, starszy mężczyzna z niepełnosprawnością: «Nie miał nóg, ale udało mu się wspiąć na sam szczyt i postawić krzyż. On też robił dach na kościele. My z kolei sprzątaliśmy, robiliśmy remont w środku. Całe moje życie było tutaj. Wówczas praktycznie mieszkaliśmy w kościele. Co jeszcze mogę powiedzieć? Kościół jest moim życiem».

Podczas prac w kościele nasza rozmówczyni poznała swojego drugiego męża: «Chodziłam bielić, malować, a Leonard Sikorski (1948–1998) pomagał w remoncie kościoła i plebanii. Pewnego dnia bieliłam, a on wchodzi i pyta: co pani robi? – Bielę. – A czy jest pani wierząca? – Pewnie, że jestem. – Też wierzę. Tak się poznaliśmy. Później, w 1994 r., wyszłam za niego za mąż. Wzięliśmy ślub w kościele... Spędziliśmy razem tylko cztery lata. Zmarł na udar».

Henryka Ryszarda Cyron bierze ślub z Leonardem Sikorskim w kościele we Zdołbunowie. Ślubu udziela ks. Vitold-Yosif Kovaliv

Pierwsza msza święta w odnowionym zdołbunowskim kościele odbyła się na Boże Narodzenie w 1991 r. Nabożeństwo odprawił ks. Antoni Andruszczyszyn.

Spotkania z Papieżem

Henryka Cyron dołączyła do Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Zdołbunowskiej wraz z jego założeniem. «Jednoczyliśmy się. Spotykaliśmy się i obchodziliśmy każde święto, zarówno religijne, jak i narodowe, na przykład Dzień Niepodległości Polski. Pierwszą prezes Towarzystwa była Irena Androszczuk, a po niej – Zofia Michalewicz. Zorganizowała nas w zespole «Seniorki». W jego składzie wielokrotnie występowałyśmy w Polsce na festiwalach i w różnych miejscowościach Ukrainy. Dostawałyśmy nagrody. Jako pielęgniarka podczas naszych podróży miałam specjalną misję – byłam odpowiedzialna za apteczkę i w razie potrzeby udzielałam pierwszej pomocy. Także wiele razy towarzyszyłam dzieciom podczas licznych wycieczek po Polsce i Ukrainie. Na przykład wraz z dziećmi ze szkoły polskiej przy Towarzystwie weszliśmy na Howerlę» – dzieli się wspomnieniami pani Henryka.

Kilka razy jeździła na spotkania z Papieżem: Janem Pawłem II i Benedyktem XVI: «Po raz pierwszy byłam na spotkaniu z Janem Pawłem II w Zamościu. Potem jeździłam do Krakowa i Lwowa. Kiedy byliśmy z naszą zdołbunowską grupą we Lwowie w 2001 r. podczas pielgrzymki Jana Pawła II, pamiętam, że stałam przy ogrodzeniu. Ktoś z naszej grupy zasłabł. Poprosili mnie o pomoc. I potem nie mogłam się przebić przez tłum. Dlatego mój syn Edward wziął mnie na ręce i podniósł, żebym zobaczyła papieża Jana Pawła II».

Dziś pani Henryka należy do kilku ruchów katolickich, w tym do Legionu Maryi. Jej starsza siostra Lidia była świecką franciszkanką. Z jej pomocą nasza rozmówczyni na początku lat 90. XX w. otrzymała sakrament bierzmowania we Lwowie. Udzielił go ks. Marian Jaworski, który później został arcybiskupem lwowskim i pierwszym rzymskokatolickim kardynałem w niepodległej Ukrainie.

Ks. Andrzej Ścisłowicz częstuje zdołbunowskich parafian winem błogosławionym z okazji święta Jana Apostoła

Przy stole zbierała się cała rodzina

Nasza rozmówczyni wspomina, jak obchodzono Boże Narodzenie i Wielkanoc w jej rodzinie, kiedy była jeszcze małą dziewczynką i mieszkała z rodzicami we Lwowie: «Przed Bożym Narodzeniem ojciec szedł na targ, by kupić choinkę. Pamiętam: siedzimy z Aldoną w domu, tata podchodzi do okna z podwórka i trzęsie choinką. I już się cieszymy. Zawsze razem ozdabialiśmy choinkę. Matka piekła makowiec, sernik, pączki. A na Wigilię mieliśmy zupę grzybową. Na kolację zbierała się cała rodzina. Przypominam sobie, jak jako mała dziewczynka czekałam na tę kolację. Na Boże Narodzenie dzieliliśmy się opłatkiem. Cała rodzina siada, ojciec czyta modlitwę, błogosławi i daje każdemu po kawałku. Bierzesz opłatek i przekazujesz dalej. Chodziliśmy z kolędą: zbieraliśmy się i śpiewaliśmy pod oknami domów, a gospodarze wynosili smakołyki i pieniądze. Na Święta zawsze chodziliśmy do kościoła. Pamiętam, że w kościele zawsze stała duża i piękna choinka.

Na Wielkanoc zawsze chodziliśmy do kościoła, aby poświęcić paskę, kiełbasę, jajka. Mama szykowała nam nowe spódnice i buty, żebyśmy szły do świątyni w nowych, ładnych ubrankach. Mieszkaliśmy w prywatnym domu i mieliśmy gospodarstwo. Przed Wielkanocą zarzynaliśmy świnię i robiliśmy kiełbasę. Tata sam ją wędził. Do dziś nie mogę zapomnieć smaku tej kiełbasy… Pisanek u nas nie było – po prostu malowaliśmy jajka w łupinkach cebuli. Nigdy też nie mieliśmy tradycji bicia jaj. Był duży talerz, na którym wykładano jaja. Gdy siadaliśmy przy stole, tata brał jedno święcone jajko, dzielił go i dawał każdemu po kawałeczku. Teraz w mojej rodzinie robimy tak samo. Na Wielkanoc dzielę na wszystkich gości święcone jajko, a w Boże Narodzenie – opłatek. Takie są nasze zwyczaje».

Pani Henryka ma dużą rodzinę. Ma dwóch synów, Edwarda i Rusłana, czworo wnuków i jednego prawnuka. «Gorliwie się modlę do Boga. Odmawiam codziennie po kilka modlitw. Proszę Boga i Matkę Bożą o sprawiedliwy pokój» – mówi Henryka Cyron.

Henryka Ryszarda Cyron. 2024 r.

Olga Szerszeń

Na głównym zdjęciu: Na spotkaniu z Janem Pawłem II w Zamościu 

Zdjęcia pochodzą z rodzinnego archiwum Henryki Ryszardy Cyron

Powiązane publikacje
Rodzinne historie: Wspomnienia rówieńskiego krajoznawcy Czesława Chytrego
Artykuły
«Pamiętam, jak pięknie grały organy w kościele Świętego Antoniego. Pamiętam również, jak je zniszczono, jak splądrowano świątynię, jak ścięto krzyże na wieżach, jak wszystko rozkradziono i wywieziono. Chociaż kościół zamknięto, wciąż modliliśmy się do Boga. Zaczęliśmy się gromadzić w domach. Potajemnie. Żyliśmy w wierze katolickiej» – wspomina 79-letni Czesław Chytry z Równego. 
13 marca 2026
8 Marca w Polskiej Szkole w Zdołbunowie
Wydarzenia
8 marca w Sobotniej Szkole działającej przy Towarzystwie Kultury Polskiej Ziemi Zdołbunowskiej odbyła się uroczystość z okazji Dnia Kobiet. Wydarzenie zostało w całości przygotowane przez uczniów, którzy z ogromnym zaangażowaniem zadbali o program artystyczny oraz oprawę tego szczególnego dnia.
10 marca 2026
Rodzinne historie: Tę historię chcę przekazać moim dzieciom
Artykuły
Oleksandr Kiś przez całe życie, z wyjątkiem lat studenckich spędzonych w Winnicy, mieszka w Łucku. Jego rodzina ze strony matki pochodzi z Podola, a przodkowie ze strony ojca przenieśli się na Wołyń z województwa lubelskiego, prawdopodobnie w okresie II wojny światowej.
27 lutego 2026
Rodzinne historie: Nasza polskość kształtowała się w kościele
Artykuły
Polacy osiedlili się na Podolu w czasach I Rzeczypospolitej. I pomimo trudnych wydarzeń historycznych i odległości geograficznej, wynikającej z faktu, że od współczesnej granicy polsko-ukraińskiej dzielą ich setki kilometrów, miejscowym skupiskom Polaków udało się przetrwać i zachować tożsamość narodową.
13 lutego 2026
Rodzinne historie: «Nie przypuszczałem, że zostanę wojskowym»
Artykuły
«Mój ojciec był Ukraińcem, a mama – Polką. Ucząc się języka polskiego, czytając polskie książki, a następnie wyjeżdżając do Polski, zacząłem odkrywać w sobie więź z polską linią swojej rodziny. Teraz uważam się za ukraińskiego Polaka. Za człowieka, który ma jedno serce na dwa narody» – mówi 45-letni Andrzej Końko.
30 stycznia 2026
Nowe podręczniki w Polskiej Szkole w Zdołbunowie
Wydarzenia
Sobotnia Szkoła przy Towarzystwie Kultury Polskiej Ziemi Zdołbunowskiej otrzymała kolejne wsparcie od Fundacji Wolność i Demokracja z Warszawy w postaci podręczników do nauki języka polskiego w wersji papierowej oraz elektronicznej.
22 stycznia 2026
Bon dla szkół polonijnych – wsparcie dla uczniów ze Zdołbunowa
Wydarzenia
20 grudnia był wyjątkowym dniem dla Sobotniej Szkoły działającej przy Towarzystwie Kultury Polskiej Ziemi Zdołbunowskiej. Aż sześcioro uczniów otrzymało bony naukowe i socjalne – realne wsparcie, ale też piękne docenienie ich wysiłku, talentu i wytrwałości.
23 grudnia 2025
Polskie rodziny muzykujące spotkały się w Winnicy
Wydarzenia
13 grudnia w Winnicy odbyło się «Spotkanie Polskich Rodzin Muzykujących» zorganizowane przez Federację Organizacji Polskich na Ukrainie przy wsparciu Senatu RP.
15 grudnia 2025
Wsparcie dla Polaków ze Zdołbunowa
Wydarzenia
Fundacja «Pomoc Polakom na Wschodzie» po raz kolejny pomogła Polakom mieszkającym na Ukrainie, wspierając zakup paczek na święta.
14 grudnia 2025