„Polska i Ukraina to siostry syjamskie”. Rozmowa z redaktorem naczelnym czasopisma „Nad Bugiem i Narwią” Jerzym Hawrylukiem
Rozmowy

Jerzy Hawryluk jest dobrze znany w środowisku polskim i ukraińskim jako historyk, działacz kulturalny, wydawca, fotograf oraz pisarz. Liczne prace historyczne tego autora dotyczą problemów jego Małej Ojczyzny – Północnego Podlasia.

Wynikiem uznania dla talentu literackiego Jerzego Hawryluka stało się przyjęcie pisarza do Narodowego Związku Pisarzy Ukrainy. Od wielu lat jest on redaktorem naczelnym jedynego w swoim rodzaju czasopisma „Nad Bugiem i Narwią”, które jest rówieśnikiem niepodległości Ukrainy i już 20 lat skupia uwagę na aktualnych problemach życia kulturalnego i społecznego Ukraińców obu części Podlasia (Północnego i Południowego), jak też Chełmszczyzny oraz Ziemi Brzeskiej. Dzisiaj Jerzego Hawryluka gościmy w „Monitorze Wołyńskim”.

„Jakbyśmy się zresztą głęboko nie zagrzebali w przeszłości, to i tak żyć będziemy musieli w przyszłości”

– Pan już od dawna umacnia podstawy ukraińskości na Ziemi Podlaskiej, jest Pan jednym z inicjatorów odrodzenia na tym terenie życia ukraińskiego oraz jednym z najważniejszych działaczy Związku Ukraińców Podlasia. Proszę opowiedzieć o samym Związku i swojej w nim działalności.

– Związek Ukraińców Podlasia powstał prawie przed dwudziestu laty – wiosną 1992 roku. W połowie lat 90. byłem jakiś czas sekretarzem Zarządu Głównego, obecnie jestem szeregowym członkiem, wchodząc – z racji bycia redaktorem naczelnym czasopisma “Nad Buhom i Narwoju” – do jego Rady Głównej. ZUP to organizacja, która powstała na bazie kół Ukraińskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego, przekształconego w 1990 roku w Związek Ukraińców w Polsce. UTSK aż do 1989 roku, a więc do upadku w Polsce “władzy ludowej”, było jedyną tolerowaną organizacją ukraińską i zostało założone pod kontrolą władz na fali politycznej odwilży w połowie lat 50. Na obszarze nad Bugiem i Narwią powstało wówczas jedno jego koło – w miasteczku Kleszczele, które po zdławieniu około roku 1970 metodami administracyjnymi (w woj. białostockim mieli być tylko Białorusini) odrodziło się w połowie lat osiemdziesiątych. Wówczas już była bardziej swobodna atmosfera polityczna, co zaowocowało swego rodzaju przebudzeniem narodowym, gdyż wcześniej świadomość ukraińska była niemal niewidoczna, schowana za fasadą oficjalnej polityki dzielącej ukraińsko- i białoruskojęzyczną ludność woj. białostockiego wg zasady -  “katolik = Polak, prawosławny = Białorusin”.

– Wiadomo, że tragiczna akcja przesiedleńcza „Wisła” w małym stopniu dotknęła Ukraińców Podlasia, ponieważ wielu z nich uznało siebie za Białorusinów, a Białorusinów nie deportowano. Jak teraz wygląda sytuacja Ukraińców mieszkających na Podlasiu? Czy istnieje zagrożenie asymilacji młodego pokolenia?

– Mówienie o „uznaniu się za Białorusinów” jest wg mnie przesadą. Jest to zresztą stwierdzenie przesadne zarówno w stosunku do etnicznie ukraińskiej ludności okolic Bielska czy Hajnówki, jak i etnicznie białoruskich mieszkańców okolic Białegostoku czy Sokółki. Ale ten brak świadomości narodowej wśród ukraińskojęzycznych mieszkańców Północnego Podlasia rzeczywiście miał taki plus, że nie użyto wobec nich siły podczas tzw. repatriacji do ZSRR w latach 1944-1946, jak też w 1947 roku nie objęto tego terenu akcją „Wisła”. Z drugiej strony brak świadomości narodowej otworzył szeroko drzwi do asymilacji z polskością młodzieży przenoszącej się z ukraińskiej wsi do miasta, gdzie dominującą była polska kultura, analogicznie zresztą jak to się działo z ukraińską młodzieżą trafiającą do zrusyfikowanych miast na wschodzie czy południu Ukrainy, a nawet do Kijowa. Zresztą, w chwili obecnej także na wsi dzieci są przyuczane do posługiwania się językiem polskim właściwie już od kołyski. Nie jest to więc zagrożenie, ale fakt już dokonany, albowiem młodzież posługująca się ojczystym językiem i mająca jakąś wykrystalizowaną świadomość narodową – ukraińską lub białoruską, jest w tej chwili marginesem.

– Z zawodu jest Pan historykiem i wiele prac poświęcił Pan problemom polsko-ukraińskim. Czy według Pana są jeszcze konflikty pomiędzy naszymi narodami, które trzeba rozwiązywać, czy lepiej wszystko rozpocząć od czystej karty?

– Według mnie, prawdziwych konfliktów już nie ma, bowiem ich przyczyną w pierwszej połowie XX wieku był nierozwiązany problem granicy. Pozostały natomiast zaszłości z tamtego właśnie okresu, gdy dążące do odbudowy swojej państwowości elity polityczne obu narodów nie umiały znaleźć wyjścia z sytuacji, w której Polska i Ukraina stały się pomiędzy XIV a początkiem XX wieku swego rodzaju siostrami syjamskimi – zrośniętymi ziemiami dawnej Rusi Halicko-Wołyńskiej, które także Polacy uważali za swoje. Ten problem w 1944 roku rozwiązał Stalin, za przyzwoleniem zachodnich aliantów, więc w tej chwili jest to problem sentymentów i urazów Polaków, którzy mieszkali w Galicji i na Wołyniu, a w latach 1944-1946 zostali przesiedleni do Polski. I niestety – także problem tego, że nadal są w Polsce środowiska, które na tych zaszłościach próbują budować swoją pozycję. O ile natomiast ni Polska, ni Ukraina nie roszczą pretensji do bycia wobec siebie “starszym bratem”, więc logika, jak i bieg wydarzeń pokazują, że oba narody i państwa mogą się porozumieć i współdziałać.

Natomiast co do moralnego rozliczenia się z przeszłością, to wymaga ono potraktowania całej tej ukraińsko-polskiej historii lat 1340-1940 jako wspólnego nieszczęścia, które przytrafiło się obu narodom. Faktycznie znalazły się one w pułapce, z której nie umiały się wydostać w sposób bezkonfiktowy, a w chwili obecnej nie umieją też – poza wyjątkami – podejść do tych spraw bez emocji. Filozoficznie mówiąc: o sprawach przeszłości powinni mówić nie Ukraińcy i Polacy, ale ludzie, którzy są Ukraińcami i Polakami, którzy umieliby spojrzeć na dramatyczne i drastyczne wydarzenia lat 1918-1947 z ludzkiego, a nie narodowego punktu widzenia. Miłość do ojczyzny czy własnego narodu nie może bowiem zwalniać z obowiązku przestrzegania nakazu miłości bliźniego.

Niestety, gdy czytam różne publikacje-ja oczywiście mam kontakt głównie z polskimi- odnoszę wrażenie, że wojna nadal trwa, bo nawet historycy często schodzą do roli „rzeczników prasowych” sił uczestniczących kiedyś w narodowych konfliktach. Jest to denerwujące, ale tym bardziej potrzebne jest współdziałanie środowisk, które dążą do wzajemnego zrozumienia. Jakbyśmy się zresztą głęboko nie zagrzebali w przeszłości, to i tak żyć będziemy musieli w przyszłości, a ta niesie zupełnie inne wyzwania.

– Pan już dziesięć lat jest redaktorem naczelnym czasopisma “Nad Buhom i Narwoju”, które ukazuje się w Bielsku Podlaskim. Kto jest czytelnikiem Pańskiego pisma?

– To z pewnością osoby, które są zainteresowane sprawami swojej narodowej przyszłości, fundamentem której jest poznanie własnej przeszłości (notabene potrzeba jej poznania skłoniła mnie kiedyś do podjęcia studiów historycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim). Staramy się więc publikować materiały, które dotyczą jak najszerszego spektrum problemów związanych z “podlaskim wariantem” ukraińskiej historii, kultury, pokazujemy bieżące wydarzenia animowane przez Związek Ukraińców Podlasia – zarówno imprezy kulturalne, jak i nauczanie języka ukraińskiego w miejscowych szkołach. Na ile ma to wszystko wpływ na formowanie świadomości, zwłaszcza młodego pokolenia, które często przez własnych rodziców jest odrywane od fundamentu ukraińskiej tradycji, trudno ocenić – pewną wskazówką co do kształtowania się postaw narodowych w naszym regionie będą wyniki spisu powszechnego, przeprowadzonego w kwietniu-czerwcu bieżącego roku. Spis z roku 2002 wykazał tu 1,4 tys. osób deklarujących narodowość ukraińską – na ponad 100 tysięcy osób mających bezsprzecznie ukraińskie korzenie etniczne!

„Rodziny, w których konsekwentnie przestrzega się zasady mówienia wyłącznie “po swojemu” są wysepkami”

– Oprócz działalności społecznej i popularnonaukowej jest Pan także dobrze znanym pisarzem. Czy łatwo jest tworzyć ukraińskojęzyczną literaturę w środowisku polskojęzycznym?

– Czy rzeczywiście tak znanym, to rzecz chyba dyskusyjna, bo w istocie jest to twórczość dla przyjemności. Kiedyś, gdy wkraczałem w sprawy ukraińskiej kultury, historii, gdy budowałem swoją narodową tożsamość, pisanie poezji było sposobem na powiedzenie o swoich emocjach i przemyśleniach na ten temat. Później w twórczości poetyckiej skoncentrowałem się na sprawach bardziej dotyczących „konsystencji duszy” niż narodowych uczuć. Teraz zaś gdy piszę coś o charakterze literackim, ma to formę „zapisków przy okazji”, w których jest trochę poezji, trochę filozofii – jeśli ktoś ma ochotę, niech czyta. A z czytelnikami jest różnie, bo potencjalnie jest ich najwięcej w Ukrainie, ale brak już czasu, żeby się do nich konsekwentnie „przebijać”. Jak dotąd, żadna moja publikacja książkowa, czy to literacka, czy to historyczna nie ma miejsca wydania „Łuck” czy „Kijów”.

– W lata 80. ubiegłego wieku w ukraińskojęzyczne środowisko literackie Polski harmonijnie weszła cała grupa młodych poetów, prozaików, dramaturgów, wśród których jest Pan oraz Pana żona Jewhenija Żabińska, Tadej Karabowicz, Iwan Kyryziuk, Jurij Traczuk, Iryna Borowyk i wielu innych. Od tego czasu nowe nazwiska praktycznie się nie pojawiły, czy to świadczy o braku perspektyw literatury ukraińskojęzycznej, która będzie tworzona, powiedzmy, za kilkadziesiąt lat w Polsce?

– Trudno coś pewnego powiedzieć, ale symptomy są rzeczywiście niepokojące. Myślę, że problem powstał stąd, że pokolenie, które ma  obecnie mniej więcej 45-60 lat, a do którego należą wszystkie wymienione osoby, było ostatnim, które wychowywało się w wiejskim lub małomiasteczkowym środowisku, gdzie język ukraiński, oczywiście w jego gwarowej wersji, był niejako wszechwładny. Obecnie przytłaczająca większość potencjalnych poetów wyrasta w środowisku typowo miejskim, polskojęzycznym, a rodziny, w których konsekwentnie przestrzega się zasady mówienia wyłącznie “po swojemu”, są wysepkami. To z pewnością działa desktrukcyjnie na każdy zarodek talentu lietrackiego, a więc związanego z twórczym operowaniem właśnie językiem. Nauka języka ukraińskiego w szkole tego raczej nie rekompensuje. A może po prostu nie ma upartych jednostek, które chciałyby zostać pisarzami na przekór wszystkiemu?

– Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Wiktor JARUCZYK,

zdjęcie Pawła HAWRYLUKA

Powiązane publikacje
Historyczny turniej intelektualny w Polonijnym Stowarzyszeniu w Tarnopolu
Wydarzenia
19 sierpnia w Polonijnym Stowarzyszeniu Kulturalno-Oświatowym w Tarnopolu odbył się historyczny turniej intelektualny poświęcony roli Polski w II wojnie światowej.
25 sierpnia 2026
Letnie warsztaty nad Bałtykiem dla dzieci ze Zdołbunowa
Wydarzenia
Ostatnie dni wakacji okazały się niezwykle intensywne, pełne radości i niezapomnianych wrażeń dla uczniów Szkoły Języka Polskiego działającej przy Towarzystwie Kultury Polskiej Ziemi Zdołbunowskiej.
25 sierpnia 2026
Dziedzictwo Kostiuchnówki
Artykuły
«Są takie miejsca, w których ziemia pamięta więcej niż kamienie, a cisza mówi więcej niż słowa. Kostiuchnówka jest takim miejscem» – powiedział ks. Marcin Ciesielski podczas obchodów 110. rocznicy bitwy Legionów Polskich pod Kostiuchnówką oraz 15-lecia Centrum Dialogu Kostiuchnówka.
23 sierpnia 2026
Uczestnicy szkoły architektury odwiedzili Dubno
Wydarzenia
21 sierpnia Dubieńskie Towarzystwo Kultury Polskiej gościło uczestników półkolonii poświęconych architekturze, które w tych dniach prowadzi Ukraińsko-Polski Sojusz im. Tomasza Padury w Równem.
21 sierpnia 2026
Wsparcie dla polonijnych przedszkolaków, uczniów oraz nauczycieli
Konkursy
Ruszył Konkurs 7. Bon IRJP – wsparcie dla polonijnych przedszkolaków, uczniów i osób uczących w szkołach polonijnych za granicą – podaje Fundacja Wolność i Demokracja.
21 sierpnia 2026
Związki frazeologiczne: Asertywność, czyli trudna sztuka odmawiania
Artykuły
W teorii wszystko wydaje się banalnie proste. Psychologowie przekonują, że asertywność polega na wyrażaniu własnych potrzeb i stawianiu granic w sposób spokojny, stanowczy i z szacunkiem dla innych. W praktyce jednak wielu z nas wciąż ma z tym ogromny problem.
21 sierpnia 2026
W Iwano-Frankiwsku odbyło się forum wspólnot narodowych i ludów rdzennych
Wydarzenia
18 sierpnia w Iwano-Frankiwsku miało miejsce Zachodnioukraińskie Forum Wspólnot Narodowych i Ludów Rdzennych Ukrainy pt. «Jedność w różnorodności: postęp europejski i wspólne zwycięstwo».
20 sierpnia 2026
Harcerski obóz w sercu Karpat
Wydarzenia
​3–16 sierpnia Karpaty stały się domem dla grupy zuchów, harcerzy i wędrowników z Równego, Zdołbunowa i Kostopola.
19 sierpnia 2026
Siła rodzinnych historii
Artykuły
Niedawno w jednym z warszawskich schowków zostało znalezione pudełko z dokumentami i zdjęciami, które należały do jednego z bohaterów naszych publikacji. Aby ustalić informacje o właścicielu, osoba, która otworzyła to pudełko, wpisała najpierw jego nazwisko w wyszukiwarce. W ten sposób trafiła na stronę internetową «Monitora Wołyńskiego», na tekst z cyklu «Rodzinne historie».
19 sierpnia 2026