Przodkowie Wiktorii Czernieckiej ze Stowarzyszenia Kultury Polskiej im. Ewy Felińskiej na Wołyniu to Mazurzy osiedleni niegdyś na Podolu. Prawie 20 lat temu moja rozmówczyni przeniosła się do Łucka z Szaróweczki w obwodzie chmielnickim, gdzie mieszkało wiele pokoleń jej rodziny. Dziś poznamy rodzinne historie Mazurów z Podola.
Ktoś złożył donos
«Moi dziadkowie ze strony ojca, Jan i Aniela Walczukowie, pochodzą ze wsi Szaróweczka (dziś rejon chmielnicki obwodu chmielnickiego – aut.). Mieli własne pole i żyli w dostatku. W 1921 r. urodził się mój ojciec Bolesław Walczuk. Miał trzy siostry – Ewę, Anielę i Marię – oraz brata Stanisława. W 1933 r. zmarł dziadek Jan, a ktoś złożył na rodzinę donos do organów bezpieczeństwa. Oskarżono ich o to, że byli kułakami, posiadali duże gospodarstwo rolne i wykorzystywali pracę innych mieszkańców wsi. W rzeczywistości wszystko, co mieli, zdobyli ciężką pracą. Rozpoczęły się przeszukania. Babci odebrano meble, poduszki i jedzenie. Byli głodni i spuchnięci tak bardzo, że nie mogli wstać z łóżka. Aniela zmarła wraz ze swoją trzyletnią córką. Maria, wracając z pracy, najadła się w polu grochu. Później też zmarła. Została owinięta w prześcieradło i tak pochowana, bo wtedy nie było gdzie szukać trumny.

Rodzina Bigusów z Maćkowców: po lewej – babcia Maria, po prawej – dziadek Jan trzymający na rękach córkę Bronisławę. Lata 30. XX w.
Brat mojego taty, Stanisław, bardzo martwił się o możliwy proces sądowy i złożony na nich donos. Ponadto miał problemy z płucami. W 1934 r. również zmarł. Jako pierwszy we wsi po głodzie został pochowany z muzyką. Mój ojciec Bolesław i jego siostra Ewa przeżyli głód. Tata powiedział, że gotował skórki z ziemniaków i jakoś przeżył» – opowiada pani Wiktoria.
Tak opowiada o życiu swojego ojca już po Wielkim Głodzie: «Babcia Aniela z moim ojcem zostali w Szaróweczce. Ciocia Ewa wyszła za mąż w sąsiedniej wsi Maćkowce. Tata skończył kilka klas szkoły. W 1940 r. został wcielony do wojska. Miał służyć przez dwa lata, ale z powodu wojny był w wojsku sześć lat. Służył m.in. w pobliżu Chin w oddziałach przeciwlotniczych. Ponadto dobrze znał się na budownictwie. W 1946 r. tata wrócił z wojska, a siostra Ewa z Maćkowców zaczęła go swatać w rodzinie Bigusów, w której były cztery córki».
Nazywano nas Mazurami
«Moi dziadkowie ze strony matki, Jan i Maria Bigusowie, pochodzą z sąsiedniej do Szaróweczki wsi Maćkowce. Nie byli zamożni, ale jakoś sobie radzili. Moja mama Bronisława urodziła się w 1930 r. Oprócz niej w rodzinie były jeszcze trzy córki. Mniej ucierpiały przez głód. Mamie też udało się skończyć cztery klasy w szkole.
Siostra ojca Ewa dobrze wypowiadała się o rodzinie Bigusów, mówiąc, że są tam bardzo ładne i pracowite dziewczyny. Początkowo ojciec był swatany z najstarszą z córek, Haliną (uśmiecha się – aut.), ale powiedział, że serce bije mu mocniej do młodszej, Broni. I tak w 1946 r. moi rodzice, Bolesław Walczuk i Bronisława Bigus, pobrali się i zamieszkali w Szaróweczce» – kontynuuje Wiktoria Czerniecka.
«Urodziłam się w 1947 r. w Szaróweczce. Oprócz mnie w rodzinie wychowywała się moja siostra Bronisława i bracia Stanisław, Bolesław i Kazimierz. We wszystkich dokumentach oficjalnie wpisywaliśmy się jako Polacy, ale nazywano nas też Mazurami. Zapewne ze względu na nasze dalekie korzenie, sięgające Mazur. W rodzinie mówiliśmy «językiem mazurskim», który przypominał polski, ale miał pewne cechy szczególne. W obwodzie chmielnickim było dużo Mazurów» – wspomina moja rozmówczyni.
Mazurzy to polska grupa etnograficzna wywodząca się z Mazowsza. Już w XVI-XVII r. z powodu wyżu demograficznego i poszukiwania wolnych terenów ludność z tego regionu zaczęła zasiedlać ziemie na wschodzie, w tym tereny współczesnego Podola. Przede wszystkim na wschód przenosili się chłopi, a także drobna szlachta. Najprawdopodobniej takimi przesiedleńcami byli przodkowie Wiktorii Czernieckiej.
«Chodziliśmy do kościoła we wsi Hreczany (obecnie dzielnica w Chmielnickim – aut.). W każdą niedzielę nasza rodzina z Szaróweczki i Maćkowców ubierała się i szła pieszo na mszę. Pamiętam, że była tam jeszcze stacja kolejowa. Nigdy nie bałam się tego, że ktoś złoży na nas donos. W Wielkanoc nikogo nie puszczano do kościoła, ale mimo zakazu władz chodziłam. Czasami przy kościele stali zastępcy dyrektora szkoły z aparatami i robili zdjęcia tym, którzy szli na mszę» – wspomina moja rozmówczyni.
Mały kościółek, a właściwie kapliczkę w Hreczanach władze sowieckie zamknęły w 1940 r., a wcześniej, w 1938 r., zburzyli tutejszy kościół św. Anny. W 1952 r. na prośbę wiernych kaplicę otwarto. Później została rozbudowana i poświęcona jako kościół.
Wiktoria Czerniecka uczyła się w Szaróweczce, a od 8 do 11 klasy uczęszczała do szkoły wieczorowej. Potem poszła na kursy krawieckie, przez 12 lat pracowała jako krawcowa. W 1965 r. wyszła za mąż za Stanisława Czernieckiego, który również mieszkał w Szaróweczce.
Czernieckich wysłano do Kazachstanu
«Mój mąż też pochodzi z polskiej, mazurskiej rodziny. Czernieccy byli bardzo pracowici. W latach 30. wysłano ich do kokczetawskiego rejonu w Kazachstanie, gdzie najpierw mieszkali w ziemiance. Już później przydzielono im dom i narzędzia. Rodzina pracowała w kołchozie na pustkowiach. W 1941 r. w Kazachstanie urodził się mój przyszły mąż Stanisław. Jego ojciec również był na wojnie, został ranny w nogę i do końca życia utykał. Już po wojnie ich rodzinie pozwolono wrócić do Szaróweczki. Tu zwrócono im dom skonfiskowany jeszcze w latach 30.» – opowiada Wiktoria Czerniecka.
Dzieli się też wspomnieniami z powojennego życia swojej rodziny: «Po wojnie wszyscy pracowali w kołchozach. Jednak moja babcia Aniela była chora i już nie mogła pracować. Była przykuta to łóżka przez 13 lat, miała powykręcane ręce. Kiedy pracowałam na wsi jako krawcowa, ciągle ją odwiedzałam i rozmawiałyśmy o przeszłości. Moja mama miała dużo dzieci, opiekowała się nami wszystkimi i zajmowała się gospodarstwem domowym. Później moi rodzice wyjechali do pracy do Chmielnickiego. Tam mój tata pracował jako stolarz, wznosił różne budowle».

Rodzina Czernieckich: po lewej stronie stoją Stanisław i Wiktoria. Koniec lat 60. XX w.
«Czy po drugiej wojnie światowej nie rozważaliście wyjazdu do Polski?» – pytam. «Nie. Była taka możliwość, ale nawet nie braliśmy pod uwagę podobnej opcji. Większość Mazurów z naszych wsi wyjechała do Polski dużo później, już w czasach niepodległej Ukrainy» – odpowiada pani Wiktoria.
«W 1967 r. urodził się nasz syn Oleg, a sześć lat później – córka Inna. Mieszkaliśmy w Szaróweczce. Syn uprawiał judo. Później powołano go do wojska. Odbył służbę w Łucku. Kiedy wrócił do wsi, bardzo chwalił Łuck, mówił, że bardzo mu się podoba to miasto. W końcu wyjechał tam na studia do instytutu pedagogicznego i został. Po pewnym czasie do Łucka przeniosła się również córka. Przez jakiś czas pracowaliśmy z mężem w Chmielnickim: ja – w fabryce tworzyw sztucznych, a mąż – w fabryce radiowej. Tak się złożyło, że Mazurzy z okolicznych wsi byli zatrudnieni w Chmielnickim w tych dwóch zakładach» – dodaje Wiktoria Czerniecka.

Ojciec Bolesław Walczuk. Około 1980 r.
Mazurzy wyjechali do Polski
«W latach 90. mój syn postanowił sfinansować budowę kościoła w Szaróweczce. Powiedział, że zbuduje dla swoich ludzi kościół, ponieważ we wsi było jeszcze wielu Mazurów. Syn sprzedał jeden sklep i zaczął inwestować środki w budowę. On dawał pieniądze, a inni ludzie pomogli w budowie, w tym mój mąż» – mówi Wiktoria Czerniecka.
Pod koniec lat 90. XX w. Oleg Czerniecki zwrócił się do biskupa Jana Olszańskiego w sprawie budowy kościoła w Szaróweczce. Kościół Matki Boskiej Różańcowej budowano w latach 1999–2004.
«Mój syn nieustannie prosił mnie i mojego męża, żebyśmy przeprowadzili się do Łucka – opowiada pani Wiktoria. – Na początku lat 2000. przenieśliśmy się tutaj na stałe. Niestety mąż miał wylew, chorował przez siedem lat. Wszyscy się nim opiekowaliśmy. Moi bracia i siostry zostali w obwodzie chmielnickim».
«W naszych chmielnickich wsiach większość stanowili mazurscy Polacy, ale mieszkali tam też Ukraińcy. Mieliśmy dobre relacje. W ciągu ostatnich dziesięciu lat wielu Mazurów wyjechało do Polski: ktoś zarobkowo, inni – do krewnych. Z samej Szaróweczki do Polski przeniosło się ok. 150 rodzin. Dziś zostali tam głównie Ukraińcy» – kontynuuje Wiktoria Czerniecka.
Mówiąc o rodzinnych tradycjach, zauważa, że Mazurzy głównie tworzyli rodziny w swoich społecznościach, ale zdarzały się też małżeństwa mieszane z Ukraińcami: «Dzisiaj wszyscy się wymieszaliśmy. Moje dzieci czasami rozmawiają z nami w rodzinie po naszemu, po mazursku».
«Jesteśmy katolikami i zawsze w sposób szczególny czekamy na Święta Bożego Narodzenia. W Wigilię Bożego Narodzenia po obiedzie zawsze zaczynaliśmy przygotowywać świąteczną kolację. Pierwszym daniem była kutia, która w naszej rodzinie od zawsze jest gotowana na wodzie z orzechami. Dawniej na świątecznym stole układano i przykrywano obrusem siano. Następnie stawiano przygotowane dania. Gotowaliśmy to, co lubiliśmy. Zwłaszcza pierogi z kapustą i ziemniakami, a także «struclę» – placek z wiśniami i jabłkami. Po modlitwie przy świątecznym stole dzieliliśmy się opłatkiem symbolizującym Ciało Chrystusa i śpiewaliśmy kolędy. Chodziliśmy też na nabożeństwo, po którym wracaliśmy do świątecznego stołu. Dziś Boże Narodzenie obchodzimy zarówno w grudniu, jak i styczniu. Idziemy do kościoła i zawsze czekamy przy świątecznym stole na całą rodzinę» – kończy Wiktoria Czerniecka.

Wiktoria Czerniecka, 2022 r.
***
Projekt «Rodzinne historie Polaków z obwodu wołyńskiego, rówieńskiego i tarnopolskiego» jest wspierany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach konkursu Polonia i Polacy za Granicą 2021. Projekt «Polska Platforma Medialna Wschód» jest realizowany przez Fundację Wolność i Demokracja. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.
Serhij Hładyszuk