Każdy turysta i rodowity mieszkaniec Krakowa ma szanse odwiedzić kilkadziesiąt muzeów oferujących bogate, interesujące a częstokroć unikalne zbiory. Oczywiście skrajną naiwnością wykazałby się ten, kto chciałby owe skarby w krótkim czasie obejrzeć.
Sama wizyta w Muzeum Narodowym w Sukiennicach wymaga czasu, odpowiedniego do kontemplowania mistrzów pędzla nastroju oraz mentalnego nastawienia, że oto goszcząc w tym przybytku kultury możemy spędzić czas stojąc lub siedząc przed jednym lub najwyżej kilkoma obrazami.
Na jednej ze ścian tego muzeum wisi dość pokaźnych rozmiarów obraz autorstwa stosunkowo mało znanego artysty, Lucjana Wędrychowskiego, zatytułowany «Kuszenie św. Antoniego». Należy jednak zaznaczyć, iż obecność malarza w takim miejscu jak Sukiennice dowodzi, że nie mógł znaleźć się tam przez przypadek lub widzimisię kustosza wystawy, a dzieło niewątpliwie wpisze się na zawsze w pamięć zwiedzającego.
Temat związany z kuszeniem świętego męża eksploatowany był już od czasów średniowiecza. Dość wspomnieć, że pojawia się on także w twórczości takich geniuszy pędzla jak Salvador Dali nawiązującego w symbolice swego płótna do rozterek duszy, ciała i umysłu wyciśniętych z freudowskiej teorii ludzkiej psyche oraz niesamowitego Hieronima Boscha i jego obrazu przesyconego wręcz symboliką detalu (obydwa obrazy mistrzów noszą ten sam, co u Wędrychowskiego tytuł).

«Kuszenie św. Antoniego». Public domain
Trzeba także zaznaczyć, iż w wymienionych pracach nie chodzi o Świętego Antoniego Padewskiego lecz Eremitę, koptyjskiego mnicha, który na pustyni spędził 20 lat. Wymieniony obraz Lucjana Wędrychowskiego emanuje niewiarygodnym wręcz mistycyzmem. Oto stajemy przed mroczną, wpadającą w czerń płaszczyzną płótna i mamy nieodparte wrażenie, że gra światłocienia wyprowadza postać mnicha na zewnątrz obrazu.
Ascetyczna twarz, oszczędne wykorzystanie kolorów w określaniu otoczenia i niewielka ilość symboli umieszczona na obrazie sprawia, że widzowi pozostawiono bardzo dużo wolnej przestrzeni do własnej interpretacji oraz indywidualnego, emocjonalnego przyswajania dzieła.
Eremita pogrążony jest w głębokiej medytacji, z ledwie dostrzegalnego na drugim planie dymu z tlącego się ogniska, wyłania się piękna, kusząca, oczywiście w zamyśle grzeszna, postać kobiety. To zapowiedź udręk i rozterek ciała oraz duszy, na jakie samotny mnich będzie narażony.
Na płótnie dostrzegamy także leżący krzyż oraz otwartą księgę opartą o ludzką czaszkę. Te symbole wyrażają pełną wyrzeczeń, ascetyczną drogę życiową, jaką postanowił kroczyć koptyjski pustelnik. Obraz jest wyjątkowy, taki obok którego trudno przejść obojętnie.
Malarz urodził się w 1854 r. Maciejowicach, a zamiłowanie do rysunku i malarstwa przejawiał od najmłodszych lat. Nie było dla niego innej możliwości kształcenia jak tylko w krakowskiej Szkole Sztuk Pięknych. Swój talent szlifował i rozwijał tam pod kierunkiem Izydora Jabłońskiego i Feliksa Szynalewskiego.

«Znachor». Public domain
Po ukończeniu studiów w Krakowie na sześć lat wyjechał do mekki wszystkich ówczesnych malarzy, czyli do Akademii Sztuk Pięknych w Monachium. Po powrocie kształcił się jeszcze pod okiem samego Jana Matejki. Jako w pełni ukształtowany artysta zajmował się głównie malarstwem religijnym, alegorycznym oraz rodzajowym. Lucjan Wędrychowski zmarł 31 marca 1934 r. w Krakowie, przeżywszy 80 lat.
Gabriela Woźniak-Kowalik,
nauczycielka skierowana do Łucka i Kowla przez ORPEG