Genius Loci zostawił nam gwiazdę w Krzemieńcu. Irena Sandecka
Artykuły

Dzisiaj trudno znaleźć coś takiego, jak zabytkowy mieszkalny dom z wieku XVIII, nawet tu, w Krzemieńcu. Na przestrzeni wieków poszło to piękno drewnianych zabudowań prawie w całości «z dymem pożarów». Ale czas oszczędził nam pewien stary, z czasem pokryty papą, dom nr 2 przy ul. Drahomanowa, kiedyś – Trynitarskiej.

Jednak nie o zabytkach rzecz, tylko o zamieszkałych tam w różnych okresach znanych nam i wielce szacownych osobach. Tablica pamiątkowa zainstalowana na bocznej ścianie domu oznajmia o Willibaldzie Besserze, wybitnym uczonym – botaniku z XIX wieku, profesorze Liceum Wołyńskiego, badaczu roślinności Wołynia i Podola zamieszkałym tu w owych czasach, zwanym «Ojcem florystyki polskiej». Obecnie dom jest własnością Stowarzyszenia «Wspólnota Polska» – ten fakt też jest ewenementem w życiu społecznym nie tylko Krzemieńca, lecz całego regionu. Dom jest darem dla «Wspólnoty», prawnie potwierdzonym, od pani Ireny Sandeckiej, ostatniej jego właścicielki. Właśnie jej dotyczy ciąg dalszy naszych rozważań.

Była niczym dar Opatrzności dla naszego środowiska – pokoleń Polaków w Krzemieńcu. 1 kwietnia mija 111 lat od jej urodzenia, a do dzisiaj jest prawdziwą ikoną dla nas, żyjących, jej wychowanków i wdzięcznych przyjaciół.

Urodziła się w Humaniu w 1912 r. w rodzinie Ryszarda i Marii Sandeckich. Po burzliwych bolszewickich przewrotach, w roku 1921, Irena razem z ojcem – urzędnikiem, matką – nauczycielką Szkoły Polskiej w Humaniu i bratem Jerzym przedostali się z sowieckiej Ukrainy przez «zieloną granicę» na teren Polski wraz z setkami uciekinierów. Rodzina pojechała do Warszawy, gdzie mieszkała dwa lata. W tym okresie zmarł ojciec Ireny. Do Krzemieńca przybyli na zaproszenie dra Marka Piekarskiego, dyrektora Szkoły Polskiej w Humaniu, który został wizytatorem odrodzonego Liceum im. Czackiego w Krzemieńcu. Tu zamieszkali na stałe. Pani Maria, matka Ireny i Jerzego, została wychowawczynią internatu przy Liceum Krzemienieckim.

Po ukończeniu LK Irena studiowała na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie filozofię, pedagogikę i język angielski, jako nauczycielka języka polskiego i historii pragnęła służyć na niwie oświaty. Wychowana w patriotycznej rodzinie, starannie wykształcona, samodzielna, znająca niemiecki, francuski i angielski – była gotowa podjąć każdą pracę na rzecz społecznego dobra. Jeszcze przed wybuchem II wojny światowej w Europie zgodziła się na pracę w Belgii: jako harcerka opiekowała się dziećmi polskich górników, by nie traciły związku z językiem i kulturą polską. Praca z dziećmi bardzo jej odpowiadała.

Po niespodziewanym wybuchu wojny od razu wyruszyła do Krzemieńca, bo martwiła się o matkę. Droga prowadziła przez Francję, Szwajcarię, Włochy, Węgry i Rumunię. W Śniatyniu stała już na polskiej ziemi. Dojechała do Lwowa, jednak ze względu na zbieg okoliczności (zbombardowano dworzec kolejowy) zatrzymała się w mieście, które już w nocy Niemcy na nowo zbombardowali. Zgłosiła się do Wojskowego Przysposobienia, by stanąć w szeregach obrońców Lwowa. Pracowała w stołówce wojskowej aż do wkroczenia do Lwowa sowietów. Następnie postanowiła jechać do domu. Dotarła tam w grudniu 1939 r. Razem z matką przeżyła tu okrucieństwa II wojny światowej.

Następnie Irenie Sandeckiej udało się dostać pracę sekretarki kasy w Technikum Leśnym w Białokrynicy. Tam pracowała do wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej. Okupacja niemiecka przyspieszyła i nasiliła nacjonalistyczny ruch przeciwko ludności polskiej, szczególnie we wsiach oddalonych od miast, gdzie stacjonowali Niemcy. Do Krzemieńca z okolicznych wiosek uciekały niedobitki polskich rodzin, przestraszone i głodne. Tłumnie gromadziły się wokół kościoła parafialnego. Trzeba było tych ludzi nakarmić i gdzieś ulokować. Przy pomocy zaufanych osób robiła to pani Irena. W tłumach uciekinierów przybywało wiele kobiet z dziećmi, jak i dzieci osieroconych, uratowanych od pogromów.

Pani Irena pisała podania do tutejszych władz niemieckich z prośbami o każdą pomoc, aż wreszcie zwróciła się do naczelnika działu gospodarczego o transport, by wywieźć swoich podopiecznych do Krakowa. Razem z koleżanką Wandą Zółkiewską przetransportowały ich i ulokowały w sierocińcach i w klasztorach. Z pomocą Niemców uratowała od rzezi banderowskiej kilka polskich rodzin w Stożku i Wiszni. Przebrana za wieśniaczkę dowoziła lekarstwa i produkty do oblężonej przez banderowców wsi Rybcza nieopodal Krzemieńca. Samoobrona Rybczy wytrwała, jej mieszkańcy dostali się do Krzemieńca, a dalej – do Polski. Taka działalność w groźnym i trudnym czasie, to prawdziwe i nieocenione bohaterstwo, szaleństwo osoby nieustraszonej. To także siła charakteru i wierność własnym życiowym zasadom, które teraz niektórym wydają się nie do wiary.

Po wojnie razem z grupą zaufanych osób organizowała u siebie w domu przesyłki żywnościowe i dołączała do nich listy od bliskich do Kazachstanu i na Syberię dla zesłańców polskich, nie tylko swoich znajomych.

Wszystko, co wyżej, opisane zostało częściowo zaczerpnięte z wypowiedzi pani Ireny Sandeckiej, zapisanej na taśmie przez Marka Koprowskiego, reportera polskiego, który szereg lat zajmował się problematyką wschodnią. Kilka razy odwiedzał w Krzemieńcu panią Irenę. Pozwoliła mu zapisać swoje wspomnienia, które wydał w setną rocznicę jej urodzenia w 2012 r. pod tytułem «Od Humania do Krzemieńca: Irena Sandecka» w wydawnictwie «Wołanie z Wołynia».

Okładka książki «Od Humania do Krzemieńca: Irena Sandecka»

Dom Ireny Sandeckiej. Zdjęcie pochodzi z ksiązki Marka Koprowskiego «Od Humania do Krzemieńca: Irena Sandecka»

Znałam panią Irenę od dzieciństwa. W latach 1948–1949 uczęszczałam na lekcje religii i języka polskiego jeszcze do jej matki, pani Marii. Razem ze mną chodziły też Wandzia Bielecka i Edek Wesołowski. Pani Irena była wtedy młodą osobą, brunetką z rumieńcami na policzkach. Zabierała nas na zwiedzanie góry Bony, dużo opowiadała. U siebie w domu uczyła wtedy gry na fortepianie piękną dziewczynę – Lalę Kozubską, która potem wyjechała do Polski. Dalej nastąpiły lata przerwy, bo ukończywszy szkołę byłam nieobecna w Krzemieńcu ponad 30 lat.

Jak wróciłam do domu, poszłam do Sandeckiej. Na początku było widać z jej strony brak zaufania. Miała różne doświadczenia w stosunku do nowych osób. Ale z czasem to się zmieniło. W okresie «pierestrojki» zaczęłyśmy myśleć o zintegrowaniu środowiska krzemienieckich Polaków w organizacji społecznej. Po naradach z Konsulatem Generalnym RP we Lwowie i polską społecznością w końcu 1989 r. zdecydowałyśmy się, działając we trójkę: pani Irena, Julia Szylajewa, nauczycielka muzyki, i ja, zwołać zebranie założycielskie. Wtedy właśnie powstało nasze Towarzystwo Odrodzenia Kultury Polskiej im. Juliusza Słowackiego. Pani Irena Pełniła w nim funkcję przewodniczącej Komisji Rewizyjnej.

Dużą część swojego życia poświęciła kościołowi. Przez 30 lat była niezastąpioną organistką i prowadziła chór kościelny. Opiekowała się naszymi księżmi.

Kościół parafialny w Krzemieńcu, jedyny w diecezji łuckiej, nie został zamknięty przez rząd sowiecki. To było ewenementem, bo 169 kościołów regionu, nawet te piękniejsze i starsze, zostało zamkniętych. Pani Irena zawsze tłumaczyła to tak: «Bo to Genius Loci obleciał nasz Krzemieniec i zostawił tu wiekuiste gwiazdy».

Przez 10 lat po wyjeździe do Polski księdza Dominika Wyrzykowskiego w kościele często odbywały się czytania liturgiczne tylko z ornatem na ołtarzu. Jednak w niedziele i na święta grupa ofiarnych parafian na czele z panią Ireną zapraszała wolnych wędrujących księży do Krzemieńca. Wtedy kościół był wypełniony przez miejscowych i przyjezdnych katolików przybyłych z terenów od Tarnopola do Równego. Brzmiały organy, śpiewał chór – i tak od roku 1946 do 1955, kiedy parafię objął ks. Jakub Macyszyn.

Za czasów kolejnych sowieckich sekretarzy, wbrew zakazom SB, pani Irena po śmierci matki na prośbę rodziców katechizowała dzieci z rodzin polskich, przygotowując je do Pierwszej Komunii Świętej.

W okresie letnich wakacji u siebie w domu uczyła młodzież historii, czytania i pisania po polsku. Tańczyła i śpiewała z nimi. Razem chodzili na wycieczki po malowniczych okolicach. Wolnego czasu prawie nie miała. Przez cały rok gromadziła dzieci i młodzież w swoim domu na różne zajęcia artystyczne, przygotowując programy związane z uroczystymi datami polskiego kalendarza. Powstawały przedstawienia, demonstrowane zaproszonym rodzicom, w których występowały aniołki, kopciuszki, królowie i paziowie, rzymscy legioniści, diabełki, Lilla Weneda i Balladyna etc.

Pani Irena miała stały kontakt z nauczycielkami sobotnio-niedzielnej szkoły języka polskiego. Jeszcze w czasie represji sowieckich, kiedy nie było kontaktu z polską oświatą, opracowała słynny teraz «Elementarz Krzemieniecki», z którego w ciągu 40 lat korzystało kilka pokoleń dzieci podczas nauczania domowego. W 2002 r. ów elementarz został wydany w Kielcach jako piękne świadectwo niezmordowanego i bohaterskiego krzewienia polskości w ciężko doświadczonym środowisku.

Korzystali z jej ogromnej wiedzy i serca nie tylko Polacy, mieszane małżeństwa również przyprowadzały tu swoje dzieci. Do nich mówiła w szczególny sposób: «Ty jesteś bogatsza, bo masz dwie ojczyzny: Polskę i Ukrainę. Powinnaś jednakowo je szanować». Do niej zwracało się mnóstwo krzemieńczan z prośbą o pomoc w sprawie napisania podania do władz, listów do rodziny w Polsce, poszukiwania krewnych etc. Nikomu nie odmawiała.

W pewnej chwili dowiedzieliśmy się, że pani Irena pisze wiersze i wysyła je swoim przyjaciołom w Polsce. Jej zbiór poetycki pt. «Wiersze spod Góry Bony» też został wydany w Polsce przez Mariusza Olbromskiego, poetę, animatora kultury, wielkiego przyjaciela i dobrodzieja Krzemieńca. Jako bohaterka ducha – «Siłaczka», pani Irena stała się znana w środowiskach twórczych w obu krajach.

Stary, kryty papą dom pani Ireny z wiekowym fortepianem w salonie był ośrodkiem towarzyskich zebrań, spotkań z grupami turystycznymi z Polski, świadkiem różnego rodzaju wydarzeń polskiej szkoły sobotnio-niedzielnej i pomocy w sprawach społecznych.

Dom Ireny Sandeckiej. Fot. Iryna Kanahejewa / Monitor Wołyński. 2016 r.

Dom Ireny Sandeckiej. Fot. Walery Olszański. 2021 r.

Pani Irena Sandecka od zawsze była gorącą zwolenniczką otwarcia Muzeum Juliusza Słowackiego w zachowanym Dworku Słowackich przy ul. Słowackiego. Nosiła się z ideą utworzenia «enklawy Słowackiego». Apelowała o to do różnych instytucji polskich. W podeszłym wieku oprowadzała grupy turystyczne z Polski.

Zawsze dowcipna, pogodna i gościnna skupiała nas w swoim starym domku, utrzymywała rozległe stosunki towarzyskie, przyjmowała delegacje społeczne z kraju. Na spotkaniu z młodzieżą z Katowic zachwyciła wszystkich, recytując Pieśń Piątą z poematu Juliusza Słowackiego «Beniowski». Była otoczona aurą twórczości, marzyła, aby założyć teatrzyk amatorski, pisała pamiętniki, zebrała sporą bibliotekę.

Za wieloletnią działalność oświatową, społeczną i kościelną została odznaczona wysokimi polskimi odznaczeniami, wśród których jest Krzyż Zasługi Orderu Odrodzenia Polski oraz Medal Komisji Edukacji Narodowej.

Nie była mężatką, poświeciła się bez reszty służeniu ludziom. W ostatnich lata życia nie miała już krewnych. Otoczyła ją opieką i towarzyszyła jej Emilia Wolanicka, chrześniaczka pani Ireny.

Emilia Wolanicka (po lewej), Irena Sandecka (pośrodku) oraz Tamara Senina, dyrektor Muzeum Juliusza Słowackiego (po prawej). Fot. Jadwiga Gusławska

Irena Sandecka zmarła w wieku 98 lat w 2010 r. Została pochowana na cmentarzu katolickim obok swojej matki, Marii Sandeckiej. Na pogrzebie przy jej trumnie starszy pan, kolega zmarłej Jacek Myszkowski, ze smutkiem powiedział: «Czuwaj, Druhno! Opuszczasz nas, jesteśmy w żałobie! Imię swoje, swoje serce, swoją naukę pozostawiłaś wśród nas! Cześć Twojej pamięci!»

Niedługo potem na grobach dwóch pań – patriotek Ireny i Marii Sandeckich – zostały postawione piękne granitowe płyty – dar Rządu Polski jako wyraz wdzięczności i pamięci.

Pani Irena nadal pozostaje dla nas wzorową postacią – nauczycielką wszystkich nas, prawdziwą Wielką Polką – filarem polskości w Krzemieńcu, wzorem patriotyzmu i zarazem lojalności wobec przedstawicieli innych narodowości.

Jadwiga Gusławska,
Krzemieniec
Na głównym zdjęciu: Irena Sandecka przy grobie marszałka Józefa Piłsudskiego na Wawelu. Fotografia pochodzi z rodzinnego archiwum Jadwigi Gusławskiej

Powiązane publikacje
«Bronili tej ziemi sto lat temu». Z modlitwą na cmentarzu w Zborowie
Wydarzenia
Za każdym krzyżem na cmentarzu wojskowym, każdym imieniem i nazwiskiem na tablicy pamiątkowej znajduje się przerwana historia życia człowieka, który żył, kochał, marzył – i zginął walcząc w obronie tego, co było mu drogie: rodziny, ziemi, wolności.
15 sierpnia 2025
Życzenia dla Mirosławy Butyńskiej z Krzemieńca z okazji 80. urodzin
Wydarzenia
2 stycznia 80. urodziny obchodzi Mirosława Butyńska z Krzemieńca – członkini miejscowego Towarzystwa Odrodzenia Kultury Polskiej imienia Juliusza Słowackiego i jedna ze współzałożycielek Stowarzyszenia Kultury Polskiej imienia Ewy Felińskiej na Wołyniu.
02 stycznia 2025
W piątek Krzemieniec pożegna Jadwigę Gusławską
Wydarzenia
18 października o 12.00 czasu ukraińskiego w kościele Świętego Stanisława, Biskupa i Męczennika w Krzemieńcu odbędzie się msza pożegnalna w intencji śp. Jadwigi Gusławskiej (1939–2024) – podaje Rodzina zmarłej.
17 października 2024
Wspomnienie Pani Jadwigi Gusławskiej
Artykuły
«Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz». Czy coś więcej jednak zostanie?
14 października 2024
Nie żyje Jadwiga Gusławska z Krzemieńca
Wydarzenia
Z wielkim żalem przyjęliśmy informację o odejściu Jadwigi Gusławskiej – działaczki polskiej w Krzemieńcu, współzałożycielki miejscowego Towarzystwa Odrodzenia Kultury Polskiej, a także autorki licznych publikacji w «Monitorze Wołyńskim».
10 października 2024
Słowacki zabrzmiał także w Krzemieńcu i Zbarażu
Wydarzenia
W miniony weekend członkowie Polskiego Towarzystwa Kulturalno-Oświatowego «Zbaraż» w ramach akcji Narodowe Czytanie czytali dramat Juliusza Słowackiego «Kordian» w Krzemieńcu i Zbarażu.
10 września 2024
Wieści z Krzemieńca: O moich uczniach
Artykuły
Zakończył się rok szkolny 2023/2024. Dla mnie był intensywny, pracowity, czasem kłopotliwy w sensie organizacyjnym, ale zakończony z poczuciem dobrze wykonanej pracy – pisze Bożena Pająk, nauczycielka języka polskiego skierowana do Krzemieńca przez Ośrodek Rozwoju Polskiej Edukacji za Granicą.
24 czerwca 2024
Narodowe Czytanie łączy. Wieści z polskiej szkoły w Krzemieńcu
Wydarzenia
Nauczanie języka polskiego w szkole przy Towarzystwie Odrodzenia Kultury Polskiej im. Juliusza Słowackiego w Krzemieńcu odbywa się w tym roku zdalnie. Uczniowie szkoły przygotowani przez nauczycielkę Bożenę Pająk (ORPEG) kolejny raz wzięli udział w Narodowym Czytaniu.
11 września 2023
Rodzinne historie: Jadwiga Gusławska i jej Krzemieniec
Artykuły
Jadwiga Gusławska z Krzemieńca to współzałożycielka i pierwszy prezes Towarzystwa Odrodzenia Kultury Polskiej imienia Juliusza Słowackiego. Była redaktorem naczelnym gazety «Wspólne Dziedzictwo» wydawanej w Krzemieńcu w latach 2001–2004. Należała do grona osób, dzięki którym odradzało się Muzeum Juliusza Słowackiego. Pani Jadwiga jest społeczniczką działającą na rzecz polskiej mniejszości na Ukrainie, a także autorką piszącą do «Monitora Wołyńskiego». Dziś poznajemy jej rodzinne historie.
04 października 2022