Rodzinne historie: Zagórscy z Drużkopola
Artykuły

Zofia Hołdowańska pochodzi z polsko-ukraińskiej rodziny z okolic Horochowa. Razem z córką Bogdaną, która zgłębia genealogię rodu, opowiedziała nam o przeszłości swojej rodziny.

«Udało mi się zbadać różne gałęzie naszego rodu aż do 1691 r. » – opowiada o swoich poszukiwaniach genealogicznych Bogdana, córka Zofii Hołdowańskiej. – «Jeśli skupić się na naszej głównej linii Zagórskich, najdawniejszy przodek, którego zapis metrykalny udało mi się znaleźć, miał na imię Stanisław i urodził się w 1826 r. w Drużkopolu (dziś wieś Żurawniki w rejonie łuckim obwodu wołyńskiego – aut.). Jego żona Waleria Kańska pochodziła z Kisielina (obecnie rejon włodzimierski w obwodzie wołyńskim – aut.). Tam właśnie mieszkali».

Zapis metrykalny o urodzeniu Stanisława Zagórskiego, 1826 r.

«Dzięki księgom spowiedzi dowiedziałam się, że w 1866 r. już byli małżeństwem i mieli syna Stefana. Ów Stefan Zagórski ożenił się z Marią Bartosiewicz. Pod koniec XIX w. przenieśli się do Drużkopola. Interesujące jest to, że kiedyś Drużkopol był własnością niejakiego Alojzego Zagórskiego, a jego służącymi byli Bartosiewicze. Niestety, do tej pory nie udało mi się udowodnić jego bezpośredniego pokrewieństwa z naszymi przodkami Zagórskimi» – zaznacza Bogdana.

«Pozbawiono nas tytułów i ziemi»

«Stopniowo władze carskie, prawdopodobnie za udział w polskich powstaniach, pozbawiały naszych przodków tytułów i ziemi» – kontynuuje Zofia Hołdowańska. Zgodnie z informacjami, które zdobyła jej córka, już od połowy XIX w. członków rodziny zapisywano w księgach metrykalnych nie jako szlachciców, tylko jako jednodworców, którzy byli przejściowym stanem między szlachtą a ludnością chłopską.

«Moi dziadkowie Stefan i Maria Zagórscy byli już biedniejsi, chociaż mieli własny magazyn i młocarnię, która ułatwiała im pracę w gospodarstwie. W 1903 r. urodziła się im najstarsza córka Zofia (Zofię Hołdowańską nazwano na cześć tej ciotki – aut.), w 1905 r. – mój ojciec Leon, którego wszyscy w domu nazywali Lonkiem. W 1913 r. urodziła się Maria, na którą wszyscy mówili Maszunia, potem Helena, a w 1916 r. – Eugenia» – mówi pani Zofia.

Dzieli się także wspomnieniami rodzinnymi: «Kiedy mój ojciec był mały, uszkodził sobie ucho, przez co całe życie był niedosłyszący. A także, bawiąc się zapałkami, spalił magazyn, który należał do jego rodziny. Takie rzeczy wyprawiał jako dziecko (uśmiecha się – aut.)».

W czasie I wojny światowej rodzina Zagórskich ze względu na bliskość frontu czasowo opuściła Drużkopol i wyjechała na Żytomierszczyznę, gdzie urodziła się im najmłodsza córka Eugenia. Po wojnie wszyscy wrócili do domu. Najstarsza córka Zagórskich Zofia wyszła w Drużkopolu za mąż za zamożnego miejscowego Ukraińca Andrija Kostiuka. Potem cała rodzina się do niego przeprowadziła.

Kum i kuma

«Tata ukończył tylko szkołę podstawową, potrafił czytać i pisać, miał ładne pismo. W czasie polskich rządów nie został powołany do wojska z powodu wady słuchu. Ponadto utykał na jedną nogę» – mówi pani Zofia.

Według niej siostry ojca otrzymały lepsze wykształcenie. W rodzinnym archiwum zachował się dokument z 29 maja 1920 r., który potwierdza naukę Zofii Zagórskiej w II Gimnazjum Państwowym w Żytomierzu. W tym czasie miasto było jeszcze częścią Ukraińskiej Republiki Ludowej.

Zaświadczenie o tym, że Zofia Zagórska uczyła się w Żytomierzu, 1920 r.

«Ojciec miał przyjaciela o nazwisku Krupnik – kierownika stacji kolejowej w Stojanowie (wieś w rejonie czerwonogrodzkim w obwodzie lwowskim – aut.). Kiedy urodził się jego syn, poprosił mojego tatę na ojca chrzestnego, a moją matkę Marię Roszczynę z Horochowa jako matkę chrzestną. Na tych chrzcinach moi rodzice się poznali. Pobrali się w 1938 r. i osiedlili w Horochowie. Urodziłam się w marcu 1939 r.» – dodaje Zofia Hołdowańska.

Po prawej Maria Zagórska, ciotka Zofii Hołdowańskiej, początek lat 30.

Jej matka przyszła na świat w 1908 r. w polsko-ukraińskiej rodzinie: «Dziadek Kostiantyn Roszczyna był Ukraińcem. Miał gospodarstwo, a także szył obuwie. Matka również wykonywała ten zawód. Natomiast moja babcia, Stefania Mogilecka, pochodziła z polskiej rodziny».

«Chcieliśmy wyjechać do Polski»

«Moją ciotkę Helenę Zagórską wraz z jej mężem, Ukraińcem Petrem Waszczukiem, władze radzieckie, które wkroczyły tutaj w 1939 r., deportowały do Kazachstanu za to, że mieli dużo ziemi. Mieli wywieźć tylko męża, ale ciotka powiedziała, że pojedzie z nim» – mówi pani Zofia.

«W czasie II wojny światowej mieszkaliśmy z rodzicami w Horochowie, a dziadkowie Zagórscy – w Drużkopolu. Dziadek Stefan zmarł w 1943 r. w nieznanych okolicznościach. Być może został zabity, a być może umarł śmiercią naturalną. Wiem tylko, że ukrywał się wówczas w piwnicy u sąsiadów. Po śmierci dziadka babcia Maria wraz z córkami Eugenią i Maszunią postanowiła wyjechać do Polski. Eugenia z mężem osiedliła się w południowo-zachodniej Polsce, w mieście Kamienna Góra. Z kolei Maszunia z babcią Marią znalazły się w mieście Kraśnik w województwie lubelskim.

Ojciec też chciał wyjechać do Polski. Z Horochowa wyruszyliśmy z rodzicami na stację kolejową Stojanów. Tam spotkaliśmy siostrę mamy i jej męża, którzy zostawili dla mnie ubrania. Ze Stojanowa udaliśmy się do miasta Chyrów w pobliżu współczesnej polsko-ukraińskiej granicy. Nie mogliśmy ruszyć dalej, ponieważ tor kolejowy został zniszczony. Tata codziennie chodził sprawdzić, czy nie został jeszcze naprawiony. Pewnego dnia nie wrócił. Okazało się, że został schwytany przez Niemców i wysłany do pracy przymusowej w Niemczech» – mówi Zofia Hołdowańska.

Tak wspomina pobyt ojca w Niemczech: «Tata pracował w fabryce odzieżowej pod Berlinem. W jakimś kościele spotkał siostrę mamy, która również pracowała gdzieś w pobliżu. Wspominała, że ojciec był źle ubrany i zmęczony. Dlatego siostra mamy dała mu jedną z koszul męża. W pracy przymusowej ojciec był do końca lata 1945 r. Kiedy wojska amerykańskie przybyły do Berlina, zapraszano go do pracy w Stanach Zjednoczonych, ale ojciec odmówił i wrócił do Horochowa, do mamy i nas.

Kiedy Leon Zagórski był w Niemczech, mała Zofia z mamą mieszkały w Horochowie: «Nasz dom spłonął, dlatego tata wybudował tymczasowy dom w ogrodzie ciotki, która wyjechała do Polski. Za czasów okupacji niemieckiej chodziłam do przedszkola, uczyłam się języka niemieckiego, a także różnych wierszy. Na święta dostawaliśmy prezenty. Pamiętam swoją wychowawczynię, panią Nadię, która była również pielęgniarką. Dzieci za złe zachowanie mogły dostać linijką po rękach».

Leon i Maria Zagórscy, 1938 r.

Pani Zofia wspomina, że jej mama zarabiała na życie szyjąc dla ludzi, którzy odwdzięczali się jej zbożem i chlebem. Po powrocie ojca Zagórscy zostali w Horochowie. Początkowo wynajmowali mieszkanie, a później zaczęli budować własny dom, w którym pani Zofia mieszka do dzisiaj.

«Tata mówił z akcentem»

Pani Zofia opowiada o swoich krewnych, którzy wyjechali do Polski: «Babcia Maria zmarła w 1946 r., a ciotki Maszunia i Eugenia przyjeżdżały do nas do Horochowa w latach 60. Z ojcem rozmawiały tylko po polsku. Ojciec, nawiasem mówiąc, w sposób charakterystyczny mówił po ukraińsku. Potrafił pomylić odmianę lub rodzaj męski i żeński. I przez całe życie miał polski akcent».

Moja rozmówczyni wspomina, że odwiedzał ich brat matki Mykoła Roszczyna: «Jego żona była Polką, a on w czasie wojny nawet walczył w polskich jednostkach wojskowych. Po śmierci wujka nadal utrzymywaliśmy kontakt z jego dziećmi».

«Po ukończeniu szkoły próbowałam dostać się na Wydział Geologiczny Uniwersytetu Lwowskiego, ale się nie udało. Po powrocie do domu pracowałam jako drużynowa pionierów. Rok później wstąpiłam na Wydział Geograficzny Uniwersytetu Lwowskiego. W ramach praktyki jeździliśmy badać «ziemie dziewicze». Praca polegała na badaniu gleb i mapowaniu niektórych terenów. Podczas studiów na uniwersytecie mieliśmy wyjazd do Kazachstanu, gdzie spotkałam się z wujkiem Petrem, który wraz z żoną Heleną został zesłany na początku II wojny światowej» – mówi pani Zofia.

«Prześladowano studentów i znanych ludzi»

«W czasie moich studiów byli studenci, którzy chodzili do trzeciego gabinetu na drugim piętrze i informowali administrację o sytuacji na roku. W ten sposób organy bezpieczeństwa nas inwigilowały. Prześladowano studentów i znanych ludzi. Mogli zostać wydaleni z uniwersytetu za jakieś nieopatrzne słowo. Prawie nie rozmawialiśmy o władzy, nie krytykowaliśmy jej, bo wiedzieliśmy, że możemy zostać ukarani. W moich latach studenckich wszyscy mówili o poecie Dmytrze Pawłyczce. Znałam Atenę Paszko (żonę Wiaczesława Czornowoła – aut.), która również była prześladowana przez władze radzieckie.

Jedna z moich przyjaciółek zapoznała mnie z Ukraińcami, którzy spotykali się pod Lwowem, by śpiewać ukraińskie piosenki. Ktoś doniósł, że byłam w ich towarzystwie i potem miałam z tego powodu problemy. W latach studenckich mieszkałam we Lwowie u swojego kuzyna Anatolija. Był starszy ode mnie i miał już swój własny kąt w mieście. Anatolij znał język polski, gdyż urodził się jeszcze w 1928 r., za Polski. Słuchał Polskiego Radia i prenumerował polskie gazety. Też stopniowo uczyłam się języka polskiego» – opowiada pani Zofia.

Po ukończeniu studiów do 1967 r. nasza bohaterka pracowała w Kazachstanie, w Karagandzie: «Byłam na ekspedycjach naukowych. Po powrocie z Kazachstanu zatrudniłam się w Łucku w epidemiologicznym laboratorium weterynaryjnym. Później zostałam zaproszona do Lwowa, skąd jeździłam na wyprawy naukowe na Syberię, w szczególności do Ałtaju. Moim ostatnim miejscem pracy przed przejściem na emeryturę było laboratorium agrochemiczne w Horochowie».

Zofia Hołdowańska, lata 60.

Moda na język hiszpański w Horochowie

Podczas pobytu w Kazachstanie Zofia Hołdowańska po raz pierwszy wyszła za mąż. W tym małżeństwie urodził się syn Leonid, obecnie nieżyjący. Z drugim mężem, Jarosławem Hołdowańskim, s. Antona pani Zofia znała się jeszcze ze szkoły.

W latach 50. do Horochowa wróciła rodzina, która wyemigrowała do Argentyny w okresie międzywojennym. Następnie, rozczarowana radziecką rzeczywistością, wróciła do Ameryki Łacińskiej, ale moda na hiszpańską kulturę i język pozostała w młodzieżowych kręgach Horochowa. Podczas studiów na Uniwersytecie Lwowskim Zofia i Jarosław razem interesowali się językiem hiszpańskim. Przyszły mąż uczył Zofię języka, ponieważ sam już go znał. Ponadto studiował filologię, dlatego znał angielski, niemiecki i polski.

Następnie przyjaźń przerodziła się w miłość i w 1971 r. Zofia i Jarosław się pobrali. Przez pewien czas Jarosław pracował jako kierownik Katedry Języków Obcych Łuckiego Narodowego Uniwersytetu Technicznego. W 1976 r. urodziła się im córka Bogdana.

Notatka z kontaktem

W 2016 r. Bogdana wraz z mężem Maksymem pojechała do Kraśnika, aby odnowić kontakty z krewnymi. Po przybyciu na cmentarz znalazła groby swojej prababci Marii Bartosiewicz i jej córki Maszuni. Nie miała żadnych kontaktów z ich potomkami, dlatego zostawiła w pobliżu grobów notatkę z namiarami. Zaraz po powrocie do domu zobaczyła maila od swoich kuzynek Ewy i Elżbiety z Lublina, które bardzo się uradowały z możliwości połączenia się rodziny.

Jarosław i Zofia Hołdowańscy. 2013 r.

Zofia Hołdowańska mieszka obecnie w Horochowie. Cieszy się, kiedy przyjeżdża do niej córka Bogdana i pomaga w pracy w ogrodzie w pobliżu domu. Nasza rozmowa właśnie przerwała to zajęcie. Najmłodsza w rodzinie jest wnuczka Julia, która ukończyła Katedrę Historii w Akademii Kijowsko-Mohylańskiej, a obecnie pracuje jako dziennikarka. Na początku lat 90. pani Zofia zaczęła chodzić i do kościoła, i do cerkwi. Pod rządami radzieckimi mogłoby to zaszkodzić w pracy. Dziś w kręgu rodzinnym potomkowie Zagórskich z Drużkopola obchodzą zarówno katolickie, jak i prawosławne święta.

Zofia Hołdowańska w Beresteczku, 2019 r.

Serhij Hładyszuk

Na głównym zdjęciu: Rodzina Zagórskich w Drużkopolu, 1933 r. (siedzą od lewej do prawej: Maria Zagórska, Maria Bartosiewicz, Stefan Zagórski, Zofia z synem Anatolijem; stoją od lewej do prawej: Eugenia Zagórska, mąż Marii Zagórskiej Zygmunt Proficz, Helena Zagórska i Leon Zagórski).
Wszystkie zdjęcia pochodzą z rodzinnego archiwum Zofii Hołdowańskiej.

Powiązane publikacje
Rodzinne historie: Wspomnienia rówieńskiego krajoznawcy Czesława Chytrego
Artykuły
«Pamiętam, jak pięknie grały organy w kościele Świętego Antoniego. Pamiętam również, jak je zniszczono, jak splądrowano świątynię, jak ścięto krzyże na wieżach, jak wszystko rozkradziono i wywieziono. Chociaż kościół zamknięto, wciąż modliliśmy się do Boga. Zaczęliśmy się gromadzić w domach. Potajemnie. Żyliśmy w wierze katolickiej» – wspomina 79-letni Czesław Chytry z Równego. 
13 marca 2026
Rodzinne historie: Tę historię chcę przekazać moim dzieciom
Artykuły
Oleksandr Kiś przez całe życie, z wyjątkiem lat studenckich spędzonych w Winnicy, mieszka w Łucku. Jego rodzina ze strony matki pochodzi z Podola, a przodkowie ze strony ojca przenieśli się na Wołyń z województwa lubelskiego, prawdopodobnie w okresie II wojny światowej.
27 lutego 2026
Rodzinne historie: Nasza polskość kształtowała się w kościele
Artykuły
Polacy osiedlili się na Podolu w czasach I Rzeczypospolitej. I pomimo trudnych wydarzeń historycznych i odległości geograficznej, wynikającej z faktu, że od współczesnej granicy polsko-ukraińskiej dzielą ich setki kilometrów, miejscowym skupiskom Polaków udało się przetrwać i zachować tożsamość narodową.
13 lutego 2026
Rodzinne historie: «Nie przypuszczałem, że zostanę wojskowym»
Artykuły
«Mój ojciec był Ukraińcem, a mama – Polką. Ucząc się języka polskiego, czytając polskie książki, a następnie wyjeżdżając do Polski, zacząłem odkrywać w sobie więź z polską linią swojej rodziny. Teraz uważam się za ukraińskiego Polaka. Za człowieka, który ma jedno serce na dwa narody» – mówi 45-letni Andrzej Końko.
30 stycznia 2026
Rodzinne historie: «Połowa uczniów w mojej klasie była Polakami»
Artykuły
«Polaków u nas, w Nowej Borowej na Żytomierszczyźnie, było wielu. W mojej klasie chyba z połowa uczniów była Polakami, a druga – Ukraińcami» – mówi Ludmiła Wysocka, z domu Rusecka.
21 listopada 2025
Rodzinne historie: Obu dziadków zamordował reżim sowiecki
Artykuły
«Obie moje babcie rozmawiały po polsku, dziadków nie znałem, bo obu zamordowały władze sowieckie» – opowiada Walenty Wysocki. Pochodzi ze wsi Nowa Borowa w obwodzie żytomierskim, obecnie mieszka w Zdołbunowie w obwodzie rówieńskim.
07 listopada 2025
Rodzinne historie: Od Krzemieńca do Buenos Aires
Artykuły
«Fascynuje mnie znajdywanie krewnych, których od dawna nie widziałam lub w ogóle nie znałam, i śledzenie, wyłapywanie wspólnych cech. Możesz nie znać człowieka, nie rozmawiać z nim przez lata, ale pokrewieństwo trwa» – mówi Natalia Urbańska (z domu Mszaniecka) z Tarnopola.
10 października 2025
Rodzinne historie: «Wszystko zaczęło się od ręczników mamy»
Artykuły
Maria Fedorczuk połączyła swoje życie z dwoma miejscowościami w obwodzie rówieńskim: w Kostopolu urodziła się i spędziła większość życia, a w Topczy w Hromadzie Korzec stworzyła etnograficzny skarbiec.
26 września 2025
Rodzinne historie: «Moi dziadkowie są przesiedleńcami»
Artykuły
Nasza rozmówczyni Lubow Doczak urodziła się i mieszka we wsi Sidorów w Hromadzie Husiatyn w rejonie czortkowskim w obwodzie tarnopolskim. Tu spotkali się i pobrali jej rodzice. «Nasze dzieciństwo było wspaniałe. Mieliśmy wielu krewnych, bardzo dobrych, wszyscy zjeżdżali się do nas na święta» – wspomina pani Lubow.
12 września 2025