Okoliczności życiowe skłoniły mnie do wzięcia do ręki długopisu i kartki, aby wyrazić opinię i podzielić się swoją historią. Historią obywatela Ukrainy – państwa, które przechodzi najtrudniejszy okres historyczny, trzęsienie ziemi nie tylko dla kraju, ale i dla całej ludzkości.
Niedawno, w jeszcze stosunkowo spokojnym 2017 r., mieszkając w Basztance w obwodzie mikołajowskim i badając historię moich przodków w archiwum w Chmielnickim, znalazłem informację, że mój dziadek ze strony ojca, Józef Wojciechów, był Polakiem.
Byłem tym faktem wstrząśnięty. Mój ojciec nigdy nie wspominał, że mamy polskie korzenie. Powodem było to, że dziadek Józef był represjonowany i w 1937 r. rozstrzelany przez władze radzieckie za to, że był Polakiem z narodowości i rzymskim katolikiem z wyznania. Według danych archiwalnych dziadek mówił, że władza radziecka nie jest władzą od Boga.
Dopiero w 2017 r. zrozumiałem, dlaczego mój ojciec Petro i babcia Stasia, żona mojego dziadka Józefa, nigdy, podkreślam, nigdy nie powiedzieli ani słowa, że dziadek Józef był Polakiem i był represjonowany. Nie odzywali się, bo nie ufali władzom radzieckim.
Wtedy podjąłem jedną z najważniejszych decyzji w moim życiu: aby uczcić pamięć swojego dziadka Józefa, przywrócić sprawiedliwość dziejową, postanowiłem przejść całą drogę uzyskania dokumentów potwierdzających, że jestem jego potomkiem i moje dzieci są narodowości polskiej.
Po przeglądnięciu zasobów internetowych zrozumiałem, że dla potwierdzenia korzeni polskich potrzebuję Karty Polaka. Do tego, zgodnie z prawem polskim, konieczne było spełnienie pewnych warunków, jednym z nich jest znajomość polskiego języka, kultury i obyczajów.
Nie miałem możliwości uczyć się polskiego w Basztance, dlatego ponownie odwołałem się do zasobów internetowych i na stronach konsulatów generalnych Polski znalazłem informację o działających w Ukrainie polskich organizacjach i szkołach. Zacząłem dzwonić na podane numery, aby skontaktować się z przedstawicielami polskich organizacji. Ze zrozumieniem moją prośbę potraktował prezes Nadzbruczańskiego Stowarzyszenia Kultury i Języka Polskiego Jan Piejko. Pierwsze, o co zapytał, to czy czuję się Polakiem. Odpowiedziałem, że tak. Potem powiedział mi: «Moim obowiązkiem jest ci pomóc». I udzielił mi bezpłatnego wsparcia w nauce języka polskiego, kultury i zwyczajów narodu polskiego. Pan Jan pomógł mi również wypełnić ankietę, wyjaśnił, jakie dokumenty należy złożyć w konsulacie. Życzliwie moją prośbę odebrała również Halina Sokalska z Beresteczka, szefowa miejscowego oddziału Stowarzyszenia Kultury Polskiej im. Ewy Felińskiej na Wołyniu. Pomogła w nauce języka polskiego mojej córce Olenie i synowi Janowi.
W listopadzie 2017 r. odbyła się rozmowa w Konsulacie Generalnym Rzeczypospolitej Polskiej w Odessie. Konsul poprowadził rozmowę życzliwie, a jednocześnie zgodnie ze wszystkimi procedurami określonymi w polskim ustawodawstwie o Karcie Polaka. Moje dzieci również były na rozmowie w Konsulacie Generalnym RP w Odessie i otrzymały Kartę Polaka. Dzięki temu moja córka Olena dostała możliwość studiowania w Polsce i obecnie jest studentką Politechniki Wrocławskiej.
Czas mijał i 24 lutego 2022 r. rozpoczęła się pełnoskalowy atak Rosji na Ukrainę. Spora część naszego kraju została ogarnięta ogniem, w wiele miejscowości uderzyły rosyjskie rakiety, bomby i pociski. Do mojej rodzinnej Basztańszczyzny w obwodzie mikołajowskim 1 marca 2022 r. wdarły się liczne kolumny raszystowskiej ordy, niszcząc wszystko na swojej drodze.


Kościół Miłosierdzia Bożego w Basztance zniszczony przez rosjan. 1 marca 2022 r.
Historia się powtórzyła. W dalekim 1937 r. okupujący Ukrainę rosyjscy bolszewicy terroryzowali mieszkających na tej ziemi ludzi. Mojego dziadka Józefa za to, że był Polakiem, Ukraińca za to, że był Ukraińcem, przedstawicieli innych narodowości mieszkających w Ukrainie, niszczono za to, że do siódmego potu pracowali na swojej ofiarowanej przez Pana urodzajnej ziemi.
24 lutego tego roku potomkowie rosyjskich bolszewików ponownie wdarli się na naszą ukraińską ziemię. Cały świat wie: to, co robią raszyści, jest ludobójstwem narodu ukraińskiego. Ja, potomek swojego dziadka Józefa, poczułem i zrozumiałem, co robiły władze radzieckie w tych odległych czasach.
Kiedy szukałem bezpiecznego miejsca dla swojej rodziny, los ponownie połączył mnie z Janem Piejką, który dał nam schronienie w swoim domu. To naprawdę człowiek o wielkiej duszy, który zrozumiał sytuację, w jakiej znalazła się moja rodzina. Na łamach «Monitora Wołyńskiego» pragnę mu wyrazić szczerą wdzięczność.

Włodzimierz Wojciechów i Jan Piejko
Włodzimierz Wojciechów
Fot. Jan Wojciechów