Cały, albo przynajmniej duża część cywilizowanego świata, dokłada wszelkich starań, aby pomóc Ukrainie w zwycięstwie nad najeźdźcą. Społeczeństwa wielu demokratycznych państw w pospolitym ruszeniu zrzucają się na zakupy nowoczesnej i w końcu bardzo drogiej broni, aby móc ją potem ofiarować broniącym swojego kraju Ukraińcom.
Ze świecą szukać takiego, kto nie oglądałby filmowej opowieści o uroczym, zielonym stworze zwanym Shrekiem, który w życiu prywatnym jawi się być po prostu ogrem z bagien. Osobnik ów, wraz z nieodłącznym, serdecznym kolegą Osłem, doświadcza wielu przygód, poznaje nowych przyjaciół i podejmuje się mniej lub bardziej niebezpiecznych wyzwań.
Robienie tzw. wody z mózgu jest dość powszechnym zjawiskiem, do zaistnienia którego wystarczą podatni na wszelkie nawet najbardziej głupie sugestie przedstawiciele rodzaju ludzkiego. Ponieważ takowych na świecie jest jak mrówek, toteż manipulowanie opinią szarych mas przychodzi zazwyczaj zwolennikom tego typu rozwiązań bez trudu.
Przyznam się bez bicia, że po kolejnym miesiącu wojny na Ukrainie, po wielu relacjach i reportażach na temat ogromu cierpienia ludności cywilnej, nie spodziewałam się takiej mojej reakcji po tym, co przeczytałam w mojej ulubionej polskiej gazecie – «Tygodniku Powszechnym». Strach i przerażenie.
W odległych czasach, kiedy jeszcze w pacholęcym wieku byłam, tak od wielkiego dzwonu, z ust mojej babci padały słowa wyraźnie w moją stronę skierowane: «Trzeba mieć zakuty łeb, żeby tego nie rozumieć».
Niejaki ławrow, w pewnych kręgach zwany ministrem spraw zagranicznych rosji, rzucił focha. Jakiś czas temu, bez pożegnania, wyjechał ze szczytu G20. Nie było to angielskie wyjście, a zdecydowanie z przytupem.
Każdego dnia, od pierwszej, porannej kawy do ostatniego ziewnięcia przed snem, życie nasze kręci się tylko i wyłącznie wokół spraw ważnych, a fundamentalnych. Przywiązujemy wagę do rzeczy, słów oraz działań, bez których nie wyobrażamy sobie codziennego funkcjonowania.
Taki już z nas dziwny gatunek, że od czasu do czasu kłamiemy jak najęci. Język nas świerzbi, żeby tylko pleść trzy po trzy jakieś androny w celu wprawienia w zachwyt i podziw albo zazdrość naszego otoczenia.
Po dramacie I i II wojny światowej pozostały tony dokumentów. Napisano wiele książek, opublikowano niebywałą ilość wspomnień ludzi, którym udało się przeżyć piekło. Stali się oni żywymi pomnikami tego, co nie powinno już nigdy się wydarzyć w cywilizowanym świecie.
Henry Kissinger to dość już wiekowy, albowiem liczący sobie 98 lat (swoją drogą: cóż za piękny wiek!), wielce zasłużony były doradca do spraw bezpieczeństwa narodowego i sekretarz stanu Stanów Zjednoczonych Ameryki za kadencji prezydentów Richarda Nixona i Geralda Forda.