Pani Janina Ropij c. Zygmunta pochodzi z obwodu chmielnickiego. Od 1961 r. mieszka w Husiatynie. W jej domu rozmawialiśmy o jej rodzinie, która została poddana represjom w latach 30., o życiu w Kazachstanie w latach II wojny światowej i powrocie do Ukrainy w okresie powojennym.
Rodzina Czajkowskich
«Mój dziadek ze strony ojca nazywał się Franc Czajkowski. Pracował w Białej Cerkwi jako zarządca majątku u pewnego właściciela. Prawdopodobnie był wykształconym człowiekiem, jeśli zajmował takie stanowisko. Babcia Rozalia pochodziła ze wsi Szyszkowce (dziś w rejonie chmielnickim obwodu chmielnickiego – aut.). Przeniosła się do Białej Cerkwi, gdzie pracowała jako guwernantka w zamożnej rodzinie. Tu dziadkowie poznali się i pobrali. Ich najstarsze dzieci urodziły się w Białej Cerkwi.
Z powodu rewolucyjnych wydarzeń, które rozpoczęły się w 1917 r., właściciel ziemski, u którego pracował dziadek Franc, wyjechał za granicę, a nasza rodzina przeniosła się do Szyszkowiec, gdzie było znacznie spokojniej niż w Kijowie. W 1918 r. urodził się mój ojciec Zygmunt Czajkowski. Był najmłodszym z ośmiorga dzieci dziadków. Starsi bracia mojego ojca, Mikołaj i Stefan, służyli w wojsku białogwardyjskim. Następnie także wrócili do Szyszkowiec, gdzie spokojnie gospodarowali do połowy 1930 r.» – mówi pani Janina.
W okresie międzywojennym cała rodzina mieszkała w Szyszkowcach: «Dziadek Franciszek Czajkowski zmarł w 1928 r. Dziewczyny wyszły za mąż, a babcia Rozalia została z moim ojcem Zygmuntem. W rodzinie rozmawiali wyłącznie w języku polskim. W pobliżu nie było kościoła, ale w samej wiosce była jakaś chata, w której katolicy spotykali się na modlitwie. Wszystko zmieniło się w połowie lat 30., kiedy rozpoczęły się sowieckie represje».
W 1936 r. władze radzieckie represjonowały starszych braci ojca pani Janiny. Według niej przypomniano im udział w ruchu białogwardyjskim, a w dodatku byli Polakami: «Mikołaja i Stefana Czajkowskich aresztowano i rozstrzelano w Płoskirowie (dziś Chmelnicki – aut.). Babcia Rozalia i mój ojciec zostali zesłani do Kazachstanu. Wywieziono tam również dwie starsze siostry taty wraz z ich rodzinami. Kolejna siostra ojca mieszkała w Dunajowcach (miasto w rejonie kamienieckim w obwodzie chmielnickim – aut.). Jej mąż wyjechał do Azji Środkowej. To uratowało go przed sowieckimi prześladowaniami. Ciotka Eufrozyna również nie została nimi dotknięta. Następnie zdobyła wykształcenie i pracowała jako nauczycielka w szkole podstawowej w obwodzie winnickim».
Dziadek Majewski wyjechał do Ameryki
«Mój dziadek ze strony matki Jan Majewski mieszkał we wsi Iwachnowce, a babcia Maria, która pochodziła z wielodzietnej polskiej rodziny, w Demkowcach (obie wsie dziś są położone w rejonie kamienieckim – aut.). Dziadek poznał babcię i zabrał ją do siebie do Iwachnowiec. Pobrali się, a około 1914 r. dziadek Jan wyjechał do Ameryki, aby zarobić pieniądze. Później chciał zabrać ze sobą babcię, ale ona odmówiła, więc rodzina została w Iwachnowcach.
Za zarobione pieniądze dziadek zbudował sobie dużą chatę i kuźnię. Wkrótce urodził się im syn – Kazimierz, w 1923 r. – moja matka Józefa. Rodzina również spokojnie gospodarowała do początku kolektywizacji w 1930 r. Dziadek Jan odmówił wstąpienia do kołchozu, dlatego w 1936 r. rodzina również została wysiedlona do Kazachstanu. Poza tym Iwachnowce położone są w pobliżu Zbrucza, przez który przechodziła granica z Polską. Władze radzieckie wysiedlały Polaków mieszkających na tych ziemiach» – mówi pani Janina.
Kazachstan i powrót do Ukrainy
O życiu w Kazachstanie rozmówczyni opowiada tak: «Moi krewni z obu stron zostali wysiedleni do wsi Kamianka w Kazachstanie (dziś w rejonie astrachańskim w obwodzie akmolskim – aut.). Wywieziono ich 28 września 1936 r. Na szczęście zdążyli przed tym wykopać ziemniaki i mieli możliwość zabrać ze sobą bydło. Słyszałam, że mieszkańcy Wołynia (chodzi o tereny dzisiejszego obwodu żytomierskiego – aut.) zostali wysiedleni wiosną i wielu z nich zmarło z głodu w drodze do Kazachstanu.
Moi krewni jechali tam w wagonach towarowych, zatrzymując się na chwilę na stacjach. Do miejsca przeznaczenia dotarli w październiku 1936 r. Zima zaczyna się tam wcześnie, więc trzeba było od razu urządzać sobie życie. W jednym budynku osiedlało się kilka rodzin. Ludzie kosili trzciny i nakrywali nimi chaty. W ten sposób udało się przetrwać pierwszą zimę».
«Moi rodzice Zygmunt Czajkowski i Józefa Majewska poznali się w Kazachstanie. Pobrali się w 1941 r. Ich pierwsze dziecko zmarło w niemowlęctwie. Urodziłam się w 1944 r. i bardzo słabo pamiętam życie w Kazachstanie. Wiem, że brat matki Kazimierz został powołany do wojska i walczył pod Stalingradem. Mama ukończyła kurs traktorzystek. Ojciec również pracował jako traktorzysta w dziewiczym stepie. Był dobrym specjalistą, z tego powodu zostawiono go do pracy, nie zmobilizowano na wojnę.
W 1948 r. pozwolono nam wrócić do Ukrainy. Siostry ojca po pewnym czasie wróciły do Kazachstanu, ale moi rodzice zostali w Ukrainie. Najpierw wróciłam z mamą i jej rodzicami. W tym czasie mój tata przez trzy miesiące siedział w areszcie Kazachstanie. Zarzucano mu, że zrobił coś złego w pracy. Jednak później przyjechał do nas, do Ukrainy. Babcia Rozalia Czajkowska została w Kazachstanie, mieszkała tam wraz z córkami. Wróciła do Ukrainy dopiero pod koniec życia, kiedy była już w podeszłym wieku i ciężko chora» – kontynuuje Janina Ropij.

Zygmunt i Józefa Czajkowscy, rodzice Janiny Ropij, 1962 r.
«Mieszkaliśmy w Iwachnowcach»
«Po powrocie do Ukrainy zamieszkaliśmy w Iwachnowcach. Ojciec pracował w miejscowym sowchozie jako traktorzysta. Nie otrzymaliśmy żadnej rekompensaty za przymusowe wysiedlenie do Kazachstanu. Nie zwrócono nam domów, które należały do dziadków Majewskich.
Dziadkowie Majewscy osiedlili się w Zakupnem (dziś wieś w rejonie kamienieckim – aut.). Mieszkał z nimi również wujek Kazimierz. Najpierw wszyscy żyli w ziemiance, a potem zbudowali sobie dom. Często do nich przychodziłam. Pamiętam, jak w 1953 r. zmarł dziadek i szłam powiadomić o tym moją matkę. Babcia żyła do 1989 r.» – wspomina pani Janina.
«Majewscy i Czajkowscy w domu mówili po polsku. Kiedy przyjechałam do Ukrainy, też mówiłam wyłącznie po polsku. Później zaczęłam bawić się z dziećmi oraz poszłam do szkoły, gdzie szybko nauczyłam się języka ukraińskiego.
W 1951 r. urodziła się moja młodsza siostra, śp. Emilia. Ukończyłam siedem klas szkoły w Iwachnowcach. Później uczyłam się w szkole medycznej w Podhajcach. Od dziecka chciałam być pielęgniarką, pociągała mnie medycyna. Następnie zostałam skierowana do pracy w Husiatynie. Do Iwachnowców jest stąd blisko, więc miałam okazję często bywać w domu, odwiedzać mamę. Tak więc w 1961 r. przybyłam do Husiatyna i zaczęłam pracować w miejscowym sanatorium. Miesiąc później poznałam swojego przyszłego męża Iwana Ropija, urodzonego w 1939 r. Jego babcia również była polskiego pochodzenia» – opowiada pani Janina.

Spotkanie w rodzinnym gronie

Z rodziną. Po prawej – Józefa Czajkowska, mama Janiny Ropij
W Husiatynie
«W 1962 r. pobraliśmy się. Najpierw wynajęliśmy mieszkanie, a potem zbudowaliśmy własny dom. Po pewnym czasie zaczęłam pracować w Szpitalu Rejonowym w Husiatynie. Zatrzymałam się tam prawie 50 lat (uśmiecha się – aut.), przeszłam na emeryturę w wieku 73 lat. Mamy z mężem dwoje dzieci: córkę Łarysę i syna Wiktora. Łarysa mieszka i pracuje w USA. Też ma dwoje dzieci – Iwana i Natalię. Wraz z rozpoczęciem rosyjskiej inwazji nasz wnuk Iwan powrócił do Ukrainy i zgłosił się na ochotnika do Sił Zbrojnych. Sprzedał własny samochód i przekazał środki na potrzeby ukraińskiego wojska. Na froncie został ranny, przez co został zdemobilizowany. Następnie wrócił do USA.

Ślub Janiny i Iwana Ropijów, 1962 r.

Córka Łarysa Ropij
Nasz syn Wiktor ma dwie córki: Jana obecnie przebywa za granicą, a Karina chodzi do polskiej szkoły przy Nadzbruczańskim Stowarzyszeniu Kultury i Języka Polskiego w Husiatynie» – opowiada pani Janina.

Janina Ropij w swoim domu w Husiatynie, 2023 r.
Janina i Iwan Ropijowie mieszkają w Husiatynie. Pani Janina jest członkinią Nadzbruczańskiego Stowarzyszenia Kultury i Języka Polskiego w Husiatynie. Pielęgnuje pamięć o swoich polskich korzeniach z drugiego brzegu Zbrucza.
Serhij Hładyszuk
Na głównym zdjęciu: Janina i Jan Ropij, 2023 r.
Fot. Serhij Hładyszuk.
Wszystkie zdjęcia, poza pierwszym i ostatnim, pochodzą z rodzinnego archiwum Janiny Ropij.
