Dokładnie pod tym tytułem w kwietniu 1973 r. miała miejsce premiera filmu Stanisława Barei. Komedii, która, jak większość filmów tego reżysera, w krzywym zwierciadle pokazywała ówczesne realia. W czasach tych dawno i słusznie minionych od wielkiego dzwonu cenzura pozwalała na wyemitowanie czegoś takiego, co stanowiło pewien wentyl bezpieczeństwa dla obywateli kraju nad Wisłą.
Z przymrużeniem oka Polacy mogli wtedy spojrzeć na otaczającą ich rzeczywistość i bezkarnie z niej kpić. W tej ponurości i siermiężności lat komuny, taka komedia była jak promyk nadziei na lepsze czasy. Korzystając z satyry Polacy puszczali do siebie perskie oko mówiące: tak, wiemy, gdzie i w jakich czasach żyjemy. Dostrzegamy głupotę, niekompetencję władzy i absurdy dnia codziennego, a ponieważ je wszyscy widzimy, stanowimy zatem jednolity mur sprzeciwiający się tym nieprawidłowościom.
Zrobimy więc wszystko, by je z naszego życia wyeliminować. Wygrać z nimi. Może w żółwim tempie to uczynimy, małymi kroczkami, ale wierzymy, że nam się uda i cała głupota odejdzie w zapomnienie. Jednym z najbardziej znanych cytatów pochodzących z owej produkcji, oddającym ducha satyry były słowa: «…bo mój mąż z zawodu jest dyrektorem».
Minęło przeszło pięćdziesiąt lat od premiery filmu, a ja zachodzę w głowę, jak to jest możliwe, jak to się dzieje, że ten cytat jest nadal tak nieprawdopodobnie aktualny. Lecą lata, a nadal znajdują się tacy ludzie, którzy niezależnie od wykształcenia i własnych predyspozycji, nadają się absolutnie do wszystkiego i na każde stanowisko.
Bez wstydu i minimalnej choćby refleksji nad sobą i światem prą niczym walec drogowy wszędzie tam, gdzie tylko jakieś konfitury, choćby i w niewielkiej ilości, zobaczą. Mimo że nie mają bladego pojęcia o przyszywaniu guzików, ani o modzie guzikowej, trendach i nowościach pojawiających się w świecie guzików, technologii wytwarzania ani nawet o logistyce dystrybucji owej tekstylnej biżuterii, to jednak dziarsko podnoszą rękę w geście zgłaszania gotowości do pracy i pchają się na stanowisko głównego nadzorcy w guzikowym świecie.
Otrzymujemy więc najważniejszego dyrektora lub prezesa od zapinadeł za całą swoją kompetencje mającego jedynie arogancję, tupet i dysfunkcje w obszarze oceny własnych umiejętności. Tacy ludzie w dość dużej pogardzie i lekceważeniu mają głosy wszystkich, którzy na produkcji i wykorzystaniu zapinaczy zęby zjedli. Działaniami swymi doprowadzają do czarnej rozpaczy guzikowych fachowców i tkwią na swych stanowiskach dotąd, dopóki ktoś inny, czasem bardzo podobny, ze stołka ich nie wysadzi.
Nie przejmują się tym zbyt wiele, albowiem inny z zawodu dyrektor, jeszcze ważniejszy, taki od wszystkiego, powierzy im stanowisko nadzorcy w przedsiębiorstwie zajmującym się hodowlą chomików płowych lub pawi wysokogórskich. I tak oto samo życie pisze scenariusz czarnej komedii, w której chcąc czy nie chcąc tańczymy, jak nam zagrają.
Pokazywać coś w krzywym zwierciadle, czyli w sposób karykaturalny, przerysowany, absurdalny.
Robić coś od wielkiego dzwonu, a więc bardzo, bardzo rzadko.
Wentyl bezpieczeństwa to za komuny sposób na rozwiązywanie konfliktów bez uciekania się do drastycznych środków, czyli na przykład pałek, gazu i armatek wodnych.
Traktować coś z przymrużeniem oka, czyli dość lekko, swobodnie.
Puszczanie perskiego oka to sposób porozumiewania przekazujący pewną ukrytą treść. Warunkiem udanej komunikacji jest znajomość odpowiedniego kodu zarówno po stronie nadawcy, jak i odbiorcy.
Robić coś w żółwim tempie, czyli bardzo wolno.
Zachodzić w głowę, a więc zastanawiać się, rozmyślać.
Konfitury – w świecie zawodowym oznaczają intratne stanowisko, przynoszące wymierne zyski.
Wiedzieć, gdzie są konfitury – umieć zadbać o swoje sprawy, odpowiednio się ustawić, wykorzystać okazję.
Nie mieć bladego o czymś pojęcia, czyli zupełnie nie znać się na danej rzeczy lub pracy.
Zjeść na czymś zęby oznacza, że ktoś jest fachowcem w danej dziedzinie, posiada bardzo duże doświadczenie.
Czarna komedia to odmiana komedii, w której przedmiotem żartu są sprawy poważne. Gatunek ten operuje elementami groteski oraz ironią słowną i sytuacyjną.
Gabriela Woźniak-Kowalik,
nauczycielka skierowana do Łucka i Kowla przez ORPEG