Rodzinne historie: Córka na dwie rodziny
Artykuły

«Dziadkowie mieli ośmioro dzieci. Sowieci wywieźli wszystkich na Syberię, następnie los porozrzucał ich po całym świecie» – mówi 73-letnia Ludmyła Błażewicz z Dubna. Jest członkinią miejscowego Towarzystwa Kultury Polskiej oraz parafianką dubieńskiego kościoła Świętego Jana Nepomucena.

Losy jej krewnych to wysiedlenie wielodzietnej rodziny po wkroczeniu pierwszych sowietów, ciężka praca na Syberii, wojna, połączenie się rodziny po prawie 30 latach i udział w odbudowie kościoła.

Dopiero wpuścili koguta do nowego domu

Dziadkowie naszej rozmówczyni ze strony matki – Jan, s. Antoniego (ur. w 1896 r.) i Konstancja, c. Antoniego (ur. w 1900 r.) Berchertowie – w okresie międzywojennym mieszkali we wsi Ostrów (obecnie rejon dubieński w obwodzie rówieńskim). Jan Berchert był osadnikiem wojskowym, o czym dowiadujemy się z list osadników. Wspólnie z małżonką przybył do powiatu dubieńskiego z Poznania.

Jan Berchert, s. Antoniego. 1921 r.

Konstancja Berchert, c. Antoniego. 1921 r.

«Dziadkowie mieli ośmioro dzieci, w tym moją matkę Bronisławę (1926–2007) i chrzestną Janinę (1922–2001). Wiem, że Janina została ochrzczona w dubieńskim kościele. Wspominała, że na piechotę chodzili ze swojej wsi do kościoła w Dubnie, a to ponad 20 km w jedną stronę! Ponadto, żeby buty dłużej posłużyły, czasami szli na bosaka, a w Dubnie myli nogi w rzece i zakładali buty, żeby wejść do świątyni.

Rodzina miała gospodarstwo, pracowała na ziemi. Niedługo przed wybuchem II wojny światowej zaczęła budowę nowego domu, ale nigdy się do niego nie przeniosła. Mama opowiadała, że dopiero zdążyli zgodnie ze zwyczajem wpuścić do niego koguta… Dzień-dwa później sowieci już zaczęli wywozić ludzi. Rodzina została deportowana na Syberię, następnie los porozrzucał ich po całym świecie. Zesłano nie tylko moją rodzinę. Podobnych historii było wiele.

W drodze ludzie głodowali: nie dawali im niczego do jedzenia. Babcia Konstancja zmarła z głodu. Janina sama ją pochowała, kiedy pociąg się zatrzymał. Podczas takich postojów ludzie opuszczali wagony i jedli wszystko, co im trafiało w ręce» – mówi Ludmyła Błażewicz.

Nawiasem mówiąc, sąsiadka Berchertów, której rodzina również została wywieziona w głąb ZSRR, Felicja Konarska (z domu Tais) po wojnie osiedliła się w Polsce. W 2021 r. Fundacja Ośrodka KARTA wydała jej książkę «Liście na wietrze. Wspomnienia dziewczynki deportowanej na Wschód. 1940–1946», w której opisuje historię wywózki swojej rodziny.

Zgodnie z wiedzą naszej rozmówczyni, brat jej matki Władysław zmarł z głodu, a najmłodszy Edmund, który w chwili deportacji miał zaledwie dwa lata, po drodze zachorował, prawdopodobnie na tyfus, i został zabrany z pociągu. Z pomocą Czerwonego Krzyża rodzinie udało się dowiedzieć, że przeżył i po II wojnie światowej wyemigrował do Nowej Zelandii. Kolejna córka Berchertów, Jadwiga (nazwisko po mężu Janda), po wojnie znalazła się w Stanach Zjednoczonych. Z kolei ich ojciec Jan Berchert brał udział w wojnie, a po demobilizacji osiadł w Wielkiej Brytanii, gdzie zmarł w 1966 r.

Po przeanalizowaniu informacji dotyczących rodziny Berchertów z Ostrowa w powiecie dubieńskim, redakcja «Monitora Wołyńskiego» porównała je z danymi z Indeksu Represjonowanych (baza informacji o obywatelach polskich represjonowanych w ZSRR). Na podstawie Indeksu można stwierdzić, że wszyscy Berchertowie, na czele z ojcem Jana Bercherta, Antonim Berchertem (urodzonym w Poznaniu w 1862 r.), zostali wywiezieni do Ust-Zaruby w obwodzie archangielskim. Do osady przybyli 8 marca 1940 r. Tutaj pięć miesięcy później zmarł Antoni Berhart. Jego syn z żoną i dziećmi we wrześniu 1941 r. zostali zwolnieni z zesłania na mocy amnestii dla obywateli polskich. Przypuszczamy, że udali się do obwodu saratowskiego, gdyż przy każdym z nich widnieje napis «Saratowska». Potem los porozrzucał ich po całym świecie.

Po wojnie siostry znalazły się w Dubnie

Chrzestna i ciotka Ludmyły Błażewicz, Janina Berchert, pracowała podczas zesłania przy wyrębie lasu. «Nie wiem, gdzie dokładnie. Ludzie ciężko pracowali. Zimą było bardzo chłodno, a oni musieli ścinać od dołu do góry wszystkie gałęzie – do gołego pnia. W ten sposób zarabiała na jedzenie. Matka opowiadała, że chrzestna przynosiła chleb, dzięki czemu udało im się przeżyć. Potem została zabrana do wojska» – mówi pani Ludmyła.

Od lewej: Janina Hawryluk (z domu Berchert), Wasyl Kowalewski i Bronisława Kowalewska (Berchert)

Janina Hawryluk ze szwagrem

Janina Berchert od 13 października 1943 do 26 września 1944 r. służyła w Ludowym Wojsku Polskim. Należała do 8 Samodzielnej Kablowo-Tyczkowej Kompanii Łączności 1 Samodzielnego Batalionu Kobiecego. Potem wróciła do Dubna. Tu poznała swojego przyszłego męża, Wasyla Hawryluka. Od końca lat 90. Janina jako kombatantka Wojska Polskiego otrzymywała wypłaty od polskiego rządu.

Janina Hawryluk (z domu Berchert)

«Moja matka Bronisława nie miała jeszcze 14 lat, kiedy została wysiedlona. Później trafiła do rejonu giżduwańskiego w obwodzie bucharskim Uzbeckiej SRR. Ze względu na wiek nie miała prawa do zatrudnienia. Przygarnęła ją pewna rodzina: mama opiekowała się tam trójką dzieci. Była traktowana jako członek rodziny, chcieli ją nawet adoptować. Jednak po podpisaniu 6 lipca 1945 r. radziecko-polskiej umowy o repatriacji mama postanowiła wrócić do krewnych. Rodzina, u której mieszkała, pomogła jej otrzymać dokumenty, żeby mogła wyjechać do Polski. Jak wspominała, dzieci, którymi się opiekowała, tak bardzo się do niej przyzwyczaiły, że płakały. Bardzo chciały, żeby z nimi została» – zaznacza pani Ludmyła.

Po drodze do Polski Bronisława Berchert odwiedziła Dubno, gdzie spotkała się ze starszą siostrą Janiną, która wówczas już była mężatką. To ona przekonała Bronisławę, by ta nie wyjeżdżała. Ponadto wówczas w mieście pozostawało jeszcze dość dużo polskich rodzin.

«Ich matka zmarła. Losy ojca były nieznane. Rodzeństwo rozjechało się po całym świecie. Dlatego matka została w Dubnie. Matka i chrzestna jeździły do Ostrowa, aby zobaczyć swój dom. Niczego tam nie poznały. Miejscowość była całkowicie spustoszona. Słyszałam, że w ich domu przez jakiś czas działał Dom Kultury» – dodaje Ludmyła Błażewicz.

W Dubnie Bronisława Berchert przez jakiś czas pracowała w kinie, później – w branży handlowej. Tu poznała swojego przyszłego męża Wasyla Kowalewskiego (1922–1991), który był spawaczem w zakładzie mechanicznym.

«Tata również jest Polakiem z pochodzenia. Wcześnie został bez matki. Został zmobilizowany na wojnę, a po niej znalazł się w Dubnie. W walkach został ranny w ramię. Uraz często sprawiał problemy: dwa razy dziennie (rano i wieczorem) tata musiał zmieniać bandaże, ponieważ rana nie mogła się zagoić. Przez ostatnie 10 lat życia był sparaliżowany» – kontynuuje opowieść pani Ludmyła.

Spotkali się po prawie 30 latach w Polsce

Po raz pierwszy część rodziny spotkała się w 1967 r. Wówczas wszyscy przyjechali do Polski – do krewnych Pełczyńskich. Po tym spotkaniu Bronisława i Janina nigdy więcej nie widziały już swoich bliskich.

Wasyl i Janina Hawrylukowie – po lewej, Bronisława i Wasyl Kowalewscy – po prawej, małżeństwo Pełczyńskich – pośrodku

«Przez Czerwony Krzyż mamie i chrzestnej udało się skontaktować z ciotką Jadwigą, która osiedliła się w Stanach Zjednoczonych. Później umówiły się na spotkanie w Polsce, bo ciocia Jadwiga nie chciała przyjeżdżać do ZSRR. Dodać należy, że Jadwiga jako jedyna z dzieci po wojnie spotkała się z ojcem» – mówi Ludmyła Błażewicz.

Po zjeździe rodzinnym pani Ludmyła z matką Bronisławą nie wróciły od razu do Dubna, tylko zostały u krewnych. «Chciałyśmy zostać na stałe. Mama z Jadwigą umówiły się, że przeniesiemy się wszyscy do Polski. Nie miałam wtedy jeszcze 16 lat. Początkowo mieszkałyśmy w Poznaniu, potem na zmianę gościłyśmy u krewnych i znajomych ze Świdnicy, Torunia, Wrocławia. Ogółem byłyśmy w Polsce przez rok i trzy miesiące. Później jednak konsulat w Moskwie odmówił przedłużenia naszego pobytu. Odesłano nas do domu. Ciocia Jadwiga napisała, że będzie się starała, abyśmy mogły przeprowadzić się do niej do Ameryki, ale wtedy było to niemożliwe: stosunki między ZSRR i Stanami Zjednoczonymi były napięte. Nigdy więcej już jej nie spotkałyśmy».

Spotkanie rodzinne w Polsce. 1967 r. Janina siedzi pierwsza od lewej, Jadwiga – pierwsza po prawej. Bronisława (po lewej) i Ludmyła (po prawej) stoją w górnym rzędzie

Spotkanie rodzinne w Polsce. 1967 r.

Prababcie nalegały, aby nazwać wnuka Władysławem

Ludmyła Błażewicz urodziła się w 1951 r. w Dubnie. Tutaj mieszka przez całe życie. Należy do Dubieńskiego Towarzystwa Kultury Polskiej, śpiewa w chórze, który przy nim działa, bierze udział w różnych wydarzeniach. Jest parafianką kościoła Świętego Jana Nepomucena.

«Jestem jedynym dzieckiem w rodzinie. Wychowywały mnie i matka, i chrzestna. Chrzestna nie miała własnych dzieci, dlatego opiekowała się mną razem z matką. Można powiedzieć, że dla obu byłam córką. Bardzo mnie lubiły. Zawsze obchodziliśmy urodziny, zapraszaliśmy na nie dzieci. Rodzice czasami mówili ze sobą po polsku, ale z innymi ludźmi – zawsze po ukraińsku. Niestety, nie znałam swoich dziadków» – żałuje pani Ludmyła.

Wspomina, że w latach dzieciństwa i młodości w dubieńskim kościele działała hala lokalnej szkoły sportowej. Na początku lat 90. dzięki staraniom Marii Bożko, prezes Dubieńskiego Towarzystwa Kultury Polskiej, kościół zwrócono katolikom. «Maria jeździła do Lwowa i Łucka, pisała pisma. My – ja, moja matka i chrzestna – podpisywałyśmy wszystkie podania» – mówi Ludmyła Błażewicz.

W tym roku wraz z mężem Anatolem obchodzili 50. rocznicę ślubu. Mają dwoje dzieci i dwoje wnuków. «Kiedy urodził się mój starszy wnuk, matka i chrzestna nalegały, byśmy nazwali go Władkiem – na cześć ich brata, który zmarł jako dziecko» – opowiada nasza rozmówczyni.

Olga Szerszeń

Zdjęcia pochodzą z rodzinnego archiwum Ludmyły Błażewicz.

Na głównym zdjęciu: Urodziny Ludmyły Błażewicz (z domu Kowalewskiej, pierwsza od lewej strony, z białą kokardką). 1954–1955.

 

Powiązane publikacje
Rodzinne historie: Wspomnienia rówieńskiego krajoznawcy Czesława Chytrego
Artykuły
«Pamiętam, jak pięknie grały organy w kościele Świętego Antoniego. Pamiętam również, jak je zniszczono, jak splądrowano świątynię, jak ścięto krzyże na wieżach, jak wszystko rozkradziono i wywieziono. Chociaż kościół zamknięto, wciąż modliliśmy się do Boga. Zaczęliśmy się gromadzić w domach. Potajemnie. Żyliśmy w wierze katolickiej» – wspomina 79-letni Czesław Chytry z Równego. 
13 marca 2026
Przedstawiciel Legionu Polskiego z wizytą w Dubnie
Wydarzenia
Do parafii Świętego Jana Nepomucena w Dubnie zawitał przedstawiciel organizacji Legion Polski Adam Słomka.
10 marca 2026
Rodzinne historie: Tę historię chcę przekazać moim dzieciom
Artykuły
Oleksandr Kiś przez całe życie, z wyjątkiem lat studenckich spędzonych w Winnicy, mieszka w Łucku. Jego rodzina ze strony matki pochodzi z Podola, a przodkowie ze strony ojca przenieśli się na Wołyń z województwa lubelskiego, prawdopodobnie w okresie II wojny światowej.
27 lutego 2026
W Dubnie otwarto wystawę poświęconą pamięci Pawła Didenki
Wydarzenia
W pierwszą niedzielę Wielkiego Postu w kościele Świętego Jana Nepomucena w Dubnie zaprezentowano wystawę rysunków «Wojna oczami dzieci» oraz obrazy poległego na wojnie parafianina Pawła Didenki, którego pogrzeb odbył się w tym kościele dokładnie pół roku temu.
23 lutego 2026
W Środę Popielcową katolicy z Dubna modlili się o pokój
Wydarzenia
W Środę Popielcową wierni Kościoła Katolickiego rozpoczęli Wielki Post. 18 lutego w kościele Świętego Jana Nepomucena w Dubnie odbyła się msza święta, którą odprawił ks. dziekan Grzegorz Oważany.
18 lutego 2026
Rodzinne historie: Nasza polskość kształtowała się w kościele
Artykuły
Polacy osiedlili się na Podolu w czasach I Rzeczypospolitej. I pomimo trudnych wydarzeń historycznych i odległości geograficznej, wynikającej z faktu, że od współczesnej granicy polsko-ukraińskiej dzielą ich setki kilometrów, miejscowym skupiskom Polaków udało się przetrwać i zachować tożsamość narodową.
13 lutego 2026
Tłusty Czwartek w Dubnie
Wydarzenia
Dzisiaj w kościele Świętego Jana Nepomucena w Dubnie odbyła się msza święta, którą odprawili ks. dziekan Grzegorz Oważany oraz ks. Petro Hordijenko.
12 lutego 2026
W katedrze w Łucku rozpoczął się Rok Najświętszego Serca Jezusowego
Wydarzenia
6 lutego w katedrze Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Łucku odbyło się uroczyste otwarcie Roku Najświętszego Serca Jezusowego.
07 lutego 2026
Rodzinne historie: «Nie przypuszczałem, że zostanę wojskowym»
Artykuły
«Mój ojciec był Ukraińcem, a mama – Polką. Ucząc się języka polskiego, czytając polskie książki, a następnie wyjeżdżając do Polski, zacząłem odkrywać w sobie więź z polską linią swojej rodziny. Teraz uważam się za ukraińskiego Polaka. Za człowieka, który ma jedno serce na dwa narody» – mówi 45-letni Andrzej Końko.
30 stycznia 2026