Zagrał w swoim życiu aktorskim między innymi żebraka, proboszcza, rabina, świętego Piotra i Pana Boga. Kiedy zmarł 23 września br., miał 94 lata. Mógł o sobie powiedzieć, że był aktorem spełnionym we wszystkich wymiarach.
Jako chłopiec pasał krowy koło rzeki Olzy i grał na organach w kościele w Godowie, gdzie się urodził. Pochodził z dużej rodziny. Miał pięcioro rodzeństwa i zawsze, jak podkreślał w wywiadach, rodzina była dla niego najważniejsza.
Od małego przepadał za kinem. Ponieważ w jego miejscowości nie było żadnego, chodził pieszo po kilka kilometrów do Wodzisławia Śląskiego i Zawady. Choć myślał też o byciu inżynierem, zapisał się nawet na politechnikę w Gliwicach, ale zdecydował się, mimo sprzeciwów ojca, na aktorstwo i niepewną drogę kariery artystycznej. Kiedy zaś już stał się sławny, ojciec lubił mówić, że to po nim ma taki talent.
Skończył studia na wydziale aktorskim Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie. Następnie rozpoczął pracę na deskach Teatru Dolnośląskiego w Jeleniej Górze u Krystyny Skuszanki. Potem grał w Teatrze Starym w Krakowie u wybitnego reżysera Konrada Swinarskiego, przez pewien czas pracował w Teatrze Ludowym w Nowej Hucie, by następnie od 1974 r. aż do 2015 r. występować w Warszawie w Teatrze Powszechnym.
Jak zawsze w przypadku wybitnego aktora, wszystkich jego ról teatralnych nie sposób wymienić. Na pewno trzeba przypomnieć rolę Senatora w dramacie «Dziady» Adama Mickiewicza z 1960 r., następnie Lenniego Smalla w adaptacji scenicznej powieści Johna Steinbecka «Myszy i ludzie», rolę tytułową w dramacie «Woyzeck» z 1966 r., którą krytycy byli zachwyceni. Z roku 1970 utrwaliła się w pamięci widzów rola Marchołta w «Marchołcie grubym a sprośnym» Jana Kasprowicza w reżyserii Ludwika Rene. W «Locie nad kukułczym gniazdem» w reżyserii Zygmunta Hübnera zagrał Wodza Bromdena.
Był Horodniczym w «Rewizorze» Mikołaja Gogola. W 1982 r. zagrał Kreona w «Antygonie» w reżyserii Helmuta Kajzara, a w 1984 r. – Wujka w słynnej «Kartotece» Tadeusza Różewicza. W 1995 r. wcielił się w Żyda w «Weselu» w reżyserii Krzysztofa Nazara, w 2002 r. był Tichonem w spektaklu wg «Biesów» Fiodora Dostojewskiego. W 2006 r. wystąpił w sztuce zatytułowanej «Słoneczni chłopcy» Neila Simona w reżyserii Macieja Wojtyszki.
Film też od razu go polubił. Szanowali go reżyserzy i koledzy – aktorzy. Zagrał w ponad 100 obrazach. Szerokiej publiczności znany był najbardziej z «Konopielki» – zagrał tu Dziada i Boga, potem Starego Kiemlicza w «Potopie» Jerzego Hoffmana, Mullera w «Ziemi obiecanej» Andrzeja Wajdy, świętego Piotra w «Quo vadis» w reżyserii Jerzego Kawalerowicza. Premiera tego filmu odbyła się w Watykanie. Dzięki temu Pieczka mógł spotkać się osobiście z polskim papieżem.
Pamiętamy go jako Czepca z «Wesela» Andrzeja Wajdy opartego na dramacie Stanisława Wyspiańskiego. Zagrał także sugestywnie Proboszcza w «Chłopach» Jana Rybkowskiego nakręconych według powieści Władysława Reymonta.
W ostatnim etapie swojej kariery był ulubionym aktorem Jana Jakuba Kolskiego. Zagrał w ośmiu jego filmach. Wybitną grą zabłysnął w «Janciu Wodniku», za którą otrzymał nagrodę za najlepsza rolę męską w 1995 r. Widzom podobały się również «Historia kina w Popielawach» i «Szabla od komendanta». Zagrał też świetne role w filmach, które warto sobie odświeżyć po latach: «Pokolenie» Andrzeja Wajdy, «Matka Joanna od aniołów» Jerzego Kawalerowicza, «Rękopis znaleziony w Saragossie» Wojciecha Jerzego Hassa, «Żywot Mateusza» Witolda Leszczyńskiego, «Perła w koronie» i «Paciorki jednego różańca» Kazimierza Kutza, «Wierna rzeka» Tadeusza Chmielewskiego i «Siekierezada» Witolda Leszczyńskiego wg prozy Edwarda Stachury. Wysoko cenił rolę w filmie «Austeria» w reżyserii Jerzego Kawalerowicza wg książki Juliana Stryjkowskiego za jej wielowarstwowość.
Widzowie oglądający seriale pamiętają Franciszka Pieczkę z produkcji «Ranczo». Zagrał w nim Stacha Japycza, który siedzi z kumplami pod sklepem, popija z nimi piwo i wino, komentując lokalne sprawy i wydarzenia. Ukraińskim widzom jest bardziej znany z roli Gustlika w serialu «Czterej pancerni i pies».

Franciszek Pieczka (pierwszy od prawej) w serialu «Ranczo». Screen z filmu
Franciszek Pieczka zwierzał się, że w postaciach, które grał, zawsze starał się przekazać coś z osobistego doświadczenia. Był pokorny wobec swego zawodu, bo wiedział, że aktorzy są dla widza, a nie odwrotnie i mają mu coś wartościowego zakomunikować. Nie miał niedosytu. Uważał, że się spełnił. Mówił jednak, że gdyby mógł cofnąć czas, to chętnie zagrałby jeszcze Króla Leara.
Oprócz tego, że był wybitnym aktorem, królem polskiej sceny teatralnej i filmowej, pozostał do końca życia ciepłym, dobrym, uczciwym człowiekiem związanym ze sztuką aktorską, której oddał całe życie. Nigdy nie zerwał związku z miejscem swego urodzenia. Kochał z całego serca Śląsk.
W 2017 r. Franciszek Pieczka został odznaczony najwyższym polskim odznaczeniem państwowym – Orderem Orła Białego. 29 września tego roku został pochowany w Aleksandrowie. Pogrzeb miał charakter państwowy. Uczestniczył w nim prezydent Rzeczpospolitej Polskiej Andrzej Duda.
Wiesław Pisarski,
nauczyciel języka polskiego skierowany do Kowla przez ORPEG