Osiemdziesiąt dwa lata temu Rosjanie wykonali «mokrą robotę», do dziś okrytą hańbą i niesławą – dopuścili się zbrodni katyńskiej, mordując na terenie zachodniej Rosji i wschodniej Ukrainy prawie 22 000 polskich oficerów, podoficerów i strażników granicznych schwytanych podczas nazistowsko-sowieckiej inwazji w 1939 roku. Dziś powtarzają swoje barbarzyństwo w Ukrainie – pisze amerykański pisarz Allen Paul, autor głośnej książki o zbrodni katyńskiej.
Od najwcześniejszych dni rewolucji bolszewickiej rosyjscy funkcjonariusze służb bezpieczeństwa używali terminu «mokra robota» na określenie krwawej jatki, podczas której prawdziwi i wyimaginowani wrogowie polityczni byli likwidowani przez zawodowych zabójców, a następnie potajemnie grzebani. Od leninowskiej Czeki po stalinowskie KGB kaci stosowali Nackenschuss – strzał z pistoletu w podstawę czaszki wykonywany z bliskiej odległości. Tymczasem «mokra robota» Władimira Putina na północnych przedmieściach Kijowa to makabryczny spektakl, który może zobaczyć cały świat. W pośpiesznym odwrocie jego nieudolna armia przeprowadza egzekucje uliczne, by dokonać rzezi cywilów niestwarzających żadnego zagrożenia dla Rosji, a także zdemoralizować ludność. Jednak nic nie wskazuje na to, by ukraińska wola miała się złamać – podobnie jak inni mieszkańcy Europy Wschodniej, Ukraińcy aż za dobrze rozumieją rosyjskie barbarzyństwo.
Osiemdziesiąt dwa lata temu Rosjanie wykonali «mokrą robotę», do dziś okrytą hańbą i niesławą – dopuścili się zbrodni katyńskiej, mordując na terenie zachodniej Rosji i wschodniej Ukrainy prawie 22 000 polskich oficerów, podoficerów i strażników granicznych schwytanych podczas nazistowsko-sowieckiej inwazji w 1939 roku. Blisko 4 000 z nich zostało rozstrzelanych na południu od Charkowa, miasta, które od 24 lutego jest oblężone przez Rosjan.
Rosjanie posługują się absurdami, aby uzasadnić inwazję na Ukrainę rozpoczętą wiosną tego roku – podobnie jak w 1939 roku, kiedy to niesprowokowani zaatakowali wschodnią część Polski. Putin twierdzi, że wkroczył na Ukrainę, aby zdenazyfikować jej przywódców. Dla porównania, Stalin twierdził, że wysłał Armię Czerwoną do Polski, aby zapobiec wykorzystaniu przez osoby trzecie niepokojów społecznych wywołanych atakiem hitlerowskim z dnia 1 września 1939 roku.
Zanim zbrodnia katyńska wyszła na jaw wiosną 1943 roku, niemiecka inwazja na Rosję zmusiła Stalina do zmiany stron. Sowieci zrzucili winę za masakrę na Niemców i zerwali stosunki dyplomatyczne z Polakami, gdy ci zażądali śledztwa Czerwonego Krzyża w sprawie mordów katyńskich. Przez całą II wojnę światową rosyjska dezinformacja nieustannie powtarzała katyńskie oskarżenia pod adresem Niemców, ale w rok po zakończeniu wojny podjęto nieudolną próbę zmiany tej wersji. Jeden z urzędników ambasady sowieckiej w Londynie stwierdził na prywatnym przyjęciu, że Armia Czerwona wysłała na Kreml oficera sztabowego, aby dowiedzieć się, co Stalin chce zrobić z polskimi oficerami, którzy byli wówczas przetrzymywani w obozach w zachodniej Rosji i we wschodniej Ukrainie. Plan odesłania ich z powrotem do okupowanej przez Niemców Polski właśnie upadł.
Według pracownika ambasady radzieckiej Stalin cierpliwie słuchał oficera sztabowego, informującego, że jego przełożeni potrzebują konkretnych wskazówek. Kiedy oficer skończył mówić, Stalin napisał na kartce swojego papieru firmowego jedno słowo: «Likwidować».
Z punktu widzenia przełożonych oficera sztabowego odpowiedź Stalina rodziła więcej pytań niż udzielała wyjaśnień. Czy Stalin miał na myśli likwidację ludzi czy obozów? Być może chodziło mu o to, aby zwolnić mężczyzn lub wysłać ich do łagrów? Mimo wątpliwości nikt nie chciał ryzykować gniewu Stalina, domagając się wyjaśnień. Ponadto zwlekanie wiązało się z ryzykiem odwetu. Armia wybrała więc bezpieczne rozwiązanie, przekazując całą sprawę NKWD, prekursorowi KGB.
Dla NKWD rozkaz Stalina był całkowicie jasny. Mógł on oznaczać tylko jedno – że Polacy mają być natychmiast rozstrzelani. I tak właśnie się stało. Żaden oficer ambasady nigdy nie przekazałby takiej uwagi na przyjęciu koktajlowym. Komentarz ten był mrożącym krew w żyłach przypomnieniem słów skierowanych przez NKWD do kilku Polaków ocalałych z obozów, w których przetrzymywano mężczyzn skazanych na śmierć. To był «wielki błąd» – powiedzieli, sugerując, że masakra została popełniona na skutek biurokratycznych pomyłek. W Związku Radzieckim tak delikatną decyzję o podobnej skali mógł podjąć tylko jeden człowiek: Józef Stalin.
To samo można powiedzieć o «mokrej robocie» wykonanej niedawno na północnych przedmieściach Kijowa. Tylko Władimir Putin mógł zatwierdzić te barbarzyńskie mordy, jako część planu mającego na celu zadanie maksymalnego bólu i cierpienia narodowi ukraińskiemu, jego demoralizację oraz zmuszenie go do poddania się.
Prezydent Biden słusznie oskarżył Putina o zbrodnie wojenne i nazwał go «mordercą». ONZ szacuje, że prowadzona przez Putina wojna w Czeczenii pochłonęła 250 000 istnień ludzkich i sugeruje, że masowe bombardowania dokonane w Syrii przez rosyjskie lotnictwo to zbrodnie wojenne. Do tej samej taktyki na Ukrainie Putin dołączył deportację – praktykę, która w czasie II wojny światowej doprowadziła do przesiedlenia setek tysięcy Polaków.
A jednak, co wyjątkowo cyniczne, Putin z ogromnym upodobaniem przedstawia się jako człowiek pokoju. Sam byłem tego świadkiem 7 kwietnia 2010 roku podczas obchodów 70. rocznicy zbrodni katyńskiej. Powiedziano mi, że byłem jedynym Amerykaninem obecnym w blisko stuosobowej polskiej delegacji pod przewodnictwem ówczesnego premiera Donalda Tuska, która przyleciała do Smoleńska, a następnie udała się w krótką podróż autobusem do Lasu Katyńskiego na uroczystości. Wielu na Zachodzie uznało ten moment za przełom w stosunkach między Wschodem a Zachodem. W swoim przemówieniu w Katyniu Putin nie omieszkał zachęcić do takiego myślenia. Zaapelował do Polaków, by nie zrzucali winy za zbrodnię na naród rosyjski. Dwanaście lat później jedno zdanie z przemówienia Putina nadal zwraca szczególną uwagę: «Bez względu na to, jak jest to trudne, musimy podążać ku sobie, pamiętając o wszystkim, ale rozumiejąc, że nie możemy żyć tylko przeszłością».
Słowa te stoją w całkowitej sprzeczności z działaniami Putina. Przez lata snuł pełne rozmachu rozważania na temat starych dobrych czasów, kiedy to Rosja stanowiła imperium. Aby wskrzesić dawną chwałę, podjął fatalny krok i zaatakował Ukrainę, ale w ten sposób tylko wzmocnił determinację Zachodu. Ukraińcy i Polacy aż za dobrze znają taktykę rosyjskiej agresji – dezinformację, propagandę, oszustwa, przewrót, sabotaż i szpiegostwo. O mokrej robocie nikt nie ma lepszego wyobrażenia niż oni.
W putinowskiej wizji odrodzonego imperium nie ma miejsca na świadomość ogromu zepsucia tego systemu. Byłem w Polsce, kiedy w 1989 roku upadł mur berliński i nigdy nie zapomnę, jak bardzo zaniedbany i zrujnowany był wówczas ten kraj. Podczas mojej pierwszej wizyty w sklepie spożywczym byłem zszokowany pustymi półkami – nie było mleka, mięsa ani sera, a jedynie kilka puszek z rzepą czy fasolą. Brak oświetlenia ulicznego czynił Warszawę szarą, ponurą i przygnębiającą. Mój gospodarz, profesor matematyki z Uniwersytetu Warszawskiego, zabrał mnie na uroczystości katyńskie odbywające się na Cmentarzu Powązkowskim w dniu Wszystkich Świętych. Wiele osób ze zniczami zgromadziło się przed dużym granitowym krzyżem z krótkim napisem: «1940». Data ta była wymownym symbolem polskiego oporu – przypominała, że oficerowie zostali zamordowani, gdy Las Katyński wciąż należał do Rosjan, a nie rok czy więcej później, gdy tereny te zajęli Niemcy.
Lata później, kiedy słuchałem przemówienia Putina w Lesie Katyńskim, uderzył mnie jeszcze bardziej doniosły symbol tamtych zbrodni: na wpół skryty w posadzce dzwon wiszący przy ścianie pamiątkowej. Kiedy zabrzmiał tego dnia, zdawało się, że ziemia wokół niego zadrżała. Dzwoni on do dziś dla uczczenia pamięci polskich poległych. Jego stłumiony dźwięk powinien nam również przypominać, że Ukraina, Polska i cała Europa Wschodnia nie mogą istnieć samotnie – że Zachód musi pozostać zjednoczony w swoim postanowieniu, aby wolny i otwarty system mógł przetrwać.
***
Tekst powstał w ramach projektu «Dla Polonii» finansowanego ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach konkursu Polonia i Polacy za granicą 2021 r. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.
Allen Paul,
amerykański pisarz i dziennikarz, autor trzech książek o zbrodni katyńskiej, w tym głośnej i nagradzanej «Katyń: Stalinowska masakra i tryumf prawdy». Odznaczony w 2007 r. Krzyżem Komandorskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej za «wybitne zasługi w działalności na rzecz odkrywania i popularyzowania prawdy o zbrodni katyńskiej»
Na zdjęciu: Węzeł katyński – ręce związane na plecach ofiary.
Zdjęcie z 1943 r. z ekshumacji ciał polskich oficerów zamordowanych przez NKWD w Katyniu w 1940. Public domain.