Europa nam nie pisana?!
Artykuły

Podróż do Polski autobusem kursowym jak loteria

Dialog polsko-ukraiński stale się rozwija, i to na wszystkich szczeblach: od handlu i produkcji, prowadzonych przez korporacje transgraniczne, do zwykłego przemytu. Podróżując ostatnio po Polsce, celowo obrałem komunikację autobusową, ponieważ kilka godzin podróży z ludźmi daje więcej, niż wiele dni spotkań z naukowcami i politykami przy okrągłym stole z białym obrusem i flagami Polski, Ukrainy, Unii Europejskiej…

«Europa nam nie pisana! Po co tam puszczać bydło!» - usłyszałem gniewne wołanie zadbanego mężczyzny w krawacie, jak tylko wszedłem do autobusu «Łuck – Puławy». Powodem do konfliktu stała się drobiazgowa sprzeczka pomiędzy pasażerami. I chociaż była ona krótkotrwałą, jednak tyle «ciężkich» słów w niej rzucono, a przeprosin żadnych. Wszyscy byli zdenerwowani – przed nami granica.

Środek komunikacji, to znaczy autobus, wyróżniał się swą jakością, kształtem i komfortem. Wyprodukowany 20 lat temu, jednak zagraniczny, wysokiej jakości. Stare radzieckie «Ikarusy» z ruchu międzynarodowego zostały usunięte. Widocznie zakazano im przekraczania granicy. Audytorium w autobusie się nie zmieniło. Większość to pracownicy i przemytnicy. Już przed wjazdem do Kowla ostatni byli dokładnie poinformowani o «sytuacji na polskiej stronie».

- Palonego, Jaruzelskiego і Hondurasa nie ma. Jest Siedmiomiesięczny (przezwiska polskich celników - aut.)! Z nami  koniec! – głośnym basem zawyrokował rosły mężczyzna.

- A ty skąd wiesz? – zapytała jedna z kobiet.

- Dzwoniłem na granicę. Z autobusu «Warszawskiego» mi powiedzieli – trochę się uspokoił mężczyzna.

- Siedmiomiesięczny – czy to jest Szuryk? – zapytał ktoś ze stałej ekipy.

- To ty Siedmiomiesięcznego nie znasz? Szuryk nosi okulary, a Siedmiomiesięczny jest szczupły i mały. Chyba przedwcześnie go urodzono, dlatego nasi go tak nazywają – dumnie zawiadomiła najstarsza z przemytniczek.

Siedmiomiesięcznego szczególnie obawiali się mężczyźni. Chociaż zdążyli już wypić po dwieście gramów wódki, aby podróż się udała, jednak w Kowlu sześciu z nich wysiadło i wróciło z powrotem do Łucka. Kierowca ze zrozumieniem oddał im część pieniędzy z wykupionych biletów. Przez to chciał powiedzieć, że lepiej niech jadą jutro, zamiast płacić  grzywnę, i mniej problemów będzie na granicy.

Ukraiński Jagodyn przekroczyliśmy szybko. Gorzej było na moście łączącym Ukrainę i Polskę. Korek samochodów, busów i TIR-ów był duży. Wreszcie autobus przepuścili. W Dorohusku kontrola paszportów minęła bez ekscesów, ale celnicy trzymali trzy godziny. Powoli szukali czegoś w autobusie. Znaleźli kilka bloków białoruskich papierosów, dali spokój i pasażerów nie przeszukiwali. Siedmiomiesięczny nawet zażartował ze starymi znajomymi z Ukrainy. Zapytał, po ile beczek kupują. Twierdził, że mięso z Niemiec nie jest dobre, najlepsze – od polskiego chłopa.

Reszta drogi przebiegła bez przygód. Już ucieszyłem się, że cywilizacja dotknęła autobusowej komunikacji polsko-ukraińskiej. Kilka lat temu «Ikarusy» po brzegi były wypchane spirytusem, wódką, papierosami. Teraz przemyca się znacznie mniej. W autobusach nie wykręca się już  śrub, aby do każdego otworu włożyć przemycany towar.

Wracałem z Polski autobusem «Radom – Łuck». Już na stanowisku w Lublinie przed nadejściem oczekiwanego transportu na gorącym od upału asfalcie w dużych workach leżał towar przygotowany do załadowania. Było to mięso, wątroba, boczek, kiełbasy. Wszystko dobrze zapakowane w nieprzezroczyste opakowania. Z góry dodatkowo starannie owinięte kocami, żeby słońce nie nagrzewało produktów, które szybko się psują. Reklamówek tych nie dało się policzyć. Była ich może setka. Zajmowały one przestrzeń półtora ara (10 do 15 metrów - aut.). Waga więc musiała być duża. Po przyjeździe autobusu na stanowisko kilku rosłych mężczyzn w parę minut przerzuciło towar do bagażników. „Bagażowi” pozostali w Lublinie. Towar powiozło kilka młodych kobiet, które radośnie ćwierkały do kierowców. Wszyscy pasażerowie, którzy podróżowali w innym celu, nie związanym z mięsem, musieli z torbami wsiadać do autobusu, żeby potem kilka godzin trzymać te torby w ręku albo pod nogami. Nikt specjalnie nie protestował przeciw takim niedogodnościom. Nie bardzo się chciało, aby  walizka cuchnęła kiełbasą czy,  jeszcze gorzej – była zaplamiona wątrobą, której potem nie da się usunąć.

Pewna babcia, która wracała po odwiedzinach w Polsce swoich krewnych, przez cały czas martwiła się, jak wszystko odbędzie się na granicy. Czy nas przepuszczą? «Niech pani się nie martwi, oni tam wszystko mają «ustawione» - uspokoił mężczyzna w garniturze, który widocznie już niejednokrotnie podróżował tym autobusem.

Odprawa celna i kontrola graniczna minęły błyskawicznie po obu stronach granicy. Pasażerowie nawet nie musieli wysiadać z autobusu. Przyszło mi do głowy, że w ten sposób nie tylko mięso ale nawet narkotyki i broń można przemycać.

Na Ukrainie na „wypoczęty” na unijnych trasach autobus oczekiwały obfite dziury w  drogach. Na piłkarzy i kibiców z «EURO-2012» nikt tu nie czeka. Kierowcy, obawiając się o środek komunikacji, poruszali się z prędkością 20-40 km na godzinę. Wyprzedzały nas nie tylko markowe samochody zagraniczne, ale także «Zaporożce» i «Moskwicze». Niedużą odległość od granicy do Kowla przemierzyliśmy w ponad dwie godziny. Pasażerowie, którym śpieszyło się do innych obwodów Ukrainy, prosili o przyśpieszenie ruchu, ponieważ w Łucku nie zdążą na inny środek komunikacji. Kierowcy pozostawali obojętni: «To nie jest twoja sprawa, jak jadę». Padały przekleństwa i obraźliwe słowa. Musiałem zainterweniować. Kierowcy wraz ze swoimi «aniołami stróżami» (właścicielkami lub opiekunkami towaru  - aut.) uspokoili się dopiero po tym, gdy powiedziałem, że będę dzwonił do odpowiednich służb, aby  sprawdziły zawartość bagażników po naszym przyjeździe na dworzec autobusowy.

Jednak w Łucku nikogo nie wołałem do przeszukiwania autobusu. Pewnie ujawnienie  przestępstw nadal u większości z nas Ukraińców jest utożsamiane z żałosnym «donosicielstwem» - cechą zawzięcie wykorzenianą jeszcze w przedszkolu i szkole  podstawowej.  Przemilczenie przestępstwa stało się tradycją. Ludzie, którzy wcześniej gniewali się na kierowców, potem dziękowali im za dojazd, a ci odpowiednio życzyli szczęśliwej drogi.

Podróż do Polski autobusem kursowym jest jak gra w totolotka. Można stać na granicy kilka godzin, przejeżdżając dwieście kilometrów w półtorej doby, a można też szybko przemknąć, stając się jednak uczestnikiem systemu przemytu. Wydaje się, że ta sytuacja jest wygodna dla wszystkich: polskiej i ukraińskiej straży granicznej, celników, regionalnych i stołecznych urzędników, przewoźników zepsutych w drodze towarów mięsnych oraz konsumentów, którzy nawet nie podejrzewają, jaką żywność kupują na rynkach. A co najgorsze – także dla milczących turystów, którzy wszystko widzą, jednak już się przyzwyczaili, że z ich opinią i tak nikt się nie liczy.

Wiktor JARUCZYK
Powiązane publikacje
Prosił, by pochowano go na Ukrainie. W Łucku pożegnano poległego na wojnie Kolumbijczyka
Wydarzenia
15 września Łuck pożegnał Kolumbijczyka Carlosa Arturo Bojórqueza Velasco, który zginął w walce o Ukrainę.
15 września 2026
Krzyż nie ma ostatniego słowa. Odpust w Torczynie
Wydarzenia
«Cierpienie nie ma ostatniego słowa, bo Krzyż nie ma ostatniego słowa. Ostatnie słowo należy do Chrystusa – i tym słowem jest zmartwychwstanie» – te słowa stały się głównym przesłaniem uroczystości Podwyższenia Krzyża Świętego, która 14 września odbyła się w katolickiej parafii w Torczynie na Wołyniu.
15 września 2026
Wieczór muzyki sakralnej w Dubnie
Wydarzenia
14 września, w święto Podwyższenia Krzyża Świętego, parafia Świętego Jana Nepomucena w Dubnie obchodziła drugi odpust.
15 września 2026
«Paleta kultur»: jak wyglądał tegoroczny międzykulturowy festiwal w Łucku
Wydarzenia
Tradycyjnie z okazji Dnia Miasta w Łucku odbył się międzykulturowy festiwal «Paleta Kultur».
14 września 2026
Rosyjskie drony przez cały dzień atakują obwód rówieński i wołyński
Wydarzenia
Od kilku godzin trwa zmasowany atak dronów na obwód wołyński oraz od samego rana na obwód rówieński. Wróg skierował drony m.in. na Kowel, Łuck, Sarny i Dubno.
12 września 2026
Trasa z początku XX wieku: w Łucku zaprezentowano audiospacer po centrum miasta
Wydarzenia
«Łesia nawet nie śniła o życiu w rytmie tanga» – audiospacer pod tym tytułem zaprezentowano w Łucku 11 września. Jest to pierwszy audiospacer w ramach projektu «Wielokulturowy Łuck: trasa z początku XX wieku» realizowanego przez teatr «Harmyder».
12 września 2026
W Równem odbędzie się jubileuszowy turniej minifutbolu dla drużyn z Ukrainy i Polski
Wydarzenia
W Równem odbędzie się X Międzynarodowy Turniej Minifutbolu «Sport zbliża serca» z udziałem drużyn dziecięcych i dorosłych z Ukrainy i Polski.
11 września 2026
Wspólne czytanie Mickiewicza w Tarnopolu
Wydarzenia
10 września w Polonijnym Stowarzyszeniu Kulturalno-Oświatowym w Tarnopolu odbyło się Narodowe Czytanie. Spotkanie miało na celu nie tylko popularyzację klasyki literatury pięknej, ale również integrację lokalnych środowisk polskich oraz placówek oświatowych.
11 września 2026
«Dialog Dwóch Kultur» zaprosił uczestników do Krzemieńca, Dubna, Wiśniowca i Ubini
Wydarzenia
W dniach 4–7 września w Krzemieńcu odbyło się forum literacko-artystyczne «Dialog Dwóch Kultur – 2026». Wyjazdowe sesje konferencji zorganizowano w Dubnie w obwodzie rówieńskim, Wiśniowcu w obwodzie tarnopolskim oraz w Ubiniach w obwodzie lwowskim.
11 września 2026