Wspomnienia o Hermanowiczu
Artykuły

31 maja mija 32. rocznica śmierci Henryka Hermanowicza, polskiego artysty, fotografa światowej sławy, który mieszkał i pracował w Krzemieńcu w latach 1937–1943. Z tej okazji Obwodowe Muzeum im. Juliusza Słowackiego w Krzemieńcu opublikowało wspomnienia, którymi podzielił się Jurij Gaśkiewicz.

Henryka Hermanowicza znałem zaocznie od wczesnego dzieciństwa. Wielokrotnie słyszałem o nim od mojego ojca (malarza Ihora Gaśkiewicza – red.) i razem z nim przeglądałem albumy, które pan Henryk przysłał mojemu ojcu w prezencie z Krakowa, zwłaszcza duży, pięknie wydany album «Kraków». Później były inne, w tym «Mazowsze», gdzie każde zdjęcie było opatrzone wierszem lub fragmentem wiersza, niestety nie pamiętam już którego poety.

Być może właśnie dlatego, że Hermanowicz był obecny w moim życiu od dzieciństwa, gdyż mój ojciec często opowiadał o nim oraz o ich wspólnych przeżyciach, nie wypytywałem specjalnie taty o szczegóły ich znajomości i współpracy w tamtych przedwojennych latach.

Ojciec opowiadał mi, że był retuszerem w zakładzie fotograficznym, czyli w tamtych odległych przedcyfrowych czasach poprawiał różnego rodzaju defekty na odbitkach fotograficznych: białe plamki od kurzu, który dostał się na kliszę, białe linie od rys itp. Zdałem sobie sprawę, jak ważna i trudna była to praca, gdy sam zainteresowałem się fotografią i również musiałem retuszować swoje zdjęcia.

Mój ojciec prawdopodobnie opowiadał mi znacznie więcej, ale nie pamiętam wszystkiego z tamtych dziecięcych lat. Ważniejsze wydawały się mi się paczki żywnościowe, które pan Henryk i pani Emilia wysyłali mojemu ojcu od czasu do czasu, co bardzo pomagało nam w tych biednych, często głodnych czasach pod koniec lat 50. – na początku 60. Wówczas, pewnie na początku lub w połowie lat 60., pan Henryk przyjechał nas odwiedzić. Ponieważ od tego czasu minęło sześć dekad, niewiele pamiętam, z wyjątkiem faktu jego wizyty i tego, jak razem chodziliśmy po Górach Krzemienieckich.

Mój ojciec w tamtych latach uczył mnie polskiego i zachęcał do czytania polskich książek, więc Hermanowicz zaczął mi je przysyłać, w tym słynną polską klasykę – «Krzyżaków» Sienkiewicza oraz «Trylogię», czyli «Ogniem i mieczem», «Potop» i «Pana Wołodyjowskiego».

Z czasem jednak kontakty między moim ojcem a Hermanowiczem jakoś zaczęły zanikać i kto wie, jak by się to skończyło, gdyby nie pewien przypadek. Na początku lat 70. spotkałem Polaka, który miał niewywołany film ze zdjęciami i nie miał gdzie tego zrobić, a z niewywołanym filmem nie pozwolono by mu na przekroczenie granicy. Pomogłem mu, a gdy zapytał mnie, jak może mi podziękować, poprosiłem, by skontaktował się z panem Henrykiem i poprosił, by napisał list do ojca. O dziwo udało się i gdzieś w połowie lat 70. (chyba w 1976 r.) pan Henryk i pani Emilia przyjechali do Krzemieńca.

Henryk i Emilia Hermanowiczowie podczas wizyty w Krzemieńcu w latach 70.

Tę wizytę pamiętam znacznie lepiej. Kilka lat przed nią sam zacząłem fotografować, więc mam sporo zdjęć z wizyty Hermanowiczów, a co najważniejsze, miałem okazję spotkać się z wybitnym mistrzem fotografii artystycznej, który nauczył mnie wielu rzeczy. Jeśli chodzi o fabułę fotografii, kompozycję, kontrast światła i ciemności na zdjęciu i wiele innych kwestii, rady pana Henryka pozostają aktualne do dziś, mimo że technologia fotograficzna zmieniła się od tego czasu radykalnie.

Jednak do niektórych jego rad dziś byłoby trudno się dostosować. Kiedyś powiedział mi: «Kiedy wychodzisz robić zdjęcia, weź najcięższy i najbardziej nieporęczny aparat, jaki masz, z najmniejszą liczbą klatek». «Dlaczego, panie Henryku?» – zapytałem. «Nie będziesz pstrykać na lewo i prawo» – odpowiedział Hermanowicz.

Przypomnę, że standardowy film do aparatu zawierał wówczas 36 klatek, a film do kamery wielkoformatowej, takiej jak Salut – 12 klatek. W porównaniu do setek dostępnych klatek w dzisiejszych aparatach cyfrowych, to więcej niż skromnie. A waga ówczesnych aparatów Salut czy Zenit nie może się równać z wagą współczesnego Canona. Niemniej jednak rada, by nie pstrykać bezmyślnie, ale dokładnie przemyśleć każde ujęcie, jest aktualna dla każdego, kto chce zrobić nieco poważniejsze fotografie od tych, które Polacy nazywają «fotki dla ciotki».

Należy powiedzieć, że Hermanowicz jako fotograf miał swój własny styl. Bardzo lubił miękkie zdjęcia, na których było widać nie tyle dokładne podobieństwo, co nastrój. W tym celu używał różnych przystawek optycznych, a co najważniejsze, dysponując najnowocześniejszym na owe czasy sprzętem fotograficznym, robił zdjęcia przede wszystkim dla siebie. Korzystał z niemieckiego aparatu Leica wyprodukowanego w 1936 r., komentując to następująco: «Aparat ten został wkrótce wycofany z produkcji jako wadliwy, ponieważ jego obiektyw zbyt miękko rysował fotografowany obraz. Natomiast dla mnie był dokładnie tym, czego chciałem...».

Jurij Gaśkiewicz i jego ojciec Ihor Gaśkiewicz

Jest mi bardzo przykro, że nie byłem w stanie spełnić jedynej prośby pana Henryka. Potrzebował naprawdę wyjątkowego radzieckiego aparatu o nazwie Horizon, który nie miał chyba odpowiedników na świecie i wyróżniał się tym, że mógł robić na standardowej błonie fotograficznej panoramy o kącie widzenia 120°; jego klatka była prawie trzy razy dłuższa niż zwykle. Ale niestety, ZSRR był krajem powszechnego deficytu, więc pomimo wszystkich moich poszukiwań, nigdy nie udało mi się znaleźć tego aparatu dla pana Henryka.

Niestety, po wyjeździe Hermanowiczów nigdy później nie spotkałem się z panem Henrykiem. Niejednokrotnie przysyłał mi książki, z których dowiedziałem się wiele o sztuce fotografii, niejeden raz próbował zaprosić mnie do Krakowa, ale w czasach ZSRR wyjazd za granicę był niezwykle trudny, zwłaszcza jeśli pracowało się w instytucie. A kiedy ZSRR upadł i w 1993 r. w końcu dotarłem do Krakowa, pan Henryk już nie żył, a mój wyjazd okazał się niezwykle smutny, bo wiązał się z utratą pracy i środków do życia, czyli próbą zarobienia pieniędzy. Do dziś jest mi wstyd i niezręcznie z powodu tego, że spadłem wówczas na głowę pani Emilii i jej córkom. Jestem niezmiernie wdzięczny, że dzięki nim miałem możliwość coś zarobić, a także zobaczyć wspaniały Kraków, który opisałbym w dwóch słowach tak: wcielona godność.

I na koniec jeszcze jedna rzecz, o której nie mogę nie wspomnieć. Pani Emilia zabrała mnie na cmentarz, gdzie został pochowany pan Henryk, i opowiedziała mi historię związaną z pochówkiem. W tym czasie wszystkimi sprawami zajęła się ich najstarsza córka Anna. Ponieważ Hermanowicz był osobą znaną, zaproponowano jej pochowanie go w tzw. Alei Zasłużonych, która była przeznaczona dla ówczesnych elit. Odpowiedź Anny zasługuje na przywołanie: «Dziękuję. Wolę, żeby mój ojciec leżał wśród porządnych ludzi».

Oczywiście nie da się wspomnieć wszystkiego, co mogłoby być interesujące. W każdym razie z przyjemnością dzielę się wspomnieniami o tym bardzo interesującym, inteligentnym i utalentowanym człowieku, który wielu rzeczy mnie nauczył – nie tylko o fotografii...

Henryk i Emilia Hermanowiczowie podczas wizyty w Krzemieńcu w latach 70.

Jurij Gaśkiewicz

Zdjęcia pochodzą z profilu facebookowego Obwodowego Muzeum im. Juliusza Słowackiego w Krzemieńcu

Powiązane publikacje
Prosił, by pochowano go na Ukrainie. W Łucku pożegnano poległego na wojnie Kolumbijczyka
Wydarzenia
15 września Łuck pożegnał Kolumbijczyka Carlosa Arturo Bojórqueza Velasco, który zginął w walce o Ukrainę.
15 września 2026
Krzyż nie ma ostatniego słowa. Odpust w Torczynie
Wydarzenia
«Cierpienie nie ma ostatniego słowa, bo Krzyż nie ma ostatniego słowa. Ostatnie słowo należy do Chrystusa – i tym słowem jest zmartwychwstanie» – te słowa stały się głównym przesłaniem uroczystości Podwyższenia Krzyża Świętego, która 14 września odbyła się w katolickiej parafii w Torczynie na Wołyniu.
15 września 2026
Wieczór muzyki sakralnej w Dubnie
Wydarzenia
14 września, w święto Podwyższenia Krzyża Świętego, parafia Świętego Jana Nepomucena w Dubnie obchodziła drugi odpust.
15 września 2026
«Paleta kultur»: jak wyglądał tegoroczny międzykulturowy festiwal w Łucku
Wydarzenia
Tradycyjnie z okazji Dnia Miasta w Łucku odbył się międzykulturowy festiwal «Paleta Kultur».
14 września 2026
Rosyjskie drony przez cały dzień atakują obwód rówieński i wołyński
Wydarzenia
Od kilku godzin trwa zmasowany atak dronów na obwód wołyński oraz od samego rana na obwód rówieński. Wróg skierował drony m.in. na Kowel, Łuck, Sarny i Dubno.
12 września 2026
Trasa z początku XX wieku: w Łucku zaprezentowano audiospacer po centrum miasta
Wydarzenia
«Łesia nawet nie śniła o życiu w rytmie tanga» – audiospacer pod tym tytułem zaprezentowano w Łucku 11 września. Jest to pierwszy audiospacer w ramach projektu «Wielokulturowy Łuck: trasa z początku XX wieku» realizowanego przez teatr «Harmyder».
12 września 2026
W Równem odbędzie się jubileuszowy turniej minifutbolu dla drużyn z Ukrainy i Polski
Wydarzenia
W Równem odbędzie się X Międzynarodowy Turniej Minifutbolu «Sport zbliża serca» z udziałem drużyn dziecięcych i dorosłych z Ukrainy i Polski.
11 września 2026
Wspólne czytanie Mickiewicza w Tarnopolu
Wydarzenia
10 września w Polonijnym Stowarzyszeniu Kulturalno-Oświatowym w Tarnopolu odbyło się Narodowe Czytanie. Spotkanie miało na celu nie tylko popularyzację klasyki literatury pięknej, ale również integrację lokalnych środowisk polskich oraz placówek oświatowych.
11 września 2026
«Dialog Dwóch Kultur» zaprosił uczestników do Krzemieńca, Dubna, Wiśniowca i Ubini
Wydarzenia
W dniach 4–7 września w Krzemieńcu odbyło się forum literacko-artystyczne «Dialog Dwóch Kultur – 2026». Wyjazdowe sesje konferencji zorganizowano w Dubnie w obwodzie rówieńskim, Wiśniowcu w obwodzie tarnopolskim oraz w Ubiniach w obwodzie lwowskim.
11 września 2026