Waldemar Piasecki : “Wokół mnie zawsze byli inteligentni ludzie”
Artykuły

Chyba nikt nie wie o Łucku więcej, niż krajoznawca Waldemar Piasecki. Ale czy wszystko wiemy o tym wołyńskim kustoszu pamięci? Dziś Waldemar Piasecki odkrywa nam niektóre stronice swojego życia.

– Panie Waldemarze, nazywają Pana często patriarchą krajoznawstwa.

– A także akademikiem Starego Miasta. Dawno zajmuję się krajoznawstwem. Kiedy rozpoczynałem, to mało kto tym się w Łucku zajmował. Zajęcie to odziedziczyłem. Krajoznawstwem zajmował się mój dziadek po linii ojca, interesowała się nim moja mama, mimo woli i ja zacząłem się tym zajmować.

– Rodzina była polska?

– Mama pochodziła z rodziny mieszanej. Ojciec był Polakiem. Rodzina miała także słowackie korzenie. W ogóle ród Piaseckich prawdopodobnie wywodzi się ze Słowacji. Moi rodzice się rozeszli. Ojciec był w AK, później zginął na Majdanku.

– Badał Pan swoją genealogię?

– Znam swoich przodków do prapradziadków.

– Urodził się Pan w styczniu 1934 roku...

– Tak. W Dąbrowicy (obecnie obwód rówieński). To pierwsze miejsce, gdzie pracowała mama. Ona była nauczycielką szkoły początkowej. Ukończyła Seminarium Nauczycielskie w Ostrogu. Każdego lata jeździła do rodzimego Podwołoczyska. Lubiła jeździć różnymi drogami: zatrzymywała się u znajomych, których poznała pracując jako nauczycielka i obowiązkowo oglądała domy, cmentarze, bardzo lubiła oglądać dawne groby. Chyba dlatego ja się też interesuję właśnie cmentarzami. W Podwołoczysku, skąd pochodziła moja mama (obecnie obwód tarnopolski), był cmentarz, na którym pochowano rosyjskich żołnierzy z okresu I wojny światowej: rzędy grobów żołnierskich, groby sióstr-żałobnic, pielęgniarek. Czytać uczyłem się z epitafiów. Oficerskie groby były osobne, przeważnie wszystkie z epitafiami. Liczyć nauczyłem się na parowozach. Podwołoczysko to ostatnia stacja przed polsko-sowiecką granicą i tam zawsze było wiele różnych parowozów. Zawsze lubiłem na nie patrzeć.

Moja mama miała piękny głos, lubiła śpiewać, znała arie z różnych oper. Od dziecka słyszałem "Och Galina, och jedyna", która wykonywana była dla mnie jako kołysanka. Starsza siostra mamy Mania, przez jakiś czas śpiewała razem z Kruszelnicką. Druga siostra, też miała piękny głos. W rodzinie zawsze lubili śpiewać. Mama zawsze miała odpowiednie towarzystwo. Oni się zbierali, słuchali nagrań znanych wykonawców operowych, czytali albo grali odcinki z różnych utworów, na przykład Słowackiego, a inni musieli zgadnąć, z której części utworu ten fragment. My, dzieci, również brałyśmy w tym udział. Tak dawniej spędzano czas. Wokół mnie zawsze byli inteligentni ludzie.

– Faktycznie to oni Pana ukształtowali.

– Inaczej nie mogło być.

 

11

 

– Jakie było dzieciństwo podczas wojny?

– Mama wtedy była na Wołyniu. A mnie przed wojną w 1939 roku, przywieziono do Podwołoczyska. Pamiętam jak nisko leciał samolot, jak w Podwołoczysku pojawili się austriaccy uciekinierzy – Żydzi. Pamiętam polską milicję ludową z opaskami, pamiętam jak przyszli bolszewicy. Kiedy przygotowywano aresztowania członków Polskiej Partii Socjalistycznej, zapytali mojego wujka – kogo on zna. On odpowiedział: "Aresztujcie tych, którzy będą wychodzić w kapeluszach". Ale wszyscy wyszli w kapeluszach, miał przez to nieprzyjemności ze strony sowietów. Kiedy przez Podwołoczysko wywożono Polaków w wagonach towarowych, ludzie starali się im coś podać. Żeby miejscowi tego nie czynili, postawiono żołnierzy dla odpędzania ich, dopóki wagony stały. Wysłano mnie wtedy, żebym podał im czajnik z wodą. Czajnik postrzelono (strzelali nie do człowieka, a do tego, co on niesie), beret na głowie też kulą zaczepiło.

– Panie Waldemarze, pamięta Pan dzień, kiedy weszli Niemcy?

– Kiedy przyszli Niemcy, byłem już we wsi Menczyce pod Włodzimierzem z ciocią Julią. Mama była wtedy na seminarium w Łucku. Pamiętam niemieckie samoloty nad wsią i zestrzelone radzieckie. W okolicach naszej wsi pojawili się uciekinierzy, ktoś z miejscowych ich grabił. Wieczorem już dookoła była strzelanina. W pierwszym dniu gospodarzowi, u którego mieszkaliśmy, zabito syna. Pamiętam jak została ranna w rękę pracownica szkoły, która biegła dalej od drogi, trzymając na rękach moją młodszą siostrę. Mnie wysłano do cioci, aby ona zabrała siostrę i pomogła sąsiadce. Wtedy po raz drugi podczas wojny zostałem postrzelony w czapkę.

– Okres powojenny, kiedy żył Pan we Włodzimierzu, był ciekawy? Jakich ludzi spotkał Pan i kogo zapamiętał...

– Moją pierwszą nauczycielką była mama. Podczas okupacji chodziłem do szkoły we wsi, a już do czwartej klasy – poszedłem po wojnie we Włodzimierzu. W zabytkowym Włodzimierzu często odbywały się wykopy archeologiczne, na które nas jako uczniów często przyprowadzano. Z nauczycieli najwięcej pamiętam Nadiję Smykaluk i zbieracza dawnych rzeczy Wiaczesława Kowalskiego. Już po zakończeniu szkoły zdarzyło mi się spotkać z wybitnym znawcą Wołynia Ołeksandrem Cynkałowskim.

 

33

 

– Wiem, że pracował Pan w szkole artystycznej.

– Nie, uczyłem rysowania w zwykłej szkole. Ale przed tym studiowałem architekturę na Lwowskiej Politechnice. Potem studiowałem w Rosji, miałem specjalizację – historia sztuki. Kiedy przyjechałem do Łucka, pracowałem jako wykładowca historii sztuki. Interesowałem się zabytkami w mieście: przez kogo zbudowane, właściwości architektury, kto projektował. Tak zacząłem zajmować się krajoznawstwem.

– Jaka była Pana droga do Stowarzyszenia Kultury Polskiej im. Ewy Felińskiej na Wołyniu?

– Kiedy zmarła moja mama, poprosiłem księdza Ludwiga, żeby odprawił mszę. Zacząłem częściej chodzić do kościoła. Przy nim tworzyło się stowarzyszenie, jakoś mimo woli, dołączyłem się do jego działalności.

– Jakie miejsce zajmuje kultura polska i język polski w Pana życiu?

– Po polsku czytam i rozmawiam od dziecka. Mam półukraińską, półpolską bibliotekę. Uważam, że człowiek jest bogatszy, kiedy wychowany jest w dwóch-trzech kulturach. Interesują mnie utwory, które były w pańskich majątkach, polska inteligencja. Obecnie na prośbę jednego człowieka z Rzeszowa szukam informacji o członkach jego rodziny.

– Jest Pan stałym gościem archiwum wołyńskiego i "mostem pamięci". Chroni Pan tę pamięć w swoich badaniach, publikacjach, księgach.

– Obecnie przygotowywana jest do druku moja książka, w której znajdą się historyczne podróże po mieście i historie życiowe. Niestety na wszystko brakuje czasu. Mam koleżankę w pracy – Innę Abramiuk. Spodziewam się, że ona będzie kontynuowała moją pracę i wykorzysta wszystkie zebrane przeze mnie materiały, których ja nie potrafiłem wykorzystać.

– Otrzymał Pan nagrodę "Zasłużony dla Kultury Polskiej". Jak Pan ocenia to odznaczenie?

– Zaznaczę tylko, że "rozhuśtało" to ukraińską stronę, która obecnie zastanawia się nad tym, żeby odznaczyć mnie różnymi nagrodami.

Rozmawiał Walenty WAKOLUK
Zdjęcia udostępnione przez Waldemara Piaseckiego

 

Powiązane publikacje
Prosił, by pochowano go na Ukrainie. W Łucku pożegnano poległego na wojnie Kolumbijczyka
Wydarzenia
15 września Łuck pożegnał Kolumbijczyka Carlosa Arturo Bojórqueza Velasco, który zginął w walce o Ukrainę.
15 września 2026
Krzyż nie ma ostatniego słowa. Odpust w Torczynie
Wydarzenia
«Cierpienie nie ma ostatniego słowa, bo Krzyż nie ma ostatniego słowa. Ostatnie słowo należy do Chrystusa – i tym słowem jest zmartwychwstanie» – te słowa stały się głównym przesłaniem uroczystości Podwyższenia Krzyża Świętego, która 14 września odbyła się w katolickiej parafii w Torczynie na Wołyniu.
15 września 2026
Wieczór muzyki sakralnej w Dubnie
Wydarzenia
14 września, w święto Podwyższenia Krzyża Świętego, parafia Świętego Jana Nepomucena w Dubnie obchodziła drugi odpust.
15 września 2026
«Paleta kultur»: jak wyglądał tegoroczny międzykulturowy festiwal w Łucku
Wydarzenia
Tradycyjnie z okazji Dnia Miasta w Łucku odbył się międzykulturowy festiwal «Paleta Kultur».
14 września 2026
Rosyjskie drony przez cały dzień atakują obwód rówieński i wołyński
Wydarzenia
Od kilku godzin trwa zmasowany atak dronów na obwód wołyński oraz od samego rana na obwód rówieński. Wróg skierował drony m.in. na Kowel, Łuck, Sarny i Dubno.
12 września 2026
Trasa z początku XX wieku: w Łucku zaprezentowano audiospacer po centrum miasta
Wydarzenia
«Łesia nawet nie śniła o życiu w rytmie tanga» – audiospacer pod tym tytułem zaprezentowano w Łucku 11 września. Jest to pierwszy audiospacer w ramach projektu «Wielokulturowy Łuck: trasa z początku XX wieku» realizowanego przez teatr «Harmyder».
12 września 2026
W Równem odbędzie się jubileuszowy turniej minifutbolu dla drużyn z Ukrainy i Polski
Wydarzenia
W Równem odbędzie się X Międzynarodowy Turniej Minifutbolu «Sport zbliża serca» z udziałem drużyn dziecięcych i dorosłych z Ukrainy i Polski.
11 września 2026
Wspólne czytanie Mickiewicza w Tarnopolu
Wydarzenia
10 września w Polonijnym Stowarzyszeniu Kulturalno-Oświatowym w Tarnopolu odbyło się Narodowe Czytanie. Spotkanie miało na celu nie tylko popularyzację klasyki literatury pięknej, ale również integrację lokalnych środowisk polskich oraz placówek oświatowych.
11 września 2026
«Dialog Dwóch Kultur» zaprosił uczestników do Krzemieńca, Dubna, Wiśniowca i Ubini
Wydarzenia
W dniach 4–7 września w Krzemieńcu odbyło się forum literacko-artystyczne «Dialog Dwóch Kultur – 2026». Wyjazdowe sesje konferencji zorganizowano w Dubnie w obwodzie rówieńskim, Wiśniowcu w obwodzie tarnopolskim oraz w Ubiniach w obwodzie lwowskim.
11 września 2026