Europejska Stolica Kultury to miasto naszego kontynentu wybrane przez Unię Europejską, które w ciągu jednego roku ma możliwość zaprezentowania wszelkich aspektów i obszarów życia kulturalnego samego miasta, regionu a także państwa. Aby otrzymać tak zaszczytne i zobowiązujące wyróżnienie miasta kandydackie muszą spełnić wiele warunków przewidzianych w aktach prawnych kodyfikacji unijnej.
W 2000 r. taki honor i wyróżnienie spotkały stolicę Małopolski – Kraków. Dla mieszkańca grodu Kraka ten wybór właściwie nie jest niczym zaskakującym. Od zawsze to szczególne miejsce Polski położone u podnóża wzgórza wawelskiego było dumne ze swej wszechstronnie rozwijającej się kultury i artystów, którzy właśnie tutaj odnaleźli wymarzone miejsce do pracy twórczej. Andrzej Sikorowski w utworze «Nie przenoście nam stolicy do Krakowa» śpiewał:
«…Złote nuty spadają na Rynek
I dokoła muzyki jest w bród
Po królewsku gotuje Wierzynek
A kwiaciarki czekają na cud…
U nas chodzi się z księżycem w butonierce
U nas wiosną wiersze rodzą się najlepsze
I odmiennym jakby rytmem
U nas ludziom bije serce
Choć dla serca nieszczególne tu powietrze…»
Rzeczywiście, niezależnie od pory roku, miesiąca czy dnia tygodnia w Krakowie zawsze można liczyć na towarzystwo tzw. wysokiej kultury pisanej przez wielkie K. Tak na przykład 24 listopada miłośnicy jazzu mieli niepowtarzalną okazję wysłuchać koncertu poświęconego pamięci jednego z najwybitniejszych kontrabasistów jazzowych – Andrzeja Cudzicha. Właśnie minęła 20. rocznica jego śmierci.


Muzyka była od zawsze tym, co kochał. Już jako uczeń szóstej klasy szkoły podstawowej jeździł regularnie na warszawskie «Jazz Jamboree». Edukacja muzyczna przebiegała według ustalonego schematu: szkoła muzyczna w Nowym Targu, później liceum muzyczne w Krakowie, a wreszcie Akademia Muzyczna w tym samym mieście. Cudzich wprawdzie zdawał do Akademii, jak sam mówił, na trąbkę, ale szacowna komisja stwierdziła, że ma nieodpowiedni zgryz do tego instrumentu, zatem koniec końców trafił do klasy kontrabasu.
Jak życie pokazało, był to jeden z najszczęśliwszych artystycznych przypadków. Przez całe swoje artystyczne życie współpracował z największymi i najbardziej znanymi muzykami. Wielkim wydarzeniem był «Jazz Jamboree» w 1980 r., w którym kontrabasista wystąpił z formacją legendarnego Janusza Muniaka. Koncert był tak wyjątkowy, że do polskiego zespołu dołączył w trakcie występu legendarny amerykański trębacz Don Cherry.
Andrzej Cudzich występował także z takimi legendami jak: Jan Ptaszyn Wróblewski, Tomasz Szukalski, Zbigniew Namysłowski, czy Jarosław Śmietana. W 1984 r. w plebiscycie «Jazz Forum» Andrzej Cudzich został po raz pierwszy wybrany najlepszym polskim kontrabasistą. Miał wówczas zaledwie 24 lata. Ten sukces przyszedł bardzo szybko, być może tak właśnie być musiało.
Przed Cudzichem pozostało bowiem tylko 19 lat życia. Artysta swoje zamiłowanie do muzyki przenosił często w sferę metafizyki. Był człowiekiem głębokiej wiary, a jego koledzy jazzmani nazywali go żartobliwie wikarym.
Pogrzeb Andrzeja Cudzicha był także swego rodzaju manifestacją. Małgorzata Kotarba wspomina zachowanie żony i córki: «Ta ich pustka zamieniła się w pewność, że Andrzej poszedł do nieba. Do tego stopnia, że obie wzniosły ręce i zaczęły wielbić Boga. Był listopad, chłód. Nowy cmentarz, przypominający zwykłe pole. Pusta kaplica, pożółkła trawa. Maciej Sikorski dodawał: «Ludzie stali nad świeżutkim grobem i śpiewali. A mnie przeszły ciarki».
Tak odszedł jeden z najwybitniejszych polskich kontrabasistów, ale muzyka, jaką tworzył, jaką grał, pozostanie na zawsze po tej stronie życia.
Gabriela Woźniak-Kowalik,
nauczycielka skierowana do Łucka i Kowla przez ORPEG
Zdjęcia udostępnił autor Marcin Ciebień