Jerzy Antczak: «Zbudowałem dom w postaci «Nocy i dni»
Rozmowy

We Włodzimierzu Wołyńskim i Łucku odbyły się pokazy filmów polskiego reżysera Jerzego Antczaka. Zorganizowano je 26–27 sierpnia w ramach Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych «Noce i Dnie». 

Mistrz mieszkający obecnie w Los Angeles spotkał się z ukraińskimi widzami z obu miast za pośrednictwem Skype.

Podczas wzruszającego spotkania we Włodzimierzu Wołyńskim reżyser podzielił się wspomnieniami ze swojego dzieciństwa, urodził się bowiem w tym mieście i spędził 10 pierwszych lat życia.

«Przyszedłem na świat 25 grudnia 1929 r. w koszarach 23 Pułku Piechoty we Włodzimierzu Wołyńskim, gdzie mój ojciec był oficerem. W 1939 r. na zawsze opuściłem to miasto, żeby potem brodzić po świecie w poszukiwaniu sensu istnienia i źródeł sztuki. Wynikiem szukania stały się «Noce i dnie» – film o istnieniu, o ludzkich losach i o losach Polski» – powiedział Jerzy Antczak podczas połączenia z Włodzimierzem Wołyńskim.

W drugim dniu Festiwalu rozmawialiśmy z Mistrzem o dziele jego życia, czyli adaptacji powieści Marii Dąbrowskiej «Noce i dnie», o odwadze reżyserskiej oraz pracy na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles.

Większość życia zawodowego spędził Pan jako reżyser, ale z wykształcenia jest Pan aktorem. Czy zostając aktorem myślał Pan o tym, żeby później być reżyserem? Może uznał Pan, że jako reżyser będzie Pan mógł dać widzom więcej?

– Od początku, poświęcając się aktorstwu, wiedziałem, że to jest moja droga do reżyserii. Zdałem do szkoły aktorskiej, przez pięć lat grałem na scenie Teatru Powszechnego prowadzonego przez Jadwigę Chojnacką – wielką aktorkę i genialnego pedagoga. Nauczyła mnie ważnej rzeczy – muszę mieć świadomość tego, co chcę przekazać mojemu widzowi. Jeżeli nie nawiążę z nim kontaktu, to wszystko inne nie będzie miało sensu.

Moja droga do reżyserii była niesłychanie konsekwentna. Najpierw byłem pięć lat aktorem, następnie prowadziłem teatr studencki, potem zostałem dyrektorem w łódzkim «Teatrze 7.15». Przez dwa lata pracowałem u wielkiego reżysera Kazimierza Dejmka (urodził się w 1924 r. w Kowlu – red.). Był geniuszem, jednym z największych twórców polskiego teatru. Pracowałem jako reżyser teatralny. Potem nagle eksplodowała telewizja. Tutaj zamknął się pierwszy okres mojego życia.

W 1963 r. Włodzimierz Sokorski (przewodniczący Komitetu do Spraw Radia i Telewizji «Polskie Radio i Telewizja» – red.) zaangażował mnie do telewizji. Otworzył się mój nowy rozdział. Od 1963 do 1972 r., kiedy rozpocząłem pracę nad «Nocami i dniami», to był złoty okres. Było kilkadziesiąt Teatrów Telewizji, otworzyłem drogę młodym reżyserom, wystawiałem sztuki zachodnie.

W Teatrze Telewizji pokazałem «Mistrza», z którego potem zrobiłem film telewizyjny, «Wystrzał», również film telewizyjny, «Epilog norymberski», który był pokazywany na całym świecie i zdobył dziesiątki nagród.

Antczak wywiad 2

Ale moim głównym dziełem były «Noce i dnie». Prawdą jest, że dochodziłem do nich z wolna. Wszystko to odkładało się we mnie, fermentowało. To, co we Włodzimierzu utrwaliło się we mnie – te miejskie obrzeża, łąki, zboża, pola, macierzanka, wierzby – wszystko przekazałem w filmie. Ale w «Nocach i dniach» sama przyroda nie miałaby sensu, gdybym nie miał dobrych aktorów.

«Noce i dnie» od premiery w 1975 r. prezentowane są nieustannie (później film był nominowany do Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego – red.). Zrobiłem dwie wersje: film długometrażowy w dwóch częściach oraz 12 odcinków serialu telewizyjnego.

Czy prace nad filmem i serialem odbywały się równolegle?

– Równolegle. Zmieniałem kamerę szerokoformatową na kamerę formatu normalnego. Aktorzy musieli się przestawiać, dlatego że było to inne kadrowanie. Tylko jeden Bóg wie, jaka to była praca. Nikt nie wierzył w Polsce, że powieść «Noce i dnie» da się przełożyć na język obrazów.

Mistrzu, do tej pory nikt nie wierzy. Sam próbowałem przeczytać tę książkę, która moim zdaniem jest nudna, cały czas zastanawiałem się, jak Antczak te opowieści sfabularyzował. To jest to, co Pan powiedział – dar od Boga, mistrzostwo świata.

– Nawet dzisiaj, gdy otwieram tę książkę, nie rozumiem, jak odważyłem się na to. To z mojej strony była szalona odwaga. Jako purysta jestem wierny idei utworu. Nie wolno go deformować dając swój punkt widzenia. Poprosiłem wybitną znawczynię prozy Marii Dąbrowskiej, żeby była moim konsultantem. Zadała mi pierwsze pytanie: «Czy Pan będzie pisał dialogi?». Odpowiedziałem, że jasne, przecież tam są dziesiątki stron dialogów! Na co ona skrzywiła się i powiedziała: «Tkanka zdaniowa Marysi jest bardzo subtelna. Nie wyobrażam sobie, że pan będzie ciąć jej dialogi, ciąć jej opisy».

Zobaczyłem, że to grozi śmiercią. Następnego dnia kupiłem największy kosz kwiatów jaki był i posłałem z kartką: «Dziękuję serdecznie, ale wydaje mi się, że byłbym nielojalny wobec Marii, gdybym sprzeciwiał się jej zamysłom. Muszę iść tą drogą». I to był kres odwagi.

Kiedy pisałem scenariusz, w czarnej rozpaczy wyrywałem pazurami te dialogi. Myślałem: «Boże, ja kanceruję Dąbrowską. Ale muszę to robić!».

Jestem synem oficera. Mój ojciec był na polu boju w 1914 r., 1918 r., 1920 r. i 1939 r. W czasie okupacji był inspektorem Armii Krajowej. Wpoił we mnie dwie rzeczy. Pierwsze – odwaga jest podstawą życia, ale nie może być szalona. Odwaga – to świadomość, że mogę zginąć. Odważny człowiek umiera tylko jeden raz, tchórz umiera 100 razy. Drugie – tobie nic się nie należy, musisz sobie wszystko wypracować i nie możesz żądać od swoich podwładnych tego, czego sam nie możesz zrobić. Gdy na planie «Nocy i dni» padał deszcz, zakładałem płaszcz i stałem w błocie i deszczu razem z moimi ludźmi.

Mówi się, że trzeba posadzić drzewo i zbudować dom. Posadziłem wiele drzew i zbudowałem dom w postaci «Nocy i dni». Jest to księga domu polskiego, w której wszystko zaczynało się i kończyło, księga o trudzie istnienia, o miłości, w tym o miłości niechcianej. Dlaczego ten film jest tak oglądany? Bo każdy odnajduje w nim część swojej duszy.

Antczak wywiad 1

Jak zareagowali Pana współpracownicy i koledzy, kiedy chciał Pan w Teatrze Telewizji w ekranizacji «Wiernej rzeki» połączyć przedstawienie teatralne z fabularnymi wstawkami? Chyba do tej pory nikt tego nie robił. Pewnie łatwo nie było?

– Nie miałem problemu. Może mam zdolność przekonywania. Oczywiście wiele znaczy kasa. Idea ideą, ale w filmie ludzie są opłacani inaczej. W telewizji to były grosze, tam zarabiało się jedną dziesiątą tego, co w filmie. A w dodatku ekipa widziała rezultaty. Nie da się okłamać ani ekipy, ani widza. Dlatego robiąc jakiekolwiek dzieło pytam się, czy ja chciałbym to obejrzeć?

Jak Pan dostał pracę na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles?

– UCLA (od ang. University of California, Los Angeles – red.) to jedna z największych uczelni świata. Studiuje na niej 40 tys. studentów. Jeśli jest vacat, w wielu periodykach zamieszcza się ogłoszenie, że jest wolne stanowisko profesora. Od kandydata wymagane są filmy, recenzje, uznanie oraz biegła znajomość języka angielskiego. Kiedy to przeczytałem, powiedziałem Jadzi, że mój język nie pozwoli na objęcie tego stanowiska. Barańska natomiast powiedziała: «Jurku, ty wygrasz».

Niech Pan sobie wyobrazi – było 60 kandydatów. Jest pierwsze sito – zostaje nas 30, po drugim – 10 i na koniec zostaje trzech. W wielkiej sali przed Senatem uczelni oraz 20 studentami zaprezentowałem swoje portfolio. Pokazałem im «Epilog norymberski». Otrzymałem najwięcej punktów i zostałem przyjęty do tej szkoły.

Byłem współtwórcą szkoły filmowej na UCLA oraz programu nauczania. Do każdego studenta miałem odrębny klucz i spędzałem z nimi poza lekcjami w klasie także długie godziny, sam na sam, kiedy mogłem przekazać studentowi to, czego nie wypadało powiedzieć w obecności wszystkich. Formułowanie uwag w nauczaniu jest podstawą wszystkiego. Człowieka można nimi otworzyć albo zniszczyć.

Pracowałem na tej uczelni przez 25 lat. Przemknęło jak jeden dzień. Na uniwersytecie zostawiłem swoje serce. Moi studenci do dziś dzwonią do mnie. «Jurku, jak byś rozwiązał tę scenę?» – pytają. Czy może być większa nagroda niż pamięć?

Antczak wywiad 3

Dlaczego nie zrobił Pan żadnego filmu w USA?

– Trzykrotnie mogłem zrobić film w Ameryce i trzykrotnie Bóg na to nie pozwolił.

Pierwszą możliwość miałem, kiedy zaproponowano mi, żebym wyreżyserował film o Chrystusie. Trzeba było tylko poprawić scenariusz. Użyłem wówczas takiego chwytu, że Chrystus jest nieobecny, czujemy tylko jego rękę, jego oddech i bliskość. Mieliśmy już wszystko przygotowane, ale w tym czasie Scorsese zrobił film «Ostatnie kuszenie Chrystusa», który spowodował religijne demonstracje na całym świecie. Producent powiedział wówczas, że robić film o Chrystusie to byłoby samobójstwo. Odłożyliśmy go, mimo że mieliśmy rewelacyjny scenariusz.

Propozycji nakręcenia drugiego filmu – «Stu Indian» – odmówiłem. W obecności producenta powiedziałem, że tylko Amerykanin może go zrobić.

Była też trzecia propozycja – zrobienia fabularnego filmu «Mistrz». Napisałem scenariusz pełnometrażowy, mieliśmy aktora do głównej roli, pieniądze, wszystko. Nagle dzwoni do mnie producent, mówi, że John, który miał zagrać główną rolę, trafił do szpitala, spalił mu się dom.

Tak wyglądały moje filmowe przygody. Na początku lat 90. wróciłem do Polski, zrobiłem «Damę Kameliową», a następnie «Chopin. Pragnienie miłości».

Kiedy przyjechałem do Polski, żeby zrealizować «Chopina», nie udało mi się najpierw zdobyć wsparcia finansowego. Wszyscy mi odmówili. Spakowałem się i mówię do Jadzi: «Bóg chciał, żebym wygrał światowy konkurs na profesurę w języku, który był mi obcy i który musiałem opanować. Wracamy, będę uczył amerykańskie dzieci filmu. Następnego dnia odbieram telefon: «Halo, mówi sekretarka Prezesa Zarządu PKO BP». Pomyślałem: «Matko Boska, czy mam może jakieś zaległości bankowe?».

Przychodzimy z Jadzią, a Henryka Pieronkiewicz (Prezes Zarządu PKO BP – red.) mówi: «Słyszałam, że państwo chcą robić «Chopina». Sfinansuję to, proszę podać kosztorys». To był cud. Do dnia dzisiejszego «Chopin» został sprzedany do ponad 40 krajów świata.

Antczak wywiad 4

Pisząc scenariusz do filmu «Chopin. Pragnienie miłości» wraz z żoną przeczytał Pan wszystko o kompozytorze – listy, dokumenty, materiały…

– Obecnie piszę książkę o przewiezieniu serca Chopina do Polski przez jego siostrę. Ukaże się w 2022 r. na dzień urodzin Chopina. Zamykam w niej olbrzymi rozdział historii Polski. Nikt nigdy do tej pory nie przenosił życia Chopina na historię Polski. Był nie tylko kompozytorem, który pisał muzykę i słuchał w zbożu, jak śpiewają świerszcze. Był także głęboko wplątany w politykę. Doskonale wiedział, co się w Polsce dzieje.

Kończąc rozmowę Jerzy Antczak zaproponował kolejne spotkanie po ukazaniu się książki o Fryderyku Chopinie. Dodał także: «Z oddali wielu tysięcy mil chcę pozdrowić moich rodaków i moich przyjaciół Ukraińców, których kocham, jak braci».

Rozmawiał Piotr STELMASZCZUK,
Stowarzyszenie Integracji Transgranicznej «Łączy Nas Bug»

CZYTAJ TAKŻE: 

WE WŁODZIMIERZU WOŁYŃSKIM I ŁUCKU ODBYŁY SIĘ POKAZY FILMÓW JERZEGO ANTCZAKA

Powiązane publikacje
Życzenia dla Jana Piejki z okazji 70. urodzin
Wydarzenia
18 lipca 70. urodziny obchodzi Jan Piejko, prezes Nadzbruczańskiego Stowarzyszenia Kultury i Języka Polskiego, które działa w Husiatynie, Sidorowie i Chorostkowie w obwodzie tarnopolskim. Z tej okazji przesyłamy solenizantowi najserdeczniejsze życzenia.
18 lipca 2026
Łuck pożegnał żołnierzy Pawła Korczuka, Alberta Świcę i Wadyma Czwyra
Wydarzenia
17 lipca w prawosławnej katedrze Świętej Trójcy w Łucku pożegnano żołnierzy Pawła Korczuka, Alberta Świcę i Wadyma Czwyra.
17 lipca 2026
Ludmyła Płotnikowa ze Stowarzyszenia Im. Ewy Felińskiej obchodzi jubileusz 80-lecia
Wydarzenia
17 lipca 80. urodziny obchodzi Ludmyła Płotnikowa – członkini Stowarzyszenia Kultury Polskiej imienia Ewy Felińskiej na Wołyniu, parafianka katedry Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Łucku.
17 lipca 2026
W piątek odbędzie się pogrzeb poległego na wojnie Alberta Świcy
Wydarzenia
17 lipca o godz. 11:00 w katedrze Świętej Trójcy w Łucku odbędzie się pożegnanie poległego na wojnie Alberta Świcy, członka Stowarzyszenia Kultury Polskiej na Wołyniu im. Ewy Felińskiej.
16 lipca 2026
Ukazał się nr 14 «Monitora Wołyńskiego»
Wydarzenia
W dniu 17. urodzin «Monitora Wołyńskiego» (nr 1 ukazał się 16.07.2009) przekazujemy w Państwa ręce najnowszy numer gazety. Piszemy w nim m.in. o mszach wołyńskich w Ołyce i Łucku, wspólnym porządkowaniu cmentarza w Kisielinie, 106. rocznicy wspólnej walki z bolszewikami, lecie z językiem polskim w Kostiuchnówce i Zdołbunowie.
16 lipca 2026
Międzywyznaniowa modlitwa za Ukrainę z okazji Dnia Ukraińskiej Państwowości
Wydarzenia
15 lipca, w Dniu Ukraińskiej Państwowości, w cerkwi Świętego Jana Teologa w Łucku odbyła się międzywyznaniowa modlitwa za Ukrainę.
15 lipca 2026
W Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej trwają prace ekshumacyjne
Wydarzenia
13 lipca w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej w obwodzie wołyńskim rozpoczęły się prace ekshumacyjne. Potrwają do 7 sierpnia br.
14 lipca 2026
«Pierwszy raz tu jestem, ale na pewno nie ostatni». Polacy i Ukraińcy wspólnie pracowali w Kisielinie
Wydarzenia
Stary cmentarz katolicki w Kisielinie to jeden z pozytywnych przykładów wołyńskich nekropolii, które są regularnie porządkowane w ostatnich latach. W tym roku tradycję tę kontynuowało 12 wolontariuszy z Polski i Ukrainy.
14 lipca 2026
Słowa Świętego Jana Pawła II przywołane w łuckiej katedrze w 83. rocznicę Zbrodni Wołyńskiej
Wydarzenia
«Nasza dzisiejsza modlitwa jest odpowiedzią na wezwanie Świętego Jana Pawła II» – powiedział bp Witalij Skomarowski, cytując słowa papieża o oczyszczeniu pamięci historycznej i przebaczeniu na początku mszy w łuckiej katedrze.
12 lipca 2026