W kwietniu minie kolejna rocznica zbrodni katyńskiej. Przez wiele lat po mordzie dokonanym przez sowieckie NKWD na polskich oficerach ani ofiary stalinowskich represji, ani ich rodziny nie mogły doczekać się tzw. dziejowej sprawiedliwości. Dokumenty potwierdzające zbrodnię leżały głęboko zakopane w czeluściach rosyjskich urzędów i nigdy nie miały ujrzeć światła dziennego.
Na fali odwilży drzwi do sowieckich archiwów hańby zostały lekko uchylone, by znów, po kilkunastu latach, z hukiem zamknąć swoje podwoje dla prawdy. Przez dziesięciolecia Polacy słyszeli tylko o czystych rękach, anielskiej dobroci i umiłowaniu pokoju przez rosjan. Z wielką łatwością, jak po maśle, przychodziło sowieckiej propagandzie sączyć w uszy całego świata informacje o własnej dobroduszności, łagodności oraz pilnowaniu tylko i wyłącznie własnego nosa.
Na forum ONZ przedstawiciele moskwy chętnie udzielali lekcji na temat demokracji i poszanowania suwerenności każdego państwa. U każdego Polaka, wychowanego w duchu patriotyzmu i szacunku do historii własnego Narodu i Państwa, takie dyrdymały wywoływały tylko bezgraniczne zdziwienie wymieszane ze słusznym gniewem i oburzeniem.
Dopóki będą dźwięczały w uszach takie słowa opisujące pierwsze ekshumacje w Katyniu: «Ginęli w strasznych męczarniach. Wielu było skrępowanych sznurami i drutem kolczastym, pokłutych bagnetami, każdy umierał długie minuty, każdy zastrzelony był indywidualnie, każdy czekał swojej kolejki, każdy wleczony był nad brzeg grobu, tysiąc za tysiącem! Być może na oczach skazańca układano w grobie poprzednio zastrzelonych towarzyszy, równo, w ciasne szeregi, może przydeptywano je nogami, ażeby mniej zajmowali miejsca. I tu doń strzelano w tył głowy», to z sowieckim państwem zawsze będą się Polakom kojarzyły zsyłki, więzienie, tortury i wreszcie morderstwa (cytat pochodzi z artykułu Agnieszki Wygody «Niemiecka ekshumacja w kwietniu 1943 r.»).
Czy komuś, po takim opisie, mogłaby w głowie zaświtać myśl, że sami oficerowie zgotowali sobie taki los? Czy znalazłby się człowiek, który zwerbalizowałby przypuszczenie, że przecież ofiary sprowokowały oprawców do takiego czynu i ci ostatni nie mieli wyjścia? Musieli tak zareagować.
Takie dywagacje nie mieszczą się w głowie normalnego człowieka. Dla wszystkich ludzi na tym świecie, dla których honor, godność, prawo są wartościami uniwersalnymi, niepodlegającymi negocjacjom oraz niedającym pola do jakiejkolwiek dyskusji, stawianie zbrodniarza ponad ofiarę stałoby się mordem zadanym całemu cywilizowanemu światu.
Jak po maśle, czyli bardzo łatwo.
Mieć czyste ręce, czyli nie popełnić żadnego wykroczenia, nie złamać prawa.
Anielska dobroć oznacza dobroć wyjątkową, bezkrytyczną, wybaczającą wszystko.
Pilnowanie własnego nosa, czyli zajmowanie się tylko własnymi sprawami.
P. S. od redakcji: Tytuł nawiązuje do pierwszej strofy wiersza Zbigniewa Herberta «Guziki» poświęconego ofiarom zbrodni katyńskiej. Poeta zauważa, że jedynym pomnikiem, którego nie pochłonął nieubłagany czas, są guziki z płaszczy i mundurów zamordowanych polskich oficerów.
Gabriela Woźniak-Kowalik,
nauczycielka skierowana do Łucka przez ORPEG