Podczas gdy tysiące Polaków angażuje się w ratowanie bezcennego życia ludzkiego i pomoc uciekinierom wojennym z Ukrainy, my staramy się na terenie tego napadniętego przez Rosję kraju wspierać również ratowanie materialnego dziedzictwa kulturowego – Dorota Janiszewska-Jakubiak, dyrektor Instytutu Polonika.
Narodowy Instytut Polskiego Dziedzictwa Kulturowego za Granicą Polonika to instytucja powstała stosunkowo niedawno, powołana do życia w 2017 r. przez ministra kultury i dziedzictwa narodowego. Kontynuujemy działania prowadzone w resorcie kultury już od połowy lat 90. XX w., m.in. przez departament ds. polskiego dziedzictwa kulturowego za granicą oraz programy grantowe zapewniające finansowanie różnych projektów. Zwłaszcza projektów konserwatorskich, ale też popularyzatorskich, badawczych czy inwentaryzacyjnych. W ostatnich latach te działania stały się o wiele szersze, ponieważ Instytut Polonika dysponuje własną dotacją podmiotową. Do tej pory najwięcej projektów realizowaliśmy na terenie Ukrainy, stąd i nasze obecne zaangażowanie w prace związane z ochroną wspólnego dziedzictwa kulturowego na terenie tego kraju.
Mamy świadomość, że wiedza o zabytkach, które znajdują się na dawnych terenach wschodniej Rzeczypospolitej Polskiej, to nie jest temat powszechnie znany. Choć wszyscy wiedzą, jak ważnymi ośrodkami były np. Lwów czy Wilno – to ta wiedza jest bardzo powierzchowna, często dotycząca raczej historii osób przesiedlonych niż dziedzictwa materialnego, które tam pozostało. Tymczasem w przypadku Ukrainy tego rodzaju zabytków jest tak dużo, że bałabym się wymienić ich konkretną liczbę z obawy przed niedoszacowaniem.
Kiedy patrzę na centrum takiego miasta jak Lwów – wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO – to widzę zwarty organizm, liczący (wraz ze strefą ochronną) 3 tys. hektarów zabytków. To najróżniejsze obiekty: kamienice, pałace, architektura mieszkalna i wspaniałe świątynie wielu obrządków. Wielu, gdyż dziedzictwo kulturowe Lwowa jest także dziedzictwem wielonarodowej i wielokulturowej Rzeczypospolitej, a oprócz Ukraińców i Polaków dotyczy Żydów, Ormian, Austriaków, Niemców, Czechów czy Węgrów. Nacji, które przewinęły się przez to miasto, jest naprawdę wiele. Lwów był przecież bardzo ważnym ośrodkiem nie tylko II, ale również I Rzeczypospolitej, a także odgrywał istotną rolę w okresie zaborów. Z racji większych swobód na terenie zaboru austriackiego mogli się tu osiedlać polscy insurgenci, np. weterani powstania styczniowego.
W wielu zabytkowych obiektach na terenie Lwowa nasz Instytut prowadził przed agresją rosyjską prace konserwatorskie. Niestety obecnie zostały one wstrzymane, co nie oznacza, że nie działamy tam nadal, zwłaszcza teraz, gdy bezcenne pamiątki naszej historii są bezpośrednio zagrożone bombardowaniem.
A lista tych pamiątek jest bardzo długa. Chcąc wymienić najważniejsze z nich, zaczęłabym od otoczonej opieką polskich konserwatorów katedry łacińskiej pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny, z dziełami m.in. wybitnego malarza Stanisława Stroińskiego czy rzeźbiarzy ze słynnej rodziny artystycznej Polejowskich; wymieniłabym dawne kościoły rzymsko-, a obecnie greckokatolickie, jak kościół jezuitów dziś pełniący funkcję cerkwi garnizonowej, w którym w grudniu zakończyliśmy ważny etap prac konserwatorskich przy malowidłach Franciszka i Sebastiana Ecksteinów, czy kościoły podominikański i pobernardyński.
Dalej trzeba wymienić przepiękną katedrę ormiańską z malowidłami Jana Henryka Rosena i mozaiką Józefa Mehoffera – jeden z najstarszych kościołów Lwowa, gdzie od lat trwają prace finansowane przez państwo polskie, czy kościół św. Antoniego związany np. ze Zbigniewem Herbertem.
Wymienić trzeba też pałace, np. Potockich i Łozińskich – dziś siedziby Lwowskiej Narodowej Galerii Sztuki, Lwowskie Muzeum Historyczne mieszczące się w kamienicach przy rynku, ze zbiorami dawnego Muzeum Narodowego Króla Jana III Sobieskiego czy archiwa lwowskie – absolutnie podstawowe, jeśli chodzi o badania nad historią Rzeczypospolitej, podobnie jak zbiory dawnego Ossolineum, czyli obecnie Lwowskiej Naukowej Biblioteki im. Wasyla Stefanyka.
Polskie bezcenne pamiątki we Lwowie to wreszcie słynny Cmentarz Łyczakowski, gdzie odnajdziemy groby m.in. Marii Konopnickiej, Gabrieli Zapolskiej, weteranów powstania listopadowego, styczniowego, żołnierzy napoleońskich, duchownych, społeczników, ludzi kultury i techniki, wykładowców akademickich. Po sąsiedzku znajduje się także Cmentarz Obrońców Lwowa, nazywany Cmentarzem Orląt Lwowskich.
Jednak dawna Rzeczpospolita to nie tylko Lwów, lecz choćby Żółkiew, założona przez hetmana Stanisława Żółkiewskiego na wzór Zamościa, która posiada, jak dawniej podkreślano, trzecią co do ważności świątynię Rzeczypospolitej i liczne pamiątki związane z rodziną hetmana oraz jego prawnuka – króla Jana III.
Okolice Lwowa to również tzw. Złota Podkowa, czyli trzy zabytkowe zespoły zamków, pałaców i świątyń: Podhorce, Olesko i Złoczów.
Niemal każda z miejscowości na terenie zachodniej Ukrainy, które mija się, jadąc ze Lwowa w stronę Łucka, Kijowa, Iwano-Frankiwska, czyli dawnego Stanisławowa czy Kamieńca Podolskiego, ma jakąś swoją polską historię: kościół, klasztor, dwór, pałac, zamek czy cmentarz.
I to wszystko teraz bezpośrednio zagrożone jest wojną. Z największym niepokojem obserwujemy miejsca najbardziej wysunięte na wschód. Już wiemy o bombardowaniu nie tylko Kijowa, Czernihowa czy Charkowa, ale także Żytomierza – miasta również związanego z Polską, np. historią rodziny Ignacego Paderewskiego i Józefa I. Kraszewskiego, z okazałą katedrą św. Zofii, muzeami i cmentarzem polskim.
Gdy widzimy, w jak barbarzyński sposób są prowadzone działania wojenne, że nie oszczędza się osób cywilnych, szpitali czy szkół – to już wiemy, że Rosjanie nie będą mieli na względzie zabytków, nawet najcenniejszych.
Nasz niepokój nie oznacza jednak bezczynnego czekania na najgorsze. Każda z instytucji, takich jak archiwa czy muzea, ma swoje procedury na wypadek zagrożeń, czy to wywołanych klęskami żywiołowymi, czy wojną. Do tej pory wszyscy tylko ćwiczyli tego typu zadania, a teraz muszą je naprawdę realizować. Muzealnicy przygotowują teraz zbiory, aby je ochronić, a jeśli będzie taka potrzeba, także ewakuować. My ze swojej strony przede wszystkim staramy się chronić obiekty zabytkowe położone w przestrzeni miast i mniejszych miejscowości, czyli zabezpieczać przed pożarem, ostrzałem i falą uderzeniową rzeźby, pomniki i detal na zewnątrz budynków oraz wyposażenie świątyń, np. witraże, obrazy, rzeźby, ołtarze, zdając sobie sprawę, że to wszystko może się okazać jedynie połowiczną ochroną. Gdyby bowiem zdarzył się silny ostrzał takiego miasta jak Lwów, to obawiam się, że zabytkowych gmachów nie da się całkowicie ocalić. Słyszeliśmy już groźby Rosjan dotyczące zburzenia tak bezcennej pamiątki dla wschodnich chrześcijan jak Sobór Sofijski w Kijowie, także wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Obawy więc narastają. Miejmy jednak nadzieję, że do tego nie dojdzie.
Aby jak najskuteczniej zabezpieczać i ratować zabytki, przede wszystkim wspieramy naszych ukraińskich kolegów. W ciągu wielu lat współpracy udało nam się zbudować sieć porozumień i zyskać wielu współpracowników i partnerów. Wielu z nich pozostaje na miejscu i dziś wspólnie staramy się chronić zagrożone dziedzictwo. Jednym z elementów takiej współpracy jest przyspieszona dokumentacja zabytków i wykonywanie skanowania budynków wraz z wyposażeniem. Tego typu dokumentacja może posłużyć przywracaniu pierwotnego kształtu zniszczonych i uszkodzonych zabytków. Pamiętamy, że właśnie dzięki dokumentacji sporządzonej przed II wojną światową i w trakcie działań wojennych w Polsce była możliwa wierna odbudowa choćby zrównanego z ziemią Zamku Królewskiego w Warszawie. Podobnie działamy teraz w Ukrainie, dysponując oczywiście o wiele lepszymi technikami niż polscy muzealnicy w czasie II wojny światowej, mam tu na myśli choćby skanowanie cyfrowe, dokumentację 3D czy używanie dronów.
Naszym ukraińskim kolegom zaangażowanym w ochronę również polskiego dziedzictwa kultury dostarczamy też konkretne wsparcie materialne, wysyłając im m.in. odpowiedni ekwipunek przeciwpożarowy, jak koce, maty ceramiczne, profesjonalne gaśnice, dzięki którym można gasić pomieszczenia o wysokości powyżej 20 m. To trochę walka z czasem, ponieważ zdajemy sobie sprawę, że w każdej chwili ukraińscy konserwatorzy współpracujący z nami mogą zostać wezwani na front – to w większości przecież młodzi mężczyźni. Tymczasem zabezpieczenia dzieł sztuki i zabytków nie mogą podejmować się osoby przypadkowe, nieposiadające fachowej wiedzy.
Instytut Polonika nie jest oczywiście jedyną instytucją ze strony polskiej, która pracuje nad zabezpieczeniem zagrożonych zniszczeniami wojennymi dóbr kultury. W polskim ministerstwie kultury działa specjalny zespół kryzysowy, który koordynuje wsparcie dla muzeów, archiwów czy bibliotek. Wspierają nas także polscy konserwatorzy zabytków i historycy sztuki oraz różne organizacje pozarządowe, wcześniej, w ramach grantów ministra kultury uczestniczące w pracach na terenie Ukrainy. Organizowane są publiczne zbiórki funduszy i sprzętu do zabezpieczenia zabytków, wspierane przez wiele osób związanych z instytucjami kultury, zatem ta oddolna działalność bardzo nam pomaga w gromadzeniu środków finansowych i sprzętu, który potem można wysłać taką czy inną drogą w miejsca zagrożone. Największy problem jest oczywiście z przekazywaniem tych materiałów najbardziej na wschód okupowanego kraju. Do Żytomierza, Berdyczowa i dalej, do Kijowa, Charkowa czy Czernihowa coraz trudniej jest dostarczyć potrzebne materiały i pomoc humanitarną.
Nie poddajemy się jednak i naprawdę wierzymy, że najgorsze ominie bezcenne dziedzictwo, że ta brutalna wojna się zakończy i wreszcie przestaną ginąć ludzie.
***
Tekst powstał w ramach projektu «Dla Polonii» finansowanego ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach konkursu Polonia i Polacy za granicą 2021 r. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.
Dorota Janiszewska-Jakubiak,
historyk sztuki, dyrektor Narodowego Instytutu Polskiego Dziedzictwa za granicą Polonika