Chcecie wiedzieć, gdzie jest koniec świata? W tym felietonie Wam to napiszę.
Wszyscy się pocieszają, że listopad to taki romantyczny czas. Polacy stworzyli nawet sobie brend o nazwie «złota polska jesień» i sprzedają go chyba jako lekarstwo na sezonową depresję. 
Słyszałam taką historię. Pewne starsze panie poskarżyły się naszym aktywistom na nowego deputowanego z Równego. Niby taki był z niego dobry kandydat! I głosowały na niego w wyborach. Miał być nadzieją na nowe porządki. Kupił sobie mieszkanie na ich ulicy.
Lubię być nauczycielem. Uwielbiam swoją pracę, ale zauważyłam ostatnio, że coraz mniej czasu poświęcam na lekcje, a więcej na projekty.
Polacy sprzedają Ukraińcom specjalistów bez języka. Bez przesady. Polski da się zrozumieć bez specjalnych kursów i potwierdzić go bez ekstra egzaminów. W końcu to nie dialekt mandaryński języka chińskiego.
Wiecie jak wygląda lanos, który zmienił wartość z 400 euro na 2100 euro? Tak samo! A to jest historia «na faktach autentycznych».
Wiele się zmieniło od Rewolucji Godności na Ukrainie. Pozytywne zmiany obserwowałam na żywo w telewizji na obchodach 27-lecia Niepodległości.
Na Ukrainie o solidności usługi, zjawiska czy przedmiotu świadczy przedrostek «euro». Na szyldach i w codziennym użyciu często spotkamy tu: «euroremont», «euroshop», «euromajdan», «towary z Europy». Czekam, aż punkty usługowe i sklepy zaproponują wreszcie nowy sposób na oczekiwanie na swoją kolej – «eurokolejkę».
Mam taki charakter, że nie lubię się godzić. A nawet jak się pogodzę z kimś po większej awanturze, to potem i tak pozostaje mi w ustach niesmak.
Lubię język ukraiński. Co prawda z wykształcenia jestem nauczycielem francuskiego i polskiego jako obcego, ale ukraiński podoba mi się jakoś bardziej.