Jeden z najsłynniejszych polskich dramatów, «Kordian» Juliusza Słowackiego, po raz pierwszy został wydany w języku ukraińskim. Przetłumaczył go Wiktor Melnyk, doświadczony pisarz i dziennikarz z Winnicy.
Niedawno ukraińskojęzyczny tekst «Kordiana» zaprezentowano w jedynym na świecie Muzeum Juliusza Słowackiego, które mieści się w Krzemieńcu, gdzie urodził się polski wieszcz. Książka ukazała się nakładem lwowskiego wydawnictwa «Litopys» w 2024 r. przy wsparciu Instytutu Polskiego w Kijowie. Wydanie zostało poświęcone 215. rocznicy urodzin poety.
Dziś rozmawiamy z Wiktorem Melnykiem, dla którego jest to już piąta książka przetłumaczona z języka polskiego. Dotychczas ukazały się: zbiór wierszy Marka Wawrzyńskiego «Na marginesach» (2015), Bożeny Boby-Dygi «jutro dzisiaj wczoraj» (2017, wspólnie z Kateryną Dewderą, Mykołą Martyniukiem i Julią Poczynok), Michała Zabłockiego «Janowska» (2021) i Harry’ego Dudy «Na oczach świata / У світу на очах» (2022, bilingwa).
– Wiktorze, znamy Twoje tłumaczenia z języka angielskiego, niemieckiego, duńskiego, szwedzkiego, łotewskiego, gruzińskiego, bułgarskiego i czeskiego. Skąd się wzięło zainteresowanie polskimi autorami?
– Chyba było nieuniknione! Mimo że w szkole i na uniwersytecie uczyłem się języka niemieckiego (i swoje pierwsze tłumaczenia zrobiłem właśnie z tego języka), a języka hiszpańskiego uczyłem się samodzielnie, jestem przedstawicielem jednego z narodów słowiańskich. Jak więc można było nie interesować się bliskimi «krewnymi»? A Polacy są nam najbliżsi, zarówno kulturowo, jak i duchowo. Czytając epicką powieść Władysława Reymonta «Chłopi», z ciekawością przyglądałem się paralelom i zaskakującym podobieństwom w życiu wiejskim Polaków i Ukraińców – i to pomimo faktu, że akcja powieści rozgrywa się na zachodzie Polski, na terenach oddalonych od Ukrainy.
Drzwi do języków słowiańskich otworzył mi kurs gramatyki historycznej języka ukraińskiego, bo miałem szczęście trafić na świetnego nauczyciela tego przedmiotu. Anatolij Gurijowycz Kwaszczuk (tak się nazywał) pokazywał nam, jak kształtował się nie tylko język ukraiński, ale i równolegle inne języki słowiańskie. Był to uniwersalny klucz do nich, wystarczyło go użyć. Kiedy więc po raz pierwszy pojechałem za zachodnią granicę, do Polski (było to w 1991 r.), nie miałem żadnej bariery językowej.
Wtedy przywiozłem i przeczytałem z zachwytem książkę Sławomira Orskiego o zespole «Pink Floyd», po czym przetłumaczyłem z niej obszerne fragmenty, które opublikowałem w kilku odcinkach w dwóch winnickich gazetach. To było moje pierwsze tłumaczenie z języka polskiego. Przekładem utworów literackich zająłem się znacznie później, bo dopiero w latach 2010., kiedy poznałem kolegów z Polski i zaprzyjaźniłem się z nimi.

Wiktor Melnyk. Fot. Ołeksandr Hordijewycz
– Poezja jednego z najwybitniejszych polskich romantyków, Juliusza Słowackiego, powstała prawie 200 lat temu, nie jest prosta. Czy znajdzie uznanie wśród współczesnych miłośników, także w Ukrainie?
– Nie mam wątpienia, że znajdzie. Losy naszych narodów mają wiele wspólnego; jednocześnie odczuwaliśmy na sobie kolonialny ucisk Imperium Rosyjskiego, od którego pragnęliśmy się uwolnić. Uczestnikiem tej walki niepodległościowej był także Juliusz Słowacki, a dramat «Kordian» jest jej bezpośrednim odzwierciedleniem. Kiedy główny bohater, Kordian, spoglądając ze szczytu góry Mont Blanc, mówi: «Przypominasz mi się, narodów mogiło», nie ma potrzeby wyjaśniać, kogo i co ma na myśli.
Polska zdołała wyzwolić się wcześniej, my wciąż walczymy o uwolnienie się spod krwawego jarzma. Ponadto imperium moskiewskie nieustannie próbuje nas dzielić, celowo rozpalając stare wzajemne pretensje i żale, choć krzywdzących działań imperium wobec dwóch naszych narodów było nieporównywalnie więcej – dość przypomnieć choćby Katyń czy Wielki Głód! Jestem pewien, że ukraińskie wydanie «Kordiana» stanie się kolejną małą, ale mocną cegiełką w murze naszego wspólnego polsko-ukraińskiego – a więc i europejskiego – domu.

Ukraińskie wydanie «Kordiana». Wydawnictwo «Litopys»
– Jesienią 2024 r. dramat «Kordian» czytali miłośnicy literatury z całego świata w ramach Narodowego Czytania, zainicjowanego przez polską Parę Prezydencką. Być może stąd wzięło się Twoje zainteresowanie tym dziełem?
– Postać Juliusza Słowackiego znajdowała się już wcześniej w kręgu moich zainteresowań. Na przykład napisałem artykuł o jego podróżach po terenach, wchodzących obecnie w skład obwodu winnickiego, który zamieściłem w mojej książce «Literackimi szlakami Podola». Opublikowałem w niej też eseje o sześciu innych polskich mistrzach słowa. W ubiegłym roku, gdy przygotowywaliśmy się do Narodowego Czytania, wyszło na jaw, że «Kordian» nie został przetłumaczony w naszym kraju.
Instytut Polski w Kijowie zainicjował tłumaczenie i wydanie książki w języku ukraińskim, skontaktował się więc z kilkoma tłumaczami. Miałem szczęście: w drodze konkursu wybrano moją kandydaturę. W czasie Narodowego Czytania skończyłem już pracę nad tłumaczeniem i także uczestniczyłem w tym wydarzeniu w Winnicy – przeczytałem fragment «Kordiana» po ukraińsku. W listopadzie dramat został wydany jako osobna książka.

Mychajło Komarnycki – dyrektor wydawnictwa «Litopys». Fot. Muzeum Juliusza Słowackiego w Krzemieńcu
– Wielu krytyków zgadza się, że dziś to dzieło filozoficzne Juliusza Słowackiego jest szczególnie aktualne…
– Ma antykolonialny patos, a to jest dziś bardzo ważne. Przecież widzimy, że natura imperium moskiewskiego się nie zmienia: nadal stara się zagrabić i skolonizować sąsiednie kraje – albo poprzez bezpośrednią interwencję militarną, jak w Ukrainie, albo poprzez tworzenie marionetkowych rządów opartych na modelu neokolonialnym, jak w Gruzji. Jeśli przyjrzymy się uważnie obecnym, bardzo niepokojącym tendencjom na świecie, powstaniu na naszych oczach neodyktatur, to wydaje mi się, że «Kordian» jeszcze długo nie straci na aktualności...
– Dramat jest niełatwy. Czy ktoś Ci doradzał, a może pomagał, w pracy nad tłumaczeniem «Kordiana»?
– Bez pomocy rzeczywiście trudno byłoby sobie poradzić, bo język Słowackiego to polszczyzna z początku XIX wieku, która na przestrzeni dwustu lat bardzo się zmieniła. Zwracałem się z różnymi pytaniami na temat tekstu do wielu osób, ale najczęściej do mojego starego przyjaciela, poety z Krakowa, Marka Wawrzyńskiego, ponieważ z wykształcenia jest polonistą. Właśnie Marek przekazał mi wyczerpujące komentarze na temat kontekstu historycznego dzieła. Trudno przecenić pomoc, jakiej mi udzielili jeszcze dwaj moi przyjaciele – profesor Jarosław Poliszczuk z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu i poliglota ze Lwowa Ołeh Korol. Kiedy skończyłem pracę, Ołeh przeczytał cały tekst, zasugerował rozwiązania mające na celu wyeliminowanie kilku nieścisłości, a ja wziąłem je pod uwagę.
– Twoje tłumaczenie zebrało pozytywne recenzje w Ukrainie. Co szczególnie zapadło Ci w pamięć podczas pracy nad «Kordianem»? Jak długo trwała?
– Każde tłumaczenie to zawsze pogłębianie wiedzy o innym języku i kulturze, a jednocześnie ciągła nauka własnego języka ojczystego i poszerzanie słownictwa, którym się posługujesz. Największą trudnością było to, że wyznaczono mi bardzo krótkie ramy czasowe. Od razu powiedziałem, że nie dam rady dotrzymać tak rygorystycznych ram, bo w przeciwnym razie tłumaczenie może mieć błędy, a tego nie chcę. Wysłuchano mnie i złagodzono ograniczenia co do terminów. Ale wewnętrzne nastawienie oczywiście było bardzo dyscyplinujące, więc przez trzy miesiące byłem praktycznie przykuty do biurka. Nawet udało mi się pozostać w ramach, które zostały ustalone na początku. Ale potem przez kilka tygodni nie wykonywałem żadnej pracy, bo potrzebowałem odpoczynku.
– Jakich innych polskich autorów warto przybliżyć Ukraińcom poprzez tłumaczenia? Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę trudny czas wojny, okupację Ukrainy przez Moskwę i jej zakusy na Europę?
– Łatwiej mi powiedzieć o tym, co już zrobiłem w tym kierunku. Mam na myśli tłumaczenie książki Harry’ego Dudy «Na oczach świata». Opowiada głównie o naszej dzisiejszej wojnie, gdyż poświęcono jej cały rozdział. Pod pierwszym zamieszczonym w nim wierszem widnieje data 27 lutego 2022 r. Następne utwory po kolei odzwierciedlały różne karty wojny. Harry pisał je, a ja w tym samym czasie tłumaczyłem. Pierwsze wydanie ukazało się w kwietniu, a drugie, bardziej kompletne, w lipcu. Harry napisał do mnie w czerwcu, że nie może już tworzyć, bo trudne przeżycia wyczerpały go emocjonalnie. A jednak po lipcowym ataku rakietowym na Winnicę zareagował wierszem na tę kolejną tragedię. Kogo jeszcze warto przetłumaczyć... Myślę, że eseje Czesława Miłosza, które pomogą nam lepiej zrozumieć naturę moskiewskiego reżimu, całego rosyjskiego – a w zasadzie światowego – totalitaryzmu.
– Znasz dobrze współczesną literaturę polską, sam jesteś twórcą literatury ukraińskiej. Czy mają ze sobą więcej wspólnego, czy jednak są różne?
– Widzisz, literatura każdego narodu jest wszechświatem, nawet literatury małych narodów są całymi wszechświatami. Czy można dobrze znać wszystkie? To jest niemożliwe, człowiek chyba może zrobić tyle, ile jest w jego mocy... A każda z nich ma różne utwory: niektóre rezonują z naszym doświadczeniem, inne nie... Najwięcej, prawie 15 książek, przetłumaczyłem z bułgarskiego i teraz aż ręce mnie swędzą, żeby wziąć na warsztat jeszcze kilka, które mocno zaciążyły mi na duszy. Ale nie da się objąć wszystkiego. Jeśli chodzi o język polski, mam osobiste pragnienie – przetłumaczyć na język ukraiński książkę Jarosława Iwaszkiewicza «Gniazdo łabędzi», w której zawarł eseje o Danii, gdzie pracował w ambasadzie. Dania jest moją kolejną miłością...
– Dziękuję serdecznie za rozmowę i zapraszam na prezentację «Kordiana» w Łucku.
– Chętnie przyjadę! Uwielbiam zarówno wasz poetycki kraj nad Świtaziem, jak i sam Świtaź.

Podczas prezentacji ukraińskiego wydania «Kordiana». Fot. Muzeum Juliusza Słowackiego w Krzemieńcu
Rozmawiał Wiktor Jaruczyk
P. S. od redakcji: Ukraińskie wydanie «Kordiana» można kupić na stronie wydawnictwa «Litopys».