Wiktoria Dowhal jest organistką kościoła Świętego Antoniego w Zbarażu, kierowniczką chóru «Cordium», aktywną członkinią Polskiego Towarzystwa Kulturalno-Oświatowego «Zbaraż». Jej przodkowie – Barczyńscy, Solscy, Soleccy i Zalescy – mieszkali w Załużu i Dobrowodach na Tarnopolszczyźnie. Dziś opowiada nam dzieje swojej rodziny w XX–XXI w.
Barczyńscy z Załuża
«Babcia opowiadała mi legendę, zgodnie z którą nasze nazwisko Barczyńscy, a według niektórych dokumentów Barszczyńscy, pochodzi od pana Barszcza, który mieszkał na Winogradzie w Załużu (wieś koło Zbaraża, Winogradem nazywano kiedyś część wsi, obecnie tu ulica Wynohradna – aut.). Mój pradziadek Franciszek Barczyński urodził się w 1900 r. w rodzinie Piotra i Franciszki Barczyńskich. Prababcia Józefa urodziła się w 1907 r. w rodzinie Stanisława Solskiego i Marii Soleckiej. Franciszek Barczyński i Józefa Solska pobrali się i mieszkali w Załużu.

Franciszka Barczyńska z matką Józefą, 1930 r.
Siostry pradziadka zostały zakonnicami. Ponieważ rodzice zmarli wcześnie, musiał je utrzymywać i dać posag przed pójściem do zakonu. Aby zarobić, na początku lat 20. pradziadek udał się do Kanady. Po powrocie oddał długi i kupił sobie więcej ziemi w Załużu. Dobrze znał się na leczeniu zwierząt, więc był wiejskim weterynarzem» – mówi Wiktoria Dowhal.
W 1926 r. w rodzinie Franciszka i Józefy Barczyńskich urodziła się córka Franciszka. «Była ich jedynym dzieckiem – mówi o swojej babci pani Wiktoria. – W latach 30. chodziła do szkoły. W 1939 r. miała pójść do szóstej klasy. Babcia dobrze się uczyła, a także uczęszczała na zajęcia zorganizowane przez siostry zakonne w klasztorze w Zbarażu. W rodzinie wszyscy rozmawiali po polsku i chodzili do kościoła w Zbarażu».
Podczas wojny babcia Wiktorii Dowhal wraz z przyjaciółką pracowała w kuchni u Niemca. Pewnego dnia wrócił pijany i zaczął bić żonę. Wtedy koleżanka babci, Janina, uderzyła Niemca w głowę. «Dziewczyny uciekły, ale później Janina została aresztowana i wysłana do Auschwitz. Po drodze do obozu koncentracyjnego uciekła z pociągu. Przeżyła. Po wojnie mieszkała w Opolu. Nawet spotkałam się z nią kiedyś. Babci wtedy nic nie zrobili» – opowiada pani Wiktoria.
W czasie II wojny światowej jej pradziadek Franciszek został zmobilizowany do 1 Armii Wojska Polskiego (związek operacyjny utworzony w ZSRR w 1944 r. – aut.). «Był strzelcem. Został ranny na wojnie. We wrześniu 1944 r. zwolniono go ze służby wojskowej. Po powrocie często chorował. Wraz z prababcią Józefą przeżyli ogromny stres, ponieważ władze radzieckie zabrały im ziemię i bydło, które mieli dzięki swojej ciężkiej pracy» – kontynuuje Wiktoria Dowhal.

Książeczka wojskowa Franciszka Barczyńskiego, pradziadka pani Wiktorii

Franciszek Barczyński, 1961 r.
Zostali w domu
«Jeszcze w czasie wojny babcia Franciszka spotykała się z pewnym Polakiem. Prosił, by wyjechała z nim do Polski, ale rodzice jej na to nie pozwolili. Po powrocie pradziadka z wojny Barczyńscy mieli opuścić Ukrainę (9 września 1944 r. rząd Ukraińskiej SRR i Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego podpisały Układ dotyczący ewakuacji obywateli polskich z terytorium Ukraińskiej SRR i ludności ukraińskiej z terytorium Polski – aut.). Kiedy zebrali już rzeczy i jechali na dworzec kolejowy w Zbarażu, sąsiedzi zaczęli prosić pradziadka, by został, ponieważ był dobrym gospodarzem i weterynarzem. Powiedziano mu, że i tak po pewnym czasie będzie musiał wrócić, bo wszystkie przesiedlenia są tymczasowe. Tak pradziadek z rodziną postanowili zostać w domu» – mówi moja rozmówczyni. Kiedy Barczyńscy wrócili do Załuża, w ich domu już zakwaterowano przesiedleńców z Polski. Mieszkali z nimi przez jakiś czas pod jednym dachem.
Chłopak, który spotykał się z Franciszką Barczyńską, nigdy się nie ożenił. Przyjeżdżał potem do niej do Ukrainy, ale była już mężatką. Po wojnie poznała Ukraińca Petra Zaleskiego ze wsi Dobrowody (rejon tarnopolski – aut.).
«Spotkali się na targu w Zbarażu. Pobrali się w 1948 r. Dziadek Petro był grekokatolikiem. Nigdy się nie kłócili z babcią o religię. W rodzinie zawsze obchodzono święta według kalendarzy obu obrządków. Przez większość czasu dziadek pracował jako młynarz w Załużu. W 1951 r. urodziła się moja mama Maria, a w 1961 r. – jej młodszy brat Petro» – dodaje Wiktoria Dowhal.

Ślub Franciszki Barczyńskiej i Petra Zaleskiego, dziadków Wiktorii Dowhal, 1948 r.

Franciszka Zaleska, babcia Wiktorii Dowhal, 1981 r.
«Poznali się na studiach»
Po ukończeniu szkoły matka Wiktorii Dowhal, Maria Zaleska, studiowała na Uniwersytecie Lwowskim na filologii angielskiej: «We Lwowie poznała mojego ojca, Wasyla Hryba, który studiował dziennikarstwo. Pochodził z miasta Bar w obwodzie winnickim z ukraińskiej rodziny prawosławnej. Ojciec był starszy od matki o trzy lata. Najpierw pracował w kołchozie. Następnie uczył się w Donbasie w szkole rzemieślniczej i dopiero po służbie wojskowej dostał się na studia we Lwowie.
Rodzice pobrali się w 1973 r. Rok później urodził się mój starszy brat Paweł, który w 2000 r. wyjechał do pracy w Stanach Zjednoczonych, gdzie mieszka do dzisiaj. Ja urodziłam się w 1981 r. Tata pracował jako redaktor gazety «Narodne słowo» i dyrektor drukarni w Zbarażu. Niestety, już nie żyje. Zmarł w wieku 52 lat. Mama pracowała jako nauczycielka w szkole w Zbarażu. Dziś jest na emeryturze, mieszka w domu swoich rodziców w Załużu».

Ślub Marii Zaleskiej i Wasyla Hryba, rodziców Wiktorii Dowhal, 1973 r.
Wiktoria Dowhal uczyła się w Szkole nr 2 w Zbarażu, a następnie na filologii angielskiej i niemieckiej w Tarnopolu. Od 20 lat uczy języka angielskiego w Zbaraskim Liceum nr 2 im. Iwana Franki. Jej mąż, Oleksandr Dowhal, pochodzi z okolic Wiśniowca. Mają dwoje dzieci. Starsza Weronika ukończyła studia na Lwowskiej Narodowej Akademii Sztuk Pięknych, na kierunku «Projektowanie ubrań», a Wasyl jeszcze uczy się w szkole.
«Interesuje mnie historia, więc gdy tylko miałam okazję, pytałam babcię o przeszłość. Badam również genealogię rodziny męża. Razem chodzimy porządkować cmentarz rzymskokatolicki w Zbarażu, gdzie pochowani są moi krewni. Mój mąż odnawiał nagrobki na tej nekropolii, a później dołączył ze mną do Polskiego Towarzystwa Kulturalno-Oświatowego «Zbaraż». W katolickiej parafii Świętego Antoniego w Zbarażu prowadzę chór «Cordium» – mówi pani Wiktoria.

Przy grobie pradziadka Franciszka i prababci Józefy na cmentarzu w Zbarażu
«Od dziecka chodziłam do kościoła»
«W przeddzień proklamacji niepodległości Ukrainy toczyły się rozmowy o tym, że kościół w Zbarażu zostanie zwrócony wiernym. Moja babcia Franciszka bardzo na to czekała. Nawet w czasach radzieckich był taki pan Roman Junka, który organizował wyjazdy miejscowych Polaków do Krzemieńca i, z tego co pamiętam, Trembowli. Babcia zabierała mnie ze sobą do kościoła w Krzemieńcu, a z dziadkiem chodziłam do cerkwi prawosławnej. Dziadek i babcia byli bardzo wierzący» – mówi Wiktoria Dowhal.

Chrzciny Wiktorii Dowhal w katedrze we Lwowie, 1984 r. Od lewej do prawej: prababcia Józefa, jej brat Paweł, Wiktoria Dowhal na rękach u mamy Marii Hryb, brat Wiktorii Paweł Hryb, dziadek Petro Zaleski
25 grudnia 1989 r. zbaraskim katolikom przywrócono kościół i pomieszczenia klasztorne. «W 1990 r. do Zbaraża przyjechał o. Otto Roman Pierzchała OFM. Początkowo przez około miesiąc odprawiał nabożeństwa u kogoś w domu, a 25 sierpnia 1990 r. poświęcono tymczasową kaplicę w pomieszczeniach klasztornych, w których w czasach radzieckich działała fabryka wojskowa. Cała nasza rodzina była obecna na tej uroczystości: ja, brat, rodzice, dziadkowie. Przyjechało wielu pielgrzymów. W kaplicy stały małe elektryczne organy. Byłam wtedy przy samym ołtarzu i bardzo mi się spodobała muzyka kościelna i śpiew. Pamiętam, jak na organach grał ks. Marcjan Trofimiak, który później został biskupem» – wspomina moja rozmówczyni.
«Po otwarciu kaplicy co niedzielę przychodziliśmy na msze, które odprawiali ojcowie franciszkanie Otto Roman Pierzchała OFM i Aureliusz Juliusz Nowak OFM. Prowadzili zajęcia dla dzieci, uczyli nas śpiewu. Pamiętam panią Rozę Pastuch, która intonowała pieśni i modlitwy, a wszyscy inni jej wtórowali.
Od początku lat 90. organistą w naszej parafii był Edward Perec (jego historię przedstawimy Państwu w jednym z najbliższych numerów «Monitora Wołyńskiego» – aut.). Śpiewałam razem z innymi dziewczynami, a mój brat był ministrantem. Ciepło wspominam także o. Paschalisa Niemczenkę OFM, który uczył nas katechizmu, oraz o. Wergiliusza Pustkowskiego OFM, z którym często jeździliśmy na pielgrzymki do Polski, a także do parafii w Husiatynie i Szarogrodzie, gdzie razem śpiewaliśmy i wystawialiśmy jasełka.
W 1992 r. przystąpiłam do Pierwszej Komunii. Było nas dziesięcioro dzieci w różnym wieku. Po nabożeństwach w kościele często wybieraliśmy się za miasto. Z tamtych czasów zostały mi bardzo przyjemne wspomnienia o naszych wspólnych piknikach i jasełkach» – mówi Wiktoria Dowhal.

Pierwsza komunia Wiktorii Dowhal w kaplicy w Zbarażu, 1992 r.
W 2000 r. poświęcono kościół w Zbarażu, w którym od początku lat 90. trwał remont. Od tego czasu parafianie zbierają się na nabożeństwa w tej świątyni.
«Będziesz grała na organach»
«Uczyłam się kiedyś w szkole muzycznej. Grałam na bajanie, ale go nie lubiłam. Z kolei mój wujek miał fortepian, którym zaczęłam się interesować. Kiedy nasz organista Edward Perec opuścił Zbaraż, nie było nikogo, kto mógłby grać w kościele na organach. Stopniowo zaczęłam uczyć się grać na fortepianie i umiałam już zagrać znane mi piosenki z kościoła. Brat nauczył mnie «Bądź pozdrowiona», a ojciec Otto się o tym dowiedział. Pewnego dnia, gdy na nabożeństwie byli obecni pielgrzymi z Polski, poprosił mnie, abym usiadła do organów. Zagrałam i zaśpiewałam pieśń na Komunię. Trochę się bałam, bo w kościele było wiele nieznanych mi osób. Pokonałam jednak strach i zagrałam. Ojciec Otto powiedział, że nadal będę grała na organach.

Wiktoria Dowhal z bratem Pawłem i prababcią Józefą
Zaczęłam uczyć się gry u innych ludzi, w szczególności u organistki Marii Kamińskiej z Krzemieńca. Także jeździłam uczyć się do Polski. Dzisiaj gra na organach w kościele jest celem i sensem mojego życia» – mówi pani Wiktoria.
«W 2006 r., w przeddzień prymicyjnej mszy świętej o. Piotra Nowosielskiego, naszego parafianina, który został franciszkaninem, stworzyliśmy chór «Cordium». Jego skład się zmieniał, ale nie jakoś bardzo znacząco.
Występujemy w różnych miejscowościach. W szczególności najbardziej zapadła mi w pamięć msza odpustowa ku czci Świętego Jana z Dukli, na której śpiewaliśmy we Lwowie w 2022 r., msza odpustowa ku czci Świętego Szarbela w Bajkowcach w 2020 r., wiele mszy odpustowych z naszym udziałem w parafii Czarny Las, wspólne kolędowanie z dziećmi z naszej parafii u arcybiskupa Mieczysława Mokrzyckiego we Lwowie, kolędowanie w Zbaraskiej Hromadzie, a także udział w obwodowym święcie zimowego folkloru obrzędowego «Nowa radość przyszła» w Tarnopolu w 2022 r.
Choć nie wszyscy uczestnicy chóru mają wykształcenie muzyczne, dobrze współdziałamy i tworzymy zgraną grupę. To jest nasza wspólna sprawa, z której jesteśmy dumni. Mimo wielu prywatnych kłopotów zawsze spieszymy się do kościoła» – podsumowuje Wiktoria Dowhal.

Wiktoria Dowhal, 2023 r. Fot. Serhij Hładyszuk
Serhij Hładyszuk
Na głównym zdjęciu: Wiktoria Dowhal z bratem Pawłem i prababcią Józefą.
Wszystkie zdjęcia, poza ostatnim, pochodzą z rodzinnego archiwum Wiktorii Dowhal.
