Mieczysław i Nadia Łabeńscy z Towarzystwa Kultury Polskiej w Kostopolu opowiadają o życiu swojej rodziny na Żytomierszczyźnie i Rówieńszczyźnie w okresie międzywojennym, o represjach w latach 30. XX w. oraz urządzaniu się w okresie powojennym. W latach 90. rodzina Łabeńskich brała czynny udział w budowie kościoła w Kostopolu, a także angażowała się w odrodzenie polskiego życia kulturalnego w mieście.
«Wrogowie ludu»
«Moi dziadkowie pochodzą z Żytomierszczyzny, z polskich rodzin katolickich. Dziadek Paweł Łabeński s. Mikołaja urodził się w 1882 r. we wsi Kurczycka Huta (dziś rejon zwiahelski w obwodzie żytomierskim – aut.). Pracował w miejscowej hucie szkła jako kierownik działu kadr, zatrudniał ludzi. Ponadto prowadził gospodarstwo, miał konie. Lubił je często zmieniać. Zdarzało się, że jechał na targ i wracał inną parą koni. Taki był z niego handlarz (uśmiecha się – aut.). Rodzina dziadka przeniosła się tu z terenów dzisiejszej Polski. Babcia miała na imię Florentyna, była córką Dominika. Urodziła się w 1887 r. również w naszej wsi. W rodzinie Łabeńskich wychowywało się siedmioro dzieci. Mój ojciec Bronisław urodził się w 1922 r.» – opowiada Mieczysław Łabeński.
Mój rozmówca dzieli się rodzinnymi wspomnieniami z okresu Wielkiego Głodu 1932–1933 w okolicach Zwiahla: «Był tam głód. Ludzie z naszej wsi chodzili do Korca, bo położony był przy granicy polsko-radzieckiej, przez którą nielegalnie dostawali się na zachód. Tam chłopcy próbowali coś zarobić lub po prostu wymienić jakieś rzeczy na jedzenie i dostarczyć je na Żytomierszczyznę, aby ratować swoje rodziny».
«W 1937 r. mój dziadek został aresztowany i rozstrzelany w Żytomierzu jako wróg ludu. Później, kiedy mój ojciec Bronisław był jeszcze młody i chciał znaleźć sobie pracę, zawsze mówiono mu, że nikt nie potrzebuje wrogów ludu» – mówi pan Mieczysław.
Według danych zawartych w czwartym tomie książki «Zrehabilitowani przez historię. Obwód Żytomierski» (Żytomierz, 2011, s. 238–239), w styczniu 1935 r. Paweł Łabeński s. Mikołaja pracujący jako dmuchacz szkła został po raz pierwszy aresztowany i oskarżony o antyradziecką agitację i propagandę. W lutym 1936 r. sprawa została zamknięta. Po raz drugi trafił do więzienia we wrześniu 1937 r. Wówczas został oskarżony o zdradę Ojczyzny, a miesiąc później rozstrzelany w Żytomierzu. Pawła Łabeńskiego uniewinniono dopiero w 1958 r.
Z kolei babcię mojego rozmówcy Florentynę Łabeńską aresztowano w październiku 1937 r. i oskarżono o to, że nie donosiła władzom o zbrodniach kontrrewolucyjnych. W czerwcu 1938 r. została zesłana na pięć lat do Kazachstanu. Oficjalnie zrehabilitowano ją dopiero w 1989 r.
O życiu swojego ojca Bronisława pod koniec lat 30 XX w. pan Mieczysław opowiada tak: «Po tych represjach mojego ojca wraz z siostrami chcieli zabrać do sierocińca, ale starsza siostra Ewa, która była już zamężna, zabrała ich do siebie na wychowanie. Wszyscy nadal mieszkali w Kurczyckiej Hucie».
«Nigdzie nie pojadę z Ukrainy»
«W 1942 r. mój ojciec ożenił się z Józefą Stempowską c. Stanisława, urodzoną w 1925 r. we wsi Czyżówka (dziś także w rejonie zwiahelskim obwodu żytomierskiego – aut.). Pochodziła z biednej polskiej rodziny. Jej ojciec Stanisław opuścił rodzinę, więc mieszkała z mamą Poliną c. Józefa.
W 1943 r. urodził się mój starszy brat Anton. Został ochrzczony w kościele w Zwiahlu. Później ojciec i jego bracia walczyli w szeregach czerwonych partyzantów. Napisali pismo do władz w sprawie sytuacji matki w Kazachstanie, a miesiąc później pozwolono jej wrócić do obwodu żytomierskiego. Ojciec opowiadał nam, że do wsi usiłowali dostać się banderowcy, którzy rozdawali jakieś ulotki. Jednak czerwoni partyzanci ich przegonili. Wspominał też, że podczas wycofywania się Niemców widział «własowców» (uogólniona nazwa Rosyjskiej Armii Wyzwoleńczej, która walczyła podczas II wojny światowej po stronie Niemiec przeciwko Związkowi Radzieckiemu – aut.). Ci młodzi chłopcy mówili, że nie chcieli walczyć za Niemców, ale byli zmuszani groźbami wobec ich bliskich. W 1944 r. partyzancki oddział mojego ojca został dołączony do regularnej Armii Czerwonej i wysłany do obwodu lwowskiego. Tam w jednej z walk tato został ranny w nogę, dlatego trafił do szpitala w obwodzie czernihowskim. Po operacji ojcu przyznano II grupę niepełnosprawności, po czym wrócił do domu na Żytomierszczyznę» – wspomina pan Mieczysław Łabeński.
Później Łabeńscy przenieśli się do Kostopola: «W czasie wojny Niemcy spalili Kurczycką Hutę. Władze radzieckie zachęcały robotników do przeniesienia się do Kostopola, do pracy w miejscowej hucie szkła. Na początku przeprowadził się tylko ojciec, później zabrał ze sobą także żonę Józefę z synem Antonem. Urodziłem się już w Kostopolu w 1946 r. Starszy brat mojego ojca pracował w hucie szkła jako główny inżynier, średni brat był głównym mechanikiem, a ojciec – dmuchaczem szkła. Był dobrym rzemieślnikiem. Kiedyś poproszono go, aby udał się do Erywania, żeby pomógł w pracy. Kiedy tam przyjechał, wszyscy byli zaskoczeni jego umiejętnościami, prosili, żeby został, obiecali nawet mieszkanie, ale odpowiedział, że ze swojej Ukrainy nigdzie nie pojedzie».
«Ojciec został, by pracować w hucie szkła w Kostopolu. Mama też trochę pracowała, ale później się zwolniła, skupiając się na wychowywaniu dzieci i prowadzeniu domu. Ojciec w pracy mówił po ukraińsku, ale w domu z rodziną wyłącznie po polsku. Mama Józefa zmarła w 1990 r., a ojciec Bronisław – w 2011 r.» – mówi Mieczysław Łabeński.
«Wróciliśmy do Kostopola»
Mieczysław Łabeński po ukończeniu szkoły uczył się zawodu mechanika. Następnie pracował jako tokarz i mistrz w hucie szkła w Kostopolu. W latach 1965–1968 służył w wojsku w Niemczech. Po powrocie do Ukrainy ożenił się z Nadią Danylczuk.
Nadia Danylczuk pochodzi z ukraińskiej rodziny z Trostiańca niedaleko Kostopola: «Moi dziadkowie ze strony ojca zmarli młodo. W 1913 r. urodził się mój ojciec Serafym Danylczuk s. Ławryna. Lepiej pamiętam dziadka i babcię ze strony mamy. Dziadek nazywał się Danyło Jaskal s. Iwana. Był piśmienny. Brał udział w wojnie rosyjsko-japońskiej w latach 1904–1905, trafił wówczas do niewoli. W Japonii dziadek zdobył zawód inżyniera. Proponowano mu nawet, żeby został, ale wrócił na Rówieńszczyznę, bo miał tu dziewczynę, Onysię, z którą się ożenił. Moja mama Łukeria Jaskal c. Danyła urodziła się w 1914 r. Mieszkała z rodzicami w chutorze koło Trostiańca. Uprawiali ziemię, mieli własny las».
«Rodzice pobrali się w 1936 r., mieszkali w chutorze koło Trostiańca. W 1938 r. urodziła się moja starsza siostra Oleksandra. W przededniu II wojny światowej ojciec służył w Wojsku Polskim, był kawalerzystą. Brał udział w kampanii wrześniowej 1939 r. Później wrócił do domu. W okresie rządów radzieckich w latach 1939–1941 rodzice byli zmuszeni do wstąpienia do kołchozu i przeniesienia się do Trostiańca. Urodziłam się w 1949 r. w Trostiańcu, a gdzieś w okresie 1957–1958 przeprowadziliśmy się do Kostopola.


Serafym Danylczuk w Wojsku Polskim. Koniec lat 30. XX w.
Po wojnie ojciec pracował w Lwowskiej Fabryce Naprawy Samochodów, ale wrócił do Kostopola, gdzie kontynuował pracę w zakładzie budowlanym. Po szkole podjęłam naukę w Drohobyckim Technikum Naftowym, które ukończyłam w 1969 r.» – opowiada pani Nadia Łabeńska.

Mieczysław Łabeński, 1978 r.

Nadia Łabeńska, 1969 r.
«Pobraliśmy się w 1969 r. Najpierw pojechaliśmy do miasta Pryłuki (w obwodzie czernihowskim – aut.), gdzie skierowano mnie do pracy, ale Mieczysławowi tam się nie podobało, dlatego wróciliśmy do Kostopola. Później wstąpiłam do Rówieńskiego Instytutu Pedagogicznego, po czym pracowałam jako nauczycielka w szkole podstawowej w Kostopolu. W 1970 r. urodził się nasz syn Walerij, a w 1978 r. – córka Olena. Dzieci również związały swoje życie z hutą szkła. Wychowujemy czwórkę wnucząt, z których dwoje mieszka obecnie w Polsce» – kontynuuje pani Nadia.

Mieczysław Łabeński z ojcem Bronisławem i żoną Nadią (stoją), córka Olena, babcia Mieczysława Polina c. Józefa i matka Mieczysława Józefa c. Stanisława (siedzą), połowa lat 80
Odrodzenie wspólnoty rzymskokatolickiej
Mieczysław Łabeński wspomina swoje pierwsze wizyty w kościele: «Na początku lat 50., kiedy byłem mały, mama zabierała mnie ze sobą do kościoła w Równem. Stąd najlepiej zapamiętałem o. Serafina Kaszubę. Był bardzo dobrym człowiekiem i wszystko oddawał Bogu. Miał tylko małą torbę z najpotrzebniejszymi rzeczami i Biblią. W tajemnicy przyjeżdżał do nas do Kostopola, prowadził tu nabożeństwa. Moi rodzice chodzili na nie, wracali późnym wieczorem. Prosili mnie i mojego brata, abyśmy nikomu o tym nie mówili, bo służby bezpieczeństwa śledziły księdza Serafina Kaszubę i mogły go lub kogoś z wiernych aresztować za udział w tajnych nabożeństwach w Kostopolu».
«W 1990 r., kiedy chowano moją matkę, przyjechał do nas z Połonnego w obwodzie chmielnickim ks. Antoni (w tym okresie proboszczem w Polonnem był ks. Antoni Andruszczyszyn – red.). W tamtych czasach ludzie bali się jeszcze masowo chodzić na msze święte. Od 1991 r. w naszym domu w Kostopolu co tydzień odbywały się nabożeństwa. Wtedy miejscowi katolicy przy wsparciu ks. Władysława Czajki zebrali pieniądze i kupili mieszkanie w centrum miasta, w którym zaczęli odprawiać msze. W 1993 r. zarejestrowano lokalną wspólnotę rzymskokatolicką, która później kupiła działkę i rozpoczęła budowę kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa. Kamień węgielny pod budowę kościoła poświęcił w Zamościu Ojciec Święty Jan Paweł II» – opowiada pan Mieczysław.
Wspomina, że w tym samym czasie, w latach 90., w Kostopolu zaczęło działać Towarzystwo Kultury Polskiej, wokół którego od samego początku skupiali się miejscowi Polacy, choć sama organizacja została oficjalnie zarejestrowana dopiero w 1999 r. Członkowie TKP brali udział w imprezach kulturalnych, zabierali dzieci na wakacje do Polski, jeździli na spotkania z innymi stowarzyszeniami. Wielu z członków organizacji dołączyło się do budowy kościoła. Łabeńscy także wywozili ziemię, sprzątali, wykonywali różne prace fizyczne, dawali pieniądze na różne potrzeby.

Mieczysław Łabeński w Zamościu podczas wizyty Papieża Jana Pawła II. 1999 r. W 2001 r. wraz z on również pojechali na spotkanie z papieżem we Lwowie.
«Stopniowo ludzie lgnęli do kościoła, zaczęli przychodzić na nabożeństwa i różne wydarzenia w parafii i towarzystwie. Jestem obecnie na emeryturze i staram się tu przychodzić prawie codziennie, a żona chodzi do kościoła w niedzielę. Jest tu dobrze i przytulnie» – podsumowuje Mieczysław Łabeński.

Rodzina Łabeńskich: Mieczysław i Nadia Łabeńscy (po lewej), ojciec Mieczysława Bronisław s. Pawła (czwarty od lewej), brat Mieczysława Antoniusz z żoną (po prawej). Po 2000 r.

Mieczysław i Nadia Łabeńscy z wnukami, około roku 2010.
Serhij Hładyszuk
Na głównym zdjęciu: Mieczysław i Nadia Łabeńscy. 2023 r.
Fot. Serhij Hładyszuk.
Pozostałe zdjęcia pochodzą z rodzinnego archiwum Mieczysława i Nadii Łabeńskich.
