Łuck – Dachau – Ałczewsk – Łuck
Artykuły

Wanda Rad (z domu – Czajkowska) urodziła się w Łucku jeszcze za czasów II Rzeczypospolitej – w 1926 roku. Od lat mieszka przy ulicy Dragomanowa (kiedyś Troicka) w Łucku, z wyjątkiem dwóch okresów w swoim życiu, gdy jako młoda dziewczyna została wywieziona do Niemiec i gdy później musiała pracować w Ałczewsku.

– W jaki sposób układało się współżycie między narodowościami w latach 30-tych?

– Ja chodziłam do polskiej szkoły. Swoje szkoły mieli Czesi, Żydzi, Rosjanie. Było spokojnie i dobrze. Jak mieliśmy święto, to Ukraińcy do nas przychodzili, później my do nich. Do Żydów też chodziliśmy.

– Czy pamięta Pani moment wejścia sowietów?

– Pamiętam, że u nas mieszkało kilku sowieckich żołnierzy. Babcia miała w kufrze tkaninę, którą oni ukradli.

– Jakie represje dotknęły  Polaków w czasie pierwszej okupacji sowieckiej z lat 1939-1941 ? Wywozili kogoś?

– Tak, wywozili inteligencję. Dużo moich koleżanek wyjechało – jedna, na przykład była córką profesora, inna – dyrektora szkoły. Wywozili też Ukraińców.

– A czy słyszała Pani o tych mordach w więzieniu?

– Mieszkałam niedaleko od więzienia. Wiem tylko, że rozstrzeliwali ich tam.

– Czym się Pani zajmowała, kiedy nastała okupacja niemiecka?

– Chodziłam do szkoły. Uczyliśmy się w języku polskim, mieliśmy też język ukraiński i rosyjski. Ludzie pracowali. W Łucku wszystko było spokojnie. Chodziliśmy do kina, na spacer, nikt nas nie ruszał. Żydów zabierali odrazu do getto, ono było tam, gdzie ulice Karaimska, Bratkowskiego. Tam wszystko zostało ogrodzone. A później zaczęli wywozić ich w obozy koncentracyjne.

– Kiedy przystąpiono do eksterminacji i prześladowan przedstawicieli innych narodowości?

– Nikt nikogo nie ruszał.

– Ale przecież Pani znalazła się w obozie koncentracyjnym...

– W maju 1943 roku była ładna pogoda, więc pewnego razu zebraliśmy sobie dziewczynki, chłopcy i poszliśmy do kina. Jak połowę filmu obejrzeliśmy, podjechali samochody pod kino, zabrali nas, później na pociągi – i do Niemiec. Dobrze, że pociągi stali jeszcze przez noc, to przyszli do nas rodzice, przynieśli ubranie. W następnym dniu pojechaliśmy najpierw do Przemyśla, potem – do Dachau.

– Pamiętam, że było tam 18 bloków, żelazna brama. Przyszła do nas jakaś kobieta, powiedziała, że zaraz pójdziemy pod prysznic i będą nas gazem zabijać. A ja sobie myślę: po co oni tu nas zabrali, wieźli, żeby nas tu zabić, jak mogli to zrobić w Łucku. Jak poszliśmy pod prysznic, to ze strachem czekaliśmy, jak puszczą gaz. Ale nic, umyliśmy się i poszliśmy do lekarzy, potem – do baraków. Baraki były ogrodzone drutem kolczastym pod prądem. Przez trzy miesiące byliśmy w tym obozie, pracowaliśmy na czeskich koloniach. Marchewka, kapusta, buraczki – Czesi nas jeszcze dobrze karmili, bo w obozie to nic nie dawali. Potem nam powiedzieli, że pojedziemy do Monachium pracować. Pojechaliśmy tam do Urzędu pracy, skąd wszystkich pozabierali do pracy na kolei czy na fabrykach. Ja jedna zostałam. Przyszedł jakiś Niemiec, popatrzył, że jestem taka chuda, powiedział: „Nein”. Drugi przyszedł – też nie chciał mnie zabrać, aż przyszła jedna pani i powiedziała: „Chodź ze mną”. Ona miała syna 10 lat, męża i matkę, która była właścicielką restauracji. Pracowałam tam, a mieszkałam u nich na drugim piętrze w małym pokoiku, w którym stało łóżko, szafka, lustro. Każdego dnia trzeba było przygotować obiad dla 300-400 ludzi, potem sprzątałam na sali. Pracy było dużo, ale zawsze potrafiłam wszystko zdążyć. Pracowałam tam do początku 1945 roku.

– Czy z tej rodziny ktoś pytał o Pani Rodziców?

– Prawie nie rozmawialiśmy. Ja mało mogłam powiedzieć po niemiecku, a oni po polsku. Ale byli dobrymi ludźmi, zawsze mnie żałowali, kupowali sukienki, pantofelki.

Później przyszli Amerykanie, trochę jeszcze byłam tam, potem pojechałam do Polski – do Łodzi. Byłam tam przez pół roku – pracowałam w fabryce tkanin.

– Dlaczego Pani nie pojechała do Łucka od razu?

– Nie mogłam pojechać, bo to trzeba było zebrać grupę ludzi, żeby zawieźć ich na Ukrainę. Później znalazłam rosyjski sztab, gdzie było dużo takich, którzy chcieli pojechać na Ukrainę. W końcu wywieźli nas.

– Czy wśród tych ludzi nikt nie wiedział, że tu już sowieci przyszli?

– Wszyscy myśleli, że wszystko wróci w swoje granice.

– Czy coś słyszała Pani o zamordowanych w Dachau, gdy Pani tam była? Czy uwięzione z Panią osoby miały świadomość tego, że to obóz zagłady?

– O niczym nie wiedzieliśmy. Nie wolno nam było z nikim rozmawiać.

– Wróciła Pani do Łucka w 1945 roku. Jak rodzina zareagowała na ten powrót i wcześniejsze wojenne Pani losy?

– W domu myśleli, że dobrowolnie pojechałam do Niemiec. Jak wróciłam, to długo chodzili za mną panowie w kapeluszach. Poszłam do milicji, powiedziałam o tym, a oni kazali mnie pojechać popracować gdzieś dla ojczyzny. Musiałam razem z wszystkimi, kto wrócił z Niemiec, pojechać do pracy. Pracowałam na fabryce betonowej w Ałczewsku, gdzie trzeba było przez cały dzień łopatą cement pchać. Pracowałam tam przez pół roku bez żadnej maski ochronnej, w końcu ciągle miałam krwotok z nosa, a zostawało mi jeszcze 4 miesiące. Ale trafiłam na dobrego naczelnika – odpuścił mnie do domu. Jak wróciłam, poszłam na milicję, dałam im zaświadczenie – nie chodzili więcej za mną. Chyba że przychodzili później do dyrektora fabryki obuwia, w której pracowałam, prosili żeby przyglądał się mnie, ale on powiedział, że jestem dobrą pracowniczką, więc jeszcze kilka razy przyszli i już nie miałam z tym kłopotów.

– Ile czasu pracowała Pani w fabryce obuwia?

– Przez 35 lat.

– Należała Pani do partii?

– Nie.

– Czy w niepodległej Ukrainie ma Pani status człowieka represjowanego  albo więźnia?

– Tak.

– Pani jest w Stowarzyszeniu Kultury Polskiej imienia Ewy Felińskiej od samego początku. Kiedy Pani przyszła do stowarzyszenia?

– Po pól roku, jak ono się utworzyło.

– Pani była też w grupie osób, które wywalczyły kościół.

– Tak, razem z 20-osobową grupą zbieraliśmy podpisy w końcu lat 80-tych, jeździliśmy do Kijowa prosić, żeby w kościele można było modlić się. Przychodzili wtedy do nas z KGB, pytali dlaczego to robimy…

– Jeździła Pani do Niemiec po wojnie?

– Tak, jeździłam na początku 90-tych z dziećmi, których nauczałam języka niemieckiego. Ale w Monachium nie byłam. Pisałam tam do władz miasta, chciałam tam pojechać, spotkać się z rodziną, u której pracowałam. Dostałam nawet odpowiedź z Monachium, że będą nabierać grupę z Wołynia, było 2 czy 3 lata temu, ale do tej pory nie ma nic. Ale nie tracę nadziei.

Rozmawiał Walenty WAKOLUK

Powiązane publikacje
TKP w Kowlu uporządkowało polską kwaterę wojskową na miejscowym cmentarzu
Wydarzenia
22 lipca członkowie Towarzystwa Kultury Polskiej w Kowlu zebrali się na cmentarzu komunalnym przy ulicy Niezależności, by uporządkować polskie pochówki.
24 lipca 2026
Łuck otrzymał agregat prądotwórczy z Białegostoku
Wydarzenia
W ramach wsparcia partnerskiego miasto Białystok przekazało Łuckiej Hromadzie, jako pomoc humanitarną, agregat prądotwórczy o mocy 80 kW – podał Wydział Współpracy Międzynarodowej i Działalności Projektowej Łuckiej Rady Miejskiej.
23 lipca 2026
Po Polsce z Wiesławem: Świętokrzyskie – kraina legend, czarów i magii
Artykuły
W samym sercu Polski leży kraina, która pamięta czasy sprzed setek milionów lat, czasy nim na Ziemi pojawiły się dinozaury, a nawet czasy przed wykształceniem się znanych nam dziś kontynentów.
23 lipca 2026
Związki frazeologiczne: Prawdziwe gwiazdy i takie sobie gwiazdeczki
Artykuły
Jeszcze niedawno gwiazdy kojarzyły się z czymś odległym, migoczącym wysoko nad głową, wymagającym teleskopu, cierpliwości i odrobiny romantyzmu. Dziś wystarczy smartfon, stabilne łącze i umiejętność robienia miny zaskoczonej, ale naturalnej, by w ciągu jednego popołudnia znaleźć się na świeczniku.
22 lipca 2026
Lato w Małopolsce dla uczniów Stowarzyszenia im. Ewy Felińskiej z Łucka
Wydarzenia
Uczniowie Szkoły Sobotnio-Niedzielnej przy Stowarzyszeniu Kultury Polskiej imienia Ewy Felińskiej na Wołyniu zakończyli dziesięciodniowy pobyt edukacyjno-integracyjny w Krakowie. Wyjazd odbył się w ramach XXIV edycji akcji Stowarzyszenia Gmin i Powiatów Małopolski «Podarujmy Lato Dzieciom ze Wschodu».
21 lipca 2026
Życzenia dla Anny Sobolewej z Kostopola z okazji 80. Urodzin
Wydarzenia
20 lipca 80. urodziny obchodzi Anna Sobolewa z Kostopola, członkini miejscowego Towarzystwa Kultury Polskiej, parafianka kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa. Redakcja «Monitora Wołyńskiego» oraz Towarzystwo Kultury Polskiej w Kostopolu składają Pani Annie najserdeczniejsze życzenia z okazji jubileuszu.
20 lipca 2026
W Równem powstanie seria filmów animowanych o książętach Lubomirskich
Wydarzenia
Przez prawie 250 lat Równe i Dubno należały do książąt Lubomirskich, którzy wywarli ogromny wpływ zarówno na ówczesny rozwój, jak i na współczesny wygląd tych miast. W tym roku ich dziedzictwu poświęcona zostanie seria animowanych opowieści. Projekt zostanie zrealizowany przy wsparciu Ukraińskiej Fundacji Kultury.
20 lipca 2026
Życzenia dla Jana Piejki z okazji 70. urodzin
Wydarzenia
18 lipca 70. urodziny obchodzi Jan Piejko, prezes Nadzbruczańskiego Stowarzyszenia Kultury i Języka Polskiego, które działa w Husiatynie, Sidorowie i Chorostkowie w obwodzie tarnopolskim. Z tej okazji przesyłamy solenizantowi najserdeczniejsze życzenia.
18 lipca 2026
Łuck pożegnał żołnierzy Pawła Korczuka, Alberta Świcę i Wadyma Czwyra
Wydarzenia
17 lipca w prawosławnej katedrze Świętej Trójcy w Łucku pożegnano żołnierzy Pawła Korczuka, Alberta Świcę i Wadyma Czwyra.
17 lipca 2026