Stety lub niestety nie mam wystarczającej wiedzy na temat tego, jak wszelkie nacje świata traktują i stosują się do zakazów i rygorów nakładanych bądź narzucanych przez usankcjonowaną jurysdykcję danego kraju lub przez tzw. niepisane umowy międzyludzkie.
W czasach dawno oraz słusznie minionych część społeczeństwa za punkt honoru stawiała sobie choć raz, w imię wyższych wartości, prawo złamać. Związane było to oczywiście z buntem przeciw dyktaturze jedynej słusznej linii partii, a powiedzenie o tym, że prawo jest po to, by je omijać stało się powszechnie znane, a co przy tym ciekawe nie przynosiło wstydu mówiącemu.
Wówczas miało to jakiś sens, a także stanowiło swego rodzaju tarczę ochronną przeciw absurdom dziwnej rzeczywistości, w której ludzie musieli żyć. Jednakowoż okres ten, ku szczęściu ogółu, odszedł i ze świecą szukać takiego, który marzyłby o jego powrocie. Zdarzają się owszem tacy, co z łezką w oku wspominają owe czasy – ale to raczej z tęsknoty za własną młodością niż z realnej potrzeby powrotu tego, co było kiedyś. Jednakże to temat na odrębne rozważania.
Tymczasem rzućmy okiem na współczesność i przyjrzyjmy się bacznie temu, w jaki sposób dzisiaj traktujemy różne przepisy. Temat nagminnie łamanego prawa ruchu drogowego miłosiernie pominę, pozostawiając tę kwestię panom policjantom. Ale fakt pozostaje faktem – jest naruszane, jak napisałam, NAGMINNIE. Nieuprawnione wykorzystywanie miejsc parkingowych przeznaczonych dla osób niepełnosprawnych oraz piractwo niektórych kierowców przechodzi ludzkie pojęcie i powoduje niebezpieczne podniesienie ciśnienia, aż po warkoczyki.
Przykładów łamania przepisów niosących mniejsze zagrożenie dla współobywateli można wymienić mnóstwo. Wystarczy tylko rozejrzeć się uważnie dookoła. Międzynarodowy Port Lotniczy w Warszawie im. Fryderyka Chopina. Międzynarodowe towarzystwo (jak przystało w międzynarodowym porcie) odlatuje i przybywa z wielu zakątków świata. Wszelkie informacje tudzież uwagi podawane są w różnych językach oraz za pomocą piktogramów, przy pomocy których porozumiewano się już w zamierzchłych czasach, za przysłowiowego króla Ćwieczka.
Oto na szybie dworca, w niejednym miejscu, naklejono wielki znak z przekreślonym papierosem. Znaczy, nie wolno tu palić. Cóż z tego, kiedy grupka radosnych rodaków postanowiła właśnie dokładnie w tym miejscu urządzić sobie palarnię. Mają wypisany na czołach jasny przekaz: jak to?! Nam nie wolno?! A właśnie że tu będziemy kurzyć.
Albo inna sytuacja, też na lotnisku. Rodacy biegają po sklepach i punktach gastronomicznych przez półtorej godziny i mimo wielu wezwań przez głośniki spóźniają się na samolot. Minutę lub dwie. Jak to?! Odprawa już zamknięta?! Nie wejdziemy na pokład? Przecież do odlotu jeszcze pół godziny, samolot stoi na płycie. Nas nie wpuszczą?! I człowiek ma dylemat. Ślepi, aroganccy, bezmyślni, głupi czy wszystko razem?
Na Zakrzówku w Krakowie, w dawnych kamieniołomach, wybudowano pięć pięknych basenów z lazurową wodą mających w upalne dni lata, kiedy żar leje się z nieba, relaksować zmęczonych Krakusów. Wkomponowano je w stare wyrobisko. Całość prezentuje się naprawdę bardzo dobrze. Jednakże, ku nieszczęściu odwiedzających kąpielisko, zainstalowano, o zgrozo, przy pomocy widocznych tabliczek także zakazy.
Dość proste. Nie skakać do wody, nie jeść i nie pić na pomostach, ponieważ są ażurowe i resztki wpadają do wody i jak dużo ich tak nawpada, to przestanie być lazurowa i krystaliczna. Nie słuchać z głośniczków muzyki, nawet takiego Zenona M. Bo innym może przeszkadzać. Mimo że w kraju nad Wisłą chyba, z naciskiem na chyba, wszyscy kochają jego piosenki. Wynik wszystkich działań prewencyjnych okazuje się wyjątkowo słaby – każdego popołudnia niemożliwy bałagan (kto ma to posprzątać?), brudna woda w basenach, zatkane odpływy (dlaczego basen znów jest nieczynny?! Musieli, jak zwykle, zrobić wszystko byle jak!).
Niby niedużo, a jednak jak okazuje się w praniu za dużo. Wielu odwiedzających tego nie ogarnia. Pytanie nasuwa się samo. Dlaczego? Może literki nie takie, obrazki nieczytelne, rysunki mało sugestywne? A może charakter i stosunek do świata taki, że tylko ręce opadają?
Stety lub niestety – powiemy wtedy, gdy do końca nie wiemy, jak coś ocenić, wahamy się, nie mamy w jakimś temacie wystarczającej wiedzy.
Ręce opadają powiemy wówczas, gdy czujemy całkowitą bezsilność wobec czegoś prymitywnego i głupiego, na co nie możemy mieć żadnego wpływu, jesteśmy całkowicie zrezygnowani.
Szukać czegoś lub kogoś za świecą, czyli bardzo długo i bez nadziei na sukces, daremnie.
Wspominać coś z łezką w oku, a więc ze wzruszeniem, nostalgią.
Rzucić na coś okiem, czyli przyjrzeć się czemuś z uwagą, dokładnie.
Podnieść komuś ciśnienie do warkoczyków – powiemy tak wtedy, gdy ktoś kogoś bardzo zdenerwuje, aż do wzbudzenia w nim negatywnych emocji.
Za czasów króla Ćwieczka, a więc bardzo dawno, w zamierzchłej przeszłości.
Kurzyć, czyli palić papierosy.
Okazać się w praniu, a więc w praktyce, w rzeczywistości.
Gabriela Woźniak-Kowalik,
nauczycielka skierowana do Łucka i Kowla przez ORPEG