Polska – ziemia obiecana?
Artykuły

Coraz więcej Ukraińców przyjeżdża do Polski – do pracy lub na studia. Podobnie robią Polacy, którzy emigrują do Europy Zachodniej. Każdy chce dla siebie i swoich najbliższych jak najlepiej, jednak czasem odbywa się to kosztem pewnych wartości.

Od dziecka miałam kontakt z Ukraińcami. Byli to pierwsi cudzoziemcy, których poznałam. Przyjeżdżali do pracy na wieś, w której mieszkałam. Wspólnie z nimi zbieraliśmy truskawki, czereśnie, wiśnie i jabłka. Pamiętam, że byli bardzo pracowici i mówili dziwnym językiem, więc się ich bałam. Przywozili nam niespotykane u nas słodycze, których opakowania nie były zachęcające, ale smak wyśmienity. Między niektórymi z nich a moimi bliskimi zawiązały się trwałe, wieloletnie przyjaźnie owocujące wzajemnymi zaprosinami na śluby dzieci. Od zawsze byłam nastawiona neutralnie lub pozytywnie do tego narodu.


Potem poszłam do gimnazjum, gdzie uczęszczałam do klasy z Ukraińcem, który przeprowadził się do nas wraz z matką. Nauczyciele pytali go, w jaki sposób nauczył się polskiego, na co on odpowiadał, iż oglądając telewizję. Poznałam również Oksanę, jej historia była podobna. Przyjaźniłyśmy się, należałyśmy również do jednej drużyny harcerskiej. Gdy rozpoczęłam studia w Lublinie, Ukraińców spotykałam już wszędzie.


Według poczytnego dziennika «Rzeczpospolita» aż 183 tys. Ukraińców polscy przedsiębiorcy zaoferowali w pierwszym półroczu tego roku pracę. Niewiele, jak na ponad 45-milionowe państwo, jednak są to tylko luźne statystyki. Sąsiedzi zza wschodniej granicy zazwyczaj uczą się lub pracują u nas. Nie mam nic przeciwko temu, gdyż podobnie czynią Polacy, zasilając społeczeństwa Europy Zachodniej. Niestety najbardziej boli mnie roszczeniowa postawa niektórych Ukraińców przyjeżdżających, de facto, w gości. Na własnej skórze zetknęłam się z tego typu przypadkami.


Rok temu, rozpoczynając kolejny semestr akademicki, trafiłam do akademika, w którym mieszkałam kilka lat i znałam go jak własną kieszeń. Bardzo mi zależało, by zamieszkać z Ukrainkami, gdyż chciałam szlifować znajomość języka. Trafiłam do jednego pokoju z dwiema przedstawicielkami tego narodu. Były to siostry pochodzące z obwodu chmielnickiego. Już przy pierwszej rozmowie okazało się, że mają Kartę Polaka:
– Oooo, więc jesteście Polkami?
– Nie.
– Ale macie Kartę Polaka?
– Tak, ale my Ukrainki.

 

 

Mimo prób nawiązania kontaktu, między nami nie zrodziła się przyjaźń. Wręcz przeciwnie – siostry dążyły do mojej wyprowadzki, gdyż miałyby wówczas trzyosobowy pokój na dwie, bez uiszczania dodatkowych opłat. Nie będę przytaczała przykładów uprzykrzania mi życia, gdyż są one infantylne i niewarte wspominania. Natomiast wiele dowiedziałam się na temat funkcjonowania niektórych Ukraińców na polskich uczelniach. Wiele razy słyszałam, jak moje współlokatorki, wraz ze swoimi przyjaciółkami, przechwalały się rozmawiając ze znajomymi na Skype, iż nic nie muszą robić na studiach. Jedna z nich uczyła się na kierunku, który sama rok wcześniej ukończyłam, więc nie mogłam uwierzyć w te zapewnienia. Cudownym sposobem zaliczenia egzaminów nie była wcale rzetelna nauka, lecz wzbudzenie litości u profesorów. Na własne uszy słyszałam metody wykręcania się od studenckiego obowiązku: «Jestem z Ukrainy, muszę zdać, bo nie mam pieniędzy na egzamin warunkowy. Tata nie ma stałej pracy, mama jest bezrobotna, źle się dzieje w państwie…». Otwierałam oczy i uszy ze zdumienia, ponieważ dziewczyny miały wszystko, o czym zamarzyły: luksusowe ubrania, kosmetyki, buty, torebki zachodnich producentów. Po pół roku faktycznie pożegnałam się z tym pokojem, nie wytrzymałam. Nawet w administracji akademika mówiono mi: «Po co pani walczy, przecież to Ukrainki, pani z nimi nie wygra. A rektor zawsze stanie po ich stronie, nieważne, kto ma rację».

 

 

W zeszłym roku w Lublinie pojawiło się więcej Ukraińców, co również było widoczne we wspomnianym akademiku. Dotychczas sąsiadów zza wschodniej granicy spotykaliśmy w kilku pokojach. Obecnie stanowią oni ponad 50% mieszkańców domu studenckiego. Między nimi a Polakami zrodziła się wzajemna, niespotykana wcześniej niechęć. Sama miałam wątpliwą przyjemność żyć w otoczeniu studentów ze Wschodu, zewsząd słysząc obce języki. Niestety moi współmieszkańcy, podobnie, jak koleżanki z pokoju, traktowali swoje obowiązki lekką ręką. Zachowywali się nonszalancko, uprzykrzając życie administracji i innym osobom, nocami organizowali głośne imprezy, gdyż na uczelnię i tak nie chodzili, palili papierosy, co było zabronione. Na każdą próbę zwrócenia uwagi reagowali frazą: «Wy nas dyskryminujecie». W rzeczywistości było na odwrót, a warto dodać, że wspomniane osoby nie miały więcej, niż 20 lat. Zdarzały się również sytuacje, iż grzeczne, nieśmiałe dziewczyny z roku zerowego, mające po 17-18 lat, za sprawą wschodniego towarzystwa zmieniały się nie do poznania. Na własne oczy widziałam, jak którejś nocy policja przywiozła do akademika na wpół nagą, pijaną koleżankę z Ukrainy. A dla mnie była ona jeszcze dzieckiem.

 

 

Co łączy osoby, o których wspomniałam? Wszystkie z nich miały Kartę Polaka. Według artykułu 3 Ustawy o tym dokumencie, potwierdza on przynależność do Narodu Polskiego oraz nadaje szereg uprawnień, w tym np. możliwości skorzystania z bezpłatnych studiów czy braku konieczności posiadania zezwolenia na pracę w Polsce. Został on stworzony w celu zadośćuczynienia osobom pochodzenia polskiego, zamieszkującym poza granicami państwa z przyczyn polityczno-historycznych, m.in. przesiedleń. W ustawie jest jasno napisane, kto może ubiegać się o przyznanie Karty, ale najważniejsze, iż stanowi ona deklarację przynależności do Narodu Polskiego.

 

Mam wrażenie, iż wielu jej posiadaczy nie zdaje sobie sprawy, jak ważną kwestią jest narodowość. Jeżeli ktoś jest zdeklarowanym Ukraińcem, nacjonalistą, to dlaczego uznaje przed władzami Rzeczypospolitej, iż jest Polakiem? Niedawno poznałam Ukrainkę do szaleństwa zakochaną w Banderze i jego poczynaniach. Twierdziła przy tym, iż jej bohater jest klarowną postacią, a źli Polacy w przeszłości mordowali Ukraińców. Mówiła to dobrą poprawną polszczyzną, gdyż marzyła o studiach w tym kraju i, oczywiście, zdobyciu Karty Polaka. W swoich dążeniach nie widziała żadnych sprzeczności. Gdzie tu logika? Gdzie tu patriotyzm?

 

Znam co najmniej kilkudziesięciu posiadaczy Karty. Zdecydowana większość z nich nie czuje się Polakami, ale dokument daje im takie możliwości, jakich ja, Polka, nie mam we własnym państwie. Co ciekawe, większość wspomnianych osób lekceważy znaczenie tożsamości narodowej. Może nie jest to najważniejsza kwestia w życiu, gdyż chyba każdy woli wygodnie żyć, niż przejmować się potrzebami wyższego rzędu. Jednak we mnie pozostaje niesmak i brak szacunku dla osób poniekąd sprzedających swoją narodowość w zamian za komfort życia. Tym większy żal mam do władz polskich, szczególnie Konsulatów, wydających Kartę.

 

Oczywiście rozumiem, w jakim celu dokument został stworzony. Rozumiem, że są Polacy tęskniący za Ojczyzną, dla których Karta jest sprawą honoru. Rozumiem również osoby, które wychowując się w innym państwie posiadają dwojaką tożsamość narodową, np. polsko-ukraińską. Nie rozumiem jednak ludzi, którzy pomimo braku jakichkolwiek korzeni lub nieprzyznających się do nich (pradziadek był Polakiem, ale to nie ważne) starają się o przyznanie Karty Polaka. Gdzie tu godność? Czyżby wyparła ją pazerność?

 

 

Pomimo kilku złych doświadczeń, które opisałam, uważam Ukraińców za ludzi pomocnych i serdecznych. Niestety to, co przeżyłam, wprawiło mnie w uprzedzenia w stosunku do osób tej narodowości studiujących na mojej uczelni. Nie mam nic przeciwko tworzeniu programów pomocowych dla Wschodniego Sąsiada, gdyż i my, Polacy, doświadczyliśmy wsparcia od innych państw. Dlaczego więc nie zastąpić nimi Karty Polaka, powszechnie uznawanej za przepustkę do kariery i dobrobytu? Dzięki takiemu rozwiązaniu zarówno Polacy, jak i Ukraińcy czuliby się wobec siebie w porządku. Jednak co warte zaznaczenia: warto pomagać tym, którym naprawdę zależy, czyli ludziom zdolnym lub pochodzącym z niebogatych rodzin. W czyim interesie leży wykładanie sporych funduszy na osoby leniwe, nieznające nawet języka polskiego?


Najbardziej przykre w tej historii są komentarze osób, które otrzymały Kartę Polaka z potrzeby serca, zabiegając o utworzenie takiego dokumentu. Dla nich jest to prawdziwe potwierdzenie bycia Polakiem. Zarówno one, jak i ja, nie rozumiemy, w czyim interesie leży przyznawanie tak ważnego dokumentu tym, którzy nie mają ku temu uprawnień. Za wszystko płaci polski podatnik, nie otrzymując nic w zamian. Pomimo ciężkiej pracy na dwóch kierunkach studiów i działalności społeczno-naukowej, nie mogę liczyć na 900 złotych stypendium.


Drodzy Ukraińcy, moje słowa, choć bolesne, pisane są z potrzeby serca. Jeśli będziecie zastanawiali się kiedyś, skąd się biorą stereotypy i uprzedzenia, miejcie na uwadze moje doświadczenia. Obraz roszczeniowego Ukraińca, który przyjeżdża do Polski, ponieważ wszystko mu się należy, coraz bardziej utrwala się w świadomości Polaków.

 

Agnieszka BĄDER

 

Powiązane publikacje
TKP w Kowlu uporządkowało polską kwaterę wojskową na miejscowym cmentarzu
Wydarzenia
22 lipca członkowie Towarzystwa Kultury Polskiej w Kowlu zebrali się na cmentarzu komunalnym przy ulicy Niezależności, by uporządkować polskie pochówki.
24 lipca 2026
Łuck otrzymał agregat prądotwórczy z Białegostoku
Wydarzenia
W ramach wsparcia partnerskiego miasto Białystok przekazało Łuckiej Hromadzie, jako pomoc humanitarną, agregat prądotwórczy o mocy 80 kW – podał Wydział Współpracy Międzynarodowej i Działalności Projektowej Łuckiej Rady Miejskiej.
23 lipca 2026
Po Polsce z Wiesławem: Świętokrzyskie – kraina legend, czarów i magii
Artykuły
W samym sercu Polski leży kraina, która pamięta czasy sprzed setek milionów lat, czasy nim na Ziemi pojawiły się dinozaury, a nawet czasy przed wykształceniem się znanych nam dziś kontynentów.
23 lipca 2026
Związki frazeologiczne: Prawdziwe gwiazdy i takie sobie gwiazdeczki
Artykuły
Jeszcze niedawno gwiazdy kojarzyły się z czymś odległym, migoczącym wysoko nad głową, wymagającym teleskopu, cierpliwości i odrobiny romantyzmu. Dziś wystarczy smartfon, stabilne łącze i umiejętność robienia miny zaskoczonej, ale naturalnej, by w ciągu jednego popołudnia znaleźć się na świeczniku.
22 lipca 2026
Lato w Małopolsce dla uczniów Stowarzyszenia im. Ewy Felińskiej z Łucka
Wydarzenia
Uczniowie Szkoły Sobotnio-Niedzielnej przy Stowarzyszeniu Kultury Polskiej imienia Ewy Felińskiej na Wołyniu zakończyli dziesięciodniowy pobyt edukacyjno-integracyjny w Krakowie. Wyjazd odbył się w ramach XXIV edycji akcji Stowarzyszenia Gmin i Powiatów Małopolski «Podarujmy Lato Dzieciom ze Wschodu».
21 lipca 2026
Życzenia dla Anny Sobolewej z Kostopola z okazji 80. Urodzin
Wydarzenia
20 lipca 80. urodziny obchodzi Anna Sobolewa z Kostopola, członkini miejscowego Towarzystwa Kultury Polskiej, parafianka kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa. Redakcja «Monitora Wołyńskiego» oraz Towarzystwo Kultury Polskiej w Kostopolu składają Pani Annie najserdeczniejsze życzenia z okazji jubileuszu.
20 lipca 2026
W Równem powstanie seria filmów animowanych o książętach Lubomirskich
Wydarzenia
Przez prawie 250 lat Równe i Dubno należały do książąt Lubomirskich, którzy wywarli ogromny wpływ zarówno na ówczesny rozwój, jak i na współczesny wygląd tych miast. W tym roku ich dziedzictwu poświęcona zostanie seria animowanych opowieści. Projekt zostanie zrealizowany przy wsparciu Ukraińskiej Fundacji Kultury.
20 lipca 2026
Życzenia dla Jana Piejki z okazji 70. urodzin
Wydarzenia
18 lipca 70. urodziny obchodzi Jan Piejko, prezes Nadzbruczańskiego Stowarzyszenia Kultury i Języka Polskiego, które działa w Husiatynie, Sidorowie i Chorostkowie w obwodzie tarnopolskim. Z tej okazji przesyłamy solenizantowi najserdeczniejsze życzenia.
18 lipca 2026
Łuck pożegnał żołnierzy Pawła Korczuka, Alberta Świcę i Wadyma Czwyra
Wydarzenia
17 lipca w prawosławnej katedrze Świętej Trójcy w Łucku pożegnano żołnierzy Pawła Korczuka, Alberta Świcę i Wadyma Czwyra.
17 lipca 2026