«Ten cmentarz praktycznie został wyrwany lasowi», – mówi Maciej Dancewicz, komentując uzyskanie przez Fundację Wolność i Demokracja zgody na przeprowadzenie poszukiwania miejsca pochówku ofiar zbrodni we wsi Puźniki w dawnym województwie tarnopolskim.
Antonina Bardyga pochodzi z Żytomierszczyzny. Do Łucka przyjechała ponad 50 lat temu. Na przełomie lat 80. i 90. była jedną z najbardziej aktywnych przedstawicielek społeczności katolickiej miasta, dzięki którym wiernym zwrócono kościół. Jako jedna z pierwszych zapisała się z siostrami do Stowarzyszenia Kultury Polskiej im. Ewy Felińskiej na Wołyniu.
Wojna sprawiła, że kilka milionów Ukraińców musiało opuścić swój kraj. Polskie społeczeństwo przyjęło uchodźców wojennych do swoich domów z otwartymi ramionami. Bezprecedensową decyzją polskich władz Ukraińcy uzyskali takie same prawa co Polacy – w zasadzie tylko poza możliwością głosowania.
Świadomość zagrożeń wyrobiła w Polakach specyficzny zmysł geopolityczny – ostrożność, która sprawia, że lepiej widzimy nadchodzące wyzwania i zagrożenia. Przez wieki nauczyliśmy się być czujni.
«Wołyńskie światełko pamięci» to akcja zainicjowana przez Stowarzyszenie «Wołyński Rajd Motocyklowy», podczas której na polskich cmentarzach na Ukrainie porządkowane są groby, zapalane znicze, zawiązywane biało-czerwone szarfy. Trwa od kilku lat, także w tym roku, mimo wojny na Ukrainie.
Ekstremalne wydarzenia oraz sytuacje niosące w sobie ogromny ładunek emocjonalny, stres i poczucie długotrwałego zagrożenia często wywołują u ludzi reakcje oraz zachowania, jakich nigdy nikt by u nich nie podejrzewał. Wojna, niezależnie od tego czy dotyka ludzi bezpośrednio, czy też oddziałuje na psychikę z wydawałoby się bezpiecznej odległości, wcześniej czy później będzie zbierała swoje żniwo. Wszystko jest tylko kwestią czasu.
«Meldujemy: Ogień Niepodległości przekazany w dobre ręce» – poinformowali harcerze z Hufca «Wołyń» na swoim profilu facebookowym. 5 listopada, po uroczystości w Polskim Lasku pod Kostiuchnówką zawieźli ogień na granicę polsko-ukraińską. Tam odebrali go harcerze z Polski uczestniczący w Sztafecie Rowerowej, żeby przekazać do Warszawy.
24 lutego wszyscy byliśmy poruszeni wybuchem wojny. Później, kiedy opadły pierwsze emocje ruszyliśmy, w zdecydowanej większości, na pomoc, najpierw na przejścia graniczne, a potem zgodnie z naszą tradycją – czym chata bogata – przyjmując uchodźców do domów, organizując noclegi, wyżywienie, odzież i co tylko się dało.
Aleksander Tarwacki pracował w II komisariacie policji w Równem. Podobnie jak wielu innych funkcjonariuszy został aresztowany przez sowietów w drugim dniu po inwazji Armii Czerwonej i ustanowieniu władzy radzieckiej na terenach Polski.
Zagrał w swoim życiu aktorskim między innymi żebraka, proboszcza, rabina, świętego Piotra i Pana Boga. Kiedy zmarł 23 września br., miał 94 lata. Mógł o sobie powiedzieć, że był aktorem spełnionym we wszystkich wymiarach.