Od pół roku Konsulem Generalnym Rzeczypospolitej Polskiej w Łucku jest Anna Nowakowska. Nasza rozmowa z nią dotyczy realiów pracy konsula, specyfiki wykonywania funkcji dyplomatycznych w różnych krajach Europy Wschodniej, a także współpracy polsko-ukraińskiej.
– Pani Konsul, z jakim bagażem doświadczeń przybyła Pani na Ukrainę? Gdzie Pani wcześniej pracowała?
– Na Ukrainę przybyłam z bogatym bagażem doświadczeń zdobytych podczas wielu lat pracy w polskich placówkach dyplomatyczno-konsularnych. Moja droga w tej służbie rozpoczęła się w Moskwie, gdzie po raz pierwszy zetknęłam się z zagadnieniami konsularnymi i mogłam z bliska poznać specyfikę pracy na rzecz obywateli polskich przebywających za granicą. Kolejnym ważnym etapem był Kijów, w którym pełniłam funkcję konsula oraz kierownika Wydziału Ruchu Osobowego. Następnie jako konsul generalny przez pięć lat kierowałam placówką w Brześciu i siedem w Królewcu. Był to czas wymagający, ale dający ogromną satysfakcję – zarówno z działań na rzecz Polonii i Polaków, jak i z budowania dobrych relacji z partnerami w regionie.
Te różnorodne doświadczenia pozwalają mi dziś patrzeć na wyzwania pracy na Ukrainie z szerszej perspektywy, łącząc znajomość realiów wschodnich z praktycznym podejściem do pracy konsularnej.
– Czym się różnią warunki pracy polskiego dyplomaty i rzeczywistość, z którymi ma do czynienia w krajach, w których Pani pracowała jako konsul?
– W Moskwie, gdzie poznawałam pracę konsularną, szczególnie odczuwało się skalę państwa, jego złożone procedury i oficjalny charakter kontaktów z administracją. Praca wymagała precyzji, cierpliwości oraz umiejętności poruszania się w rozbudowanym aparacie biurokratycznym, a codzienne życie w tak dużej metropolii było intensywne i pełne kontrastów.
Kijów, w którym pełniłam funkcję konsula i kierownika Wydziału Ruchu Osobowego, miał zupełnie inną dynamikę. Tutaj większy nacisk kładło się na szybkie reagowanie na zmieniające się okoliczności, ale bliskość kulturowa i językowa ułatwiała relacje.
W Brześciu praca koncentrowała się na utrzymywaniu ścisłych relacji z lokalną polską mniejszością oraz ochronie jej interesów w warunkach, które wymagały dużej wrażliwości na kontekst polityczny i ostrożności w działaniu. Tutaj codzienność konsula była mocno spleciona z życiem lokalnej społeczności, ale jednocześnie ograniczona ramami oficjalnych kontaktów.
Królewiec z kolei charakteryzował się pracą w środowisku o znaczeniu strategicznym, w regionie silnie nacechowanym historią i symboliką. Funkcja konsula generalnego wymagała tu nie tylko kompetencji dyplomatycznych, ale także zdolności łączenia działań kulturalnych, gospodarczych i historycznych w spójną strategię obecności Polski w regionie.
Każde z tych miejsc kształtowało inne umiejętności – od pracy w warunkach ścisłej biurokracji, przez szybkie reagowanie w sytuacjach kryzysowych, po działania w środowisku wymagającym subtelności i długofalowego podejścia. To zróżnicowanie przygotowało mnie do pełnienia obowiązków na Ukrainie, gdzie wszystkie te elementy pojawiają się w różnym natężeniu i nierzadko w nieprzewidywalnych okolicznościach.

Konsul Anna Nowakowska. Zdjęcie udostępnione przez Konsulat Generalny RP w Łucku
– Od sześciu miesięcy pracuje Pani w Łuckim Okręgu Konsularnym. Jakie były pierwsze wrażenia z Łucka? Czy bardzo różniły się od oczekiwań, w szczególności jeśli chodzi o to, jak wygląda ukraińskie miasto podczas wojny?
– Po pół roku pracy w Łucku mogę powiedzieć, że pierwsze wrażenia nie różniły się znacząco od moich oczekiwań. Wynika to zapewne z wcześniejszego doświadczenia w pracy na Ukrainie oraz faktu, że przez trzy ostatnie lata pobytu w Królewcu pełniłam służbę w kraju agresora, gdzie rzeczywistość wymagała ciągłej czujności i odporności psychicznej.
Łuck, położony w północno-zachodniej części Ukrainy, mimo trwającej wojny zachowuje w dużej mierze rytm codziennego życia – ulice są pełne ludzi, działają sklepy, szkoły, urzędy. Jednak wojna jest stale obecna w świadomości mieszkańców. Przypominają o niej nie tylko syreny alarmowe, lecz także tragiczne skutki ataków dronowo-rakietowych, które dotknęły także to miasto, niosąc straty i poczucie zagrożenia.
To, co szczególnie zwraca moją uwagę, to odporność i determinacja mieszkańców. Potrafią funkcjonować w cieniu wojny nie tracąc ducha, a jednocześnie wspierają się nawzajem i znajdują siły do codziennych obowiązków. W porównaniu z moim doświadczeniem z Kijowa sprzed lat dziś widzę większe napięcie w tle życia społecznego, ale także ogromną solidarność.
Przyjazd do Łucka był świadomą decyzją. Wiedziałam, że trafię do miasta stosunkowo oddalonego od linii frontu, ale wciąż zagrożonego atakami. Dlatego nie było dla mnie zaskoczeniem, że bezpieczeństwo jest tu pojęciem względnym, a praca konsula wymaga stałego monitorowania sytuacji i gotowości do reagowania w każdej chwili.
– Co jest głównym priorytetem działalności Konsulatu Generalnego RP w Łucku w trakcie Pani kadencji?
– Konsulat Generalny zgodnie ze stanem prawnym realizuje różnorodne zadania i nie sposób wskazać jednego najważniejszego. W trakcie mojej kadencji w Łucku priorytetem jest przede wszystkim ochrona obywateli polskich i zapewnienie im pełnego wsparcia konsularnego, zarówno w sprawach codziennych, jak i sytuacjach kryzysowych wynikających z realiów wojny. Dużą wagę przykładam do opieki nad polskim dziedzictwem historycznym i miejscami pamięci, zwłaszcza tymi związanymi z trudną historią Wołynia, przy jednoczesnym wspieraniu dialogu i pojednania polsko-ukraińskiego.
Równie ważna jest dla mnie ścisła współpraca z Polonią i Polakami mieszkającymi w Łuckim Okręgu Konsularnym – wspomaganie ich inicjatyw kulturalnych, edukacyjnych i społecznych oraz wzmacnianie poczucia wspólnoty.
Konsulat aktywnie działa na rzecz rozwijania polsko-ukraińskiej współpracy regionalnej, w tym w obszarze samorządów, kultury, edukacji oraz pomocy humanitarnej i powojennej odbudowy. Istotnym elementem naszej misji jest również promocja Polski i języka polskiego, organizowanie wydarzeń, które zbliżają nasze narody.
Wszystkie te działania realizujemy z pełną świadomością konieczności utrzymania stałej gotowości kryzysowej, aby w każdej chwili móc skutecznie reagować na zagrożenia, takie jak ataki rakietowe czy dronowe, i zapewniać bezpieczeństwo osobom pozostającym pod naszą opieką.
– Życie dyplomaty ciągle upływa w drodze. Od ponad 20 lat pełni Pani funkcje dyplomatyczne na różnych stanowiskach w różnych miastach i krajach. Również te pierwsze miesiące na stanowisku Konsula Generalnego RP w Łucku spędza Pani w ciągłych rozjazdach i wizytach. Jakie miejscowości w trzech obwodach wchodzących w ŁOK zdążyła Pani odwiedzić? Gdzie Pani czuje się w domu?
– To prawda. Tu i teraz dyplomaty to walizka w pogotowiu oraz kalendarz wypełniony wyjazdami. Lubię cytować za Wojciechem Młynarskim, że «taki mi się trafił fach – życie w drodze». Od pierwszych dni w Łucku ciągle się przemieszczam – kolejne tygodnie to spotkania, wizyty i rozmowy w różnych zakątkach mojego okręgu konsularnego. Na samym początku odwiedziłam wszystkie miasta obwodowe. W każdym z nich witały mnie inne pejzaże, inne akcenty w architekturze, a przede wszystkim życzliwość ludzi. Spotkania z władzami lokalnymi przeplatały się z rozmowami z Rodakami, którzy od lat pielęgnują polskie tradycje.
Są miejsca, które zapadają w pamięć szczególnie, jak Krzemieniec z jego licealną historią i panoramą wzgórz, Buczacz pełen śladów twórczości Bernarda Meretyna, Dubno z potężnym zamkiem i Czortków, gdzie dawne polskie ulice nadal tętnią codziennym życiem.
Gdy czas i sytuacja pozwalają, staram się odkrywać Ukrainę także prywatnie. W granicach mojego okręgu odwiedziłam m.in. Zbaraż, gdzie historia bitew przeplata się z ciszą zamkowych murów, Wiśniowiec z jego magnacką rezydencją, malownicze Zaleszczyki otulone zakolem Dniestru, Jazłowiec z klasztorem i grobem błogosławionej Marceliny Darowskiej, czy Okopy Świętej Trójcy – twierdzę na styku dawnych granic. Poza okręgiem miałam okazję ponownie po latach zachwycić się monumentalnym Kamieńcem Podolskim, potężną twierdzą w Chocimiu, klimatycznymi ulicami Lwowa i górskim urokiem Kosowa. W najbliższych planach mam drewniane cerkwie po ukraińskiej stronie, wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. To będzie uzupełnienie podróży, którą rozpoczęłam w czerwcu, zwiedzając osiem polskich obiektów z tego wspólnego wpisu.
Podróżując widzę Ukrainę w różnych wymiarach – tę urzędową, oficjalną, ale i tę codzienną, pełną lokalnych opowieści i miejsc, które trwają w ciszy mimo burzliwych czasów.
– Jeśli ktoś ma pomysły, które chciałby zrealizować we współpracy z Konsulatem Generalnym RP w Łucku, jak może je zgłosić? Według jakich zasad wybierane są projekty, które wspiera Konsulat? Jakie projekty są wspierane w tej chwili?
– Konsulat Generalny RP w Łucku jest otwarty na współpracę z różnymi osobami czy środowiskami. Oczywiście najprościej jest do nas po prostu napisać na adres poczty elektronicznej i przedstawić swój pomysł. Jeżeli zostanie on uznany za wartościowy i możliwy do zrealizowania, staramy się zamienić ideę w realne przedsięwzięcie. Nasze działania muszą być jednak zgodne z priorytetami polskiej polityki zagranicznej oraz innymi dokumentami programowymi ministerstwa.
W ciągu roku placówka realizuje kilkadziesiąt projektów promujących polską kulturę, język, historię. Wśród nich są zarówno przedsięwzięcia cykliczne, jak i jednorazowe inicjatywy. Niedawno dla przykładu zakończyliśmy VI edycję Triathlonu Intelektualnego poświęconego międzywojennej architekturze szkół na Wołyniu. Jesteśmy w trakcie przeprowadzania konkursu fotograficznego im. Henryka Hermanowicza, a jesienią zamierzamy zrealizować kolejny «Bieg Pokoju w Mielnikach».
Warto również dodać, że jak każda instytucja państwowa swoje działania musimy planować z dość znacznym wyprzedzeniem i brać pod uwagę obecną sytuację oraz możliwość zapewnienia bezpieczeństwa uczestnikom. Warto więc pamiętać o tym myśląc o wspólnej z nami realizacji pomysłu.
– Co Pani zdaniem zmieniło się – w lepszą lub gorszą stronę – w relacjach polsko-ukraińskich po 24 lutego 2022 r. Co przeszkadza, a co pomaga w polsko-ukraińskiej współpracy?
– Po 24 lutego 2022 r. stosunki polsko-ukraińskie nabrały szczególnego tempa i znaczenia. Tragiczny wybuch pełnoskalowej wojny sprawił, że oba nasze narody stanęły ramię w ramię w obliczu wspólnego zagrożenia. Polska stała się jednym z kluczowych partnerów Ukrainy udzielając wsparcia humanitarnego, politycznego, wojskowego i gospodarczego. Miliony Ukraińców znalazły w Rzeczpospolitej bezpieczne schronienie, a często także nowy dom. To doświadczenie zbudowało więź, której głębokość trudno przecenić.
Tak bliska współpraca wymaga jednak codziennej troski oraz otwartości w rozmowie o sprawach, które potrzebują uzgodnień lub szczególnej wrażliwości. Różnice w interesach czy spojrzeniu na niektóre kwestie należy traktować jako naturalny element partnerskich relacji, a nie przeszkodę.
Tym, co szczególnie nas łączy, jest poczucie wspólnego celu – obrony niepodległości Ukrainy i bezpieczeństwa naszej części Europy. Ogromną rolę odgrywają tu kontakty międzyludzkie, współpraca między samorządami, a także więzi w dziedzinie kultury, edukacji i nauki. To właśnie one tworzą trwałe fundamenty, które pozwalają patrzeć w przyszłość z optymizmem, nawet jeśli codzienność niesie wyzwania.
Dziś obie strony wiedzą, że łączy nas znacznie więcej niż dzieli. Wspólne doświadczenia ostatnich lat, połączone z wizją przyszłości w wolnej i bezpiecznej Europie, nadają polsko-ukraińskiemu partnerstwu wyjątkową wartość i trwałość.
Rozmawiała Natalia Denysiuk
Główne zdjęcie: Iryna Kanahejewa / Monitor Wołyński