Świt w jeszcze śpiącej Hucie Stepańskiej nie zwiastował wielkiego poruszenia, jakie niebawem miało miejsce. Pastuchowie goniący krowy zaalarmowali mieszkańców, którzy tłumnie pobiegli nad rzeczkę Gołubicę.
Dieta kapuściana, ziołowe herbatki, jedzmy tylko jajka albo wszystko oprócz jajek. Cudowne koktajle warzywne lub życie bez czekolady. Znacie to wszystko? Ja też.
W okresie dwudziestolecia międzywojennego niemal każda wołyńska miejscowość starała się mieć swoją drużynę strzelecką, świetlicę czy dom strzelecki (cześć 1 można przeczytać tu).
Niejednokrotnie odnoszę wrażenie, że emocje, jakich doświadcza Harrison Ford w filmie «Poszukiwacze zaginionej arki», są niczym w porównaniu z tymi, jakie stają się naszym udziałem w poszukiwaniu tzw. «CZEGOŚ». Tym «czymś» może być absolutnie wszystko.
W bieżącym roku przypada 80. rocznica Zbrodni Katyńskiej. W wykazie 3435 ofiar z tak zwanej ukraińskiej listy katyńskiej widnieją nazwiska elity wołyńskiego Związku Strzeleckiego.
Tadeusz Kozioł, syn Jana – nauczyciel i kierownik szkoły w Kopaczówce w gminie Rożyszcze (obecnie rejon rożyszczeński w obwodzie wołyńskim), w latach 1936–1939 przywódca miejscowego ośrodka Obozu Zjednoczenia Narodowego, żołnierz Armii Andersa.
Dane statystyczne ujawnione ostatnio w internecie, a dotyczące gwałtownego wzrostu liczby rozwodów, jakie pojawiły się w Chinach po okresie długiej kwarantanny spowodowanej epidemią COVID-19, wprowadziły mnie w stan osłupienia.
W drugiej fali deportacji Polaków na Sybir, która miała miejsce 80 lat temu, została wywieziona również Wacława Całowa – nauczycielka ze Zdołbunowa. W naszym rodzinnym archiwum zachowały się jej listy do mojej cioci Kazimiery Przybysz. Ukazują one straszliwy obraz zesłania.
Jeden z oficerów więziony w Starobielsku powiedział «Zostaną po nas tylko guziki».
Życie pokazuje, że mimo naszych starań i zabiegów nie jesteśmy przygotowani na wyzwania, jakie może przynieść nam kolejny dzień.