Rodzinne historie: «Pomagaliśmy odprawiać pierwsze msze w wołyńskich kościołach»
Artykuły

Danuta Rówieńska pochodzi z Medenic w obwodzie lwowskim. Na przełomie lat 80. i 90. była jedną z najbardziej aktywnych przedstawicieli wspólnoty wyznaniowej i polonijnej na Wołyniu, dzięki którym katedra Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Łucku, kościoły w Maniewiczach, Lubieszowie, Lubomlu, Kamieniu Koszyrskim i innych wołyńskich miejscowościach zostały przywrócone katolikom, a także utworzono Stowarzyszenie Kultury Polskiej.

W rozmowie z nami pani Danuta wspomina o swojej rodzinie i odrodzeniu polskiego życia kulturalnego na Wołyniu po ogłoszeniu niepodległości Ukrainy.

Mazurczakowie i Bobykowie

«Mój dziadek ze strony ojca nazywał się Jan Mazurczak. Był Polakiem. Babcia Kateryna – Ukrainką. W czasach Imperium Austro-Węgierskiego na początku XX w. mieszkali we wsi Medenice (dziś rejon drohobycki w obwodzie lwowskim – aut.). Wychowywali pięcioro dzieci: córki Marię i Annę oraz synów Stanisława, Michała i Franka. Dziewczynki uważano za Ukrainki, a chłopców, w tym mojego ojca Stanisława, za Polaków (przed II wojną światową w polsko-ukraińskich rodzinach dzieci tradycyjnie zapisywano w zależności od płci: synów – zgodnie z narodowością ojca, córki – zgodnie z narodowością matki – aut.).

Rodzina Jana i Kateryny Mazurczaków. Od lewej: córka Maria, syn Michał, Kateryna i Jan Mazurczakowie, Stanisław i Anna

Dziadek Jan miał dużą olejarnię, w której len przerabiano na pachnący olej. To była jedyna olejarnia w okolicy, dlatego przyjeżdżali do niego gospodarze z pobliskich i odległych wsi. Z kolei babcia Kateryna zajmowała się domem i wychowywała dzieci» – wspomina pani Danuta.

Jej ojciec Stanisław Mazurczak urodził się w 1911 r. Kiedy dorósł, pomagał ojcu w gospodarstwie i w olejarni. W 1939 r. wybudował w Letni (obecnie rejon drohobycki – aut.) dom, którego część służyła jako sklep. Jednak po wkroczeniu sowietów sklep został zamknięty.

Rodzina Mazurczaków. Po lewej stronie – Danuta

Danuta Rówieńska opowiada też o Wasylu, wujku jej ojca: «Brat mojej babci Wasyl ukończył uniwersytety w Petersburgu i Krakowie. Następnie wrócił do Medenic. Tam zbudował duży browar i piętrowy dom z kolumnami. Władze radzieckie, które panowały tam od 1939 r., zesłały Wasyla na 10 lat na Sachalin. Jego browar przejęło państwo, a w domu zorganizowano przychodnię. Był wykształconym człowiekiem i nauczył mojego ojca Stanisława rysować, a także grać na skrzypcach».

Wujek Wasyl, brat babci Kateryny

«Dziadek ze strony matki nazywał się Jan Bobyk, a babcia miała na imię Maria. Była to miejscowa polska rodzina. Dziadek pracował w Letni w urzędzie oraz jako woźniczy sędziego. Poza tym miał las i dużo ziemi. Kupował ziemię, ponieważ miał cztery córki i każdej z nich musiał w przyszłości przydzielić kawałek pola.

Jan i Maria Bobykowie – dziadkowie pani Danuty ze strony matki

Moja mama Rozalia urodziła się w 1919 r. w Letni. Uczyła się w polskiej szkole, później przeniosła się do Lwowa, gdzie pracowała w cukierni. Ponadto potrafiła dobrze szyć ubrania. Jednak w połowie lat 30. wróciła do Letni, bo musiała pomagać rodzicom w gospodarstwie domowym» – mówi pani Danuta.

Wspomnienia z dzieciństwa

Moja rozmówczyni wspomina o ślubie swoich rodziców w przededniu II wojny światowej: «Mama poznała ojca po powrocie ze Lwowa do Letni. W 1939 r. pobrali się i zamieszkali w domu zbudowanym przez ojca. Z początkiem wojny tata został zmobilizowany do Wojska Polskiego. Nie powiem szczegółowo, kiedy i w jakich okolicznościach wrócił z wojny.

Ojciec Stanisław Mazurczak w okresie międzywojennym (po prawej stronie)

Stanisław i Rozalia Mazurczakowie – rodzice Danuty Rówieńskiej

Danuta Rówieńska urodziła się 7 września 1942 r. w Letni. Wśród jej żywych wspomnień z dzieciństwa znalazł się przytulny dom rodzinny z pięknymi meblami i naczyniami. Wspomina, że jej matka miała gosposię Zosię, którą uczyła szyć.

Dom rodzinny w Letni. Około 1939 r.

Danuta Rówieńska z rodzicami. Początek lat 40.

O wojnie ma takie wspomnienia: «Kiedy Rosjanie zbliżali się do naszych wsi, ojciec się przed nimi ukrywał. Mojego stryjka Franka zabrali Niemcy, chcieli go rozstrzelać. Nie znam szczegółowo tej historii, ale później został zwolniony. Tak bardzo to przeżywał, że posiwiał. Następnie zamieszkał w Truskawcu. Pamiętam też, że pod koniec wojny sprawiłam ojcu przykrość. Bawiłam się jego kluczami do jakichś magazynów i gdzieś je schowałam. Tata miał z tego powodu problemy».

W 1948 r. urodziła się Emilia, młodsza siostra pani Danuty. Ukończyła Lwowski Instytut Medyczny i przez pewien czas mieszkała we Lwowie. Dwadzieścia lat temu wyjechała do Włoch, gdzie mieszka do dziś.

Danuta Rówieńska (po prawej) z siostrą Emilią. Około 1950 r.

Rodzina Mazurczaków (Danuta Rówieńska stoi)

Rodzina Mazurczaków

Pani Danuta opowiada o zabytkach sakralnych w pobliżu Medenic i Letni: «W Medenicach wysoko na wzgórzu stał kościół. W latach 40., kiedy byłam mała, kościół został zamknięty, a wieżę rozebrano. Parafianie zdjęli dzwony. Jeden mężczyzna ukrył je u siebie na podwórku, dzięki czemu przetrwały (kościół Trójcy Przenajświętszej w Medenicach został odrestaurowany i obecnie jest czynny – aut.). W Letni również był kościół (Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny – aut.). Kiedy był rozbierany po II wojnie światowej, pewna kobieta zaczęła zdzierać obraz, upadła i była z tego powodu niepełnosprawna do końca życia. Później na miejscu kościoła wybudowano klub».

Stanisław i Rozalia Mazurczakowie z córkami Danutą (po prawej) i Emilią

W różnych krajach

Pani Danuta wspomina wysiedlenie Polaków, które odbyło się na podstawie układu dotyczącego ewakuacji obywateli polskich z terytorium USRR i ludności ukraińskiej z terytorium Polski, podpisanego przez komunistyczne rządy obu krajów 9 września 1944 r.: «Wiele polskich rodzin wywieziono z naszej wsi w wagonach-tiepłuszkach do Suliszewa (obecnie gmina Choszczno w powiecie choszczeńskim w województwie zachodniopomorskim – aut.). Rodzina Bobyków również wyjechała do Polski. Dziś nasi krewni w Polsce mieszkają głównie w Choszcznie i Szczecinie. Jeden z Mazurczaków był nawet burmistrzem Choszczna».

Danuta Rówieńska z rodzicami koło domu w Letni. Około 1960 r.

«Po wojnie mój ojciec, podobnie jak niektórzy inni krewni, poszedł do pracy w browarze w Medenicach. Dziś zakład został włączony do Browaru Rozdolskiego. Jak chodziłam do szkoły, w wieku 10 lat, pojechałam do Lwowa na pierwszą komunię. W 1959 r., po ukończeniu szkoły, wstąpiłam do szkoły medycznej we Lwowie. Tutaj poznałam swojego przyszłego męża – Wołodymyra Rówieńskiego, s. Josypa. Pochodził z Borysławia, z ukraińskiej rodziny greckokatolickiej. Studiował na Wydziale Budowlanym Lwowskiego Instytutu Politechnicznego, po czym został skierowany do pracy w Kazachstanie. Później wrócił i na początku 1961 r. się pobraliśmy. Ślubu udzielił nam tajemnie greckokatolicki ksiądz we Lwowie. Na początku mieszkaliśmy w Borysławiu, gdzie mój mąż budował fabrykę porcelany. Później mąż związał swoje życie ze służbą wojskową, a ja przenosiłam się z nim z miejsca na miejsce.

Danuta Rówieńska podczas studiów we Lwowie. 1960 r.

Wołodymyr Rówieński podczas studiów we Lwowie

Ślub Danuty i Wołodymyra Rówieńskich. 1961 r.

Do 1965 r. mieszkaliśmy w Iwano-Frankowsku. Tu w 1962 r. urodził się nasz syn Wiktor. Następnie mężowi zaproponowano wyjazd do pracy w Niemczech. Przez sześć lat mieszkaliśmy we Frankfurcie nad Odrą. Pracowałam tam w szpitalu, a także śpiewałam na różnych imprezach i prowadziłam wycieczki. Potem mieszkaliśmy w Gruzji, Armenii i Azerbejdżanie. Kiedy moja mama zachorowała, zaczęłam przekonywać męża, że powinniśmy wrócić do Ukrainy» – mówi pani Danuta.

Danuta Rówieńska w Niemczech. Połowa lat 60.

Potem mieszkaliśmy w Gruzji, Armenii i Azerbejdżanie. Kiedy moja mama zachorowała, zaczęłam przekonywać męża, że powinniśmy wrócić do Ukrainy» – mówi pani Danuta.

Danuta i Wołodymyr Rówieńscy z synem Wiktorem i rodzicami Danuty

«Po powrocie osiedliliśmy się w Stryju. W 1981 r., w wieku 70 lat, zmarł mój ojciec, chociaż jego rodzice dożyli sędziwego wieku i odeszli mając ponad 90 lat. W 1974 r. urodziła się nasza córka Bożena. Ze Stryja przenieśliśmy się do Łucka. Tutaj ożenił się i zamieszkał nasz syn Wiktor, a my jeszcze na kilka lat pojechaliśmy na Daleki Wschód, gdzie mąż budował wyrzutnie rakietowe. Tam nasza córka chodziła do rosyjskiej szkoły, chociaż w domu rozmawialiśmy po ukraińsku. Pod koniec lat 80. wróciliśmy do Łucka.

Syn bardzo lubił muzykę, grał na gitarze w różnych zespołach. Przez pewien czas prowadził też działalność gospodarczą. Niestety zginął w wypadku samochodowym. Dwaj jego synowie są już dorośli. Bożena studiowała w Rzeszowie i Krakowie, wyszła za mąż za Polaka, z którym ma dwie córki. Mieszkają w Mysłowicach w województwie śląskim» – kontynuuje Danuta Rówieńska.

Syn Danuty Rówieńskiej Wiktor

Pierwsza komunia córki Bożeny w Stryju

Odrodzenie parafii katolickich na Wołyniu

«Zawsze starałam się chodzić do kościoła. Na Dalekim Wschodzie kościołów oczywiście nie było. Chociaż mąż był wojskowym, zawsze w rodzinie obchodziliśmy święta. Kiedy w latach 80. przeprowadziliśmy się do Łucka, katolicy nadal modlili się w mieszkaniach. Pewnego dnia zauważyłam w mieście ogłoszenie o nabożeństwie w łuckim kościele. Od tego czasu zaczęliśmy się gromadzić wspólnie z innymi Polakami, utworzyliśmy chór przy parafii. Przyjeżdżał do nas ze Lwowa ksiądz Ludwik Kamilewski, a z Krzemieńca – przyszły biskup Marcjan Trofimiak.

W niedziele często jeździliśmy do innych kościołów na Wołyniu i pomagaliśmy w nabożeństwach. W Maniewiczach kościół był w opłakanym stanie, ale tam też odprawialiśmy msze. Pomagał nam ksiądz Adam Gałek. Jeździliśmy też do Lubieszowa.

Wyjeżdżaliśmy także do Beresteczka. Prosiliśmy o przekazanie nam zniszczonego kościoła naprzeciwko cerkwi. Dostaliśmy odmowę, dlatego wyremontowaliśmy kaplicę na cmentarzu, do której przyjeżdżaliśmy co dwa tygodnie. Łucki chór parafialny również jeździł z księdzem do Horochowa i Cumania. W Lubomlu w kościele była siłownia, później jednak odzyskaliśmy tę świątynię. W Kamieniu Koszyrskim katolikom również przekazano kościół. Wszystkie te świątynie potrzebowały remontu. Aby zorganizować parafię, musieliśmy znaleźć na miejscu dwadzieścioro parafian (dwudziestka – organ świecki powołany przez władze radzieckie, niezbędny do funkcjonowania parafii, który faktycznie zakładał parafię i zatrudniał księdza – aut.)» – mówi pani Danuta.

Do zwrócenia katolikom kościołów w obwodzie wołyńskim przyczyniła się również rodzina mojej rozmówczyni. Z wiernymi łuckiej katedry na nabożeństwa w innych parafiach jeździł syn pani Danuty, Wiktor, a Wołodymyr Rówieński pomagał księdzu Romanowi Burnykowi w budowie plebanii we wsi Dubyszcze (obecnie rejon łucki w obwodzie wołyńskim – aut.). «Był pracowitym człowiekiem – wspomina swojego męża Danuta Rówieńska. – W ostatnich latach pracował ze mną w przychodni jako inżynier. Zmarł w 2012 r.».

«Jednocześnie z odrodzeniem życia religijnego zaczęliśmy tworzyć polskie stowarzyszenie. W tej sprawie pomagał nam ksiądz Ludwik Kamilewski. Razem ze śp. Ireną Kostecką jeździliśmy do różnych miast i wsi, gdzie szukaliśmy Polaków. Czasami ludzie bali się przyznać, że mają polskie korzenie. Pamiętam, że jeden mężczyzna w Ołyce groził nam nożem, kiedy przyszliśmy do niego zapytać o pochodzenie.

Na początku lat 90. opracowaliśmy statut stowarzyszenia. Mieliśmy grupę wolontariuszy, która opiekowała się chorymi ludźmi. W tym czasie pracowałam w przychodni w Łucku. Kiedy umierał ktoś z naszych seniorów, pomagaliśmy w organizacji pogrzebu. Na początku lat 90. udało nam się również zebrać 200 podpisów w sprawie oddania katolikom kaplicy na memoriale w Łucku, obecnego Domu Panichidy, ale nam wtedy odmówiono.

Przez pewien czas byłam prezesem nowo utworzonego Stowarzyszenia Kultury Polskiej w Łucku, które obecnie nosi imię Ewy Felińskiej. Jednak wówczas pracowałam jeszcze w przychodni i trudno mi było łączyć pracę zawodową z działalnością społeczną. Nie bałam się przyznać, że jestem z pochodzenia Polką, ale musiałam ciągle zwalniać się z pracy, więc zrezygnowałam z kierowania organizacją» – zaznacza pani Danuta. Miejscowi Polacy zbierali się wtedy na plebanii kościoła, a później, przed przeprowadzką do własnego pomieszczenia przy ul. Kryłowa w Łucku – w salonie artystycznym (obecnie Galeria Sztuki na ulicy Łesi Ukrainki 24a). Organizowali różne spotkania, uroczystości, lekcje języka polskiego, wycieczki dla dzieci do Polski i Niemiec».

Danuta Rówieńska jako prezes Stowarzyszenia Kultury Polskiej imiena Ewy Felińskiej w Łucku

Danuta Rówieńska, choć odeszła ze stanowiska prezesa Stowarzyszenia Kultury Polskiej imienia Ewy Felińskiej, od 35 lat aktywnie uczestniczy w polskim życiu kulturalnym i religijnym na Wołyniu. Została nagrodzona dyplomami Stowarzyszenia «Wspólnota Polska» oraz Federacji Organizacji Polskich na Ukrainie, w której swego czasu była członkinią komisji rewizyjnej. Za swoją działalność otrzymała od Rzeczypospolitej Polskiej honorową odznakę «Zasłużona dla Kultury Polskiej».

***

Projekt «Rodzinne historie Polaków z obwodu wołyńskiego, rówieńskiego i tarnopolskiego» jest wspierany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach konkursu Polonia i Polacy za Granicą 2021. Projekt «Polska Platforma Medialna Wschód» jest realizowany przez Fundację Wolność i Demokracja. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Serhij Hładyszuk
Zdjęcia z rodzinnego archiwum Danuty Rówieńskiej

Powiązane publikacje
Rodzinne historie: Wspomnienia rówieńskiego krajoznawcy Czesława Chytrego
Artykuły
«Pamiętam, jak pięknie grały organy w kościele Świętego Antoniego. Pamiętam również, jak je zniszczono, jak splądrowano świątynię, jak ścięto krzyże na wieżach, jak wszystko rozkradziono i wywieziono. Chociaż kościół zamknięto, wciąż modliliśmy się do Boga. Zaczęliśmy się gromadzić w domach. Potajemnie. Żyliśmy w wierze katolickiej» – wspomina 79-letni Czesław Chytry z Równego. 
13 marca 2026
Rodzinne historie: Tę historię chcę przekazać moim dzieciom
Artykuły
Oleksandr Kiś przez całe życie, z wyjątkiem lat studenckich spędzonych w Winnicy, mieszka w Łucku. Jego rodzina ze strony matki pochodzi z Podola, a przodkowie ze strony ojca przenieśli się na Wołyń z województwa lubelskiego, prawdopodobnie w okresie II wojny światowej.
27 lutego 2026
Rodzinne historie: Nasza polskość kształtowała się w kościele
Artykuły
Polacy osiedlili się na Podolu w czasach I Rzeczypospolitej. I pomimo trudnych wydarzeń historycznych i odległości geograficznej, wynikającej z faktu, że od współczesnej granicy polsko-ukraińskiej dzielą ich setki kilometrów, miejscowym skupiskom Polaków udało się przetrwać i zachować tożsamość narodową.
13 lutego 2026
Rodzinne historie: «Nie przypuszczałem, że zostanę wojskowym»
Artykuły
«Mój ojciec był Ukraińcem, a mama – Polką. Ucząc się języka polskiego, czytając polskie książki, a następnie wyjeżdżając do Polski, zacząłem odkrywać w sobie więź z polską linią swojej rodziny. Teraz uważam się za ukraińskiego Polaka. Za człowieka, który ma jedno serce na dwa narody» – mówi 45-letni Andrzej Końko.
30 stycznia 2026
Rodzinne historie: «Połowa uczniów w mojej klasie była Polakami»
Artykuły
«Polaków u nas, w Nowej Borowej na Żytomierszczyźnie, było wielu. W mojej klasie chyba z połowa uczniów była Polakami, a druga – Ukraińcami» – mówi Ludmiła Wysocka, z domu Rusecka.
21 listopada 2025
Rodzinne historie: Obu dziadków zamordował reżim sowiecki
Artykuły
«Obie moje babcie rozmawiały po polsku, dziadków nie znałem, bo obu zamordowały władze sowieckie» – opowiada Walenty Wysocki. Pochodzi ze wsi Nowa Borowa w obwodzie żytomierskim, obecnie mieszka w Zdołbunowie w obwodzie rówieńskim.
07 listopada 2025
Rodzinne historie: Od Krzemieńca do Buenos Aires
Artykuły
«Fascynuje mnie znajdywanie krewnych, których od dawna nie widziałam lub w ogóle nie znałam, i śledzenie, wyłapywanie wspólnych cech. Możesz nie znać człowieka, nie rozmawiać z nim przez lata, ale pokrewieństwo trwa» – mówi Natalia Urbańska (z domu Mszaniecka) z Tarnopola.
10 października 2025
Rodzinne historie: «Wszystko zaczęło się od ręczników mamy»
Artykuły
Maria Fedorczuk połączyła swoje życie z dwoma miejscowościami w obwodzie rówieńskim: w Kostopolu urodziła się i spędziła większość życia, a w Topczy w Hromadzie Korzec stworzyła etnograficzny skarbiec.
26 września 2025
Rodzinne historie: «Moi dziadkowie są przesiedleńcami»
Artykuły
Nasza rozmówczyni Lubow Doczak urodziła się i mieszka we wsi Sidorów w Hromadzie Husiatyn w rejonie czortkowskim w obwodzie tarnopolskim. Tu spotkali się i pobrali jej rodzice. «Nasze dzieciństwo było wspaniałe. Mieliśmy wielu krewnych, bardzo dobrych, wszyscy zjeżdżali się do nas na święta» – wspomina pani Lubow.
12 września 2025