Oleksandr Położyński: „Nie mam się czego wstydzić”
Artykuły

Dziś gościem Monitora Wołyńskiego jest Oleksandr Położyński, lider zespołu „Tartak”. Rozmowa, która miała dotyczyć muzyki, nagle potoczyła się wokół absorbujących tematów społecznych.

– Panie Oleksandrze, jakby Pan się przedstawił w kilku słowach?

– Oleksandr Położyński, Ukrainiec, Wołynianin i łuсczanin. Nie mogę nazwać siebie muzykiem, ponieważ nie gram na żadnym instrumencie. Autor tekstów, być może, autor pewnych przesłań. Większość ludzi kojarzy zespół „Tartak” z moją skromną osobą.

– Ukrainiec, obywatel Ukrainy... Co wkłada Pan w znaczenie tych słów?

– Tak, jestem obywatelem, ale kraju, który należy jeszcze zbudować. Obywatelem zupełnie innej Ukrainy niż ta, którą obserwujemy dzisiaj. I sądzę, że nie jestem osamotniony w moich pragnieniach.

– W 2004 roku był Pan na Majdanie. Stał się Pan jedną z jego twarzy. Jak teraz, w 2013 roku, zmienił się wizerunek Położyńskiego: stał się starszy, mądrzejszy, cyniczny, zahartowany?

– Niczego, co było przed Majdanem, wokół niego lub po nim, nie żałuję. Nie jestem zawiedziony, przeciwnie – jestem dumny z tych ludzi z Majdanu, dumny z tego, że byłem jego częścią. Wtedy naprawdę zrozumiałem, że kocham swój naród. Po raz pierwszy od wielu lat, czułem się spokojnie i komfortowo w tym ogromnym tłumie, w którym można było odczuć jedność celów i siłę, pragnienie obrony swojej przyszłości i swojego kraju. W taki naród ukraiński uwierzyłem i wierzę nadal. Była to w pewnym sensie szkoła obywatelska i polityczna. Warto było to przeżyć.

– Na Majdanie poczuł się Pan liderem. Odpracowywał Pan „amerykańską kasę”?

– Nie. Czułem się jak uczestnik, jak pewnego rodzaju „błazen”, który inspiruje swoją muzyką. Starałem się przekazać nie tylko energię, ale też naładować tłum treścią. Próbowałem jak najwięcej czasu spędzać z ludźmi w miasteczku namiotowym, na ulicach Kijowa. Miło było podczas marszu do Administracji Prezydenta przy ul. Bankowej lub do Parlamentu przy ul. Gruszewskiego zobaczyć gdzieś w kolumnie w plakat z napisem „Wołyń”.

Nikt nie myślał o jakichś pieniądzach, wszystko robiliśmy za darmo. Ale pamiętam, że dopiero później zaproponowali nam jakieś pieniądze za wyjazdy do regionów. Wzięliśmy je i oddaliśmy na cele charytatywne.

– Pana utwory były na Majdanie „przykazaniem walki”. Czy pojawiło się wtedy poczucie odpowiedzialności?

– Zawsze staram się być odpowiedzialny za swoje działania, przede wszystkim przed ludźmi, którzy mi ufają. Tak, nasze piosenki często wykraczają poza twórczość sensu stricte artystyczną. Tam, na Majdanie, czułem odpowiedzialność za każde powiedziane słowo, uczynek, działanie i apel. Nie mam się czego wstydzić.

– Pan i „Tartak” – to synonimy. Czy wszyscy członkowie zespołu są jednomyślni w swoich decyzjach?

– „Tartak” – zespół indywidualistów, silnych osobowości twórczych połączonych wzajemnym szacunkiem. W grupie korzystam ze swojego autorytetu, ale mamy jedną niepisaną regułę: jeśli ktoś z czymś się nie zgadza, należy szukać kompromisu.

– Dlaczego nie wykorzystaliśmy szansę daną przez Majdan?

– Wiele zrozumieliśmy już w trakcie Majdanu. Już za pół roku, latem 2005 r., razem ze znajomymi zorganizowaliśmy akcję „Nie bądź obojętny”. Apelowaliśmy, aby nie siedzieć czekając na „jałmużnę” od władzy, a wymagać wykonania obietnic i obowiązków.

Będąc na Majdanie około sceny, miałem okazję zobaczyć, co dzieje się za kulisami. Kiedy w pierwszych dniach wokół Juszczenki gromadziło się około dziesięciu osób, to w momencie, gdy sytuacja stała się bardziej przewidywalna, na scenę rwały się setki ludzi.Zaczęli pojawiać się politycy z pomarańczowymi szalikami na szyjach, których należałoby trzymać z dala od Majdanu. Były nawet zacięte dyskusje o tym, kto na scenie powinien stać bliżej wodzów. Już wtedy można było zrozumieć, jak to wszystko się skończy.

– Rozumiem, że pozostaje Pan optymistą. Czy istnieje przepis na budowę Ukrainy według Położyńskiego?

– Przepisu nie mam, tak samo jak nie mam odpowiedzi na wiele pytań. Aby zmienić system, przede wszystkim musimy zmienić samych siebie i przejąć inicjatywę w swoje ręce. Myślę, że obecni politycy są całkowicie zdyskredytowani. Mam natomiast nadzieję na polityków nowej generacji, jeszcze nie znanych i nie zepsutych, nieobojętnych wobec państwa, wybranych według następujących zasad – Uczciwość, Profesjonalizm, Patriotyzm.

– Gdzie szukać tych ludzi – na Wschodzie, na Zachodzie?

– To młode, ale nie skażone brakiem ideałów pokolenie. Tych ludzi jest wiele, oni są wśród nas. Nigdy nie dzieliłem dla siebie Ukrainy na Wschodnią i Zachodnią według stosunku do podstawowych wartości.

Pierwszą połowę lata spędziliśmy w trasie koncertowej po największych miastach Ukrainy: Lwów, Kijów, Charków, Donieck, Dniepropietrowsk, Odessa. Nigdzie nie było problemów z porozumiewaniem się. Ludzie wszędzie tak samo rozumieją nasze piosenki, ponieważ problemy są jednakowe w całej Ukrainie. Na koncertach, w przerwach między utworami, rozmawiam z publicznością. Ludzie słuchają, reagują, jest sprzężenie zwrotne. Nie jest źle, jest nadzieja na zmiany.

– Polskie flagi i polscy prezydenci na Majdanie. Hasło „Kijów-Warszawa – wspólna sprawa”. Polacy po raz kolejny wsparli Ukrainę. Następnie został odwołany koncert „Tartaka” w Lublinie. Co poszło nie tak?

– Zawsze byłem przekonany, że Polska rozumie i wspiera Ukrainę. Przypominam sobie nasz koncert w Polsce: tłum ludzi wykrzykuje hasło „Ukraina bez Putina”. Żądali, abyśmy wykonali utwór „Ne każuczy nikomu” (Nie mówiąc nikomu). Za tę piosenkę nie zostaliśmy później zaproszeni na koncert w Lublinie. Odwołanie zostało uzasadnione tym, że utwór gloryfikuje banderowców. Śpiewam w nim o żołnierzach, którzy bronili swojego kraju i ginęli za niego. Nie śpiewam o tych, którzy mordowali cywilów. Piosenka „Łycarskyj chrest” (Krzyż rycerski) również jest kojarzona z UPA. Ale nie opowiadam w niej o kimś konkretnym, tylko o tym, że krzyż rycerski – to nie nagroda, lecz honor, który powinien być w sercu każdego z nas.

Mamy różne interpretacje „wspólnej” historii. Polaków można zrozumieć, dla nich żołnierze UPA są antybohaterami. Myślę, że jeśliby na Ukrainie, na przykład, we Lwowie, polscy muzycy wystąpili z utworami gloryfikującymi Armię Krajową lub Bataliony Chłopskie, reakcja ukraińskich radykalistów byłaby identyczna.

Moim zdaniem, wszystko nagle zmieniło się po śmierci prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego w „dziwnej” katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem. Mam również wrażenie, że Zachód po raz kolejny poświęcił Ukrainę na rzecz interesów rosyjskich, aby złagodzić „sytuację europejską” oraz zaspokoić własne interesy. Ale okazało się też, że Ukraina nie jest gotowa na partnerstwo ze światem zachodnim.

– Czy zmienił się Pana stosunek do Polski?

– Mój dziadek, żołnierz Wojska Polskiego Sergij Położyński w roku 1939 brał udział w obronie Warszawy. W dzieciństwie często spędzałem lato na obozach pionierskich z polskimi harcerzami. Pamiętam, jak kiedyś musiałem nawet stawać w obronie swoich polskich przyjaciół w czasie jakiegoś konfliktu obozowego, kiedy nasi bez powodu drażnili Polaków.

Polska zawsze była dla mnie przyjaznym krajem europejskim, który wspierał Ukrainę jeszcze we wczesnym okresie niepodległości. Podczas koncertów „Tartaka” w Polsce wielokrotnie byłem mile zaskoczony wysokim poziomem organizacji tras koncertowych i tym, jak polska publika odbiera muzykę ukraińską. Oczywiście incydent w Lublinie stał się dla „Tartaka” i w szczególności dla mnie niemiłą niespodzianką. Wciąż odczuwam o to żal.

Bardzo bym chciał, aby nasza wspólna historia nie była dla nas przeszkodą, ale uczyła nie popełniać nowych i starych błędów w przyszłości.

– Ale jednak, w jaki sposób może Pan wytłumaczyć to odwrócenie o 180 stopni?

– Być może, pewną rolę odegrały nowe czynniki geopolityczne. Ostatnio usłyszałem o pewnej koncepcji, zgodnie z którą Polska, w obawie przed roszczeniami terytorialnymi na ziemie zachodnie ze strony Niemiec, stara się zatroszczyć o swoje interesy na wschodnim pograniczu. Zaczynam w to wierzyć, szczególnie po przeczytaniu w Internecie niektórych wypowiedzi Polaków, co do zachodnich terenów Ukrainy.

– Ale przecież Polska i Niemcy są członkami Unii Europejskiej. NATO gwarantuje nienaruszalność granic europejskich. To wszystko jest sprzeczne z logiką i cuchnie pracą rosyjskich moderatorów. Stara dobra dezinformacja od służb specjalnych?

– Nie można takiej możliwości wykluczyć. Nie wszyscy są zwolennikami idei integracji europejskiej Ukrainy. Także historyczne doświadczenie wskazuje, że sąsiednie kraje zawsze mają wspólne interesy przygraniczne, które często są wykorzystywane przez stronę trzecią.

– Brakuje nam siły i woli do szczerego dialogu i porozumienia. Co dalej? Rozejdziemy się do swoich kątów?

– Chociaż temat porozumienia polsko-ukraińskiego nadal jest elementem polityki sąsiednich „życzliwych” państw, naszym krajom pozostaje dużo pracy w tym zakresie. Jeszcze nie wszystkie archiwa są otwarte. Teraz musimy powierzyć tę ciężką pracę specjalistom – historykom. Także losy naszej ukraińskiej historii nie są jednoznaczne, gdyż zmiana rządu powoduje przepisywanie szkolnych podręczników z historii.

Myślę, że grzebanie w polsko-ukraińskiej przeszłości na poziomie amatorskim nic nie da. Musimy budować i rozwijać stosunki dobrosąsiedzkie między naszymi krajami nie zapominając o przeszłości.

– A tymczasem po „wojnie na krzyże i cmentarze” rozpoczęła się walka z muzykami. Wczoraj „Tartak”, dzisiaj „Enej”, a jutro…?

– To jeszcze raz ukazuje tragikomiczność sytuacji, w której się znaleźliśmy. Wydaje się, że osoby, które przylepiły twórczości polskiego zespołu „Enej” metkę banderowszczyzny, nie znają się na literaturze ukraińskiej i nigdy nie czytali „Eneidy” Kotlarewskiego. Czasami warto nie szukać problemów tam, gdzie ich nie ma.

Mogę tylko życzyć nam i muzykom z „Eneja” tworzenia dobrej muzyki i żebyśmy nie stawali się bohaterami takich „niezbyt śmiesznych historii”.

Rozmawiał Walenty WAKOLUK

Powiązane publikacje
TKP w Kowlu uporządkowało polską kwaterę wojskową na miejscowym cmentarzu
Wydarzenia
22 lipca członkowie Towarzystwa Kultury Polskiej w Kowlu zebrali się na cmentarzu komunalnym przy ulicy Niezależności, by uporządkować polskie pochówki.
24 lipca 2026
Łuck otrzymał agregat prądotwórczy z Białegostoku
Wydarzenia
W ramach wsparcia partnerskiego miasto Białystok przekazało Łuckiej Hromadzie, jako pomoc humanitarną, agregat prądotwórczy o mocy 80 kW – podał Wydział Współpracy Międzynarodowej i Działalności Projektowej Łuckiej Rady Miejskiej.
23 lipca 2026
Po Polsce z Wiesławem: Świętokrzyskie – kraina legend, czarów i magii
Artykuły
W samym sercu Polski leży kraina, która pamięta czasy sprzed setek milionów lat, czasy nim na Ziemi pojawiły się dinozaury, a nawet czasy przed wykształceniem się znanych nam dziś kontynentów.
23 lipca 2026
Związki frazeologiczne: Prawdziwe gwiazdy i takie sobie gwiazdeczki
Artykuły
Jeszcze niedawno gwiazdy kojarzyły się z czymś odległym, migoczącym wysoko nad głową, wymagającym teleskopu, cierpliwości i odrobiny romantyzmu. Dziś wystarczy smartfon, stabilne łącze i umiejętność robienia miny zaskoczonej, ale naturalnej, by w ciągu jednego popołudnia znaleźć się na świeczniku.
22 lipca 2026
Lato w Małopolsce dla uczniów Stowarzyszenia im. Ewy Felińskiej z Łucka
Wydarzenia
Uczniowie Szkoły Sobotnio-Niedzielnej przy Stowarzyszeniu Kultury Polskiej imienia Ewy Felińskiej na Wołyniu zakończyli dziesięciodniowy pobyt edukacyjno-integracyjny w Krakowie. Wyjazd odbył się w ramach XXIV edycji akcji Stowarzyszenia Gmin i Powiatów Małopolski «Podarujmy Lato Dzieciom ze Wschodu».
21 lipca 2026
Życzenia dla Anny Sobolewej z Kostopola z okazji 80. Urodzin
Wydarzenia
20 lipca 80. urodziny obchodzi Anna Sobolewa z Kostopola, członkini miejscowego Towarzystwa Kultury Polskiej, parafianka kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa. Redakcja «Monitora Wołyńskiego» oraz Towarzystwo Kultury Polskiej w Kostopolu składają Pani Annie najserdeczniejsze życzenia z okazji jubileuszu.
20 lipca 2026
W Równem powstanie seria filmów animowanych o książętach Lubomirskich
Wydarzenia
Przez prawie 250 lat Równe i Dubno należały do książąt Lubomirskich, którzy wywarli ogromny wpływ zarówno na ówczesny rozwój, jak i na współczesny wygląd tych miast. W tym roku ich dziedzictwu poświęcona zostanie seria animowanych opowieści. Projekt zostanie zrealizowany przy wsparciu Ukraińskiej Fundacji Kultury.
20 lipca 2026
Życzenia dla Jana Piejki z okazji 70. urodzin
Wydarzenia
18 lipca 70. urodziny obchodzi Jan Piejko, prezes Nadzbruczańskiego Stowarzyszenia Kultury i Języka Polskiego, które działa w Husiatynie, Sidorowie i Chorostkowie w obwodzie tarnopolskim. Z tej okazji przesyłamy solenizantowi najserdeczniejsze życzenia.
18 lipca 2026
Łuck pożegnał żołnierzy Pawła Korczuka, Alberta Świcę i Wadyma Czwyra
Wydarzenia
17 lipca w prawosławnej katedrze Świętej Trójcy w Łucku pożegnano żołnierzy Pawła Korczuka, Alberta Świcę i Wadyma Czwyra.
17 lipca 2026