Z chwilą, gdy moje koleżanki zostawały młodymi mamami, ich zachowanie zaczynało przybierać przeróżne, dość dziwne formy, a tematy, wokół których toczyły się wszystkie rozmowy, wprawiały mnie w osłupienie.
Niezależnie od tego, jaki był początek wymiany zdań, mogła to być pogoda, wyniki na giełdzie lub ostatni film w kinie, tak czy siak za każdym razem kończyło się na wysłuchiwaniu tyrad o zupkach, kolkach, ulubionych smakach maluchów i oczywiście niespotykanej wręcz inteligencji tudzież zdolnościach pociech.
Nieważne, że Kasia, Zosia, Franek czy Antek ledwo co skończyli trzy lub cztery miesiące i mało jeszcze ogarniali świat, a już było wiadomo, że oto rosną nam geniusze, odkrywcy, pisarze – nobliści po prostu. Każde nowe słowo, każde urodziny i inne kinder party uwieczniane były na tasiemcowych filmach, które później miast cieszyć rodzinę, co byłoby rzeczą w pełni zrozumiałą, doprowadzały do czarnej rozpaczy bezdzietnych przyjaciół zmuszanych przez wiele godzin do oglądania tych «dzieł» z życia wziętych.
Gdy latorośle podrosły nieco, do niekończących się monologów dumnych rodziców doszły jeszcze występy dziatwy. Podczas wszystkich spotkań towarzyskich program obowiązkowy obejmował wysłuchanie z należytą uwagą oraz zachwytem wymalowanym na twarzy (brak owego skutkował pytaniem zadanym dość charakterystycznym tonem: «Nie podobało ci się?! Hubert tak się starał, a pani w przedszkolu nie ma słów uznania!») wyuczonych i mozolnie odtworzonych wierszyków i piosenek.
Zawsze w takiej kolejności. Wyrażenie uznania i pochwały jednym zdaniem także nie wchodziło w grę. Należało wygłosić pean na cześć młodocianego artysty, a odwołując się do wyjątkowego występu z całą mocą przedstawić wizję pasma sukcesów, jakie niewątpliwie czekają na tak uzdolnionego a mądrego trzylatka.
Wydawałoby się, że z biegiem lat i dorastaniem dzieci rodzice trochę okrzepną i odpuszczą swoim przyjaciołom opowieści z życia rodzinnego. W wielu przypadkach tak się stało i ciało rodzicielskie nabrało zdrowego dystansu. Niestety nie u wszystkich. Co więcej, w sukurs niekończącym się opowieściom o dorosłym już życiu Kasi, Zosi, Franka czy Antka przyszła technologia i miliony filmików nagranych przy pomocy komórek.
Teraz już nie trzeba organizować spotkań towarzyskich, aby chwytając rozmówcę za guzik przy płaszczu trzymać go 30 minut pod parasolem i pokazywać dojrzałe dziecię jak pływa, lata, trenuje, piecze ciasta – czyli robi takie rzeczy, o których filozofom się nie śniło.
Drodzy, szanowni rodzice! My wszyscy, skazani na wasze zdecydowanie za długie opowiadanie o dzieciach, prosimy o to, że może następnym razem tylko już ten wierszyk wysłuchamy, ale bez piosenki. Nasz stoicki spokój, sympatia do was i wyrozumiałość też mają swoje granice.
Tasiemcowy film, czyli bardzo, bardzo długi.
Czarna rozpacz, czyli taka najgorsza z możliwych pojawiająca się wówczas, gdy nie ma nadziei na pozytywne rozwiązanie jakiegoś problemu.
Wprawić kogoś w osłupienie – zadziwić go, zaskoczyć.
Stoicki spokój – a więc taki, że nikt i nic nie jest w stanie go zakłócić.
Gabriela Woźniak-Kowalik,
nauczycielka skierowana do Łucka i Kowla przez ORPEG