Sandor Schreiner: «Nie ma dwóch takich samych organów»
Rozmowy

W maju tego roku w kościele Świętego Jana Nepomucena w Dubnie zostaną poświęcone organy. Pierwsze i jak dotąd jedyne w całym obwodzie rówieńskim zainstalowane w latach niepodległości w czynnym kościele katolickim. Budował je organmistrz z Zakarpacia Sandor Schreiner. Proponujemy uwadze Czytelników wywiad z artystą.

– Jak został pan muzykiem?

– Matka była kierownikiem muzycznym w przedszkolach. Mój ojciec, choć przez całe życie pracował jako górnik, był skrzypkiem i grał w różnych zespołach. W Sołotwynie za jego młodości działało pięć orkiestr, a oprócz tego także grał na weselach. Wykonywał przeboje pop, muzykę węgierską i rumuńską.

W domu ciągle słuchałem muzyki, głównie węgierskiej. Z ukraińskiej – Trio Marenycz, było wówczas bardzo popularne. W wieku sześciu lat posłano mnie na naukę gry na fortepianie. Jednak po kilku miesiącach porzuciłem zajęcia: bałem się widoku czarnego fortepianu. Druga, udana próba miała miejsce dużo później, kiedy poszedłem do szkoły muzycznej na naukę gry na klarnecie. Swoją drogą, jako dziecko bałem się też dźwięku orkiestry dętej. Oto ironia: bałem się fortepianu – zostałem stroicielem instrumentów klawiszowych, bałem się dźwięku orkiestry dętej – teraz w niej gram (uśmiecha się – aut.).

– W jakim języku rozmawialiście w domu?

– Oczywiście, że po węgiersku. Poza tym w Sołotwynie była szkoła węgierska, tam się uczyłem od 1982 do 1991 r. Ale dorastałem wśród Węgrów, Rumunów, Niemców, Ukraińców, zwłaszcza Hucułów, bo z naszego miasta do Huculszczyzny jest bardzo blisko – do Boczkowa Wielkiego mamy 12 km, a do Rachowa 48 km.

– Gra pan na tárogató. Jaka była droga do tego instrumentu?

– Zakarpacki Chór Ludowy, w którego orkiestrze gram, wykonuje przede wszystkim muzykę mniejszości narodowych zamieszkujących nasz region. Jeśli Rumuni lubią szybką muzykę, sîrbę, to my, Węgrzy, wolimy spokojne, czułe melodie. Nazwa «tárogató» w tłumaczeniu z języka węgierskiego oznacza «odsłonić duszę». Grałem na klarnecie, a tárogatem zainteresowałem się na początku XXI w. Jest to instrument rzadki, specyficzny i trudny do opanowania. Na Ukrainie jako jedyny gram na tárogató.

Przez pewien czas toczyły się spory, czyj to jest instrument – ​​rumuński czy węgierski. W dniu 1 lipca 2015 r. na V Światowym Kongresie Taragotystów, po moim wystąpieniu, uczestnikom wydarzenia przekazano oficjalne dokumenty w sprawie uznania tárogató za «hungarikum», czyli dziedzictwo kultury węgierskiej. Jest to dla mnie bardzo ważny instrument.

Sandor Schreiner gra na tárogató

– Kiedy pan zapoznał się z organami?

– Przed pójściem do szkoły żyłem w żywiole muzyki ludowej i nie interesowałem się muzyką klasyczną. Oczywiście w czasie studiów otworzył się przede mną świat muzyki klasycznej, ale organy mnie nie pociągały. W tym samym okresie ukończyłem w szkole kurs strojenia fortepianów. Z organami spotkałem się gdzieś w latach 1996–1998. W Użhorodzie mieszkał wówczas Andrij Leszko, pierwszy organmistrz Zakarpacia. Był w podeszłym wieku i chciał komuś przekazać swoją wiedzę. To on zapoznał mnie z największymi organami na Zakarpaciu, zainstalowanymi w Zakarpackiej Filharmonii Obwodowej. Instrument ten miał 32 głosy i 2242 piszczałki. Podczas kilku spotkań przekazał mi mnóstwo informacji na temat budowy organów. Chyba nie zapamiętałem nawet dziesięciu procent. W 2000 r. pan Andrij zmarł. Więc zdobyłem od niego nieco wiedzy teoretycznej, ale nie miałem praktyki.

Przez ponad 10 lat byłem stroicielem fortepianów we wsi Kosino, gdzie zastępcą dyrektora szkoły muzycznej był Istvan Bobal. Przedstawił mnie kiedyś swojej żonie, która grała na organach firmy «Rieger Orgelbau» w kościele reformackim w Berehowie. Latem 2010 r. namówił mnie, abym przyjrzał się temu instrumentowi, ponieważ nie brzmiał on dobrze. Lecz ja nadal nie odważyłem się podjąć takiej pracy. Wreszcie okazało się, że organy zbudowane w 1928 r. miały rozdarte miechy i wiele piszczałek nie grało. Musiałem więc szukać skóry na miechy, elastycznego kleju i membran. Razem z tatą doprowadziliśmy je do porządku: czyściliśmy, kleiliśmy. W sumie pracowaliśmy przez dwa miesiące.

To były pierwsze organy, które zabrzmiały po mojej interwencji. Ożywienie organów w Berehowie stało się dla mnie olbrzymią inspiracją. Zrozumiałem też, że bardzo ważne jest wsparcie, że w ciebie wierzą.

Drugie były organy we wsi Czasłowce koło Użhorodu. A potem posypały się zaproszenia. Restaurowałem organy z końca XIX w., a także współcześniejsze, mniejsze i większe, na całym Zakarpaciu, najpierw w kościołach reformackich, a później w kościołach katolickich. Niektóre z nich były w katastrofalnym stanie i milczały przez dziesięciolecia. Odrestaurowałem także jedyne świeckie organy – w 2015 r. w Zakarpackiej Filharmonii Obwodowej. Na dzień dzisiejszy pracowałem już z 40 organami – zarówno na Zakarpaciu, jak i w innych regionach Ukrainy oraz za granicą.

– Jak pan trafił na Wołyń?

– W 2015 r. zostałem organmistrzem Zakarpackiej Filharmonii Obwodowej. W tym samym czasie poznałem Oleha Dyptana, głównego organmistrza Opery Narodowej Ukrainy. Jestem bardzo wdzięczny temu jednemu z najlepszych specjalistów Ukrainy, ponieważ wiele mnie nauczył. Nadal utrzymuję z nim kontakt. Przedstawił mnie Piotrowi Suchockiemu, organiście tytularnemu łuckiej katedry Świętych Apostołów Piotra i Pawła, nauczycielowi Wołyńskiej Państwowej Wyższej Szkoły Kultury i Sztuki im. Ihora Strawińskiego, organmistrzowi. Gdzieś w drugim roku naszej znajomości Piotr zaproponował mi przyjazd na Wołyń, aby obejrzeć organy w Rożyszczach.

– Proszę opowiedzieć o tym szerzej, ponieważ nie wszyscy mieszkańcy Wołynia wiedzą, że w Rożyszczach są organy.

– Stały w stanie rozłożonym około 10 lat, zostały znacząco uszkodzone przez kołatki. Aby usunąć tego szkodnika, pracowaliśmy przez około trzy lub cztery miesiące. Pojechałem na Słowację, kupiłem pięć litrów specjalnego środka chemicznego. Myślałem, że to wystarczy. Doznałem zawodu. Musiałem jeszcze kilka razy dowozić. Łącznie zużyto ponad 25 litrów. Niektóre kołatki jeszcze żyły: wlewamy przy pomocy strzykawek środek do otworów w drewnie i słyszymy, jak wydają dźwięki, próbując się ratować. Następnie każdy otwór wypełnialiśmy klejem, potem farbą i lakierem. Zakończyliśmy najpilniejsze prace, ale teraz są wstrzymane. Odbudowa organów wymaga znacznych środków, którymi niestety nie dysponujemy.

– Niedawno wspólnie z Piotrem Suchockim zakończyliście renowację organów w Dubnie.

– W Dubnie nie odnawialiśmy, lecz budowaliśmy organy niemieckiej firmy «Josef Weimbs Orgelbau». Niemcy są jednymi z najlepszych producentów organów i mają najlepsze instrumenty. Firma niewielka, ale instrumenty wysokiej jakości. Ten instrument powstał w 1970 r. i został przekazany parafii Świętego Jana Nepomucena w Dubnie przez katolików niemieckich.

Sandor Schreiner razem z Piotrem Suchockim budują organy w kościele Świętego Jana Nepomucena w Dubnie

W organach brakowało niektórych piszczałek najczęściej używanych podczas mszy św. głosów: Gedackt 8’ w drugim manualu oraz Rohrflüte 8’ w pierwszym manualu. Są to głosy o bardzo łagodnym, miękkim brzmieniu. Występują w około 70–80 % repertuaru kościelnego, więc bez nich nie może być gry organowej.

Zacząłem dzwonić do przyjaciół, znajomych, firm organowych w Niemczech, na Węgrzech, w Rumunii, na Słowacji, szukając używanych piszczałek takich głosów. Nowe rury są za drogie, nie było nas stać na ich zakup. Ponadto używane rury są znacznie cenniejsze. Ich cechy technologiczne są takie, że nowa piszczałka powinna grać 15–20 lat, aby jej dźwięk stał się lepszy, bardziej miękki. Część piszczałek odnaleziono w Rumunii, w Cluj-Napoca, w posiadaniu znajomego organmistrza Roberta Povzara. Pochodziły także z organów niemieckich, ale były nieco szersze, więc musieliśmy poszerzyć każde miejsce na piszczałki. Kolejna część piszczałek została przerobiona ze znalezionych, a sześć Robert wykonał specjalnie dla dubieńskich organów.

– W jakim języku pan się z nim komunikował?

– W węgierskim.

– Czy to znaczy, że rozumiał węgierski?

– Wszyscy organmistrzowie w Rumunii to Węgrzy (śmieje się – aut). Mam znajomego węgierskiego mistrza na Słowacji i też w Niemczech.

– Jak długo trwała praca w Dubnie?

– Gdybyśmy z Piotrem byli tam cały czas, to może w miesiąc zbudowalibyśmy te organy. Zimą generalnie przyjeżdżaliśmy na dwa, trzy dni, raz byłem tam cały tydzień. W sumie trwało to około trzech miesięcy. Pracowaliśmy także w nocy. Intonowaliśmy i stroiliśmy organy już kilka razy. Ostatnie dostrajanie nastąpiło na początku lutego.

– Proszę wyjaśnić, jak wygląda proces strojenia.

– Do tej pracy potrzebne są dwie osoby. Piotr naciskał klawisze, a ja dostrajałem piszczałki. Różne typy piszczałek są regulowane różnymi metodami, za pomocą specjalnych narzędzi. Prace mechaniczne też lepiej wykonywać we dwóch: podać, przytrzymać. Musieliśmy także w dwóch miejscach położyć nowe kable.

Piotr od czasu do czasu udzielał mi wskazówek, bo pracując wewnątrz instrumentu słyszę dźwięk inaczej niż osoba znajdująca się na zewnątrz organów. Ta praca wymaga dobrego słuchu. Współdziałanie ze specjalistą znacznie ją usprawnia, bo wiemy, czego i jak słuchać, wiemy, co i jak robić. Dużo łatwiej jest nam się dogadać.

– Dlaczego stroiliście organy kilka razy?

– Dostrojone piszczałki trzymają strój dopiero po czterech lub pięciu dostrajaniach. Po pierwszych trzech piszczałki mogą po krótkim czasie się rozstroić. Nowo wybudowane lub transportowane organy, aby trzymały strój prze kilka lat, potrzebują roku, a nawet dwóch lat, aby «ustabilizować się» oraz nabrać wymaganej wilgotności i temperatury. Ponadto pożądane jest, aby na nich grać. I wykorzystywać przy tym wszystkie głosy, aby pracowały wszystkie piszczałki. Brud i kurz, a także gwałtowne zmiany temperatury i wilgotności są najbardziej niebezpieczne dla organów. Dlatego instrument wymaga stałej opieki.

– Czy pan gra na organach?

– Nie zagram profesjonalnego koncertu, ale mogę wykonać różne utwory. Muszę sprawdzać swoją pracę. Poza tym muszę czuć to, co czuje organista – jak brzmi instrument, jak naciska się klawisze, żeby wyregulować mechanikę. Takich rzeczy nie robi się on-line.

– Jakimi organami zajmuje się pan teraz?

– Nie zdradzę całkowicie tajemnicy. Powiem tylko, że już niedługo będziemy mieli w Użhorodzie czwarte organy.

– Czyli Użhorod jest organową stolicą Ukrainy?

– Nie, ponieważ w Kijowie jest 10 organów. We Lwowie też było ich dużo, obecnie pozostały dwa, trzecie są w remoncie w Polsce. Obsługuję we Lwowie największe organy Ukrainy, w Lwowskim Domu Muzyki Organowej i Kameralnej.

Spotykamy się tam z Piotrem od czasu do czasu, bo ma tam koncerty, a czasem przed występem stroimy wspólnie instrument. W naszej pracy każdy fachowiec musi znać swój instrument. W ciągu siedmiu lat dobrze poznałem organy lwowskie, natomiast Piotr – łuckie. Taka wiedza bardzo pomaga podczas strojenia.

Warto wiedzieć, że na świecie nie ma dwóch takich samych organów. Naprawiałem dwa organy tej samej firmy «Angster», wykonane w odstępie dwóch, trzech lat. W jednym konsolę dało się łatwo zdemontować, a w drugim spędziłem dobre pół dnia, zanim odkryłem, w czym tkwi sekret.

– Kiedy zabrzmią organy w Dubnie?

– Już zabrzmiały. W maju br., podczas odpustu, planowane jest ich poświęcenie i uroczyste otwarcie. Odbędzie się także koncert. Zapraszamy!

Sandor Schreiner razem z dubieńskim proboszczem, o. Grzegorzem Oważanym

Sandor Schreiner urodził się 9 maja 1976 r. w Sołotwynie w rejonie tiaczewskim na Zakarpaciu. Matka, Ella-Maria, przez 35 lat pracowała jako kierownik muzyczny w przedszkolu. Ojciec Ambruš przez 45 lat był górnikiem w kopalni soli i przez całe życie skrzypkiem w kilku lokalnych zespołach. Sandor Schreiner edukację muzyczną zdobywał w latach 1986–1991 w klasie klarnetu. W 1995 r. z wyróżnieniem ukończył Użhorodzką Państwową Wyższą Szkołę Muzyczną im. Dezyderiusza Zadora. W tym samym roku został zaproszony do orkiestry Zakarpackiego Chóru Ludowego, w której do dziś pracuje jako wykonawca i solista. W latach 2001–2005 studiował na Kijowskim Narodowym Uniwersytecie Kultury i Sztuki, który ukończył z wyróżnieniem jako pedagog, dyrygent orkiestry i wykonawca. Muzyk z prawie 30-letnim doświadczeniem scenicznym, klarnecista, taragocista. Od prawie trzech dekad zajmuje się także renowacją i strojeniem fortepianów, a od 2010 r. jest jednym z najsłynniejszych organmistrzów na Ukrainie. Kompozytor i krytyk sztuki, autor książek «Tárogató – pomost pomiędzy moim sercem a duszą publiczności» (2016) i «Organy Zakarpacia» (2023). Mieszka i pracuje w Użhorodzie.

Grupa orkiestrowa Zakarpackiego Choru Ludowego. Sandor Schreiner siedzi pierwszy z prawej

Rozmawiał Anatol Olich

Zdjęcia udostępnione przez Sandora Schreinera

Powiązane publikacje
Przedstawiciel Legionu Polskiego z wizytą w Dubnie
Wydarzenia
Do parafii Świętego Jana Nepomucena w Dubnie zawitał przedstawiciel organizacji Legion Polski Adam Słomka.
10 marca 2026
W Dubnie otwarto wystawę poświęconą pamięci Pawła Didenki
Wydarzenia
W pierwszą niedzielę Wielkiego Postu w kościele Świętego Jana Nepomucena w Dubnie zaprezentowano wystawę rysunków «Wojna oczami dzieci» oraz obrazy poległego na wojnie parafianina Pawła Didenki, którego pogrzeb odbył się w tym kościele dokładnie pół roku temu.
23 lutego 2026
W Środę Popielcową katolicy z Dubna modlili się o pokój
Wydarzenia
W Środę Popielcową wierni Kościoła Katolickiego rozpoczęli Wielki Post. 18 lutego w kościele Świętego Jana Nepomucena w Dubnie odbyła się msza święta, którą odprawił ks. dziekan Grzegorz Oważany.
18 lutego 2026
Tłusty Czwartek w Dubnie
Wydarzenia
Dzisiaj w kościele Świętego Jana Nepomucena w Dubnie odbyła się msza święta, którą odprawili ks. dziekan Grzegorz Oważany oraz ks. Petro Hordijenko.
12 lutego 2026
W katedrze w Łucku rozpoczął się Rok Najświętszego Serca Jezusowego
Wydarzenia
6 lutego w katedrze Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Łucku odbyło się uroczyste otwarcie Roku Najświętszego Serca Jezusowego.
07 lutego 2026
Nie żyje najstarsza parafianka kościoła Świętego Jana Nepomucena w Dubnie
Wydarzenia
Z głębokim smutkiem informujemy, że 18 stycznia odeszła do wieczności najstarsza parafianka kościoła Świętego Jana Nepomucena i członkini Dubieńskiego Towarzystwa Kultury Polskiej, 90-letnia Irena Wierzbicka, c. Władysława.
18 stycznia 2026
Święto Świętej Rodziny, jasełka i spotkanie opłatkowe w Dubnie
Wydarzenia
28 grudnia w parafii Świętego Jana Nepomucena w Dubnie był dniem radosnym i szczególnie bogatym w wydarzenia.
29 grudnia 2025
Zespół z Dubna wziął udział w festiwalu kolęd w Równem
Wydarzenia
W kościele Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Równem odbyły się eliminacje do XXXII Międzynarodowego Festiwalu Kolęd i Pastorałek, które zgromadziły uczestników z różnych zakątków Ukrainy.
29 grudnia 2025
Święta Bożego Narodzenia w naszym kościele
Wydarzenia
Boże Narodzenie w naszej parafii to zawsze czas wspólnej pracy, modlitwy i szczerej radości. W przygotowaniach kościoła Świętego Jana Nepomucena w Dubnie do nocnej mszy bożonarodzeniowej wzięło udział wielu parafian i członków Dubieńskiego Towarzystwa Kultury Polskiej.
27 grudnia 2025