Myliłby się ten, kto sądziłby, że «Pulp fiction», «Nocnego Kowboja», «Szeregowca Ryana», «Helikopter w ogniu», «Piratów z Karaibów», czy «Harry’ego Pottera i Zakon Feniksa» nic prócz tego, że okazały się absolutnymi hitami kina, nie łączy.
Wspólny mianownik tych wszystkich wymienionych produkcji tworzą polscy operatorzy stojący za kamerą każdego filmu. W mieście snów nazywani czasem «polską mafią», są dumą i chlubą polskiej szkoły filmowej i najlepszej jakości polskim towarem eksportowym.
O Jerzym Lipmanie Andrzej Wajda, zdobywca Oscara, mówił: «Dewizą Jurka było, że kamera może wszystko». To był wybitny operator, który podczas nagrywania «Kanału» w reżyserii Andrzeja Wajdy zanurzył obiektyw w błocie, aby dobrze filmować jego powierzchnię. Jako pierwszy budował długie, kilkudziesięciometrowe jazdy filmowe. Mimo żydowskiego pochodzenia udało mu się przeżyć wojnę. Był w getcie i obozie koncentracyjnym. Polska Ludowa nie chciała takiego obywatela i na fali antysemickich napaści został zmuszony do emigracji. Do końca życia, do 1983 r., pracował w Zachodniej Europie.
Piękne, niezwykłe, prawie ascetyczne ujęcia w takich dziełach, jak «Popiół i diament» czy «Faraon» należały do Jerzego Wójcika. Niewątpliwie jeden z wielkich mistrzów polskiej szkoły operatorskiej, który na egzamin do szkoły filmowej przyszedł z rysunkami, a nie zdjęciami. Na aparat fotograficzny rodziny nie było zwyczajnie stać. Sposób filmowania Wójcika, jak twierdzą niektórzy, poetycki, stanowił zawsze inspirację dla wielu operatorów.
Jeśli kogokolwiek zachwyciła «Ziemia obiecana», niesamowite, zmieniające się sceny, szaleństwo ujęć, plastyczność obrazu zmieszana z finezją obserwacji, to musi wiedzieć, że za kamerą stał mistrz Witold Sobociński. Jego pracę możemy także podziwiać we «Franticu» Romana Polańskiego.
Mieczysław Jahoda był na pewno pionierem nowych technik zdjęciowych. Jako pierwszy wykorzystał taśmę Eastmancolor podczas kręcenia «Krzyżaków». Jako pierwszy realizował filmy panoramiczne robione w systemie «Cinemascope». Aleksander Ford, Jerzy Żuławski, Jerzy Hass to wielcy reżyserzy, z którymi Jahoda współpracował.
Przypadek często decyduje o drodze naszego życia. Tak też było jeśli chodzi o Adama Holendra, człowieka, który pracował przy jednym z najsłynniejszych filmów – «Nocnym Kowboju». Operatorem stał się trochę dzięki zbiegowi okoliczności. Kiedy kilka lat po ukończeniu szkoły filmowej wyjechał do USA i zaczął pracować jako kierowca w jednej z wytwórni filmowych, pewnego dnia jeden z operatorów nie zjawił się na planie. Holender stanął wówczas za kamerą i tak zaczęła się jego wielka kariera.
Następny z wielkich to Paweł Edelman. Laureat Cezara za zdjęcia do «Pianisty» Romana Polańskiego. Według rankingu «Variety» jeden z 10 najbardziej interesujących operatorów na świecie.
Sławomir Idziak to operator takich hollywoodzkich filmów jak: «Helikopter w ogniu» czy «Harry Potter i Zakon Feniksa». Wielką sławę przyniosły mu filmy kręcone z Krzysztofem Kieślowskim, między innymi «Podwójne życie Weroniki».
Złote Lwy dla najlepszego operatora i oscarowa nominacja za zdjęcia do «Idy» Pawła Pawlikowskiego jak gwiazdy błyszczą na zawodowym niebie Ryszarda Lenczewskiego, eksperymentatora, poszukującego ciągle nowej formy wyrazu artystycznego.
Ile razy kinomani widzieli «Zabójczą broń 4», «Adwokata diabła», «Górę Dantego», tylekroć zachwycali się operatorskim kunsztem Andrzeja Bartkowiaka, który do miasta snów wyjechał tuż po zakończeniu łódzkiej Filmówki zupełnie w ciemno. Bez znajomości, koneksji, bez zaplecza. I tam udało mu się spełnić american dream.
Andrzej Sekuła, mimo że na wydział operatorski w łódzkiej Filmówce nigdy się nie dostał, a próbował sześć razy, ukończył londyńską National Film and Television School i w efekcie współpracował z Quentinem Tarantino przy takich produkcjach, jak: «Pulp Fiction», «Wściekłe psy» czy «American Psycho».
Kiedy Dariusz Wolski w 1979 r. opuszczał Polskę, miał 23 lata i nieskończone studia, ale głowę pełną marzeń. To on wyczarował bajeczny świat «Piratów z Karaibów». W Stanach dokończył studia i stał się wielką operatorską gwiazdą pracującą przy takich filmach, jak «Karmazynowy przypływ» i «Fan» w reżyserii Tony’ego Scotta.
Wśród tego zacnego, męskiego grona wykonującego wspaniały, ale też wyczerpujący fizycznie zawód, nie sposób pominąć Jolanty Dylewskiej, jednej z najlepszych operatorek na świecie. Do niej należą zdjęcia w filmie Agnieszki Holland «W ciemności», nominowanym do Oscara w 2012 r.
«Spośród wszystkich autorów zdjęć, z którymi pracowałem, Janusz jest z pewnością najlepszy. (...) Gdy go poznałem, uświadomiłem sobie, że oto stoi przede mną prawdziwy artysta. Przy pomocy odpowiedniego oświetlenia jednego dnia tworzy obrazy niczym Chagall, kiedy indziej niczym Goya czy Monet» – tak o Januszu Kamińskim mówił Steven Spielberg w rozmowie z Yolą Czaderską-Hayek. Ten niezwykły mistrz kamery ma dziś na koncie dwie statuetki Oscara i aż sześć nominacji do nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej. W jego dorobku znajdziemy takie filmy jak: «Szeregowiec Ryan» czy «Lista Schindlera».
To, co pozostaje w nas po obejrzeniu filmu, nasze emocje, obrazy, uczucia, w ogromnej mierze jest zasługą ludzi stojących za kamerą. Niewidocznych i tylko od czasu do czasu, od wielkiego dzwonu, zaszczycanych naszą uwagą, gdy odbierają zasłużone nagrody. Może więc warto, częściej niż zwykle, skupić uwagę na liście płac pokazywanej na końcu lub początku każdego filmu, aby w naszej pamięci pozostało także nazwisko operatora, dzięki któremu przenieśliśmy się na kilkadziesiąt minut w zupełnie inny świat.
Gabriela Woźniak-Kowalik,
nauczycielka skierowana do Łucka przez ORPEG
Fot. Pixabay. Autor: FF16