Rodzinne historie: «Mamie nie wpisano w dowodzie, że jest Polką»
Artykuły

Julia Wołkowa jest organistką dominikańskiego kościoła Świętego Stanisława w Czortkowie, córką śp. Anny Wołkowej, wieloletniej zastępczyni prezesa Polsko-Ukraińskiego Kulturalno-Oświatowego Towarzystwa imienia Adama Mickiewicza. W domu zbudowanym przez jej pradziadka rozmawialiśmy o najważniejszych momentach w dziejach jej rodziny w XX–XXI w.

Kociubińczukowie i Drażniowscy

«Jeden z moich pradziadków nazywał się Jan Kociubińczuk. Pochodził z Zaleszczyk (miasto w rejonie czortkowskim obwodu tarnopolskiego – aut.), z polskiej rzymskokatolickiej rodziny. Był zwykłym gospodarzem. Jeden z krewnych wspomniał, że pradziadek pracował w sądzie w Zaleszczykach. Niestety nie wiem, jakie stanowisko zajmował. Jan Kociubińczuk ożenił się z pochodzącą z Suchostawu (wieś w rejonie czortkowskim – aut.) Michaliną Berezińską. Następnie przenieśli się do Czortkowa.

W 1908 r. w rodzinie Jana i Michaliny Kociubińczuków urodził się syn Anton – mój dziadek. Według rodzinnych przekazów pradziadek Jan zmarł podczas epidemii (prawdopodobnie chodzi o epidemię tyfusu w czasie I wojny światowej lub epidemię grypy hiszpanki w latach 1918–1920 – aut.). Kiedy Anton dorósł, wyuczył się zawodu szewca i szył znakomite buty. Poza tym był dobrym gospodarzem. W Czortkowie dziadek poznał Zofię Drażniowską. Pobrali się po II wojnie światowej» – mówi Julia Wołkowa.

«Mój drugi pradziadek nazywał się Paweł Drażniowski. Pochodził z polsko-ukraińskiej rodziny z Czortkowa. Jego żona miała na imię Anna. Paweł i Anna Drażniowscy również byli zwykłymi ludźmi, prowadzili gospodarstwo, mieli swój kawałek pola. Pradziadek uprawiał także ogród. W 1911 r. wybudował dom, w którym mieszkam do dzisiaj (nasza rozmowa odbywała się właśnie w tym domu – aut.). To już czwarte pokolenie, które go zamieszkuje. Moja babcia, Zofia Drażniowska, urodziła się w 1920 r.

Nie wiem dokładnie, kiedy dziadek Anton Kociubińczuk i babcia Zofia Drażniowska poznali się, ale pobrali się na pewno po II wojnie światowej. Choć wielu Polaków wyjechało do Polski, dziadkowie postanowili zostać w Czortkowie. Wyjechała jednak siostra babci Zofii. Władze radzieckie odebrały jej mieszkanie w Czortkowie. Jeden z pokoi naszego domu, ten w którym teraz rozmawiamy, długo na nią czekał, ale nigdy nie wróciła. Pozostali nasi krewni również wyjechali po wojnie. Dziś ich potomkowie mieszkają w Krakowie, Katowicach i Kluczborku» – kontynuuje pani Julia.

«Za czasów radzieckich Antonowi i Zofii Kociubińczukom odebrano ziemię. Została im tylko malutka działeczka przydomowa. Zmarli na początku lat 80. XX w., jeszcze przed moimi narodzinami» – dodaje moja rozmówczyni.

Jej matka, Anna Wołkowa, z domu Kociubińczuk, urodziła się w 1953 r. w Czortkowie. Miała też młodszego brata Stanisława. W domu rodzinnym rozmawiano po polsku, a poza domem – po ukraińsku: «Moją mamę wychowywano jako Polkę, uczono języka polskiego i przekazywano wiarę rzymskokatolicką. Opowiadała, że kiedy chodziła do szkoły, musiała uważać na to, co mówi. O wielu rzeczach nie wolno było wspominać. Jedna z nauczycielek zwróciła nawet dziadkom uwagę, że ich córka rozmawia na zakazane tematy, w tym religijne. Po tym moja matka była bardziej ostrożna. Kiedy przyszedł czas otrzymania dowodu osobistego, mamie nie wpisano w dowodzie, że jest Polką».

Zofia Drażniowska z córką Anną, 1955 r.

Komunia Anny Wołkowej w Borszczowie, 1963 r.

«Oprócz zwykłej szkoły w Czortkowie mama uczęszczała do szkoły muzycznej. Następnie ukończyła Tarnopolską Szkołę Muzyczną oraz Instytut Pedagogiczny w Iwano-Frankiwsku. Po powrocie do Czortkowa pracowała jako nauczycielka skrzypiec w miejscowej szkole muzycznej. W 1983 r. wyszła za mąż za mojego ojca, Włodzimierza Wołkowa» – mówi pani Julia.

Ślub Włodzimierza i Anny Wołkowów, 1983 r.

Wielcy i Wołkowowie

«Tata pochodzi z mieszanej rodziny. Jeden z pradziadków po jego linii miał na imię Adam Wielki s. Józefa, a jego żona – Paulina c. Mikołaja. Byli to polscy koloniści, mieszkający we wsi Adamówka (dziś w rejonie chmielnickim w obwodzie chmielnickim – aut.). W 1928 r. urodziła się ich córka Franciszka – moja babcia, która w dokumentach radzieckich została zapisana jako Eufrozyna (Jefrosynia). Dobrze ją pamiętam, ponieważ długo żyła. Babcia opowiadała, że w czasie II wojny światowej została wysłana do przymusowej pracy w Niemczech. Najprawdopodobniej pracowała w rolnictwie, ale nie wiem w jakim regionie. Po wojnie wróciła z Niemiec i osiedliła się w Czortkowie. Tam poznała Mariana Wołkowa, mojego dziadka» – mówi pani Julia.

Eufrozyna (Franciszka) Wołkowa, z domu Wielka, w Niemczech, 1942 r.

«Dziadek Marian pochodzi z Czortkowa – kontynuuje pani Julia. – Brał udział w II wojnie światowej. Jego bracia i siostry zostali zesłani na Syberię, a rodzinny dom spalono. Po wojnie dziadek wrócił na pogorzelisko. Nie wiem, co było powodem takich działań represyjnych władz radzieckich wobec rodziny dziadka».

Eufrozyna i Marian Wołkowowie pracowali w wylęgarni drobiu: «Dziadek dobrze znał się na elektryce i zajmował się remontami, a babcia była zwykłą robotnicą. W 1953 r. urodził się mój ojciec, Włodzimierz. Po ukończeniu szkoły studiował w Technikum Medycznym we Lwowie. Następnie powrócił do Czortkowa. Ponad 20 lat naprawiał urządzenia medyczne w miejscowej przychodni».

Organistka kościoła

«W 1983 r. Włodzimierz Wołkow i Anna Kociubińczuk się pobrali. Ich rodziny znały się ze sobą od dawna, a babcie z obu stron często się nawzajem odwiedzały. W 1984 r. urodził się mój brat Włodzimierz, a rok później – ja.

W 1989 r. w Czortkowie wznowiono nabożeństwa w kościele Świętego Stanisława. Nasza rodzina od razu zaczęła chodzić do tej świątyni. Chociaż ojciec pochodzi z rodziny greckokatolickiej, od czasu do czasu też chodził z nami do kościoła. Z mamą z kolei bywałyśmy w cerkwi» – mówi pani Julia.

Anna Wołkowa w kościele, 1994 r.

O początkach Polsko-Ukraińskiego Kulturalno-Oświatowego Towarzystwa imienia Adama Mickiewicza w Czortkowie pani Julia mówi tak: «Polskie towarzystwo rozpoczęło działalność w 1993 r. Tego samego roku przy towarzystwie otworzono szkołę. Wiele osób z kościoła pomagało zakładać organizację i szkołę, ale najbardziej przyczyniła się Maria Pustelnik c. Adolfa (jej fascynujące wspomnienia rodzinne i szczegółową historię powstania towarzystwa, które w tym roku obchodzi 30-lecie, można będzie przeczytać w jednym z kolejnych numerów MW – aut.) oraz moja mama Anna Wołkowa.  Ogrom pracy wykonały też Ulana Nawłoka i Natalia Gil».

W piątą rocznicę założenia Towarzystwa, 1998 r. (od lewej: Maria Pustelnik, Anna Wołkowa oraz prezes Federacji Organizacji Polskich na Ukrainie w latach 1992–2021. Emilia Chmielowa)

Anna Wołkowa podczas zajęć z dziećmi: na gitarze gra jej syn Włodzimierz, na skrzypcach – Julia Wołkowa, 1998 r.

«Równolegle poszłam do pierwszej klasy zwykłej szkoły oraz do polskiej. Przy towarzystwie uczyliśmy się języka polskiego, przez jakiś czas działały zespół taneczny i chór. Z mamą często bywałyśmy w Polsce. W szczególności w drugiej połowie lat 90. jeździłyśmy z nią na kursy do Krakowa. Byłyśmy też w Sandomierzu, Warszawie i innych miastach. Ja i brat spędzaliśmy większość czasu z mamą w towarzystwie lub szkole polskiej, często uczestniczyliśmy w koncertach lub innych wydarzeniach» – wspomina pani Julia.

Pierwsza komunia Julii Wołkowej w kościele Świętego Stanisława w Czortkowie, 1993 r. (Julia z bratem Włodzimierzem na pierwszym planie, babcia Eufrozyna Wołkowa, Anna i Włodzimierz Wołkowowie)

«Po ukończeniu szkoły, podobnie jak mama, wstąpiłam do szkoły muzycznej w Tarnopolu na kierunek nauczania gry na skrzypcach. Brat pojechał do Krakowa, studiował na Akademii Górniczo-Hutniczej im. Stanisława Staszica. Od 17 lat mieszka w Polsce. Obecnie pracuje w zakładzie metalurgicznym w Gliwicach.

Dziś nadal należę do Polsko-Ukraińskiego Kulturalno-Oświatowego Towarzystwa imienia Adama Mickiewicza w Czortkowie, staram się pomagać w czym tylko mogę. Mama zawsze dużo pracowała, od dziecka pomagałam jej szukać wierszy na różne imprezy i drukować teksty na wystąpienia. Po przejściu na emeryturę kontynuowała pracę w szkole muzycznej, była aktywną członkinią polskiego towarzystwa i działającej przy nim szkoły. Nie porzucała tych zajęć do końca życia. Niestety w 2019 r. zmarła. Została pochowana obok dziadków na cmentarzu w Czortkowie» – mówi pani Julia.

Należy dodać, że w maju 2019 r. Anna Wołkowa otrzymała odznakę honorową «Zasłużony dla Kultury Polskiej» przyznawaną przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Święto Konstytucji 3 Maja w Towarzystwie imienia Adama Mickiewicza w Czortkowie, 4 maja 2019 r. Uliana Nawłoka i Anna Wołkowa (odpowiednio pierwszy rząd, po lewej i po prawej) otrzymały w tym dniu odznaki honorowe «Zasłużony dla Kultury Polskiej»

«W ubiegłym roku zmarła kolejna z naszych aktywnych działaczek, Ulana Nawłoka c. Romana (także Zasłużona dla Kultury Polskiej – aut.), która również stała u początków polskiego towarzystwa i szkoły. Towarzystwo zawsze starało się i nadal stara uczyć dzieci języka polskiego i tradycji, angażować je w konkursy i wyjazdy do Polski. Ja z kolei codziennie chodzę do kościoła Świętego Stanisława, gdzie gram na organach. Można powiedzieć, że dorastałam w tej świątyni, więc przyzwyczaiłam się do moich obowiązków, a właściwie do misji» – podsumowuje Julia Wołkowa.

Julia Wołkowa z ojcem w kościele

Serhij Hładyszuk

Na głównym zdjęciu: Anna Wołkowa przy organach w kościele.
Wszystkie zdjęcia pochodzą z rodzinnego archiwum Anny Wołkowej.

Powiązane publikacje
Rodzinne historie: Wspomnienia rówieńskiego krajoznawcy Czesława Chytrego
Artykuły
«Pamiętam, jak pięknie grały organy w kościele Świętego Antoniego. Pamiętam również, jak je zniszczono, jak splądrowano świątynię, jak ścięto krzyże na wieżach, jak wszystko rozkradziono i wywieziono. Chociaż kościół zamknięto, wciąż modliliśmy się do Boga. Zaczęliśmy się gromadzić w domach. Potajemnie. Żyliśmy w wierze katolickiej» – wspomina 79-letni Czesław Chytry z Równego. 
13 marca 2026
Rodzinne historie: Tę historię chcę przekazać moim dzieciom
Artykuły
Oleksandr Kiś przez całe życie, z wyjątkiem lat studenckich spędzonych w Winnicy, mieszka w Łucku. Jego rodzina ze strony matki pochodzi z Podola, a przodkowie ze strony ojca przenieśli się na Wołyń z województwa lubelskiego, prawdopodobnie w okresie II wojny światowej.
27 lutego 2026
Rodzinne historie: Nasza polskość kształtowała się w kościele
Artykuły
Polacy osiedlili się na Podolu w czasach I Rzeczypospolitej. I pomimo trudnych wydarzeń historycznych i odległości geograficznej, wynikającej z faktu, że od współczesnej granicy polsko-ukraińskiej dzielą ich setki kilometrów, miejscowym skupiskom Polaków udało się przetrwać i zachować tożsamość narodową.
13 lutego 2026
Rodzinne historie: «Nie przypuszczałem, że zostanę wojskowym»
Artykuły
«Mój ojciec był Ukraińcem, a mama – Polką. Ucząc się języka polskiego, czytając polskie książki, a następnie wyjeżdżając do Polski, zacząłem odkrywać w sobie więź z polską linią swojej rodziny. Teraz uważam się za ukraińskiego Polaka. Za człowieka, który ma jedno serce na dwa narody» – mówi 45-letni Andrzej Końko.
30 stycznia 2026
Rodzinne historie: «Połowa uczniów w mojej klasie była Polakami»
Artykuły
«Polaków u nas, w Nowej Borowej na Żytomierszczyźnie, było wielu. W mojej klasie chyba z połowa uczniów była Polakami, a druga – Ukraińcami» – mówi Ludmiła Wysocka, z domu Rusecka.
21 listopada 2025
Rodzinne historie: Obu dziadków zamordował reżim sowiecki
Artykuły
«Obie moje babcie rozmawiały po polsku, dziadków nie znałem, bo obu zamordowały władze sowieckie» – opowiada Walenty Wysocki. Pochodzi ze wsi Nowa Borowa w obwodzie żytomierskim, obecnie mieszka w Zdołbunowie w obwodzie rówieńskim.
07 listopada 2025
Rodzinne historie: Od Krzemieńca do Buenos Aires
Artykuły
«Fascynuje mnie znajdywanie krewnych, których od dawna nie widziałam lub w ogóle nie znałam, i śledzenie, wyłapywanie wspólnych cech. Możesz nie znać człowieka, nie rozmawiać z nim przez lata, ale pokrewieństwo trwa» – mówi Natalia Urbańska (z domu Mszaniecka) z Tarnopola.
10 października 2025
Rodzinne historie: «Wszystko zaczęło się od ręczników mamy»
Artykuły
Maria Fedorczuk połączyła swoje życie z dwoma miejscowościami w obwodzie rówieńskim: w Kostopolu urodziła się i spędziła większość życia, a w Topczy w Hromadzie Korzec stworzyła etnograficzny skarbiec.
26 września 2025
Rodzinne historie: «Moi dziadkowie są przesiedleńcami»
Artykuły
Nasza rozmówczyni Lubow Doczak urodziła się i mieszka we wsi Sidorów w Hromadzie Husiatyn w rejonie czortkowskim w obwodzie tarnopolskim. Tu spotkali się i pobrali jej rodzice. «Nasze dzieciństwo było wspaniałe. Mieliśmy wielu krewnych, bardzo dobrych, wszyscy zjeżdżali się do nas na święta» – wspomina pani Lubow.
12 września 2025