«Mnie jako Polaka ukształtowała moja rodzina z obu stron. Nawet mój dziadek Józef Piejko i babcia Paulina Uniłowska, którzy zmarli jeszcze przed moim urodzeniem, ale których losy poznałem szukając swoich korzeni, mieli ogromny wpływ na moją polskość» – mówi Jan Piejko, prezes Nadzbruczańskiego Stowarzyszenia Kultury i Języka Polskiego, które działa w Husiatynie i Sidorowie w obwodzie tarnopolskim.
Rodzina Piejków
Jan Piejko od wielu lat bada historię polskich rodzin z Husiatyna i Sidorowa. Poznaje także własne korzenie: jego przodkowie byli związani z Sidorowem w obwodzie tarnopolskim, a także Przemyślem i pobliskimi wsiami Lipa i Kosienice w województwie podkarpackim w Polsce.
W księgach kościelnych udało mu się znaleźć informację o prapradziadkach Mateuszu i Marii Piejkach, o których wcześniej niczego nie wiedział. Są to rodzice Jana Piejki, jego pradziadka ze strony ojca. Mateusz Piejko pochodził z Kosienic, a praprababcia Maria – z Lipy. Obie wsie są położone w powiecie przemyskim: pierwsza – w gminie Żurawica, a druga – w gminie Bircza.
«Mój pradziadek Jan Piejko pochodził z Przemyśla. Prababcia miała na imię Anna, pochodziła z Lipy. Była to rodzina katolicka. Pradziadkowie zmarli od razu po II wojnie światowej i spoczęli na cmentarzu w Przemyślu» – opowiada Jan Piejko.
Jego dziadek, syn Jana i Anny Piejków, nazywał się Józef Piejko. Od czasu do czasu bywał w Lipie, gdzie mieszkała ciocia. To tam poznał swoją przyszłą żonę Rozalię.
«U Józefa i Rozalii Piejków urodziło się troje dzieci – Adela, Eustachia i Józef, mój ojciec (ur. w 1925 r. – aut.). Mieszkali w Lipie, wybudowali tam własny dom. Dziadek Józef pracował u lokalnego właściciela w fabryce dachówek. Pracodawca przekazał mu pierwszą partię dachówki, aby miał czym nakryć dom. Dziadek Józef pracował także jako rewizor w sklepach, znał język niemiecki» – mówi mój rozmówca.
W 1935 r. babcia Rozalia zmarła, a dziadek Józef ożenił się z Ukrainką Ewą Wodolak. Urodziły się im jeszcze dwie córki – Janina i Anna.
Zastał pustą wieś
«Ciotkę Adelę, która urodziła się w 1922 r. podczas II wojny światowej wywieziono na prace przymusowe do Niemiec. Od tego czasu nic o niej nie słychać. W 1942 r. zmarł dziadek Józef, a mój ojciec w 1944 r. został wcielony do Armii Czerwonej. Wiem, że brał udział w walkach o Warszawę i Berlin. W 1946 r. wrócił do Lipy i zastał pustą wieś, ponieważ prawie wszyscy mieszkańcy zostali wysiedleni na teren Radzieckiej Ukrainy» – kontynuuje pan Jan.
Dodaje: «W rzeczywistości Ewa z córkami mogła zostać w Lipie, ponieważ jej mąż był Polakiem, ale postanowiła wyjechać. Kiedy zapytałem, dlaczego nie została w Polsce, odpowiedziała, że bała się zostawać sama, ponieważ wówczas prawie cała wieś już została wysiedlona».
«Przybyły z Lipy do Przemyśla na wozie. Następnie przez cały miesiąc jechali do Husiatyna. Już stąd dotarli do Sidorowa. Ci, którzy byli młodsi i sprytniejsi, od razu zajęli najlepsze z porzuconych domów. Z kolei Ewa Wodolak wraz z córkami osiedliły się w jednym z najbiedniejszych gospodarstw» – mówi Jan Piejko.
Kiedy Józef Piejko dowiedział się, że jego macocha i siostry zostały wysiedlone do Sidorowa, ruszył ich odwiedzić. Pozwolono mu wjechać do ZSRR, ale do Polski już nie został wypuszczony. Według Jana Piejki jego tata zawsze żałował, że opuścił Polskę.
Rodzina Uniłowskich i Karakulów
W 1950 r. Józef Piejko ożenił się z Michaliną Karakulą z Sidorowa.
«Pradziadek ze strony matki miał na imię Jan Uniłowski. Urodził się w 1872 r. w Sidorowie. Jego żona, Agafia Czorna, pochodziła z Czabarówki (dzisiaj wieś w rejonie czortkowskim w obwodzie tarnopolskim – aut.). Wychowywali trzy córki: Paulinę, Petronelę i Marię, a także syna Tomasza» – opowiada Jan Piejko.
Jego babcia Paulina urodziła się w 1900 r. Ok. 1918 r. wyszła za mąż za Teodora Karakulę, który urodził się w 1896 r. i również pochodził z Sidorowa. Mieli dwoje dzieci: Michalinę, mamę Jana Piejki, i Marię, która zmarła w wieku pięciu lat.
«W latach I wojny światowej dziadek walczył we Francji i opowiadał, że po wojnie wracał do domu pieszo. Kiedy byłem mały, nie interesowałem się tą historią, a teraz niestety już nie mogę niczego się dowiedzieć» – zauważa mój rozmówca.
Z krewnymi z Czabarówki, którzy mieszkają obecnie w Kijowie, szuka informacji o swoich przodkach: «Dowiedzieli się, że nasze wspólne korzenie są związane ze szlachecką rodziną Ogonowskich. To z niej pochodzi moja prababcia Agafia Czorna».
Zauważa, że w różnych gałęziach rodziny Uniłowskich nazwisko było zapisywane jako Uniłowscy lub Aniłowscy. Druga wersja powstała najprawdopodobniej przez pomyłkę. Gałąź Aniłowskich mieszkała w Czabarówce. «Krewni z Kijowa twierdzą, że Aniłowscy są rodziną mojego pradziadka Jana Uniłowskiego. Prawdopodobnie przyjeżdżał do nich do Czabarówki i tak poznał moją prababcię».
Badając historię rodziny Karakulów Jan Piejko znalazł informację o ślubie swojego praprapraprapradziadka Kajetana Andrzeja Karakuli w sidorowskim kościele w 1795 r. Byli katolikami i pierwszymi Karakulami w Sidorowie: wcześniej w kościelnych księgach nie było takiego nazwiska. «Chociaż znalazłem informację, że imię Kajetan na naszych terenach było kiedyś bardzo popularne wśród Ormian» – dodaje Jan Piejko, przypuszczając, że ma w historii swojej rodziny również ormiańskie korzenie.
«Karakulowie byli katolikami, ale pod koniec XIX w. w księgach kościelnych już ich nie było. Przeszli na wiarę greckokatolicką. Myślę, że stało się to przez mieszane śluby» – przypuszcza mój rozmówca.
Białe firanki z czerwoną wstążką
«Ok. 1920 r. w rodzinie Teodora i Pauliny Karakulów urodziła się córka Maria (jak podaliśmy wyżej, zmarła w wieku pięciu lat – aut.), a w 1924 r. – moja mama Michalina. Rok później zmarła babcia Paulina, a dziadek Teodor poślubił Ukrainkę Justynę Chamryk. Jej pierwszego męża, który był na emigracji zarobkowej w Ameryce, przestępcy wyrzucili ze statku, kiedy ten wracał do domu» – kontynuuje Jan Piejko.
Żona Dmytra, brata dziadka, również zmarła. Mieli dwóch synów, którymi po śmierci matki zaopiekowała się babcia Justyna. Pan Jan ma o niej bardzo ciepłe wspomnienia: «Wychowała mamę, tych dwóch chłopców, a także mnie. Zmarła w 1972 r., więc bardzo dobrze ją pamiętam».
Michalina Karakula uczyła się w szkole w Sidorowie, do której chodzili miejscowi Ukraińcy i Polacy. Starsi ludzie w Ukrainie najczęściej wspominają takie szkoły jako polskie. Z kolei Jan Piejko zauważa, że była to wspólna szkoła, do której uczęszczała miejscowa ludność – zarówno Polacy, jak i Ukraińcy.
W 1944 r. Michalinę aresztował enkawudzista Simonow, który zobaczył w ich oknie białe firanki, związane czerwoną wstążką. «Pytał, dlaczego wisiały tam polskie symbole i w celu wyjaśnienia okoliczności zabrał ją do Probużnej, gdzie była katownia. Przez tydzień trzymano ją w piwnicy, rozebraną do koszuli. Aby uratować córkę, Teodor Karakula zawiózł enkawudzistom pełny wóz żywności. Na szczęście, została zwolniona» – wspomina pan Jan.
Jego dziadek posiadał kilka hektarów pola i konie. Miał jednego stałego pracownika, kolejnego zatrudniał do prac sezonowych. Po wojnie władze radzieckie zabrały mu dwie pary koni, dwa wozy i rozebrały na materiały budowlane dla kołchozu połowę budynku gospodarczego.
«Wcześniej brat babci Justyny, który został zesłany na Syberię, napisał w jednym z listów do niej, żeby dziadek nie stawiał oporu sowietom, ponieważ są okropnymi ludźmi, którzy niszczą wszystko na swojej drodze, i by oddał im to, co chcą odebrać. Powiedzieli jednak, że jego dziadek bardzo się z tego powodu martwił, a później został zmuszony do pracy w kołchozie» – mówi Jan Piejko.
«Po ślubie moi rodzice, Józef i Michalina, mieszkali w Sidorowie. W 1954 r. urodziła się moja starsza siostra Maria, a w 1956 r. – ja. Mój ojciec pracował w kołchozie, był kierowcą ciągnika, elektrykiem, znał się na technice i ogólnie był złotą rączką. Mama pracowała w kołchozowym ogrodzie. Zmarła w 2002 r., a ojciec – w 2013 r.» – opowiada Jan Piejko.

Józef Piejko i Michalina Karakula, rodzice Jana Piejki

Jan Piejko w latach szkolnych (szósty od prawej w górnym rzędzie), 1971 r.
Siostra mojego rozmówcy Maria pracowała w cegielni w Sidorowie. Pan Jan natomiast uczył się w technikum gospodarki mieszkaniowo-komunalnej w Czerniowcach, następnie pracował na różnych budowach, a ostatnie dziesięć lat przed przejściem na emeryturę – w biurze inwentaryzacyjnym w Husiatynie.
Wspomina, że w czasach radzieckich na wielkie święta jeździł z dziadkiem do kościoła w Borszczowie. Kościół katolicki w Sidorowie został zamknięty w 1945 r., przekształcono go w magazyn zboża.
Uratować kościół
Dzisiaj Jan Piejko jest prezesem Nadzbruczańskiego Stowarzyszenia Kultury i Języka Polskiego, które założył w 2013 r. Dziś organizacja obchodzi jubileusz 10-lecia.
«Wszystko zaczęło się od kościoła w Sidorowie – mówi. – Pomimo zorganizowania magazynu w świątyni zachowały się freski, organy oraz anioły na ołtarzu bocznym. Jednak po upadku kołchozu kościół zostawiono otwarty i wkrótce zaczęli go niszczyć wandale. Wówczas mieszkałem w Husiatynie. Pewnego dnia skontaktowali się ze mną Witkowscy z Warszawy z rodu Paygertów, którzy odwiedzili Sidorów. Kiedy weszli do kościoła, byli zszokowani stanem, w którym się znajdował. Pojechałem do Sidorowa, zamknąłem kościół na zamek, ale to nie pomogło – wandale go wyłamali. Powtarzało się to kilka razy. Było jasne, że niedługo świątynia zostanie całkowicie zniszczona».

Kościół w Sidorowie
W związku z tym Jan Piejko postanowił stworzyć stowarzyszenie z siedzibą w kościele: «Założyliśmy w Husiatynie Nadzbruczańskie Stowarzyszenie Kultury i Języka Polskiego, a tu, w Sidorowie, stworzyliśmy jego oddział».
Jan Piejko zaczął remont w sidorowskim kościele za własne środki. Następnie część pieniędzy na uratowanie świątyni zebrali miejscowi mieszkańcy, jeszcze część przekazał miejscowy rolnik. W kościele naprawiono drzwi, dach, wieże, powieszono tablice z napisami, że obiekt jest chroniony.
«Wtedy wandale przestali tam przychodzić. Wszystko to pozwoliło uratować kościół Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny. Później zaczęliśmy organizować tu nabożeństwa na wielkie święta, zapraszamy na nie księży franciszkanów z pobliskiego Husiatyna lub dominikanów z Czortkowa, ponieważ kościół w Sidorowie był kiedyś dominikański. Odbywają się tu również wspólne nabożeństwa, a także różne wydarzenia związane ze stowarzyszeniem, takie, jak tegoroczne Narodowe Czytanie, na które przyjechali do nas Polacy z Tarnopola i Zbaraża» – zauważa Jan Piejko.
***
W dniu, kiedy spotkaliśmy się z Janem Piejką, oprócz kościoła w Sidorowie odwiedziliśmy miejscowy cmentarz. Tu pochowani są jego krewni, a kaplicę zbudował jego pradziadek Jan Uniłowski w 1900 r.

Jan Piejko koło kaplicy zbudowanej przez jego pradziadka Jana Uniłowskiego w 1900 r.
W drodze na cmentarz pan Jan pokazał mi ziemie, które kiedyś należały do Uniłowskich, oraz miejsce, w którym znajdował się rozebrany przez sowietów dom Tomasza Uniłowskiego. «Dom był duży, rozbierano go w dzień, a w nocy Tomasz i jego żona przychodzili do własnego domu i ze swojego podwórka wynosili materiał budowlany, aby zbudować sobie później chociażby malutki domek» – powiedział Jan Piejko.

Jan Piejko podczas sprzątania cmentarza
Dodał, że w Przemyślu mieszkają potomkowie Franciszka Piejki, brata dziadka. Franciszek wraz z synem Adamem przyjeżdżał dawniej do Sidorowa i Husiatyna, a Jan Piejko często jeździł do nich do Przemyśla. Dzieląc się ze mną historią swojej rodziny, zauważył, że nadal bada losy swoich przodków. Ostatnio na przykład dowiedział się, że Zbigniew Piejko z Polski, którego przypadkowo poznał na Facebooku i zaprzyjaźnił się z nim, jest jego krewnym: mają wspólnych pradziadków – Jana i Annę Piejków.

Podczas Narodowego Czytania w kościele w Sidorowie we wrześniu 2023 r. razem z prezesem polskiego towarzystwa w Zbarażu Piotrem Bajdeckim, konsulem Krzysztofem Wasilewskim z Konsulatu Generalnego RP w Łucku oraz prezesem polskiego towarzystwa w Tarnopolu Piotrem Fryzem
Serhij Hładyszuk
Na głównym zdjęciu: Jan Piejko, 2023 r.
Fot. Serhij Hładyszuk.
Pozostałe zdjęcia pochodzą z rodzinnego archiwum Jana Piejki.
