W drugiej części artykułu o szkolnictwie jezuickim, który ukazał się w nr. 12 «Ziemi Wołyńskiej» z 1938 r., Herman Rappaport pisze o procesie edukacyjnym w szkołach jezuickich oraz ocenia działalność jezuitów na Wołyniu.
Pierwszą część artykułu można przeczytać tu.
***
Kto się uczył w szkołach jezuickich na Wołyniu? Rzecz jasna, że przede wszystkim były szkoły jezuickie dostępne dla rodzin magnackich, choć pozornie nie pobierali jezuici żadnych opłat za naukę. Mogły wprawdzie uczyć swe dzieci w szkołach jezuickich i warstwy niezamożne, lecz tylko tam, gdzie znajdował się dla nich konwikt, jak np. w Krzemieńcu. Ale nawet i tam była zresztą ich liczba ściśle ograniczona. «Do szkół łuckich dążyła nawet młodzież dyzunicka ze Lwowa, Ostroga i Kijowa, ponieważ w Łucku uczono lepiej i bezpłatnie»10. Z tych szkół jezuickich na Wołyniu wyszły takie osobistości, jak Jan Paweł Woronicz, poeta i prymas, ks. Kazimierz Florian Czartoryski, również prymas, i wielu innych.
Organizacja, urządzenie wewnętrzne i program naukowy kolegiów jezuickich na Wołyniu były identyczne z urządzeniami kolegiów jezuickich w innych częściach Polski. Piszą o nich Łukaszewicz, Załęski, a ostatnio ks. St. Bednarski. I tak były szkoły jezuickie w szczególnej opiece prowincjała zakonu, który też mianował prefektów i nauczycieli. Od niego zależał czas nauki, czas feryj szkolnych, sam wizytował szkoły itd. Rektora kolegium mógł jednak mianować sam generał zakonu, oczywiście na wniosek prowincjała. Zastępcą rektora był prefekt, który w jego imieniu rządził szkoła. W szkołach większych było nawet dwóch prefektów. Nauczycieli wybierali jezuici spośród uczniów swoich.
«Właściwe szkoły w każdym kolegium składały się z pięciu klas – trzy niższe grammatyczne, dwie wyższe humaniora (Infima, Grammatyka, Syntaxis, Poesis, Retoryka). Klas przygotowawczych, w których czytać i pisać uczą, nie było w szkołach jezuickich. Młodzież wchodząca w te szkoły, musiała już to umieć. Każda klasa miała swego nauczyciela. Uczniowie zostawali zwykle w każdej klasie po roku, zdolniejsi i pilniejsi mogli być posuwani wyżej co pół roku»11.
Uczono w szkołach jezuickich teorii wymowy, stylistyki, mitologii, historii, starożytności rzymskich i greckich, geografii itd. Z autorów no pierwszym planie był Cycero i Arystoteles. Przy bogatszych kolegiach były jeszcze kursy filozofii i teologii. Na Wołyniu były takie kursy w Ostrogu i Łucku. Z najnowszych prac podaje dokładnie program naukowy szkół jezuickich «Upadek i Odrodzenie…» ks. Bednarskiego. (str. 459–464). Nie tylko ta sama organizacja, te same programy, te same podręczniki, ale też i te same metody nauczania panują w szkołach jezuickich na Wołyniu, podobnie jak we wszystkich szkołach tegoż zakonu w całej Polsce.
Zasadnicza organizacja i program nauczania pozostały niezmienione aż do kasaty zakonu; pewne zmiany przeprowadzili jezuici tylko z obawy przed konkurencją szkół pijarskich. Mówi o tym zresztą całkiem wyraźnie sam ks. Bednarski w wyżej cytowanym dziele (na str. 452). Przeobrażenie szkół jezuickich zaczęło się około 1750 r., po wystąpieniu Konarskiego, ale to już jest przecież tuż przed kasatą.
«Reformy Konarskiego, szybko rozniósłszy się po kraju około 1740 r. już zbawienne swe skutki w oświacie narodowej niektórych prowincyj polskich przyniosły, lecz na Wołyniu oddalonym od głównego ogniska tych reform, stan rzeczy niewiele się zmienił. Kiedy jednakże szkoły pijarskie na Wołyniu i w sąsiedniej Litwie reformować się także zaczęły, zlękli się na chwilę jezuici, a w obawie iżby nie utracić dotychczasowej przewagi, przy główniejszych kollegiach swych, jak w Ostrogu i Łucku zaprowadził także konwenty szlacheckie, zmieniwszy w nich nieco system wykładowych nauk. Nieznaczne te zmiany wszakże zaprowadzone zostały wyłącznie dla paniczów, których utracić z zakładów swych lękali się jezuici»12.
W tych to właśnie przełomowych latach (1759–1762) spotykamy Grzegorza Piramowicza na stanowisku profesora gramatyki i humaniorów w Łucku, w kilka lat później jest on czynny w Krzemieńcu jako kaznodzieja i spowiednik.
Co się dzieje ze szkołami jezuickimi na Wołyniu po kasacie zakonu? Otóż, jak w całym państwie, tak i na Wołyniu podzieliła Komisja Edukacji Narodowej szkoły na wydziały; taka szkoła wydziałowa powstała w Krzemieńcu, nauczycielami jej byli akademicy krakowscy, częściowo też niektórzy członkowie zniesionego zakonu. Z tej to szkoły powstało później gimnazjum, które w r. 1819 przekształcono na liceum. Fundusze konwiktów objęła również Komisja Ed. Nar. zgodnie z uchwała Sejmu, sprzedała przy tej okazji gmachy konwiktów i aptekę jezuicka, bibliotekę zaś oddała szkole wydziałowej. W r. 1832 przerobiono kościół na cerkiew, a w liceum umieszczono seminarium prawosławne (kościół i liceum rewindykowano w maju 1919 roku). Nie obeszło się przy tym bez tzw. rozdrapywań majątku pojezuickiego, o czym wyraźnie mówią «Raporty Generalnych Wizytatorów…»: «na 3-em izbę stołowej podobną jedną, w której ułożone są książki biblioteczne, ale ich widzieć nie mogliśmy, bo są pod pieczęcią lustratorów, z których jeden p. Drzewiecki odjechał do Warszawy, a p. Konarzewski, po kilkakrotnie dla zdania rzeczy podług ordynacyi P. Komisyi do Krzemieńca zapraszany, zawsze nowe wynajdywał niemożności swej przybycia do Krzemieńca przyczyny, które wkrótce pokazały się z tego mianowicie wynikać źródła, iż większą część sprzętów Kolegium Krzemienieckiego albo do siebie zwiózł, albo mieszczanom lub Żydom poprzedawał»13.
W Łucku utworzono po kasacie zakonu szkoły podwydziałowe pod zarządem akademików. I tu miała powstać szkoła wyższa wydziałowa, lecz gdy przypadkiem kolegium i kościół zostały uszkodzone przez pożar, założono tu tylko szkołę podwydziałową, na co kapituła odstąpiła murowany, dość obszerny dom. W tym też domu złożono uratowaną z pożaru bibliotekę pojezuicką.
«W pierwszych dniach listopada 1773 r. delegat biskupi w asystencji lustratorów ogłosił Breve Klemensa XIV o kasacie zakonu O.O. Jezuitów. Profesorowie w prędkim czasie poszukali sobie innych zajęć, a za nimi opuścili szkoły uczniowie»14. Za przyczynę opuszczenia szkoły przez uczniów nie należy jednak rozumieć wielkiego przywiązania do jezuitów, choć i ten moment odegrał rolę niepoślednią; uczniowie opuścili szkołę po prostu dlatego, że szkoła wyższa przed kasatą zamieniła się na niższą po kasacie. Nie zdziwi nas przeto wiadomość podana przez «Raporty», że «szkoły tedy zaraz przy nas zaczęły się, ale przez dwóch tylko profesorów, bo raz, że ich więcej nie było, powtóre, że i liczba studentów nie wynosiła nad 20»15.
W Ostrogu ustanowiła Komisja również szkoły podwydziałowe i oddała je w ręce Bazylianów: im też oddano gmachy i zbiory naukowe po jezuitach, natomiast konwikt objęli Karmelici. Dobra pojezuickie rozdrapała – jak zresztą wszędzie – szlachta. Kościół pojezuicki w Ostrogu został zniszczony przez pożar.
Ocena działalności jezuitów w Polsce jest dotychczas kwestią sporną. W swej recenzji książki Ks. St. Bednarskiego pisze Stefan Truchim w «Ruchu Pedagogicznym» 1933–1934 Nr 9 w ten sposób: «Natomiast nie mogę żadną miarą zgodzić się na dowolność interpretacyj przez autora pewnych zjawisk. I tak. Autor raz wartościowe dzieło jakiegoś jezuity nazywa wyrazem ogólnego zapatrywania zakonu, innym razem omawiając pracę innego jezuity o charakterze i tendencjach wstecznych, mianuje indywidualnym poglądem, stąd w konsekwencji wszystko co dodatnie było wynikiem prac i zapatrywań zakonu, co ujemne poszczególnych jednostek».
Nie zgadza się też autor wspomnianej recenzji z Ks. Bednarskim w kwestii przyczyn upadku szkół jezuickich.
W działalności jezuitów w Polsce istnieją więc strony dodatnie i ujemne. Nie tu miejsce na ich analizę i wyciąganie wniosków. Przytoczymy jednak niektóre z nich tyczące się specjalnie Wołynia. Otóż działalność jezuitów na Wołyniu może być uważana za korzystną tylko w fazie początkowej, jak zresztą w całej Polsce. Taki jest powszechny sąd historyków. Zdaniem Steckiego zawdzięcza Wołyń jezuitom przede wszystkim «zaprowadzenie szkół wyższych, których nie miał do ich przybycia». Na ogół jednak było później szkolnictwo jezuickie na Wołyniu złe, od początku swego istnienia nie postąpiło ani o krok naprzód. To jest fakt niezaprzeczony. Poziom nauczania w tych szkołach był niski.
«Alwar i trochę łaciny to już mądrość cała, nic przeto dziwnego, że ciemne głowy jeszcze większemu pod tym wpływem tych studyów uległy obskurantyzmowi, że gmin szlachecki chłopiał umysłowo, książkę miał w poniewierce i pogardzie»16.

Jeden z podręczników autorstwa Emmanuela Alvariego
Zarzuca się więc jezuitom, że i tu na Wołyniu utrzymywali młodzież w niekarności, zaprawiając ją do samowoli i bezprawia; że «zgłupili i zniedołężnili naród», że «fanatyzm i tu wiele złego wyrządził, a niejednokrotnie zajścia z duchowieństwem ruskim i napady scholastyków jezuickich na szkołę i cerkiew bractwa łuckiego przyczyniały się niemało do jątrzenia i rozdwajania ludności»17. Pod płaszczykiem apostolstwa dążyli do «zupełnego panowania w prowincji», a ten ich szkodliwy fanatyzm i te awantury z duchowieństwem ruskim wcale nie przyciągały ani nie przywiązywały ludności kresowej do Macierzy. Gdyby szkolnictwo jezuickie było tylko względnie dobre, to Komisja Ed. Nar. nie wprowadziłaby przecież tak wielkich zmian.
«Główne zbawienne skutki Komisji Edukacyjnej spłynęły oczywiście i na szkoły wołyńskie; stary Alwar wraz z tysiącem zastarzałych metod ustąpić musiał ustanowionym przez T-wo elementarne książkom szkolnym, które odrzucić lub innymi zamienić nigdzie nie było wolno. Zaprzestano też panegiryków, oracyj i owych nieszczęsnych dyalogów w zepsutym smoku, nad którymi uczniowie szkół jezuickich tyle czasu marnowali»18.
Rzecz jasna, że szlachta szkół jezuickich nie ganiła, ale odwrotnie, czuła się w nich najlepiej, bo jej najlepiej odpowiadały. Gdyby było inaczej, to sama szlachta, jaka warstwa panująca i najbardziej wpływowa, wymogłaby na jezuitach zmiany; z drugiej zaś strony sami jezuici dobrze orientujący się w sytuacji ubiegliby szlachtę, skoro by tylko szlachta tego sobie życzyła.
Lepiej, niż w szkolnictwie, przedstawia się działalność jezuitów w dziedzinie gospodarczej; tu zasługi ich są niewątpliwe. Obdarzeni olbrzymimi majątkami potrafili dobrze nimi zarządzać i ciągnąć z nich wielkie dochody. I tak np. w Surażu prowadzili «znaczny handel drzewem z otaczających lasów, zaprowadzili cechy rzemieślnicze i rozmaitymi środkami starali się o podniesienie bytu miasteczka. Stan ten kwitnący trwał przez cały prawie ciąg rządów jezuickich, a upadek Suraża i zamienienie go na wiejską osadę jednocześnie prawie z upadkiem zakonu nastąpiły. W parafii surażskiej ocalała dotąd piśmienna pamiątka po jezuitach przywilej rektora kolegium ostrogskiego na cechy rzemieślnicze w mieście Surażu»19 (garncarski).
Jeśli zaś o szkolnictwo chodzi, to należy oddzielnie traktować fazę początkową szkolnictwa jezuickiego na Wołyniu, kiedy zasługi jezuitów są niewątpliwe. Specjalnie bowiem na Wołyniu byli jezuici w swoim czasie rozsadnikami kultury polskiej, a to bezsprzecznie zapisać im należy na ich dobro. Trzeba pamiętać o tym, że Wołyń zaczął asymilować się dopiero po unii lubelskiej, a więc z końcem XVI i na początku XVII wieku. Rozpatrując więc zagadnienie szkolnictwa jezuickiego na Wołyniu, spostrzegamy, że jezuici pojawili się na Wołyniu w momencie najbardziej odpowiednim. Tyle o fazie początkowej. Dalsze zaś fazy szkolnictwa jezuickiego na Wołyniu można i należy traktować tylko na tle ogólnopaństwowym, rozpatrując ich działalność na Wołyniu łącznie z działalnością w całej Polsce.
***
Przypisy:
10. Dr. Adam Wojnicz, Łuck na Wołyniu, Łuck 1922, str. 52.
11. Historya szkół w Koronie i w Wielkim Księstwie Litewskiem przez Józefa Łukaszewicza, T. I. Poznań 1849, str. 234.
12. Wołyń pod względem statystycznym, historycznym i archeologicznym przez Tad. Jerzego Steckiego. T. I. Lwów 1864, str. 145.
13. Komisya Edukacji Narodowej 1773–1794. Zeszyt 24. Raporty Generalnych Wizytatorów z r. 1774. wyd. Teodor Wierzbowski. Warszawa 1906, str. 96.
14. Wojnicz, j. w. str. 53.
15. Raporty, str. 90.
16. J. Antoni, Oświata na dawnych Kresach. Przewodnik naukowy i literacki. R. IV. Lwów 1876.
17. Łuck starożytny i dzisiejszy, str. 193.
18. Wołyń Steckiego, str. 153.
19. Wołyń pod względem statystycznym, str. 74.
Opracował Anatol Olich
Na gwnym zdjęciu: Budynki byłego kolegium jezuickiego w Krzemieńcu. Fot. Iryna Kanahejewa.
***
Wszystkie teksty z cyklu «Ziemia wołyńska» można przeczytać tu.