Tam, u nas w domu
Artykuły

70 lat temu pod pretekstem «wymiany ludności» zaczęła się deportacja Polaków z terenów Ukrainy.

Stoimy w kościele w niedużej miejscowości Świątniki pod Wrocławiem i prosimy o błogosławieństwa Matki Bożej Bolesnej. To święty obraz, do którego w tych dniach przybywają ci, którzy uważają, że jest ich obrońcą. Przeszyta mieczem Matka Boża Bolesna płacze nieustannie, a jej łzy uzdrawiają chorych od ponad 400 lat. Właśnie dlatego do niej w pielgrzymce szli wierzący różnych wyznań: jednak było to w kościele wsi Niewirków w rejonie koreckim na Rówieńszczyźnie. Na Ziemie Odzyskane przywieźli ją wołyńscy Polacy, których zgodnie z umową między ZSRR i Polską o granicach państwowych, podpisaną 16 sierpnia 1945 r., deportowano z ich ziem ojczystych.

– Moich rodziców przesiedlono tutaj z Rówieńszczyzny w roku 1945. Mieli po 20 lat. Tu się poznali, założyli rodzinę i osiedlili pod Wrocławiem. W 1948 r. urodziłem się ja. Pamiętam, jak matka cały czas mówiła: u nas w domu takie duże grzyby rosły – a to, czy to są grzyby? I ryby tu małe – nie takie, jak u nas… My, dzieci, nie mogłyśmy zrozumieć, o czym mama mówi – przecież tu jest nasz dom! Podpytywaliśmy więc babcię, o czym mama mówi. Babcia tylko wzdychała: jak dorośniesz to zrozumiesz – opowiada mój dobrowolny przewodnik Ryszard Marcynkowski, polski kolejarz. – Rzeczywiście, później zrozumiałem, że moja rodzina należy do tych ukrainnych Polaków, których deportowano z Wołynia. Tata już nie żyje, a mama, Wanda Żygadło, która skończyła 90 lat, dotychczas tęskni za tym skrawkiem ziemi, gdzie się urodziła, gdzie minęło jej dzieciństwo, młodość, gdzie spotkała swoją pierwszą miłość – i tego uczucia nic i nigdy nie wyrwie z jej serca! A co najważniejsze – mnie teraz też ciągnie na Ukrainę niby magnesem! Po raz pierwszy zwiedzić swoją małą ojczyznę mogliśmy dopiero w 1991 r., po upadku imperium, a wcześniej nie dało się! Proszę tylko sobie wyobrazić, jak lśniły oczy matki! Od tego czasu już 23 razy byłem na ojczystej dla mnie Rówieńszczyźnie, były też moje dzieci – a mam dwóch synów i dwie córki – i wnukowie. W rejonie koreckim, skąd wywieziono ten obraz, teraz jest jego kopia. A na cmentarzu w Niewirkowie ponownie pochowaliśmy szczątki ukrainnych Polaków. Zawsze jesteśmy tam mile witani i wydaje się, że ta gościnność nie ma granic nawet w czasie obecnego kryzysu gospodarczego.

– A ukraińskiego gdzie się Pan nauczył?

– Przecież moi rodzice w domu rozmawiali tylko po ukraińsku!

Tłumacza z ukraińskiego nie potrzebuje też Andrzej Załoga, który przywiózł do obrazu dziewięcioletniego wnuka Filipa: chłopak jeszcze nie do końca rozumie, dlaczego dziadek raz za razem uciera łzy, ale już wie, że oni pochodzą z Ukrainy…

Inżynier elektryk Jerzy Mucharowski ma swoją historię. Jego rodziców też wywieziono pod Wrocław w 1945 r. (poprzednio z tych ziem wysiedlono Niemców).Tutaj się poznali i założyli rodzinę. Obecnie jeżdżą na groby dziadków i sprzątają je. Ale stanąć na progu swego domu rodzinnego w Rudni Bobrowskiej pod Bereźnem on nie może, bo już od dawna tej wsi nie ma. Większość polskich osiedli sowieci spalili – teraz tam szumi las…

Na konferencję poświęconą 70. rocznicy wysiedlenia Polaków z Kresów Wschodnich, do Świątników przybył Jerzy z 93-letnim ojcem. Obaj nie mogli powstrzymać łez, gdy zespół ludowy «Serpanok» z Korca wykonywał niemalże hymn ukrainnych Polaków – piosenkę «Sokoły». Ale łzy zamieniły się w radość po usłyszeniu piosenek ukraińskich.

– Gdy dowiedzieliśmy się, że tutaj jest unikalny obraz z Niewirkowa, ocalony w czasie deportacji ukrainnych Polaków, postanowiliśmy pokazać go naszym dzieciom: jako wzór zachowania historycznej pamięci – mówi prezes Stowarzyszenia «Korzecczyzna» Borys Dyciak (też mający polskie korzenie od strony ojca). – Dlatego korzystamy z każdej okazji, aby porozmawiać z ludźmi, którzy szczerze martwią się o los Ukrainy. I tu, pod samymi Niemcami, gdzie rzuciły ich losy, i u nas na Rówieńszczyźnie, gdzie wspólnie odnawiamy zniszczone katolickie świątynie, porządkujemy groby przodków. Te rozmowy różnych pokoleń Polaków i Ukraińców łączą nasze narody w wymiarze najważniejszym – ludzkim.

– Świątniki są dowodem wielkiego wspólnego porozumienia dwóch narodów – kontynuuje myśl profesor Henryk Słowiński, prezes honorowy Towarzystwa Miłośników Kultury Kresowej. – Właśnie dlatego, już piąty rok z rzędu, gromadzimy się tutaj. Ale obecne spotkanie jest szczególne: mija 70. rocznica od dnia, kiedy została przekrojona mapa świata, jeden podpis zmienił losy rodzin i całych narodów. Geopolityka jest rzeczą bardzo niebezpieczną: decydują o niej rządzący, a cierpią zwykli ludzie. I właśnie oni zazwyczaj są mądrzejsi i bardziej postępowi niż politycy dyktatorzy.

– Do Polaków, których przesiedlono na Ziemie Odzyskane, należała też moja rodzina – z Huty Starej w rejonie kostopolskim na Rówieńszczyźnie. Teraz zrozumieliśmy, dlaczego rodzice zawsze mówili: tam, u nas w domu. Bo nasz dom jest tam, gdzie są groby naszych przodków... To teraz granice są otwarte, ale pokolenie mojej babci było pozbawione tej możliwości – zobaczyć miejsce, gdzie minęło ich dzieciństwo. Ostatnio w Sarnach spotkaliśmy się z Polakami, których rodzice wtedy nie wyjechali z Ukrainy. «Nic od was nie chcemy: tylko przytulić się i odczuć, jak bije polskie serce» – powiedzieli oni. Niech Matka Boża Bolesna z Niewirkowa daje nam natchnienie do tego wielkiego ludzkiego pojednania – z tymi słowami ksiądz Wacław Kuriata zwrócił się do Kresowiaków na uroczystej Mszy św. w Świątnikach, w której uczestniczyli ukrainni Polacy i polscy Ukraińscy.

Nad nami świeciło słońce (cóż z tego, że jesienne!) i żółtym kolorem witały mieszkańców Rówieńszczyzny bujne aksamitki, podobnie jak u nas, koło każdego domu. Stałam wśród tego piękna i rozmyślałam: jeśli tu, tyle kilometrów od Ukrainy, tak ją kochają i o nią się martwią, to znaczy, że będziemy razem w dużej europejskiej rodzinie. Przynajmniej Polacy na nas tam na pewno czekają.

Informacje:
Deportacja Ukraińców i Polaków pod pretekstem «wymiany ludności» zaczęła się od układu dotyczącego ewakuacji obywateli polskich z terytorium USRR i ludności ukraińskiej z terytorium Polski (9 września 1944 r.), a ostatecznie potwierdziła Umowa graniczna pomiędzy Polską a ZSRR z 16 sierpnia 1945 roku, która wyznaczyła granicę wzdłuż «linii Curzona». I chociaż niektórzy badacze twierdzą, że deportacja usunęła podstawy do wrogości między przedstawicielami obu narodów, jednak większość kwalifikuje te umowy jako przestępstwo przeciw ludzkości. Wymienione w nich warunki i metody ich wykonania były przymusowe.

Ikona z Niewirkowa:
Pierwsza wzmianka o wsi Niewirków pochodzi z 1603 r., mieściła się w jednym z dokumentów jego ówczesnych właścicieli, książąt Ostrogskich. Tu, przy ołtarzu kościoła w Niewirkowie, był obraz Matki Bożej Bolesnej, która sprawiała prawdziwe cuda: niepełnosprawni przyjeżdżający do niej na wózkach szli do domu już własnymi nogami. Dlatego do Matki Bożej, z oczu której leciały uzdrawiające łzy, śpieszyli się wierzący różnych wyznań. W 1945 r. ikona została uratowana przez szczęśliwy przypadek: na kufrze, w którym przewożono ją przez granicę, usnęły dzieci. Nikt ich nie obudził myśląc, że tam są tylko rzeczy domowe. W taki sposób ikona znalazła się w Świątnikach. We wrześniu przychodzą do niej Polacy z całego świata: z Kanady, Niemiec, Czech, Holandii – zewsząd, gdzie rzuciły ich losy. Ostatnio dzięki ich pomocy wykonano kopię ikony, która została przekazana do Kościoła św. Antoniego w Korcu.

Inna OMELANCZUK

Na zdjęciu udostępnionym przez autorkę: Ryszard Marcynkowski z Towarzystwa Miłośników Ziemi Wołyńskiej, cieszy się z pobytu gości z Korca – zespołu ludowego «Serpanok»; obraz Matki Bożej Bolesnej.

Powiązane publikacje
TKP w Kowlu uporządkowało polską kwaterę wojskową na miejscowym cmentarzu
Wydarzenia
22 lipca członkowie Towarzystwa Kultury Polskiej w Kowlu zebrali się na cmentarzu komunalnym przy ulicy Niezależności, by uporządkować polskie pochówki.
24 lipca 2026
Łuck otrzymał agregat prądotwórczy z Białegostoku
Wydarzenia
W ramach wsparcia partnerskiego miasto Białystok przekazało Łuckiej Hromadzie, jako pomoc humanitarną, agregat prądotwórczy o mocy 80 kW – podał Wydział Współpracy Międzynarodowej i Działalności Projektowej Łuckiej Rady Miejskiej.
23 lipca 2026
Po Polsce z Wiesławem: Świętokrzyskie – kraina legend, czarów i magii
Artykuły
W samym sercu Polski leży kraina, która pamięta czasy sprzed setek milionów lat, czasy nim na Ziemi pojawiły się dinozaury, a nawet czasy przed wykształceniem się znanych nam dziś kontynentów.
23 lipca 2026
Związki frazeologiczne: Prawdziwe gwiazdy i takie sobie gwiazdeczki
Artykuły
Jeszcze niedawno gwiazdy kojarzyły się z czymś odległym, migoczącym wysoko nad głową, wymagającym teleskopu, cierpliwości i odrobiny romantyzmu. Dziś wystarczy smartfon, stabilne łącze i umiejętność robienia miny zaskoczonej, ale naturalnej, by w ciągu jednego popołudnia znaleźć się na świeczniku.
22 lipca 2026
Lato w Małopolsce dla uczniów Stowarzyszenia im. Ewy Felińskiej z Łucka
Wydarzenia
Uczniowie Szkoły Sobotnio-Niedzielnej przy Stowarzyszeniu Kultury Polskiej imienia Ewy Felińskiej na Wołyniu zakończyli dziesięciodniowy pobyt edukacyjno-integracyjny w Krakowie. Wyjazd odbył się w ramach XXIV edycji akcji Stowarzyszenia Gmin i Powiatów Małopolski «Podarujmy Lato Dzieciom ze Wschodu».
21 lipca 2026
Życzenia dla Anny Sobolewej z Kostopola z okazji 80. Urodzin
Wydarzenia
20 lipca 80. urodziny obchodzi Anna Sobolewa z Kostopola, członkini miejscowego Towarzystwa Kultury Polskiej, parafianka kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa. Redakcja «Monitora Wołyńskiego» oraz Towarzystwo Kultury Polskiej w Kostopolu składają Pani Annie najserdeczniejsze życzenia z okazji jubileuszu.
20 lipca 2026
W Równem powstanie seria filmów animowanych o książętach Lubomirskich
Wydarzenia
Przez prawie 250 lat Równe i Dubno należały do książąt Lubomirskich, którzy wywarli ogromny wpływ zarówno na ówczesny rozwój, jak i na współczesny wygląd tych miast. W tym roku ich dziedzictwu poświęcona zostanie seria animowanych opowieści. Projekt zostanie zrealizowany przy wsparciu Ukraińskiej Fundacji Kultury.
20 lipca 2026
Życzenia dla Jana Piejki z okazji 70. urodzin
Wydarzenia
18 lipca 70. urodziny obchodzi Jan Piejko, prezes Nadzbruczańskiego Stowarzyszenia Kultury i Języka Polskiego, które działa w Husiatynie, Sidorowie i Chorostkowie w obwodzie tarnopolskim. Z tej okazji przesyłamy solenizantowi najserdeczniejsze życzenia.
18 lipca 2026
Łuck pożegnał żołnierzy Pawła Korczuka, Alberta Świcę i Wadyma Czwyra
Wydarzenia
17 lipca w prawosławnej katedrze Świętej Trójcy w Łucku pożegnano żołnierzy Pawła Korczuka, Alberta Świcę i Wadyma Czwyra.
17 lipca 2026